Serwis Legia.Net stosuje pliki cookies w celu lepszego poznania w jaki sposób nasi czytelnicy korzystają z naszych stron. Używamy cookies także w celach reklamowych i statystycznych oraz dla prawidłowego funkcjonowania niektórych funkcji serwisu. Mogą być one być również stosowane przez współpracujących z nami reklamodawców i firmy badawcze.

Każdy użytkownik może zmienić swoje ustawienia dotyczące plików cookies, korzystając z ustawień używanej przez siebie przeglądarki internetowej. Domyślne ustawienia najpopularniejszych przeglądarek na komputerach osobistych i urządzeniach mobilnych zezwalają na zapisywanie w pamięci urządzenia plików cookies.
X

Tło

1 maja 2017

Maciej Murawski: Kowalowi życzę, żeby mu się wiodło

2011-11-24 22:00:14
img
Zapraszamy do kolejnego wywiadu z naszego cyklu, w którym rozmawiamy z byłymi piłkarzami Legii. Zwykle debatujemy z nimi długo, szczerze i bez cenzury. O starych czasach, ale podkreślając też obecne bolączki warszawskiego klubu, jak i polskiej piłki. Cztery tygodnie temu spotkaliśmy się z kolejnym rozmówcą. I choć mieliśmy wspólnie obejrzeć mecz Ligi Mistrzów, w którym Real Madryt mierzył się u siebie z Olympique Lyon, na ekran telewizora nikt nie patrzył. Bo dyskusja tak rozgorzała, że po 4 godzinach z nakładem zamykaliśmy lokal! W trzech częściach przedstawimy mistrza Polski z 2002 roku, uczestnika mundialu w Korei i Japonii – Macieja Murawskiego.

Z LECHA DO LEGII

 

Kiedy miałem przechodzić z Lecha do Legii, nie bałem się przyjęcia przez warszawskich kibiców. Raczej czułem się dziwnie, bo wcześniej dałem słowo fanom Lecha, że nie odejdę z Poznania, a już na pewno nie na Łazienkowską. Przed meczem Lech-Legia przyjechali do mnie dyrektorzy warszawskiego klubu: Władysław Stachurski i Janusz Olędzki. Któryś z kibiców nas zobaczył i wyszła z tego spora afera. Dodatkowo ten mecz miał kolejny smaczek – mogliśmy w przypadku przegranej spaść z ligi, do utrzymania potrzebne były nam dwa punkty. Graliśmy wtedy właśnie z Legią oraz Łódzkim KS, a trzeba pamiętać, że oba zespoły walczyły wtedy o europejskie puchary i mistrzostwo kraju. Nie zastanawiałem się nad tym jednak, jeśli prezes powiedział, że mam jechać na spotkanie, to wsiadłem do auta i pojechałem. Muszę jednak przyznać, że nie chciałem odchodzić do Legii. W Poznaniu czułem się świetnie, przypuszczałem, że pogram w Lechu jeszcze rok, dwa, a potem wyjadę na zachód. Planowałem osiedlić się w stolicy Wielkopolski, myślałem, że to będzie najlepsze miejsce do życia. Przychodząc do Lecha spełniłem jedno ze swoich marzeń z dzieciństwa. Dzięki temu klubowi zaistniałem i dzięki niemu ktoś zaczął mówić o mnie w kontekście reprezentacji. Przyszedł jednak moment, kiedy dostałem propozycję z Legii. Nie chciałem odejść, ale Lech był w bardzo trudnej sytuacji. Nie było go stać, żeby wypłacić zawodnikom zaległości, a ci chodzili do prezesów i pytali, kiedy będą pieniądze. Padła odpowiedź, że wtedy, gdy ja odejdę do Legii. Na treningu czułem się niemal jak persona non grata, co chwila ktoś pytał, czemu nie chcę odejść, dlaczego się boję. A ja po prostu chciałem grać w Lechu. Podjąłem jednak decyzję, że skoro koledzy z drużyny wolą pieniądze – jadę do Legii. Ważną rolę odegrał wówczas również trener Jerzy Kopa. To był trener, dla którego nie chciałem odchodzić do Legii, bo uważałem, że Adam Topolski jest lepszym szkoleniowcem. Tym bardziej, że dla warszawian był to trudny okres. Odeszli między innymi Kenneth Zeigbo, Ryszard Staniek, a w ich miejsce przyszli młodzi zawodnicy. Tymczasem od Legii zawsze oczekuje się sukcesów.

 

POCZĄTKI W LEGII

 

Kiedy przyjechałem na obóz, trener Kopa pokazał mi skład, w jakim będziemy grali. Zobaczyłem, że mnie w nim nie ma. Szkoleniowiec powiedział mi, że na pozycji defensywnego pomocnika, na której występowałem, grać będą Sylwek Czereszewski i Jacek Magiera. Po raz kolejny zadałem sobie pytanie, po co oni mnie tu ciągnęli? Myślałem, że popełniłem fatalny błąd i chciałem się spakować, aby z obozu w Austrii wrócić do Poznania. Kiedy jednak człowiek podpisał kontrakt, nie jest łatwo go odkręcić. W każdym razie pamiętam, że na zgrupowaniu zostaliśmy podzieleni na dwa zespoły. Podstawowa jedenastka zagrała mecz z jakąś austriacką drużyną i przegrała, natomiast ta rezerwowa, ze mną w składzie, mierzyła się ze Sturmem Graz, występującym wówczas w Lidze Mistrzów. Prowadziliśmy z nimi 3:0 i dopiero w końcówce Austriacy zdołali rzutem na taśmę doprowadzić do remisu. Chyba tym właśnie meczem wywalczyłem sobie miejsce w pierwszym składzie, bo potem grałem regularnie, chociaż na innej pozycji, jako obrońca. Nie stanowiło to dla mnie jednak problemu, grając w trójce z Jackiem Zielińskim i Piotrkiem Mosórem stwarzaliśmy innym zawodnikom dużą swobodę w grze ofensywnej.

 

LEGIA JERZEGO KOPY

 

   Na pewno wtedy nie graliśmy ładnej piłki, co było winą trenera Kopy. Skoro uważał, że największym problemem w piłce nożnej jest popularna wśród piłkarzy gra w dziadka, to znaczyło, że coś jest nie tak. Tę grę polecają najlepsi piłkarze świata, ale jeśli nie grało się nigdy w piłkę, jak Jerzy Kopa, nie czuje się pewnych rzeczy. Mieliśmy więc bardzo brzydki styl, ale dysponowaliśmy potencjałem i po pierwszej rundzie utrzymywaliśmy się w czubie tabeli. Szkoleniowiec ten był bardzo zapatrzony w Arigo Sacchiego. Włoch wprowadzał wówczas w Milanie catenaccio połączone z przesuwaniem się zespołu tak, żeby w każdym momencie mieć przewagę liczebną. To samo robiliśmy w Legii, było to pozytywne, ale w pewnym momencie zauważyliśmy, że na treningach praktycznie nie gramy w piłkę, a się przesuwamy. Mogliśmy nauczyć się przeszkadzać, a od takiego zespołu jak Legia należy oczekiwać, że będzie kreował grę. Trener Kopa miał tyle szczęścia, że miał w zespole takich graczy jak Bartek Karwan, Czarek Kucharski, Marcin Mięciel czy Jacek Zieliński i wielu innych, którzy umieli grać w piłkę. To zapewniało nam miejsce w czołówce, ale gra nie była zbyt fajna. Nie jest tak, że wrzucam kamyczki do ogródka Jerzego Kopy, bo miałem z nim nieporozumienia, wręcz przeciwnie, bardzo mnie lubił, po prostu oceniam jego trenerską filozofię. On nie uczył nas grać w piłkę. Nie lubię szkoleniowców, którzy na przedmeczowej odprawie więcej czasu poświęcają rywalowi niż naszej drużynie, i to w takim tonie, jakby był to Real Madryt lub FC Barcelona. Miałem wrażenie, że co tydzień mierzymy się z Manchesterem, a graliśmy z Pogonią Szczecin czy GKS Katowice.  Trener Kopa zapominał nas motywować, wskazując nasze mocne strony, a skupiając się na tychże w zespole rywala. Trener Kopa ma niebywałą inteligencję, ale jego problemem jest jednak to, że nigdy nie grał w piłkę.

 

LEGIA STEFANA BIAŁASA

 

Zimą Jerzego Kopę zastąpił Stefan Białas, który, w przeciwieństwie do poprzedniego trenera, mnie nie lubił. Ten trener miał za sobą duże doświadczenie piłkarskie, przyszedł do nas z ligi francuskiej i niestety był przesiąknięty dziwnym uczuciem, wszędzie szukał spisku. Istniała zależność – jeśli trener Kopa jakiegoś piłkarza darzył sympatią, to trener Białas go nie znosił, i odwrotnie, a warto pamiętać, że pracowali razem. To też było chore, że Stefan Białas, będąc asystentem Jerzego Kopy, prezentował zupełnie odmienny punkt widzenia, że w niczym się nie rozumieli. Po prostu się nie lubili i było to widać. Kiedy trener Białas przejął stery, za bardzo skupił się na tym, co dzieje się dookoła zespołu, w mediach, na swoich sympatiach, zamiast położyć nacisk na grę, warsztat. Graliśmy jednak w sumie poprawnie, zdarzały się słabsze mecze, ale przyszedł moment, gdy zaczęliśmy grać naprawdę fajną piłkę. Stefan Białas skupił się na nas, a nie na przeciwniku. Trochę to trwało, ale wypracowaliśmy dość dobry styl, ofensywny. Przekonał się do kilku zawodników, bo na początku było to bardzo wyraźne, że ich nie lubi. Mnie też to dotyczyło. Wracałem ze zgrupowania kadry i słyszałem, że nie będę grał. Ale zaraz, chwileczkę – pytałem – przecież nie zagrałem jeszcze żadnego sparingu! To nic, trener i tak ma już skład – słyszałem w odpowiedzi. Na początku więc nie wychodziłem na boisko, ale Legia wciąż przegrywała. Musiał więc wrócić do mnie i wygraliśmy z Torpedo Moskwa i później już grałem. Czułem jednak, że cały czas czeka, aż się potknę. Dopiero gdzieś w połowie rundy się do mnie ostatecznie przekonał. Inaczej się do mnie zwracał, inaczej traktował. Pod koniec nawet była taka sytuacja, że czekał nas mecz z Ruchem Chorzów, a ja cały tydzień chorowałem i nie brałem udziału w treningach. Trener Białas mimo to zabrał mnie na to spotkanie, a bezpośrednio przed nim wziął mnie na rozmowę. Zapytał, czy dam radę zagrać. Odpowiedziałem, że czuję się nieco osłabiony, ale chyba sobie poradzę. Chciałem zagrać 45 minut, więc szkoleniowiec zapytał, którą połówkę wybieram. Odpowiedziałem, że chyba pierwszą, bo wtedy mogę dać znać, gdyby działo się coś złego, i będzie możliwość zmiany. Wyszedłem w podstawowym składzie i skończyło się na 90 minutach i zwycięstwie.

 

KLUBOWI PRZYJACIELE

 

Najbliższym moim kolegą w tamtym zespole był Sebastian Nowak. Z nim rozumiałem się najlepiej, spędzaliśmy razem dużo czasu, a co najlepsze, rywalizowaliśmy przy tym o miejsce w składzie. Pamiętam, że z powodu kartek nie mogłem zagrać w meczu z Amiką Wronki i moje miejsce na placu zajął właśnie Sebek. Był wówczas najlepszym zawodnikiem spotkania! W kolejnych dwóch usiadłem na ławce i były to bodaj jedyne mecze, gdy pełniłem tę rolę będąc w pełni gotowym do gry i trener chciał wystawić najsilniejszy skład. I chociaż nie jest miło siedzieć na ławce, trzymałem za niego bardzo szczerze kciuki, bo był moim świetnym kumplem. Cieszyłem się, że tak dobrze gra. Niestety, odkąd wyjechałem z kraju, nasz kontakt się urwał, czego bardzo żałuję. Nie przypomina sobie, żeby w zespole był ktoś kogo nie lubiłem miałem z każdym dobre relacje. Najczęściej z zawodników, których poznałem w Legii spotykam się  z Aco Vukoviciem, Tomkiem Kiełbowiczem i Miętowym.

 

NIESNASKI W ZESPOLE

 

Na początku mojej przygody z Legią bardzo nie lubili mnie Piotrek Mosór i Marcin Mięciel. Między innymi dlatego, że trener Kopa chciał trochę poskromić ich temperament. Oni i Szamo byli młodymi zawodnikami, bardzo zdolnymi, ale też niepokornymi. Zawsze mieli coś do powiedzenia, Miętowy był w dodatku gwiazdą zespołu, wypytywał o niego Panathinaikos. Oni zresztą chyba z natury byli przeciwko trenerom. W końcu fajnie jest pokazać się w szatni, że jestem kozak. Mnie natomiast trener Kopa lubił, jak już zacząłem grać, nie wyobrażał sobie składu beze mnie i to ich bardzo irytowało. Szczególnie czułem to w przypadku Mosórka. Dawał mi odczuć, że za mna nie przepada. Zmieniło się to przed meczem z Lechem Poznań, ostatnim meczem Kopy jako trenera Legii. Mieliśmy wówczas wewnętrzną gierkę na treningu. Grałem w przeciwnym zespole niż Piotrek i Czarek. Oni cały czas dogryzali Maćkowi Janiakowi, którego też nie lubili. Mnie to trochę denerwowało. Niepotrzebnie go kopnęli, raz, drugi. W koñcu miałem stykową sytuacjê z Piotrkiem, którą on przegrał. Piłka odskoczyła, wybiłem ją wślizgiem, a on zrobił popularne sanki i wszedł we mnie dwiema wyprostowanymi nogami. Z drugiej strony był zaś Wojtek Kowalewski i zostałem niemal zmiażdżony. Chciałem podnieść się z murawy, ale nie byłem w stanie. Doszło do takiej sytuacji, że trener Kopa chciał wyrzucic Mosórka z klubu, bo ten zrobił to z pełną premedytacją. Wieczorem szkoleniowiec zadzwonił do mnie z tą informacją. Powiedziałem, że ja nie mam nic przeciwko Piotrkowi i nie chcę, żeby trener go wyrzucał. Za dwa dni czekał nas mecz z Lechem, a wcześniej ja, Mosórek i Zielek stanowiliśmy o defensywie zespołu. Ja nie byłem w stanie nawet chodzić, Piotrek miałby zostać wyrzucony, a kto wtedy grałby w obronie? Na szczęście Mosórek został w zespole, zagrał z Lechem, ja zresztą też. Dostałem dwa zastrzyki przeciwbólowe i jakoś przetrwałem, a raczej byłem na boisku, bo graniem bym tego nie nazwał. Najważniejsze, że udało się wygrać. Mam chyba drobną pamiątkę po tym zdarzeniu – w miejscu, w które zostałem uderzony, często odczuwam podwyższoną temperaturę i lekki ból. Mosórek wtedy widział, że nie postuluję o jego wyrzucenie, chyba docenił, że jestem potrzebny tej drużynie. Później już się kolegowaliśmy, a Marcin Mięciel jest ojcem chrzestnym mojej córeczki, więc relacje zostały naprawione. 

 

O WOJCIECHU KOWALCZYKU

 

Przez cały czas, kiedy razem graliśmy, Wojtek nigdy nie powiedział do mnie złego słowa, nigdy się nie pokłóciliśmy. Nigdy też nie powiedział, że coś mu nie pasuje. Może Wojtek ma problem żeby wyrazić swoje zdanie prosto w oczy, a woli je wyrażać w mediach. Zdziwiła mnie jego opinia o mnie, którą przedstawił w swojej książce, ale każdy ma prawo do swojego zdania. Na szczęście wielu moich przyjaciół z boiska ma inne zdanie, a oni są dla mnie ważniejsi... Ja w każdym razie nie mam zamiaru obrażać jego, ani innych osób. Może to kwestia wychowania może wykształcenia w każdym razie nie przynosi mi satysfakcji sprawianie komuś przykrości. Życzę Kowalowi, żeby mu się wiodło.

 

O KRZYSZTOFIE STANOWSKIM I JEGO PORTALU

 

Pamiętam, że przy zespole kręcił się młody chłopak, który pracował w Naszej Legii. My, jako piłkarze, traktowaliśmy pracowników tego wydawnictwa inaczej niż przedstawicieli innych mediów. To byli kibice, często z nimi rozmawialiśmy, mieli nad naszą szatnią redakcję. Właściciel, świętej pamięci Wieslaw Giler był naszym kolegą, więc oni mieli do nas największy dostęp. I Stanowskiego w Przeglądzie Sportowym zatrudniono po to, żeby wynosił z szatni różne rzeczy. Jacek Kmiecik i Paweł Zarzeczny za jego pomocą chcieli wyszukiwać sensacje. A to nie była Legia Kowala, Rataja czy młodego Marka Jóźwiaka. To była Legia grzecznych chłopaków. Największymi łobuzami w zespole byli Szamo, Mosórek i Miętowy. Może nie byliśmy tak dobrymi zawodnikami jak Leszek Pisz i ekipa z czasów Ligi Mistrzów, ale dużo nadrabialiśmy ambicją, zostawialiśmy na boisku całe serducho. Wiadomo jednak, ze najlepiej sprzedaje się sensacja, w dodatku w Legii. Pewnego dnia dowiedzieliśmy się z gazety na przykład, że Marek Citko pobił się z Jackiem Zielińskim. Doszedłem do wniosku, że jest kilku dziennikarzy, którzy z nami cały czas niemiłosiernie jadą. Byłem kapitanem, więc zasugerowałem, żebyśmy w drużynie zrobili listę dziennikarzy, z którymi nie będziemy rozmawiać. Na tej liście znalazł się między innymi właśnie Stanowski, Kmiecik i Zarzeczny, a także Janusz Atlas. Pamiętam jak do Legii przybył Aco Vuković, więc Stanowski od razu zgłosił się do niego z prośbą wywiadu. Vuko spojrzał na niego i odparł – "nie, ja z tobą nie mogę rozmawiać". Przyszedł nowy zawodnik i od razu nie chciał z nim gadać. Przed ostatnim meczem w sezonie mistrzowskim Stanowski napisał artykuł, w którym stwierdził, że Legia nie powinna być mistrzem, bo ma tyle samo punktów co Wisła, a krakowianom wcześniej, w związku z podziałem na grupy, jedno oczko zniknęło. Później jeden z kolegów powiedział mi, że za to kibice Legii złapali Stanowskiego i postawili go do pionu. Może myśli, że to ja ich na niego nasłałem. Przypomina mi się także historia związana ze świętowaniem zdobycia mistrzostwa Polski w 2002 roku. Jechaliśmy samochodem z Markiem Jóźwiakiem i naszymi żonami, a on nas śledził. Pamiętam, że wyszliśmy do sklepu przy stacji benzynowej i chcieliśmy coś kupić. Nasze żony siedziały wtedy z tyłu w aucie, które – co ważne – posiadało przyciemnione szyby. I on ich nie widział. Gdy wróciliśmy ze sklepu dowiedzieliśmy się, że za murkiem stał przez długi czas właśnie Stanowski i podglądał, co kupujemy w sklepie. To było trochę żenujace. Może myślał, że kogoś pobijemy, albo kupimy 100 litrów wódki. Podsumowując, pisał sobie głupoty, którymi się za bardzo nie przejmowałem, bo nigdy wielkim piłkarskim ani moralnym autorytetem dla mnie nie był, nie jest, i nie będzie, nawet jak napisze 150 książek. Teraz ma ten swój portal, w którym mnie i wielu innych obraża. Tak naprawdę szkoda mi go, bo jego życie kręci się wokół jednej rzeczy, plucia na innych, a to musi być bardzo smutne życie. Zapewne po publikacji tego wywiadu również nie omieszka mi kąśliwie odpowiedzieć, ale cóż, taka już jego natura. Stanowski ani jego poglądy mnie nie interesują i bez względu na to co napisze, nie mają wpływu na moje życie.



images/zdjecie/big/f06e72228131e29c7cbd83be8ca9716b.jpg

 

Autor: Piotr Stosio, Emil Kopański Źródło: Legia.Net   

twitter

Tagi

Komentarze osób niezalogowanych wyświetlą się po akceptacji moderatora


 

Komentarze

Wszystkie
Pozytywne
~LEGIA
2011-11-25 14:42 IP 78.31.8***
Stanowski - murawski 1-0
~Chmura
2011-11-25 14:34 IP 83.0.15***
Lubię Weszło, świetny prześmiewczy portal, który pokazuje sporo zakulisowych gierek w świecie piłki. Murawski można powiedzieć pojechał po Stanowskim w jego stylu. A odpowiedź na Weszło, dużo słabsza niż się spodziewałem. Krótko mówiąc 1:0 dla Murawskiego.
~lipski
2011-11-25 12:30 IP 87.205.***
Masakra- krzywa gęba tego łamagi tutaj? Jedyne do czego sie nadajesz to tarcie chrzanu ogórku!
~wyszlo
2011-11-25 10:49 IP 83.18.1***
Nawet w piłce Samoobrona, jak widać, ma swoich przedstawicieli :>(
~suchy
2011-11-25 10:41 IP 83.1.38***
Stanowski już Ci pojechał na "WESZŁO" :)
~macieyak
2011-11-25 09:46 IP 91.228.***
Z tego wywiadu wyłania się taki obraz, że w każdej drużynie w której był Murawski to gdy siedział na ławie to ta drużyna dostawała ciągle baty, ale gdy nagle zaczynał wychodzić w pierwszym składzie to ta drużyna już tylko wygrywała. No, no cóż za mniemanie o sobie! A przecież był drewninym kołkiem. Kureski tupet.
~lelum polelum
2011-11-25 09:44 IP 178.235***
Rany Józefa co ta nudziara tu robi. NI to Legionista ni to dobry piłkarz.

No miejcie litość i jeszcze wywiad rzeka !!!!!

P.S.
kawał grajka ja to go zapamiętałem z akcji następującej ( miał to opracowane do perfekcji). Muraś prowokuje groźna akcję dla rywali Muraś zatrzymuje atak. Niczym strażak co sam podpala, żeby potem mieć co gasić.
~wawawasz
2011-11-25 09:34 IP 62.29.2***
Nie dość że facet przynudza w C+ to jeszcze z nim wywiady robicie....???? no litości...Murawski to wielki megaloman nie potrafiący przyjąć jakiejkolwiek krytyki...
~kk
2011-11-25 08:49 IP 80.51.5***
ktoś w ogóle dał rade to przeczytać do końca??
~eur
2011-11-25 08:41 IP 83.27.1***
Dziwny tekst. Mam wrażenie, że Murawskiemu brakuje słownictwa. Jego wypowiedzi są bardzo ubogie , a sposób składania zdania świadczy, że nie jest guru intelektu. Być może mała ilość przeczytanych książek jest przyczyną "prostoty" ? W każdym bądź razie strasznie mydlana postać. Takie kluchy z olejem. No , ale taki też musi istnieć, tylko po co się wypowiada ? No chyba, że autor przelewając wynurzenia tego smutnego Pana, zawiera w sobie powyższe stwierdzenia
~Romek
2011-11-25 08:27 IP 217.30.***
Murawski to niech się wypowie co się wydarzyło na pewnym osiedlu we Wrocławiu za czasów jego gry w Lechu, a zwłaszcza z jego kobietą. No Maciuś czekamy.
~generall
2011-11-25 07:47 IP 91.208.***
A ja temu pacjentowi i tak nie zapomne jak uciekł po MP 2002. Karwan czy Kucharski potrafili sprawe ładnuie załatwic a nawet pozwolili na swoim odejsciu klubowi zarobić.
Jak teraz jest kasa w Legii to sie koło niej kręci.
~buahahaha
2011-11-24 23:11 IP 89.75.1***
czy w redakcji pracuje maciej murawski, ze za pare slow prawdy (o rozgoryczonym jak dziecko faceciku) komentarz moj zostal zbanowany? :]
~buzz
2011-11-24 23:11 IP 77.253.***
heh, dobrze, że już takie kołki jak Mosór albo Czykier nie grają w Legii.
~Leszek
2011-11-24 22:06 IP 83.1.18***
Nie chce mi się pisać czegoś od siebie , ale dodam cytat, z którym się zgadzam na 100%:,, Muraś trochę ciekawych rzeczy powiedział, wielu nie powiedział i trafnie określił Stanowskiego, którego osobiście nie szanuję. Co do Murawskiego piłkarza, to zawsze go szanowałem, zostawiał chłop wiele zdrowia na boisku, było go wszędzie pełno, był ambitnym graczem. Jako ciekawostkę podam to,ze wielu kibiców miało do niego jakieś ale, wynikające nie z jego gry tylko z jego fryzury.,,
~has
2011-11-24 20:55 IP 89.74.1***
Weszło się czepia, bo nudzisz jak komentujesz. Murawski i Drzewicki kompletnie się nie nadają na komentatorów. Na ekspertów w studiu gdzie mogą sobie pogadać już bardziej.
~(L)eniuch
2011-11-24 20:52 IP 178.73.***
jako komentator Murawski sie sprawdza.
Zasypiam po kwadransie.
Baron
2011-11-24 20:42
Muraś trochę ciekawych rzeczy powiedział, wielu nie powiedział i trafnie określił Kowala i Stanowskiego, którego osobiście nie szanuję. Co do Murawskiego piłkarza, to zawsze go szanowałem, zostawiał chłop wiele zdrowia na boisku, było go wszędzie pełno, był ambitnym graczem. Jako ciekawostkę podam to,ze wielu kibiców miało do niego jakieś ale, wynikające nie z jego gry tylko z jego fryzury, co zresztą można znaleźć we wpisach poniżej ;)
~dzik
2011-11-24 19:46 IP 95.40.5***
to były smutne lata przekrętów i wyników z kosmosu.
Murawski był niezłym choć nie wybitnym piłkarzem.
ale o tym, że odszedł do Legii 'choć nie chciał, ale dla kolegów z lecha nie było kasy' nie wiedziałem.
zresztą takich ludzi było więcej w tamtych czasach, choćby srutwa, bojarski a wczesniej jałocha.
niby się spiewało 'Marcin Jałocha, Marcina Warszawa kocha' ale pamietam jakiś felieton w starej dobrej Naszej Legii Gilera (niech spoczywa) który konczyl się tymi słowami 'niby nie pierwszy krakus w zespole ale pierwszy taki sk...'

takich piłkarzy nie potrzebujemy i mam szczerą nadzieję, że jakieś pomysły w stylu 'Małecki w Legii' to tylko urojenia niektórych pseudo zurnalistów.
~Aria
2011-11-24 19:14 IP 79.186.***
nie lubię takich rockmenów jak on. nie wiem czemu ale zawsze jak takiego spotykałem na swej okazywał się podstępny, dwulicowy, w ogóle nie potrafiący mówić w oczy co go boli , taki w ogóle niemęski. Murawski z tego co widzę jest taki sam.
~Stachu
2011-11-24 19:12 IP 95.51.2***
Muraś był i jest fajnym gościem. Powodzenia!
Ciekawe zaś co słychać u Jacka Bąka, który też do Legii trafił z Poznania. Lubiłem patrzeć na jego grę. Miał chłopak polot.
~archimedius
2011-11-24 18:51 IP 78.8.10***
Jakoś nigdy za tym gościem nie przepadałem a jego komentarze canal+ mnie mdlą chyba tylko komentarze Węgrzyna mnie bardziej mdlą. W sumie obaj po jednych pieniądzach są wymądrzają się jakby zdobyli przynajmniej mistrzostwo świata. Zresztą Juskowiak i Kowalczyk nie lepsi krytykują i krytykują a sami lepsi nie byli bo setek mnóstwo marnowali.
~mundek
2011-11-24 18:37 IP 178.36.***
ja zapamiętałem Macka przede wszystkim z niezliczonej ilości przechwytów, koleś pod tym względem był genialny. Natomiast do przodu faktycznie nie gra - inna sprawa czy nie grał bo nie umiał czy może tak mu kazali trenerzy...
Kacza
2011-11-24 18:31
Drewnopulos się wypowiedział.
Do przodu to on grać nie umiał.
Jak dla mnie osoba, która nigdy nie powinna grać w tym klubie.
~m.m.
2011-11-24 18:17 IP 95.49.1***
Znowu w życiu Ci nie wyszło. Przykro nam Maciuś, ale nie żal się :)
~haha
2011-11-24 18:13 IP 178.235***
Brawo Panie Mącku, weszlo to syf
~o weszło
2011-11-24 17:45 IP 84.205.***
może sobie gadać co chce, ale wszystkie portale klubowe i sportowe nie dorównują weszło, ten portal jest poza ramą, inny niż wszystkie po prostu zaj...
~LTM
2011-11-24 16:57 IP 77.254.***
A tak w ogóle to dobrze Murawskiego wspominam. Jego najgorszy mecz w Legii to 1:3 wygrana Legii w Katowicach. Niech wynik nikogo nie zmyli - przez 3/4 meczu GKS prowadził, dyktował warunki, a Muraś grał bocznego obrońcę i był non stop niemiłosiernie ogrywany. Jego naturalną pozycją był def pomocnik i tu się sprawdzał bardzo dobrze (dobry odbiór, w ofensywie bardzo niewiele dawał) zwłaszcza za Okuki, bo u Smudy był gnębiony. To on w 2001 należał do kręgosłupa mistrzowskiej drużyny.
~Blatok
2011-11-24 16:50 IP 92.63.3***
O WOJCIECHU KOWALCZYKU



,,...Wojtek nigdy nie powiedział do mnie złego słowa, nigdy się nie pokłóciliśmy. Nigdy też nie powiedział, że coś mu nie pasuje. Może Wojtek ma problem żeby wyrazić swoje zdanie prosto w oczy, a woli je wyrażać w mediach...,,



skąd my to znamy ...:D
~LTM
2011-11-24 16:49 IP 77.254.***
Rok 1998, czerwiec, Legia w Poznaniu przegrywa z Reissem 3-0, Lech dzięki temu utrzymuje się w lidze. Pamiętam ten wyjazd z 3 powodów:
1. Trasa na stadion ze stacji Poznań Wola z buta przez jakieś ogródki, piach, kartofliska w tragicznym wręcz upale. Powrót taki sam. Oczywiście po drodze zero picia i możliwości odwiedzenia sklepów.
2. Prezes Marek Pietruszka, który był na naszym sektorze i jechał z nami pociągiem DO Poznania, dostaje na sektorze pałą od jakiegoś półmózga w niebieskim kasku (bo śmiał stanąć w obronie kibica).
3. Wiesław Giller, który stał wówczas obok mnie, powiedział "jak Murawski przyjdzie do nas, to trzeba będzie obciąć mu te włosy". - tak wspominam Murawskiego, zawsze przez pryzmat słów śp. Gillera.

Wtedy to dowiedziałem się, że ten mop w niebieskiej koszulce przymierzany jest do Legii. Ciekawe - z perspektywy czasu - czy składową ceny było utrzymanie Lecha.
Liczba komentarzy: 87

Logowanie




Uwaga

Redakcja serwisu LEGIA.NET nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwe lub naruszające zasady współżycia społecznego.

Dodaj Komentarz - wersja bez konta.

Nick:
Uwaga: Odnośniki do serwisów zewnętrznych akceptujemy wyłącznie bez "http://"
Zamknij