Oceny piłkarzy Legii za mecz z Koroną - lipcowy duch Besnika Hasiego

Redakcja

Źródło: Legia.Net

26-07-2017 / 02:00

(akt. 21-12-2018 / 14:43)

W sobotę Legia zremisowała przy Łazienkowskiej z Koroną 1:1. Redakcja jak zwykle oceniła piłkarzy Legii w skali 1-10, gdzie 1 oznacza sugestię zmiany profesji, 6 to ocena wyjściowa, a 10 występ idealny, gdzie wychodziło wszystko. W identycznej skali legionistów oceniliście Wy. Wasze oceny znajdują się w nawiasach oraz na samym dole w kolejności od najwyższej do najniższej. Zapraszamy do lektury.

Gra zespołu 4 (4,62 - średnia ocen zawodników Legii wg Czytelników Legia.Net). Rotacja trwa w najlepsze. Zaledwie czterech piłkarzy wystąpiło we wszystkich pięciu meczach Legii w tym sezonie, z czego tylko jeden Adam Hlousek rozegrał pełne 450 minut. Trudno nie mieć wrażenia po drugim spotkaniu ligowym, że jak co roku najważniejsze dla mistrzów Polski są europejskie puchary, a liga na początku sezonu jest traktowana nieco po macoszemu, z założeniem, że ewentualne straty uda się w przyszłości odrobić. Tym razem wymieniono połowę defensywy w stosunku do najsilniejszego jej zestawienia, co rzecz jasna nie mogło dobrze wpłynąć nie tylko na grę Legii w obronie, ale w ogóle na postawę całej drużyny. Jacek Magiera twierdził co prawda po meczu, że legioniści wcale nie zagrali słabo, ale to raczej zaklinanie rzeczywistości, nie mające wiele wspólnego z tym, co widziały oczy i z tym, co pokazują liczby. Jeden z głównych kandydatów do spadku oddał więcej celnych strzałów od mistrza Polski, w dodatku na jego terenie. Do tego legioniści grali bardzo nierówno - przez pierwszą godzinę dobrze grali obrońcy, ale z przodu długimi okresami działo się niezbyt wiele, w końcowej fazie meczu gra ofensywna się poprawiła, głównie za sprawą Michała Kucharczyka, ale za to defensorzy zaczęli popełniać błędy. Największym problemem mistrzów Polski było jednak wyprowadzanie piłki i budowanie akcji od tyłu i szwankowało to przez cały mecz. Kielczanie podchodzili pressingiem pod obrońców i nagle okazywało się, że jedynym rozwiązaniem jest granie długiej piłki. Nic w tym dziwnego, bo stoperzy nie bardzo mieli komu podawać - boczni obrońcy wychodzili od razu do przodu i wystarczyło piłkarzom Korony przykryć Thibaulta Moulina, bo drugi ze środkowych pomocników uczestniczyć w konstruowaniu akcji i wyprowadzaniu piłki najwyraźniej nie miał ochoty, co rywale zrozumieli bardzo szybko. Jedynym pozytywnym aspektem sobotniego spotkania była obrona przy stałych fragmentach gry - kielczanie mieli tylko jedną okazję na zdobycie gola na początku spotkania, a Legia zagrała przecież w tym meczu wyjątkowo niskim składem. Niestety, w ten sposób po porażce z beniaminkiem mistrzowie Polski zaliczają remis na własnym stadionie z jedną ze słabszych według ocen przedsezonowych drużyn Ekstraklasy, w dodatku na własnym boisku. Początek sezonu mamy więc taki sam, jak rok temu za kadencji Besnika Hasiego. Czy takie rotowanie składem w meczach ligowych jest sensowne, dowiemy się już w środę. W Astanie zagra zapewne najlepsza jedenastka, na jaką aktualnie Legię stać.

 

Arkadiusz Malarz 7 (6,75 - ocena Czytelników). W pierwszej połowie nie miał nic do roboty, po zmianie stron - całe mnóstwo. Wybronił dwie sytuacje sam na sam, do tego jedną z dobitką i i kilka strzałów z dystansu. Ocena byłaby wyższa, gdyby nie fakt, że przy bramce powinien zostać na linii, ponosi więc za straconego gola część odpowiedzialności, choć na pewno nie główną. Mimo to i tak trafił do jedenastki kolejki. Całkowicie zasłużenie.

 

Łukasz Broź 4 (3,12). Trudno zrozumieć wylewanie pomyj po sobotnim meczu na Łukasza Brozia, tylko dlatego, że nazywa się Broź. Nie zagrał gorzej od większości obrońców i nie popełnił od nich większej ilości błędów. Ten najpoważniejszy miał miejsce w 11. minucie przy stałym fragmencie gry, gdy nie upilnował Adriana Kovacevicia. Tyle, że „Broziu” jest od niego dziewięć centymetrów niższy, więc rozsądniejsze było jednak coś w tej strefie poprzestawać, a nie wystawiać go naprzeciw najwyższego piłkarza Korony niczym Artura Jędrzejczyka. Trudno się natomiast zgodzić z obarczaniem go jakąkolwiek odpowiedzialnością za straconego gola, bo przegranie pojedynku powietrznego trzydzieści metrów od bramki w dodatku blisko linii bocznej, to nie jest żadne stworzenie rywalowi stuprocentowej sytuacji - od tego przecież są środkowi obrońcy, by wchodzących w pole karne piłkarzy kryli i odcinali od piłki, choć oczywiście prawy obrońca Legii mógł o tą piłkę agresywniej powalczyć, by utrudnić jej zagranie. Na ziemi natomiast Broź wygrywał wszystkie pojedynki w obronie, kilkakrotnie zatrzymując szarżującego na pełnej szybkości najgroźniejszego piłkarza kielczan, Nabila Aankoura. Dodajmy do tego, że prawy obrońca Legii miał największą ilość kontaktów z piłką i podań, więc i o brak aktywności nie można go oskarżać. To, o co mamy do niego największe zastrzeżenia, to gra ofensywna. Pokazywał się z przodu bardzo rzadko. Raz wywalczył rzut wolny, dwa razy bardzo niecelnie dośrodkował i to niestety wszystko. A przecież to Legia powinna w tym meczu atakować i udział bocznych obrońców w konstruowaniu akcji ofensywnych jest w takich przypadkach po prostu niezbędny.

 

Jakub Czerwiński 4 (3,43). Ostatni mecz w pierwszym składzie rozegrał w listopadzie, do tego w okresie przygotowawczym odniósł kontuzję. Nic więc dziwnego, że nie czuł się na boisku zbyt pewnie i dawało się to odczuć przy wielu jego interwencjach. W pierwszej połowie radził sobie jeszcze zupełnie nieźle, raz tylko dał się minąć w bocznej strefie pola karnego, w drugiej jednak mocno się pogubił. To on złamał linię spalonego w 63. minucie, tworząc stuprocentową sytuację Aankourowi, to on też wybił wślizgiem piłkę wprost pod nogi Mateusza Możdżenia, czyli w sumie „załatwił” Malarzowi dwie sytuacje sam na sam, raz też na samym początku drugiej połowy faulował tuż przed polem karnym. Jakieś pozytywy? Gra w powietrzu przede wszystkim, bo Czerwiński był w tej materii spośród wszystkich legionistów najskuteczniejszy oraz odpowiedzialne zachowanie z piłką przy nodze - 96% celnych podań, choć najczęściej granych do Łukasza Brozia bez żadnego ryzyka, ale przynajmniej obyło się bez żadnych groźnych strat. Nie był to jego dobry występ, trudno było się nawet takiego spodziewać po tak długiej przerwie, niemniej to nie jego błędy przesądziły o niekorzystnym dla Legii wyniku meczu.

 

Michał Pazdan 4 (3,95). Mało interwencji miał „Pazdek”, bo rywale raczej go unikali, starając się atakować częściej swoją lewą stroną, przeciw Broziowi i Czerwińskiemu. To na reprezentancie Polski spoczywał też najczęściej smutny obowiązek wywalania długiej piłki do przodu, bo nie było jak jej rozegrać przy pressingu kielczan. Najważniejszą jednak sytuacją, w którą Pazdan był zamieszany w tym meczu był gol, strzelony przez Łukasza Kosakiewicza. To zza jego pleców wyszedł piłkarz Korony i to „Pazdek” miał obowiązek kryć go do końca i odciąć go od podania. Ponieważ tego nie zrobił, jest głównym winowajcą za utraconą bramkę i w konsekwencji za utratę punktów, trudno więc wystawić mu lepszą ocenę, niż wcześniej opisywanym obrońcom. Niezbyt fortunna była też jego wypowiedź pomeczowa dotycząca braku zgrania - rzeczywiście, taka para stoperów nie grała ze sobą blisko rok, a ich wspólne występy były przypadkami bardzo rzadkimi, ale Czerwiński z Pazdanem od roku przecież spotykają się codziennie na treningach i powinni doskonale znać swoje wzajemne zachowania.

 

Adam Hlousek 5 (4,75). Nie było w tym meczu bezbłędnych obrońców, więc i Czech się nie wyłamał, pozwalając w 9. minucie na dośrodkowanie w pole karne, trzeba jednak powiedzieć, że po pierwsze więcej ich nie popełnił, po drugie nie był to błąd tego samego kalibru, co u pozostałych defensorów. Inna sprawa, że Korona swoją prawą stroną atakowała bardzo rzadko. Zadziwiająco słabo wyglądała natomiast aktywność Hlouska zarówno przy wyprowadzaniu piłki, jak i w grze ofensywnej. Poszedł do przodu, podobnie jak Broź, zaledwie kilka razy, wywalczył jeden rzut rożny, ale za to raz świetnie dośrodkował na głowę Kucharczyka. W sumie więc zasługuje na wyższą ocenę od reszty defensorów. Niestety, po półtora roku jego gry w Ekstraklasie każdy doskonale wie, że Czech nie używa w ogóle prawej nogi. Bardzo ułatwia to obrońcom ustawianie się do niego, a zwłaszcza uniemożliwianie dośrodkowań.

 

Michał Kopczyński 3 (2,72). Pamiętamy, jak grali kiedyś na pozycji numer sześć w Legii Ivica Vrdoljak, Ariel Borysiuk, czy Łukasz Surma. Po pierwsze - agresywnie w obronie. U „Kopy” niestety obserwujemy jedynie bieganie od rywala do rywala. Tempo też nieco za wolne - widać to było przy  powrocie pod bramkę przy strzale Możdżenia z dystansu w 16. minucie. Po drugie - każdy z wymienionej wyżej trójki defensywnych pomocników brał na siebie ciężar wyprowadzania piłki i wielokrotnie zagrywał kilkunastometrowymi lub nawet dłuższymi podaniami do przodu, czy to piłkami prostopadłymi, jak Vrdoljak czy Surma, czy przerzutami na skrzydło jak Borysiuk. Tymczasem Kopa zaliczył w tym meczu zaledwie dwadzieścia osiem podań, średnio mniej niż jedno na trzy minuty i zaledwie o dwa więcej niż taki Guilherme, który grał prawie trzy razy krócej. Nic więc dziwnego, że legioniści nie potrafili wyjść spod pressingu, skoro jeden ze środkowych pomocników wyłączył się całkowicie z rozpoczynania budowania akcji od tyłu. To trochę styl gry z lat osiemdziesiątych, a nie z nowoczesnego futbolu. Tak grał Waldemar Matysik w reprezentacji Antoniego Piechniczka w 1982 roku, ale od tego czasu wynaleziono telefony komórkowe, Internet i laptopy, a do tego rzecz jasna, potężnie zmienił się futbol i dziś defensywny pomocnik musi też grać w piłkę, a nie tylko próbować przeszkadzać grać w nią przeciwnikom. Jest jeden element, za który możemy „Kopę” pochwalić za sobotni występ - gra w powietrzu. W środku pola robił to niemal w stylu Tomasza Jodłowca, raz przy tym demolując Aankoura pod koniec pierwszej części meczu - po tym starciu mały Marokańczyk skakanie do główek odpuścił sobie już do końca spotkania.

 

Thibault Moulin 5 (4,49). Najsłabsza pierwsza połowa Francuza tym sezonie, bardzo dużo podań niecelnych, miał ogromne problemy, nie wiadomo czemu, z wyczuciem siły zagrania. W ten sposób w 37. minucie zmarnował świetnie zapowiadający się kontratak. Odcinany był przez cały mecz przez piłkarzy Korony przy wyprowadzaniu piłki i przez to dość rzadko mógł nam się niestety pod tym względem zaprezentować. Dobrze grał po przerwie Moulin, przez jej pierwsze dwadzieścia minut to na nim głównie spoczywała gra, w końcówce znów nieco zniknął. Błysnął tak naprawdę tylko raz prostopadłym podaniem do Guilherme, ale Brazylijczyk zmarnował stuprocentową sytuację. Nierówny występ.

 

Sebastian Szymański 4 (3,95). Bardzo dużo prób dryblingów i strzałów i bardzo dużo strat. Nie można odmówić mu ambicji i waleczności, bo mecz zaczął przecież od odebrania rywalowi piłki w jego polu karnym, ale nie szła za tym niestety jakość. Zmarnował w pierwszej połowie doskonałą sytuację w 33. minucie, minutę wcześnie niecelnym podaniem zepsuł kontrę, jego strzał z 19. minuty przeleciał daleko od brami. Kilka razy dobrze odegrał z pierwszej piłki, raz ładnie minął rywala, ale to wszystko, co pozytywnego można o jego grze powiedzieć. W drugiej części meczu był niewidoczny i szybko opuścił boisko. Ambicja nie poszła w jego przypadku w parze z jakością, ale trudno tego oczekiwać w każdym meczu od osiemnastolatka.

 

Kasper Hamalainen 7 (5,96). Najchłodniejsza głowa sobotniego wieczoru. Gdy Fin nie gra na szpicy, ani nie jest rzucany boki, a wstawia się go na jego optymalna pozycję w środku pola za napastnikiem, potrafi się odwdzięczyć. Trzy podania na trzy stuprocentowe sytuacje do trzech różnych zawodników i do tego każde inne - dośrodkowanie do Armando Sadiku, klepka piętą do Szymańskiego, wreszcie cudowna prostopadła piłka do Kucharczyka, a warto popatrzeć, jak „Hama” analizował pozycję „Kuchego” i Guilherme przy tej asyście, by zagrać piłkę w najbardziej optymalnym momencie, a przecież miał też wiele innych udanych podań czy, przyjęć piłki pod kryciem, a w doliczonym czasie gry wywalczył rzut wolny. Na wyższą ocenę nie pozwala długi przestój, jaki miał przez większość drugiej połowy, bo między 46. a 79. minutą nie zanotowaliśmy ani jednego ciekawego zagrania. Pierwszą połowę i końcówkę meczu miał natomiast wręcz znakomite.

 

Dominik Nagy 5 (4,85).  Dość dobra pierwsza połowa, sporo wiatru i niewiele przy tym strat. Po faulu na nim powinien być gwizdnięty pod koniec pierwszej połowy rzut karny - trudno inaczej kwalifikować przewrócenie zawodnika pchnięciem łokciem w plecy. Nie jest winą Węgra, że Daniel Stefański ma słaby wzrok lub problemy z czytaniem przepisów. Niestety sił starczyło mu tylko na pierwszą połowę, w drugiej zniknął niemal zupełnie. Gdy zepsuł akcję w 73. minucie, trener zdecydował się go zmienić. Chyba o dobre kilkanaście minut za późno.

 

Armando Sadiku 4 (4,63). Dwie sytuacje przy strzałach głową, jedna po dośrodkowaniu „Hamy”, druga po rzucie rożnym - obie zmarnowane. Poza tym dużo strat i sporo błędów technicznych przy przyjmowaniu piłki tyłem do bramki. Nie wyglądało to dobrze, ale podobnie wyglądał też na początku gry przy Łazienkowskiej Aleksandar Prijović. Miejmy nadzieję, że z Albańczykiem będzie podobnie. Zupełnie niewidoczny w drugiej części meczu, dopiero po jego zejściu z boiska Legia zaczęła ponownie tworzyć sobie sytuacje bramkowe. I niestety dla Sadiku te dwa fakty mają ze sobą związek przyczynowo-skutkowy.

 

Guilherme Costa Marques 4 (4,38). Wszedł za Szymańskiego i niestety zagrał jak Szymański. Dużo chęci, duża aktywność i mało jakości. Zmarnowana stuprocentowa sytuacja, sporo strat, od jednej takie zresztą swój występ zaczął i nieudane dryblingi. Z rzeczy pozytywnych najlepiej zapamiętaliśmy groźny centrostrzał z rzutu wolnego. Brazylijczyk niestety na razie przeplata w tym sezonie dobre mecze z mocno przeciętnymi.

 

Michał Kucharczyk 7 (6,25). Wszedł, zaczął od wywalczenia rzutu wolnego i od razu zaczęło się dziać w ataku bardzo dużo. Raz trafił w poprzeczkę, chwilę potem pięknie wkleił się w obrońców unikając spalonego i pewnie wykorzystał podanie Hamalainena - wyglądało to, jakby Nemanja Nikolić powrócił na chwilę na Łazienkowską z MLS, do tego „załatwił” rywalowi żółtą kartkę. Ogromnie odmienił grę Legii w ataku. Doceniono jego dobry, choć przecież krótki występ, umieszczając go wraz z Malarzem w jedenastce kolejki.

 

Krzysztof Mączyński (4,80) grał za krótko, by go oceniać.

 

Najlepszym legionistą sobotniego meczu według Czytelników i redaktorów został Arkadiusz Malarz, który uratował Legię przed drugą z rzędu porażką i to pomimo faktu, że miał też swój  udział w utracie gola. 

Oceny Czytelników:

 

Arkadiusz Malarz 6,75

Michał Kucharczyk 6,25

Kasper Hamalainen 5,96

Dominik Nagy 4,85

Krzysztof Mączyński 4,80

Adam Hlousek 4,75

Armando Sadiku 4,63

Thibault Moulin 4,49

Guilherme Costa Marques 4,38

Michał Pazdan 3,95

Sebastian Szymański 3,95

Jakub Czerwiński 3,43

Łukasz Broź 3,12

Michał Kopczyński 2,72

Komentarze (8)

Zaloguj się, by móc oceniać komentarze.

Punkty

1063

Ranking miesiąca
#11094
Ranking ogólny
#1094
Wystawianie z uporem maniaka Kopczyńskiego przypomina mi sytuację za Berga z Saganem. Wszyscy widzą jak gra a on dalej swoje.
~Error
  • 0 / 0
Otóż to mimo iż jego zmiennik jest 4 razy lepszy w przypadku Sagana był to Orlando Sa a tu Mączyński.
Mączyński nie jest gotowy do grania co 3 dni, bo nie przeszedł normalnych przygotowań przez zamieszanie z transferem. Ile razy trzeba to powtórzyć żeby dotarło?
a kiedy Mączyński będzie gotów do grania??? za 5 czy 10 lat?? Chłopie to są podobno zawodowcy, a tacy powinni być w gotowości cały czas, zwłaszcza, że sezon dopiero się zaczyna... Rozumiem, gdybyś napisał, że ma rozegranych 35 meczów i jest zmęczony, ale jesteśmy na starcie sezonu, wszyscy są wypoczęci i powinni być rządni gry!!!
Pułkownik
  • 2 / 0
Oceny jak dla mnie mniej wiecej OK, no moze Hama ciut za nisko, a Pazdan i Kopczynski a i tez Szymanski ciut za wysoko.
Co do Kopczynskiego jeszcze, zauwazyliscie ze w samych poczatkach meczu zapuscil sie nawet wyjatkowo kilka razy na polowe przeciwnika ? Niestety chwile potem wlaczyl juz swoj zwykly cichociemny tryb z truchtaniem na tylach.
Kapral
  • 1 / 0
Jeżeli już redakcja wspomina o tempie poruszania Kopy to wiec że coś się dzieje... :) Przerażające jest to że my przegrywamy fizycznie prawie każdy pojedynek szybkościowy. Z tego co wiem Kucharczyk czy Hlousek są szybkimi zawodnikami... a jednak nie dość że zawodnicy Górnika, Arki czy Korony ich spokojnie doganiali to jeszcze często tych oraz innych piłkarzy przepychali itp. Cóż mam nadzieje że to jeszcze konsekwencja okresu przygotowawczego ale... tym nie można wiecznie się tłumaczyć.
~Operacz
  • 2 / 0
Hlousek jest szybkim zawodnikiem?

Można o nim wiele napisać, ale na pewno nie to, że jest szybki Ma bardzo kiepskie przyspieszenie oraz ogólną koordynację ruchową, wszystko to spotęgowane dodatkowo bardzo poważnymi kontuzjami kolan w trakcie kariery.

Hlousek ma mnóstwo sił do biegania i to jest jego największy atut. W defensywie jest co najwyżej przeciętny, łatwy do wymanewrowania balansem ciała a jego firmówką są przegrywane seryjnie pojedynki główkowe oraz gubienie krycia podczas stałych fragmentów gry.

Hlousek wcale nie gra tak dobrze jakby się to mogło niektórym wydawać, ale jakimś cudem unika jakiejkolwiek krytyki. Ludzie skupiają się na Kopczyńskim, Jędrzejczyku, Broziu, Guilherme (całkiem słusznie), a partaczenie Czecha umyka, w zasadzie nie wiem dlaczego, bo dużo biega? Jak lubi tyle biegać to niech zostanie maratończykiem.

W Legii jest wiele świętych krów, których nikt nie ruszy, zamiast tego uwaga skupia się na stałej grupie kozłów ofiarnych w której znajdują się Polacy oraz Radović.

Dobrym przykładem jest też Moulin, który miał mocno przeciętną rundę wiosenną i teraz też gra średnio. Uznawany jest za nadpiłkarza. W gruncie rzeczy miał w Legii niezły początek, potem przerażający zjazd gdzieś od sierpnia 2016 do października 2016, udany listopad i grudzień i od wiosny wychodzą mu pojedyncze mecze i to też nie tak, żeby ręce same składały się do oklasków. Jak ktoś to wczoraj śmiesznie określił. Od patrzenia na jego grę go muli. Mnie od miesięcy też.
Starszy sierżant
  • 1 / 0
Bardzo obiektywnie oceniono Brozia - popieram. Kopczyński o 3 za dużo; jego "akcja" meczu to dostojne truchtanie za AAnkourem kiedy ten wychodził sam na sam z Arkiem Malarzem. Trenerze, otwórz oczy!!!