"/>
Serwis Legia.Net stosuje pliki cookies w celu lepszego poznania w jaki sposób nasi czytelnicy korzystają z naszych stron. Używamy cookies także w celach reklamowych i statystycznych oraz dla prawidłowego funkcjonowania niektórych funkcji serwisu. Mogą być one być również stosowane przez współpracujących z nami reklamodawców i firmy badawcze.

Każdy użytkownik może zmienić swoje ustawienia dotyczące plików cookies, korzystając z ustawień używanej przez siebie przeglądarki internetowej. Domyślne ustawienia najpopularniejszych przeglądarek na komputerach osobistych i urządzeniach mobilnych zezwalają na zapisywanie w pamięci urządzenia plików cookies.
X

Tło

22 lipca 2017

Marcin Żewłakow: Pokuszę się o gola

2011-09-23 18:00:00
img
W sobotę legionistów czeka spotkanie ze słabo spisującym się w T-Mobile Ekstraklasie GKS-em Bełchatów. Podstawowym zawodnikiem Brunatnych jest Marcin Żewłakow, z którym porozmawialiśmy o samym meczu, ale zapytaliśmy go również o zdanie w kilku innych sprawach. "Żewłak" opowiada nam również, czym są dla niego pojedynki z bratem. Warto pamiętać, że na boisku w Bełchatowie, Michał w barwach Legii, będzie starał się powstrzymać Marcina przed zdobyciem gola. Zapraszamy do lektury.

Nie często gra pan przeciwko bratu. W sobotę po raz pierwszy zmierzycie się na boiskach ekstraklasy.


- Faktycznie, na naszym ligowym podwórku zagramy przeciwko sobie po raz pierwszy. Wcześniej, w Belgii, zdarzyło się już kilka spotkań, w których rywalizowaliśmy.


Jakie uczucia towarzyszą panu w takich pojedynkach?


- Najdziwniejszy był pierwszy mecz, w którym rywalizowaliśmy. Każdy kolejny obfitował już w coraz mniejsze emocje. Z czasem przyzwyczailiśmy się, że stajemy po przeciwnych stronach barykady. Mniej więcej w pierwszych trzech sezonach zależało nam, żeby zaprezentować się lepiej od drugiego. Najlepiej pamiętam pierwsze spotkania w Brukseli i Mouscron. Natomiast przed polską publicznością po raz pierwszy skrzyżujemy piłkarskie szpady. Wydaję mi się, że mimo wszystko jest to wątek drugoplanowy. Chyba zarówno dla mnie, jak i dla Michała, będą liczyły się głównie punkty. Ten braterski akcent trzeba zostawić mediom i fanom.


Jak oceniłby pan powrót Michała do Ekstraklasy?


- Okoliczności może nie pozwalają powiedzieć, że jest to bardzo udany powrót. Według mnie, Michał nie musi się wstydzić tego co prezentuje. Do Legii trafił zawodnik, który wniósł odpowiednią jakość, co pokazuje fakt, że praktycznie we wszystkich spotkaniach gra od pierwszej do ostatniej minuty. Nie ma też co patrzeć, że w okresie przygotowawczym przytrafiły mu się dwa samobóje. Wydaje mi się, że cała defensywa Wojskowych, więcej na Michale zyskuje niż traci. Nie chcę tego przebarwiać, ale sam klub jak i poszczególni legioniści mogą zyskać na współpracy z takim obrońcą.


W pierwszych dwóch kolejkach trwającego sezonu zdobył pan dwa gole. Ostatnio jednak nic nie może wpaść do siatki. Zablokował się pan?

- Jedną z przyczyn jest to, że jako drużyna prezentujemy się troszkę słabiej. Stwarzamy mniej sytuacji bramkowych, a nasza gra opiera się na wybronieniu przed atakami rywali. Niestety, ale taka jest rola i los napastnika występującego w ekipie z dolnej części tabeli. Jest mniej okazji na zaliczenie trafienia, niż w zespole walczącym o najwyższe cele. Nie deprymuje mnie to jednak. Przechodziłem już wiele podobnych chwil w czasie swojej kariery. Pracuję i czekam na kolejnego gola. Mam też nadzieję, że spotkanie z Legią przyniesie okazje na zdobycie bramki.


Umie pan wytłumaczyć, czemu GKS spisuje się tak słabo i zajmuje dopiero 14. miejsce?


- Gdybyśmy wiedzieli czemu tak jest, to zapobieglibyśmy tej sytuacji już wcześniej. Pewnych sytuacji nie da się przewidzieć od razu. Czegoś nam brakuje - staramy się wszystko naprawić, ale na to potrzeba czasu i cierpliwości. Dodatkowo mieliśmy zmianę trenera, a to też wyznacza nam nowy kurs jeżeli chodzi o wizję i filozofię futbolu prezentowaną przez GKS Bełchatów. Każdy szkoleniowiec trochę inaczej widzi ustawienie zespołu. Te wszystkie zawirowania nie wpływały korzystnie na naszą dyspozycję i liczymy, że uda się nam wszystko ustabilizować oraz poprawić miejsce w tabeli.


Czy z trenerem Pawłem Janasem współpracowało się lepiej niż obecnie z debiutantem Kamilem Kieresiem?


- Niezbyt długo współpracowałem z trenerem Janasem, dlatego ciężko mi go oceniać. Przeżyliśmy wspólnie jedynie okres przygotowawczy i kilka kolejek w tym sezonie. Podobnie sprawa wygląda z Kamilem Kieresiem. Dopiero uczymy się jego filozofii oraz wytycznych, które próbuje nam przekazać. Pracujemy z nim nad sprawami, na które kładzie największy nacisk. Nie czuję się na siłach, aby porównywać i oceniać te dwie postacie. Chcę jak najlepiej wypełniać boiskowe założenia zalecone przez trenera Kieresia. Swoją drogą nam jako piłkarzom chyba nie wypada oceniać szkoleniowców. Jako zawodnik zostałem wychowany w takiej starej hierarchii. My mamy się po prostu dostosować do tego co się dzieje.


Jakie wnioski nasuwały się panu po obejrzeniu
ostatnich spotkań Legii?


- Nie chciałbym za wiele o tym mówić. To wiedza, którą powinniśmy wykorzystać dopiero w czasie pojedynku z Legią. Po co mam ułatwiać pewne sprawy szkoleniowcom Wojskowych? Wyciągnęliśmy wnioski i mamy jakiś pomysł na grę przeciwko legionistom. Główny kurs nada nam jednak trener. Osobiście najbardziej analizuję grę obrońców, gdyż jeżeli zostanę desygnowany do gry to najczęściej będę się mierzył właśnie z nimi. Co by nie mówić - defensorzy Legii są bardzo dobrzy. Nie są to przypadkowi ludzie, a gracze, którzy grają w reprezentacji i europejskich pucharach. Muszę się dobrze przygotować i nastroić na te pojedynki.


W zeszłym sezonie w dwóch meczach, strzelił pan Wojskowym trzy bramki. Ma pan jakiś patent na Legię?


- No tak, ale jest to już melodia zeszłego sezonu. Każdy mecz jest inny, ale nie miałbym nic przeciwko, żeby mówiło się, że to Legia jest ekipą, która mi "leży". Na pewno postaram pokusić się o gola, a najlepiej żeby był on zwycięski dla GKS-u.


Jest pan rodowitym warszawiakiem, więc czy spotkania przeciwko ekipom ze stolicy są trochę inne od pozostałych?


- Wydaję mi się, że miejsce urodzenia absolutnie nie liczy się w tej sytuacji. Sam stadion Legii robi wrażenie na każdym. Niezależnie czy taka osoba urodziła się w stolicy czy nie. Mecz przy Łazienkowskiej wspominam bardzo miło. Na osiedlu miałem wielu kolegów, którzy byli za Legią, ale nie wstydziłem się przed nimi niezłej gry przeciwko Wojskowym.


Legia wygrała 4:1 ostatni mecz z Rozwojem Katowice w Pucharze Polski. Myśli pan, że to spotkanie trochę podbuduje legionistów mimo, że rywal nie był z najwyższej półki?


- To zwycięstwo chyba nie będzie wielkim stymulantem dla Wojskowych. Pokonanie Rozwoju w PP było obowiązkiem legionistów. Przed nimi zawsze stawia się najwyższe cele i inne standardy. Gdyby Legia nie wygrała, nad całą ekipą zebrałyby się czarne chmury.


Cały czas pod znakiem zapytania stoją występy Dawida Nowaka, Jacka Popka i Kamila Kosowskiego. Na pewno nie zagrają Wojciech Jarmuż i Damian Zbozień.


- Strata takich zawodników to duży cios dla Bełchatowa. Takie są "uroki" trwającego sezonu w Ekstraklasie. Musimy sobie z tym poradzić. W zespole są zmiennicy, którzy muszą sobie poradzić. Jeżeli pokażą się z dobrej strony to mogą utrzymać miejsce w pierwszym składzie na dłużej.


Jak ocenia pan Damiana Zboźnia. Zarówno jako piłkarza jak i kolegę z szatni?


- Mam o Damianie bardzo dobre zdanie i to zarówno jako o chłopaku w szatni, jak i o zawodniku na boisku. Pierwszą sprawą rzucającą się w oczy jest jego odwaga. Nie trafił do nas jakiś zakompleksiony człowiek tylko facet, który od razu chciał się zakumplować z drużyną. Na dodatek zawsze gra na 120 procent. Być może właśnie to przypłacił kontuzją. Naprawdę odnalazł się w tym zespole bardzo szybko. W szatni jest lubiany, więc nie ma żadnych kłopotów. "Zboziu" jest ułożonym i zdolnym graczem. Oby priorytety, które sobie obrał, nie zmieniły się z czasem.


Czy na sam koniec mógłby się pan odnieść do sprawy powoływania do kadry narodowej kolejnych zawodników jedynie z polskimi korzeniami. Ostatnio głośno jest o Maorze Meliksonie...


- W polskiej reprezentacji, miejsce dla dobrych piłkarzy jest zawsze. Z naturalizacją wiążą się pewne podteksty. W różnych przypadkach było głębsze lub płytsze dno. Ostatnio kilku piłkarzy dostawało paszporty i zaczynało grać w kadrze Smudy, dlatego każdy taki przypadek zaczyna budzić kontrowersje. Jeżeli chodzi o samego Meliksona to nie można odmówić mu umiejętności. O tym, czy on jest godny gry z orzełkiem na piersi, powinni decydować ludzie odpowiedzialni za tworzenie tej drużyny. Mówiąc wprost - piłkarsko oczywiście jestem na tak, ale aspekt obyczajowy jest niewyraźny. Chyba wszyscy jesteśmy zmęczeni rozdawaniem kolejnych obywatelstw...


 

Autor: Piotr Kamieniecki Źródło: Legia.Net   

twitter

Tagi

Komentarze osób niezalogowanych wyświetlą się po akceptacji moderatora


 

Komentarze

Wszystkie
Pozytywne
~kibic
2011-09-23 19:17 IP 92.63.3***
Odniosę się do ostatniego punktu rozmowy z Marcinem.... Maor Melikson podjął decyzję o grze dla Polski ale w ostatniej chwili zrezygnował bo grożono jemu i jego rodzinie.On po prostu został zastraszony,zaszantażowany i sterroryzowany przez swoich rodaków z Izraela. Myślę że trochę poczeka aż sprawa ucichnie i Smuda go powoła. Być może już na listopadowy mecz z Włochami. Nie wyobrażam sobie tego aby w zaistniałej sytuacji zagrał dla kraju z którego pochodzą gnidy grożące mu śmiercią....
~Danel72
2011-09-23 19:10 IP 46.205.***
Ma smaka na naszego Janusza ? Nie wiedziałem, że ma takie preferencje.....
kojo
2011-09-23 19:07
Wal śmiało!! ........ do swojej bramki
~Janek
2011-09-23 18:57 IP 83.243.***
oby o tylko jednego...
Liczba komentarzy: 5

Logowanie




Uwaga

Redakcja serwisu LEGIA.NET nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwe lub naruszające zasady współżycia społecznego.

Dodaj Komentarz - wersja bez konta.

Nick:
Uwaga: Odnośniki do serwisów zewnętrznych akceptujemy wyłącznie bez "http://"
Zamknij