Łukasz Moneta: Dziękuję Legii za zaufanie

Łukasz Pazuła

Źródło: Legia.Net

27-02-2016 / 20:30

(akt. 04-01-2019 / 13:25)

Łukasz Moneta w poprzednim sezonie wystąpił trzy razy w koszulce Legii Warszawa. Piłkarz nie mógł jednak liczyć na regularną grę w stołecznym klubie, dlatego na początku 2015 roku poszedł na wypożyczenie do Wigier Suwałki. W rundzie jesiennej bieżących rozgrywek skrzydłowy zdobył trzy bramki i zanotował siedem asyst. Teraz jest zawodnikiem Ruchu Chorzów. Nie zadebiutował jeszcze w chorzowskim zespole, ale ma nadzieję, iż w niedzielę pojawi się na boisku i zmierzy się ze swoimi były kolegami z drużyny.

Kiedy ostatnio rozmawialiśmy przyznawałeś, że chciałbyś spróbować swoich sił w ekstraklasie. Marzenia jak widać się spełniają. Jesteś zadowolony?


- Jestem zadowolony z przebiegu sytuacji. Cieszę się, że moją ciężką pracę i dobrą postawę w pierwszej lidze zauważył Ruch. Dostałem szansę, aby wykazać się w ekstraklasie i mam nadzieję, że ją wykorzystam.


Zanim trafiłeś do Ruchu, byłeś bliski porozumienia się z Podbeskidziem. Oprócz bielszczan, twoją osobą zainteresowana była również Pogoń. Czemu związałeś się akurat z „Niebieskimi”?


- Po rundzie jesiennej kilka klubów zgłosiło zainteresowanie moją osobą. Podbeskidzie zaprosiło mnie na testy. Nie byłem jednak nimi zainteresowany, ponieważ Ruch zaproponował konkretniejszą ofertę. Chorzowianie jeszcze w poprzednim roku poprosili mnie, żebym przyjechał na trening z pierwszą drużyną. Po głębszym zastanowieniu i przedyskutowaniu mojego wyboru z menadżerem i rodzicami stwierdziłem, że związanie się z „Niebieskimi” będzie dla mnie najlepszym rozwiązaniem.


W Chorzowie, oprócz ciebie, występuje sześciu byłych legionistów: Łukasz Surma, Maciej Iwański, Wojciech Skaba, Michał Efir, Kamil Mazek, Mateusz Cichocki. Miało to jakiś wpływ na twoją decyzję?


- Nie miało to żadnego wpływu na moją decyzję. Dla mnie najważniejszym argumentem był fakt, że wracam na Śląsk. Teraz gram blisko rodziny, niedaleko mojego domu. Cieszę się jednak, iż w Chorzowie występuje tak zwana kolonia legijna. Dzięki temu nie miałem może łatwiejszego wejścia do szatni, ale szybciej zacząłem się dogadywać z kolegami z drużyny, ponieważ większość zespołu już znałem.


W okresie przygotowawczym zagrałeś w każdym sparingu Ruchu. Zaczynasz rozumieć się z nowymi kolegami na boisku?


- Wiadomo, to nie jest tak, że przyszedłem do Ruchu i od razu zacznę grać w podstawowym składzie. Muszę poznać się z drużyną. Faktycznie, wystąpiłem w każdym sparingu w okresie przygotowawczym. Miałem więc okazję zrozumieć filozofię gry trenera Fornalika. Myślę, iż w tych meczach wykorzystałem swoją szansę. Pokazałem swoje umiejętności. Mam nadzieję, że teraz będę mógł dobrze zaprezentować się w lidze. Jeszcze nie pojawiłem się na murawie, ale nie poddaję się. Nie zwieszam głowy, sumiennie pracuję i cierpliwie czekam na swoją szansę.

Kamil Mazek, który przyszedł do Ruchu rok temu, w rundzie wiosennej trenował z pierwszym zespołem, ale grał w rezerwach. Teraz jest podstawowym zawodnikiem chorzowian.


- Kamil czekał na swoją szansę pół roku. Wykorzystał ją i nie oddał już nikomu miejsca w wyjściowej jedenastce. Swoją dobrą dyspozycję i wysokie umiejętności potwierdza w każdym meczu. Pokazuje, iż zasługuje na występy w pierwszym składzie. Chciałbym podążyć jego drogą. Mam nadzieję, że w pewnym momencie wejdę na boisko i solidnie się zaprezentuję. Wtedy będę miał więcej okazji, żeby przekonać do siebie trenera, a w późniejszym okresie zacznę regularnie grać.


Mazek powiedział naszemu serwisowi, że Waldemar Fornalik prosił go o cierpliwość  i w końcu trener dał mu szansę. Rozmawiałeś ze szkoleniowcem jakie ma według ciebie oczekiwania?


- Takiej rozmowy nie odbyłem ze szkoleniowcem. Ja jednak robię swoje, cały czas ciężko pracuję i daję z siebie sto procent na treningach. Cierpliwie czekam na swoją kolej.


Do tej pory dwa razy siedziałeś na ławce rezerwowej podczas spotkań Ruchu w ekstraklasie. Byłeś świadkiem, kiedy twój zespół zwyciężył w derbowym meczu z Górnikiem Zabrze. Po powrocie do Chorzowa kibice dziękowali wam za wygraną i wspólnie z całym zespołem świętowali. Przeżyłeś kiedyś coś podobnego wcześniej?

- Dotychczas nie miałem takich przeżyć. Było to dla mnie niezapomniane wydarzenie i wielkie zaskoczenie. Kiedy wróciliśmy do Chorzowa, fani nie pozwolili nam wyjść z autokaru. Każdemu życzę, żeby mógł coś takiego doświadczyć. Kibice stali, śpiewali, odpalali race, nosili nas na rękach jak bohaterów.  Wiadomo, dla sympatyków jakiekolwiek klubu derby to bardzo ważna sprawa. Dlatego cieszymy się, że zdołaliśmy zwyciężyć w tym prestiżowym meczu i jesteśmy szczęśliwi, że sprawili nam taką niespodziankę.


Twój debiut na najwyższym szczeblu rozgrywek odbył się przy Łazienkowskiej. Najpierw w barwach Legii zagrałeś w Superpucharze Polski, a następnie w ekstraklasie. Może nadszedł czas, kiedy swój pierwszy oficjalny występ w Ruchu również zaliczysz na tymże stadionie.


- Gdybym zadebiutował na Legii przy Łazienkowskiej w barwach Ruchu byłoby to duże wyróżnienie. Tak jak wspomniałeś, pierwszy swój występ w ekstraklasie zaliczyłem właśnie na stadionie „Wojskowych”. Czułbym się wspaniale, gdyby historia zatoczyła koło. Ciężko pracowałem przez cały tydzień, dawałem z siebie wszystko i po cichu liczę, że akurat w tym meczu trener da mi szansę. Aczkolwiek jeśli jej nie otrzymam teraz, to na mnie jeszcze przyjdzie czas. Sprawa mojego występu jest drugorzędna. Pierwszeństwo ma drużyna. Chcemy awansować do czołowej ósemki. Jeśli po sezonie zasadniczym znajdziemy się w grupie mistrzowskiej, wtedy pomyślimy o wyższych celach. Dlatego będziemy walczyć o każdy punkt.


Piłkarze często mówią, że wyłączają emocje na mecze ze swoimi byłymi klubami i traktują takie spotkania jak każde inne. A jak ty podchodzisz do rywalizacji z „Wojskowymi”?


- Ja podchodzę do tej rywalizacji na spokojnie. Nikomu w Legii nie mam nic do udowodnienia. Jestem wdzięczny, że dostałem swoją szansę. Cieszę się, iż mogłem zagrać w pierwszej drużynie. Na zawsze zapamiętam swój debiut w ekstraklasie. Bardzo dziękuję osobom, które mi zaufały. To było duże wyróżnienie. Cieszę się, że zdobyłem z legionistami wicemistrzostwo Polski. Dla mnie to olbrzymie osiągnięcie. Teraz jeśli uda mi się w niedzielę wyjść na boisko, będę po prostu szczęśliwy.


Mówiliśmy już o sporej kolonii byłych piłkarzy Legii w Ruchu. Uważasz, że to dodatkowy smaczek przy okazji tej rywalizacji?


- Niektórzy mogą faktycznie pomyśleć, iż piłkarze którzy z różnych przyczyn nie odnaleźli się bądź nie pokazali swoich umiejętności w Legii, będą mieli coś do udowodnienia swojemu byłemu klubowi. Ja jednak uważam, że to fajna sprawa. Większość chłopaków zna się od lat i takie spotkanie na boisku powinno być przyjemne.


Legia zdobyła sześć punktów po przerwie zimowej. Pokonała Jagiellonię Białystok 4:0 i Zagłębie Lubin 2:1. Ruch natomiast zremisował z „Miedziowymi” 0:0 i zwyciężył 2:0 z Górnikiem Zabrze. Jakie szanse widzicie w rywalizacji z „Wojskowymi”?


- Ja zawsze powtarzam, że przed meczem nie można wytypować zdecydowanego faworyta, który na pewno wygra w danym spotkaniu. Piłka lubi niespodzianki i szanse na zwycięstwo ma każdy. My nie mamy nic do stracenia. Chcemy powalczyć na boisku z Legią. W dwóch dotychczasowych konfrontacjach zagraliśmy bardzo solidnie. W defensywie zaliczyliśmy pewne występy, nie straciliśmy jeszcze bramki. Na pewno jest to jakieś utwierdzenie w tym, że dobrze przepracowaliśmy okres przygotowawczy i teraz zamierzamy pokazać się z dobrej strony w Warszawie. „Wojskowi” natomiast walczą o mistrzostwo Polski i ich wysoka forma nie powinna nikogo dziwić. Jednakże naszym celem jest awans do czołowej ósemki, dlatego nie odpuszczamy rywalizacji o ligowe punkty w żadnym starciu.


Pokusisz się o wytypowanie wyniku?


- Nie bawię się w takie rzeczy. Mam nadzieję, ze to będzie fajny mecz, w którym padnie parę bramek, a kibice z przyjemnością będą go oglądali. Kto wygra? Niech zweryfikuje to boisko.

Komentarze (0)

Zaloguj się, by móc oceniać komentarze.

Punkty

1063

Ranking miesiąca
#11094
Ranking ogólny
#1094