Serwis Legia.Net stosuje pliki cookies w celu lepszego poznania w jaki sposób nasi czytelnicy korzystają z naszych stron. Używamy cookies także w celach reklamowych i statystycznych oraz dla prawidłowego funkcjonowania niektórych funkcji serwisu. Mogą być one być również stosowane przez współpracujących z nami reklamodawców i firmy badawcze.

Każdy użytkownik może zmienić swoje ustawienia dotyczące plików cookies, korzystając z ustawień używanej przez siebie przeglądarki internetowej. Domyślne ustawienia najpopularniejszych przeglądarek na komputerach osobistych i urządzeniach mobilnych zezwalają na zapisywanie w pamięci urządzenia plików cookies.
X

Tło

27 marca 2017

Michał Efir: Marzę o uganianiu się za piłką

2012-12-20 20:12:45
img
- 24 marca 2011 roku, kiedy miałem pierwszą operację, nie myślałem, że podobny koszmar może się jeszcze kiedyś powtórzyć. Kiedy jednak sytuacja się powtórzyła nie miałem chwil zwątpienia - mówi Michał Efir w obszernej rozmowie z Legia.Net. Młody napastnik przyznaje, że liczy na szczęście, którego ostatnio brakowało, i wierzy, że uda mu się wiosną zaistnieć w pierwszej drużynie. "Efirek" zdradza plany pa najbliższą przyszłość, opowiada jak dobrze radzi sobie z matematyką, z której miał niezły wynik na maturze. Zapraszamy do lektury zapisu naszej rozmowy.

Po kontuzji nie ma już śladu? Wszystko jest w porządku?


- Cały czas trenuję i przygotowuję się do wiosny. Nadrabiam zaległości i wszystko idzie do przodu. Nie ma żadnych, że tak powiem, efektów ubocznych. Ważne, że nic mi nie przeszkadza, nie boli i nie puchnie.


Jak te twoje treningi wyglądają?


- Na zajęciach jestem od poniedziałku do piątku, a zdarza się też, że ćwiczę również w weekendy. Ostatnio różnie bywa z wychodzeniem na boisko. Wiadomo, jaka jest pogoda, a jeszcze w ostatnich dniach złapało mnie przeziębienie. Dużo czasu spędzam na siłowni, gdzie wzmacniam mięśnie nóg. Mam trochę deficytu siły między prawą, a lewą nogą.


Kiedy wychodziłeś na boisko, to miałeś z kim pokopać czy tylko ćwiczyłeś indywidualnie?


- Tylko indywidualnie. Na boisko nie mogli jeszcze wyjść Olek Jagiełło ani Norbert Misiak. Treningi skończyły zarówno pierwszy zespół, jak i Młoda Legia, a do końca nie wiem, jak wygląda sprawa z juniorami. Trener Sebastian Karst przygotowuje mi bardzo fajne zajęcia. Półtorej godziny ćwiczeń na boisku szybko zlatuje. Ten szkoleniowiec zajmuje się właśnie chłopakami wracającymi do zdrowia.


W którym momencie uwolniłeś się już od lekarzy, a mogłeś oddać się w ręce trenerów?


- Po operacji nie było żadnych komplikacji i problemów. Wszystko przebiegało zgodnie z założeniami leczenia. Rehabilitacja odbywała się tak jak powinna.


A jak wyglądała rehabilitacja w Łodzi, gdzie spędzałeś ostatnio wiele czasu.


- Jestem zadowolony z czasu, który tam spędziłem. Pomogło mi to psychicznie, mogłem się trochę odizolować od drużyny i nie musiałem patrzeć na treningi zespołu, kiedy siedziałbym na siłowni. W Łodzi miałem zupełny spokój. Zdarzało się, że ćwiczyłem po 5-6 godzin dziennie, a nawet więcej. Nie chcę mówić, że pracowałem więcej, niż gracze z pierwszej ekipy. Miałem gorsze dni i okresy, gdzie po prostu zapieprzałem, ale były też momenty, że leżało się na materacu i wykonywało ćwiczenia statyczne. Z czasem doszły treningi biegowe, siłownia. Cały czas byłem też w kontakcie z trenerem Jackiem Magierą, a także z dyrektorem Markiem Jóźwiakiem.



Poprzedni sezon kończyłeś jako piłkarz pierwszej drużyny...


-
 ... Miejmy nadzieje, że tak zostanie (śmiech). Zrobię wszystko, żeby to się nie zmieniło.


Kiedy wchodziłeś na boisko, miałeś nadzieję, że od kolejnego sezonu będziesz dostawał więcej szans w "jedynce"?


- Czułem się wtedy nieźle i wiedziałem, że wróciłem do dobrej dyspozycji. Po pierwszej kontuzji nie grałem w piłkę przez rok. Straciłem wtedy dwie rundy, nie było łatwo w krótkim czasie dojść do siebie. Potem trochę pograłem i liczyłem, że w kolejnym sezonie coś ruszy. Wierzyłem, że kontuzje zaczną mnie omijać.


Podczas rehabilitacji dawano ci odczuć, że nadal jesteś graczem pierwszej drużyny?


- Świadczyłoby o tym zainteresowanie chociażby wspomnianego trenera i dyrektora. Wiele razy słyszałem: "wylecz się, bo czekamy, a jak będziesz dobry na boisku, to postawimy na ciebie". Czułem się graczem pierwszego zespołu.


Po tym półroczu dostałeś nagrodę dla najlepszego piłkarza Młodej Ekstraklasy. Podniosło się wtedy larum, że nie było to zasłużone wyróżnienie...


- Nie mnie to oceniać, każdy może mieć na ten temat własne zdanie. Wiadomo, że zagrałem wtedy w ośmiu meczach. Jednak, jakby nie patrzeć, nagrodę przyznawali trenerzy i kapitanowie zespołów. Łatka została wtedy przyklejona i na moją osobę nadal będzie się patrzeć, jako na najlepszego piłkarza Młodej Ekstraklasy sezonu 2011/2012.


Nie boisz się, że możesz podzielić los chociażby Kamila Bilińskiego, który swego czasu z kapitalnej strony pokazywał się w "młodej", a w Ekstraklasie nie zaistniał?


- Z drugiej strony nagrodę dla najlepszego piłkarza Młodej Ekstraklasy dostał też Kuba Kosecki. Trzeba być pewnym swoich umiejętności i jak najlepiej wykonywać swoją robotę na boisku.



Po tej kontuzji kolejnej była chwila zwątpienia i myśli, że to koniec z piłką?


- Taki jest zawód piłkarza, że te kontuzje mogą się przytrafić. Myśli o zakończeniu przygody z piłką nie miałem. Wiadomo, że byłem wkurzony i robiło mi się smutno, kiedy myślałem o kolejnym, sześciomiesięcznym rozbracie z piką, rehabilitacji i braku futbolówki przy nodze. Czas szybko zleciał i teraz wszystko przede mną.


Limit pecha już wyczerpałeś?


- Zrobiłem to już dawno temu (śmiech). Mówi się, że suma szczęścia i pecha powinna wyjść na zero. Wspomnianego pecha było już za dużo, jestem z nim grubo pod kreską. Oby teraz było lepiej.


No to jak się to szczęście objawi?


- Jak się objawi, to dam ci znać (śmiech).


Po takich przejściach czujesz się jednym z najmocniejszych psychicznie legionistów?


- Od razu mówię, że nikomu takich przeżyć nie życzę, ale mogę powiedzieć, że czuję się osobą mocną psychicznie. Nic mnie już chyba nie zaskoczy w życiu.


Dziwnie to zabrzmi, ale nie zyskałeś takiego luzu dzięki tym kontuzjom? Nie ciąży na tobie taka presja, że musisz coś zrobić.


Presja? Trudno powiedzieć, kiedy czyta się przeróżne teksty, że Legia nie ma napastnika. Kolejne artykuły są o leczących się Saganowskim, Wolskim i Efirze. Na dobrą sprawę, mam wiele do udowodnienia. Kontuzje wyeliminowały mnie na długi czas. Muszę pokazać ludziom, którzy uważają, że jeśli zawodnik doznał dwóch takich urazów jak moje, to jest już po nim. Wiem, że nie po takich kontuzjach ludzie wracali na boisko i grali na wysokim poziomie. 

Wracając na chwilę do przeszłości - jak trafiłeś do Legii?


- Nie wiem, jak wyglądało to na samej górze. W wieku 15 czy 16 lat jeździłem na zgrupowania kadry Polski i województwa. Legia ma dobrych skautów, którzy obserwują wielu graczy w naszym kraju. Swego czasu w Zamościu graliśmy sparing z Legią. Przegraliśmy po fajnym meczu 3:5, ale zaliczyłem wtedy asystę i dwie bramki. Może od tego się zaczęło?


Dla dzieciaka z Lublina Legia była wymarzonym klubem? Zanim tu jeszcze trafiłeś, to kibicowałeś tej drużynie?


- Wiedziałem, gdzie idę. Trudno powiedzieć, czy będąc młodym chłopakiem interesowałem się polską piłką. Na pewno oglądałem zagraniczne rozgrywki. Głównie zerkałem na reprezentację i Ligę Mistrzów. Nazwa Legia działała na mnie, kiedy tu trafiałem. Obecnie kibicuję stołecznemu klubowi i przeżywam mecze kolegów z trybun. Wiadomo jednak, że chciałoby się być podczas tych spotkań na boisku.


Z kim się najlepiej dogadujesz w drużynie?


- Z każdym z kolegów mam dobre relacje, ale najwięcej czasu spędzam z Rafałem Wolskim, z którym kiedyś mieszkałem. Mamy ze sobą naprawdę fajny kontakt.


To na wiosnę powinno być tak, że Wolski podaje, a Efir wykańcza.


- Można wrócić do starych czasów. W juniorach i w Młodej Ekstraklasie dawało to jakiś skutek. Fajnie byłoby to powtórzyć w pierwszej drużynie.


Dogadujecie się tak, jak kiedyś w Wiśle Frankowski z Żurawskim? Może dałoby się kiedyś stworzyć podobny duet z podobnym skutkiem?


- Kurcze, ciężko tak nas porównywać. Każdy z nas ma własny styl i inaczej czuje się na boisku. Ani ja, ani Rafał dawno na nim nie byliśmy. Cieszyłbym się jednak, gdybyśmy mogli wspólnie zagrać w barwach Legii. Na pewno ciekawie by to wyglądało. Najważniejsze, aby dopisało nam zdrowie.


Masz pojechać na oba zgrupowania z drużyną Jana Urbana. Na co będziesz liczył podczas tych obozów?


- Są takie plany, że mam przygotowywać się razem z drużyną do rundy wiosennej. Moim największym celem jest obecnie gra w piłkę i zaliczenie jak największej liczby minut na boisku. Może trochę zmieniło się moje podejście do wszystkiego, ale chcę po prostu uganiać się za piłką, bo pół roku bez gry, to naprawdę kupa czasu.



Myślisz, że będąc w dobrej formie mógłbyś zdobyć kilka bramek na wiosnę o ile dostałbyś szansę na pokazanie się na boisku?


- Nie chcę takich rzeczy deklarować. Będąc w optymalnej dyspozycji, potrafię strzelać gole. Ile? To schodzi na drugi plan. Najważniejsze w każdym meczu są trzy punkty, które będą nam potrzebne wiosną.


Widzisz się w roli typowego snajpera czy jednak atakującego cofającego się po piłkę?


- Nie jestem typem piłkarza jak Marek Saganowski, który zostawia całe serducho na boisku i strzela jeszcze gola. Jestem bardziej lisem pola karnego. Mam momenty, w których lubię wziąć udział w akcji, ale wolę wykańczać podania kolegów.


"Efirek" czy "van Efisterlooy" ?


- (śmiech). Efisterlooy to zupełna abstrakcja. Całe życie mówią na mnie "Efirek" do czego się przyzwyczaiłem.


Warszawa to dla ciebie fajne miejsce do życia?


- Od 2008 roku przyzwyczaiłem się już do życia w stolicy. Poznałem miasto, nie mam kłopotów z poruszaniem się po nim. Do rodziny też nie mam daleko. Warszawa mnie nie zgubiła, panuję nad tym.


Stereotypem piłkarza, podobnie jak wielu twoich kolegów, nie jesteś. Lubisz matematykę, z której miałeś dobry wynik na maturze.


- Każdy ma jakieś zainteresowania. Chodząc do szkoły, to od małego lubiłem matematykę, której się praktycznie nie uczyłem. Lubiłem ten przedmiot i samo przychodziło rozumienie go. Wielu z nas przeszło kilka szczebli akademii. Chłopaki wypowiadając się, przyznają w mediach, że mamy ciekawsze tematy niż tylko dziewczyny i imprezy. Przeczytanie książki, to też fajna sprawa. Dobra lektura potrafi pokazać wartości w życiu. Polecam to (śmiech). 


Cel na najbliższe pół roku?


- Mam nadzieję, że przez całą rundę nie będę miał żadnego urazu. Chciałbym też jak najwięcej minut spędzić na boisku. To ważna sprawa, a przy okazji miło byłoby coś ustrzelić.


 

Autor: Piotr Kamieniecki Źródło: Legia.Net   

twitter

Tagi

michał efir   
Komentarze osób niezalogowanych wyświetlą się po akceptacji moderatora


 

Komentarze

Wszystkie
Pozytywne
~ona tu jest
2012-12-23 02:10 IP 85.221.***
i tańczy dla mnie..... jak zwykła dziwka, ONA to wie....:)
urka
2012-12-21 12:50
Zawsze najbardziej kibicuję chłopakom z naszych drużyn młodzieżowych, bo to jest i będzie sól naszego klubu. A szczególnie kibicuję i trzymam kciuki za tych którzy dodatkowo muszą się zmagać z przeciwnościami losu jak np. kontuzje. To wymaga od nich determinacji i hartu ducha.
Michał Efir ma szczególnego pecha, tak jak Przemek Mizgała ale bardzo liczę na to że to już koniec ich problemów i będą potrafili zaprezentować swoje umiejętności ciesząc nasze kibicowskie serca. Czego im i nam życzę.
~Aria dla dzielnego atlety
2012-12-21 11:30 IP 83.11.2***
tumbała, tumbała, tumbała, tumbałałajka, gra bałałajka, przez całą noc
dragon01
2012-12-21 00:44
ZEfirek wracaj na boisko , najwyzszy czas .
~Rafi
2012-12-21 00:08 IP 87.206.***
Powodzenia ale nie wierze w tego goscia - nie ma tego "czegos"
~AM (L)
2012-12-20 22:18 IP 91.94.1***
Michale powodzenia !!!
===========================
Tak jak na Sagana liczę na Efira, że to będzie jego runda.
Niech omijają Ciebie wszelkie urazy (kontuzje).
Dobra runda Michała to co najmniej 5-6 bramek strzelonych.

Tylko LEGIA !!!
~nikko
2012-12-20 22:15 IP 46.112.***
Jacek Krzynówek w 2002 roku zerwał więzadła zaraz po mundialu, a potem wrócił i był wiodącą postacią reprezentacji Polski.
~kaies
2012-12-20 22:10 IP 87.207.***
Ronaldo dwukrotnie zerwał więzadła w kolanie, a jakoś dał radę ;)
pieter
2012-12-20 21:14
Bardzo chciałbym się mylić, ale moim zdaniem 2 razy zerwane więzadła to za dużo na jedną osobę. Jest ktoś w stanie wskazać jakiegoś piłkarza, który wrócił do wielkiej formy po tej kontuzji? Tylko nie wspominajcie o Wasilewskim, bo złamana noga, mimo że wyglądała strasznie, nie jest gorszą kontuzją od zerwanych więzadeł. Sam miałem smutną okazję się o tym przekonać i do dzisiaj odczuwam skutki podczas grania w pilkę (a operację miałem już ze 2-3 lata temu)
~retsmah
2012-12-20 20:27 IP 89.167.***
Chłopak ze Szmaragdowej :]
Liczba komentarzy: 19

Logowanie




Uwaga

Redakcja serwisu LEGIA.NET nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwe lub naruszające zasady współżycia społecznego.

Dodaj Komentarz - wersja bez konta.

Nick:
Uwaga: Odnośniki do serwisów zewnętrznych akceptujemy wyłącznie bez "http://"
Zamknij