Serwis Legia.Net stosuje pliki cookies w celu lepszego poznania w jaki sposób nasi czytelnicy korzystają z naszych stron. Używamy cookies także w celach reklamowych i statystycznych oraz dla prawidłowego funkcjonowania niektórych funkcji serwisu. Mogą być one być również stosowane przez współpracujących z nami reklamodawców i firmy badawcze.

Każdy użytkownik może zmienić swoje ustawienia dotyczące plików cookies, korzystając z ustawień używanej przez siebie przeglądarki internetowej. Domyślne ustawienia najpopularniejszych przeglądarek na komputerach osobistych i urządzeniach mobilnych zezwalają na zapisywanie w pamięci urządzenia plików cookies.
X

Tło

23 lutego 2017

Olaf Lubaszenko: Byłem wpatrzony w pana Lucjana

2016-02-12 11:00:15
img
- W pewnym momencie gra z kolegami na podwórku przestała mi wystarczać i poszedłem na Legię. Mój rocznik prowadził pan Lucjan Brychczy. To był czas, kiedy zrezygnował z prowadzenia pierwszego zespołu. I ja, jakimś cudem, odważyłem się pójść na ten trening. Po tym treningu pan Lucjan pozwolił mi zostać w zespole. To był mój pierwszy samodzielny sukces. Nikt mnie tam nie zaprowadził. Po prostu poszedłem, zapytałem czy mogę, pograłem i tak się zaczęło - opowiadał legia.sport.pl Olaf Lubaszenko.

- Czyli pierwszy casting w życiu poszedł bardzo dobrze.

- Może pan trener miał po prostu dobry humor, może zobaczył coś w moich oczach. Czułem, że dostałem duży kredyt zaufania. Trenowałem pod jego okiem dwa lata. A w zasadzie nie tyle trenowałem, ile byłem w trenera Brychczego wpatrzony. Obserwowałem go, słuchałem, przyglądałem jego postawie życiowej. To skromny, wspaniały i bardzo dowcipny człowiek, który na boisku potrafił absolutnie wszystko. Każdym dotknięciem piłki nas zawstydzał. Ale robił to taktownie (śmiech).

Co było po tych dwóch latach?

- Trener Brychczy wrócił do pierwszej drużyny, a nami zajął się Władysław Stachurski, z którym po latach miałem zaszczyt przejść na „ty”. Świetny gość. Potrafił być bardzo ostry, ale nikt nie miał wątpliwości, że kocha piłkę.

Ktoś z pańskiego rocznika przebił się do pierwszej drużyny Legii?

- Chyba tylko Jarek Wojciechowski. Zagrał kilka lub kilkanaście meczów. Ale miał trochę pecha, bo trafił do Legii pogrążonej w kryzysie, która o mały włos nie spadła z ligi.

Pamięta pan swoją pierwszą wizytę na Łazienkowskiej?

- Był to mecz z Pogonią, ale wyniku nie pamiętam, roku też. Zapamiętuję raczej obrazki, osoby, zdarzenia. Z tego pierwszego meczu zapamiętałem scysję jednego legionisty z sędzią z Tarnowa. Arbiter nazywał się Jan Sądowicz. Obrońca Legii powinien skończyć mecz z czerwoną kartką po tym, jak go odepchnął. Skończyło się jednak tak, że Sądowicz przepraszał naszego piłkarza. Było zabawnie, tym bardziej że zawodnik był dużo potężniejszy niż sędzia.

Najlepszy piłkarz Legii w historii?

- Powiedziałbym, że Lucjan Brychczy, gdyby nie Kazimierz Deyna. Niech będzie ex equo. Za ich plecami umieściłbym Darka Dziekanowskiego. Pewnie mógł osiągnąć więcej, ale poziom, który prezentował był niezwykle wysoki.

Cały wywiad z aktorem przeczytacie na Legia.sport.pl


 

Dodał: Łukasz Pazuła Źródło: Legia.sport.pl   

twitter

Tagi

Komentarze osób niezalogowanych wyświetlą się po akceptacji moderatora


 

Dodaj Komentarz - wersja bez konta.

Nick:
Uwaga: Odnośniki do serwisów zewnętrznych akceptujemy wyłącznie bez "http://"

Komentarze

Wszystkie
Pozytywne
Liczba komentarzy: 0

Logowanie




Uwaga

Redakcja serwisu LEGIA.NET nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwe lub naruszające zasady współżycia społecznego.

Dodaj Komentarz - wersja bez konta.

Nick:
Uwaga: Odnośniki do serwisów zewnętrznych akceptujemy wyłącznie bez "http://"
Zamknij