Reklama HEG

Oceny piłkarzy Legii za mecz z Lechią - ryzykowna gra mistrzów

Redakcja

Źródło: Legia.Net

07-06-2017 / 20:55

(akt. 21-12-2018 / 14:43)

W niedzielę Legia zremisowała bezbramkowo przy Łazienkowskiej z Lechią, a zdobyty w tym meczu punkt pozwolił obronić „Wojskowym” mistrzostwo Polski. Redakcja jak zwykle oceniła piłkarzy Legii w skali 1-10, gdzie 1 oznacza sugestię zmiany profesji, 6 to ocena wyjściowa, a 10 występ idealny, gdzie wychodziło wszystko. W identycznej skali legionistów oceniliście Wy. Wasze oceny znajdują się w nawiasach oraz na samym dole w kolejności od najwyższej do najniższej. Zapraszamy do lektury.

Gra zespołu 6 (6,51 - średnia ocen zawodników Legii wg Czytelników Legia.Net). Oba zespoły wyszły na boisko z nastawieniem na to, by przede wszystkim nie stracić bramki. Przez pierwsze pół godziny częściej byli przy piłce gdańszczanie, ostatni kwadrans należał do legionistów, ale że oba zespoły dbały głównie o zabezpieczenie tyłów i atakowały bardzo niewielką liczbą zawodników, nie obejrzeliśmy ani jednego celnego strzału na bramkę. Doniesienia z Białegostoku, korzystne dla obu drużyn, jeszcze pogłębiły senny obraz meczu i przez niemal całą drugą połowę niewiele się działo. Gdańszczanie zamknęli się wręcz na swojej połowie, a inteligentne inaczej zachowanie Sławomira Peszki, wycenione zasłużenie przez Bartosza Frankowskiego na czerwoną kartkę, a przez Komisję Ligi na cztery mecze zawieszenia, tylko utwierdziło lechistów w przekonaniu, że nic poza remisem nie są w stanie tego dnia przy Łazienkowskiej ugrać. Legioniści prowadzili grę, atakowali, ale czynili to również zbyt małą liczbą zawodników. Boczni obrońcy Legii nierzadko dogrywali piłkę w pole karne, ale nie było w nim żadnego piłkarza „Wojskowych” - tym razem Legia grała rzeczywiście bez napastnika, bo Miroslav Radović najczęściej operował przed „szesnastką”, nieco tylko więcej efektu przynosiły podania prostopadłe. Większość legionistów grała w tym meczu dość nierówno - gdy jakiś zawodnik miał dobrą pierwszą połowę, to znacznie słabszą drugą, gdy grał dobrze w destrukcji, to nie błyszczał w ofensywie, gdy miał dużo odbiorów, to i dużo strat. Obie drużyny w końcówce meczu wpadły w panikę, bo nagle zmienił się wynik w Białymstoku, ale czasu na zmianę gry i rezultatu przy  Łazienkowskiej już nie było. Wydaje się, że legioniści spokojnie mogli ten mecz wygrać, zwłaszcza gdy rywal grał w dziesiątkę, ale założenia taktyczne były istotniejsze. Z jednej strony była to gra bardzo ryzykowna, bo mecz w Białymstoku mógł potoczyć się różnie, z drugiej upragniony cel został osiągnięty. Mimo wszystko lepiej jest jednak liczyć na siebie, a nie na korzystne rozstrzygnięcia w meczach rywali, mniej byłoby nerwów po końcowym gwizdku. Niemniej mistrzostwo Polski zostało obronione i wszystkich bez wyjątku piłkarzom oraz sztabowi szkoleniowemu należą się i za ten mecz i za cały sezon ogromne gratulacje i podziękowania, bo spełnili oczekiwania wszystkich kibiców Legii.

 

Arkadiusz Malarz 7 (7,56 - ocena Czytelników). Jedna interwencja tak naprawdę, ale za to najważniejsza - wybronienie sytuacji sam na sam z Marco Paixao. Bez tego nie byłoby mistrzostwa. To jest właśnie klasa bramkarza, gdy zaledwie raz czy dwa w meczu musi się wznieść na wyżyny swoich możliwości i wybronić trudną piłkę. Ta konkretna zadecydowała o mistrzostwie Polski. Brawo!

 

Artur Jędrzejczyk 7 (6,67). Na początku miał problemy z Peszką, przegrał jeden pojedynek, ale szybko sobie reprezentanta Polski „ustawił” i odtąd prawa strona Legii była bezpieczna aż do ostatniego gwizdka sędziego. Pojawiał się kilka razy w ofensywie, wchodził na obieg, dośrodkowywał, szukał partnera w polu karnym, ale koledzy nie kwapili się, by w nie wchodzić. Dobry mecz „Jędzy”.

 

Maciej Dąbrowski 7 (7,01). Dużo udanych interwencji przed przerwą, niewiele mniej po zmianie stron, Marco Paixao zupełnie sobie przy nim nie pograł. Stoper Legii popełnił jeden poważny błąd, gdy poślizgnął się przed polem karnym, co doprowadziło w konsekwencji Portugalczyka do sytuacji sam na sam z Malarzem. Szukał gry długimi podaniami, jedno z nich do Vadisa Odjidji-Ofoe zagrał równie świetne jak z Lechem, mniej dokładne natomiast były jego przerzuty. Próbował też nawet kilka razy uderzać z dystansu, ale w bramkę nie trafiał. Kolejny dobry mecz Dąbrowskiego, można śmiało powiedzieć, że był to najrówniej grający legionista tej wiosny. Gdyby nie błąd z 72. minuty mógłby spokojnie aspirować do miana gracza meczu.

 

Michał Pazdan 6 (6,63). Zaczął nienajlepiej od przegranego pojedynku w 10. minucie, potem już grał w obronie dość pewnie, aż do 72. minuty, gdy asekurując Dąbrowskiego zbyt mało agresywnie naciskał Paixao i Portugalczyk oddał celny strzał z bliska. Poza tym w destrukcji spisywał się jak zwykle dobrze, co prawda po przerwie nie miał wiele pracy, bo albo legioniści odbierali piłkę w środku pola albo zgarniali ją z powietrza Dąbrowski z Kopczyńskim. Przy wyprowadzaniu piłki reprezentant Polski popełnił jeden bardzo poważny błąd tuż przed przerwą, gdy niechlujne podanie „Pazdka” zmusiło Hlouska do ratowania sięfaulem taktycznym wycenionym przez sędziego na żółtą kartkę. Nierówny mecz Pazdana.

 

Adam Hlousek 7 (6,85). W destrukcji znakomicie, popełnił tylko jeden błąd w 23. minucie, gdy źle ustawił się względem Milosa Krasicia. Umiejętnie korzystał przed przerwą z przerywania dobrze zapowiadających się akcji rywala faulem, rzecz jasna przestał to robić po otrzymaniu żółtej kartki. W grze ofensywnej był widoczny, ale zagrał tylko jedno świetne podanie do Nagya na początku spotkania. Dośrodkowania wychodziły mu tym razem gorzej, ale spory wpływ miało na to, podobnie jak i w przypadku wrzutek „Jędzy”, brak ofensywnych zawodników w polu karnym. Kolejny dobry mecz Czecha, bardzo równo grającego w ostatnich dwóch miesiącach.

 

Michał Kopczyński 5 (5,75). Słaba pierwsza część meczu, gdy lechiści zdominowali środek pola, kilkakrotnie próbował przerywać akcję, ale zazwyczaj jego piłka po takiej próbie odbioru lądowała pod nogami kolejnego piłkarza gdańszczan. Dużo lepiej było po zmianie stron, gdy przez pierwsze dwadzieścia minut odebrał kilka piłek i przechwytywał górne podania w środku pola, do tego, podobnie jak Hlousek, umiejętne stosował faule taktyczne. Niestety w ostatnich dwudziestu minutach zniknął zupełnie z gry. W sumie miał mniej odbiorów niż kilku innych pomocników, co nie najlepiej świadczy o efektywności gry zawodnika na pozycji numer sześć. Mocno przeciętny i dość nierówny mecz „Kopy”.

 

Thibault Moulin 6 (6,64). Bardzo dobre pierwsze czterdzieści minut, zarówno pod względem gry w destrukcji, jak i w rozgrywaniu piłki, gdy Lechia próbowała atakować, to właśnie Francuz wraz z Nagyem stawiał najskuteczniejszą zaporę w środku pola. Niestety w 42. minucie po własnej stracie faulował i zarobił żółtą kartkę i od tej pory Moulin zaczął grać zdecydowanie gorzej. Był w sumie aktywny, miał najwięcej odbiorów ze wszystkich piłkarzy, ale też ogromną liczbę strat i niedokładnych i niechlujnych podań, co do tej pory zdarzało mu się raczej rzadko. Dużo ambicji, ale poziom średni.

 

Guilherme Costa Marques 6 (6,15). Zdecydowanie najaktywniejszy piłkarz w ofensywie, najbardziej ruchliwy, najchętniej wychodzący na pozycje, oddający najwięcej strzałów. Tyle, że skuteczność Brazylijczyka była po prostu kiepska. Co prawda jako jedyny z legionistów dwukrotnie trafił w światło bramki, ale Dusan Kuciak radził sobie dość łatwo z jego uderzeniami, nawet w stuprocentowej sytuacji. Jak zwykle „Gui” potrafił też wywalczyć kilka rzutów wolnych. Był zdecydowanie mniej skuteczny od pozostałych pomocników w obronie, Nagy, Moulin czy Odjidji-Ofoe odebrali rywalom o wiele więcej piłek. Podobnie jak w przypadku Moulina - brawa za ambicję, gorzej było niestety z efektywnością gry. 

 

Vadis Odjidja-Ofoe 7 (7,42). Belg wykonał w tym meczu sporo pracy w defensywie w środku pola i jak na ofensywnego pomocnika odebrał bardzo dużo piłek, ale jeszcze więcej, tradycyjnie zresztą, ich stracił. Kilkakrotnie znajdował kolegów prostopadłym podaniem, ale nie potrafili oni ich wykorzystać, sam też do takich piłek wychodził, ale jego strzały nie trafiały w bramkę. W sumie zagrał dość podobnie do reszty pomocników, z jedną różnicą - to on szybkim zwodem zasłonił piłkę wystawiając się na ostry wślizg Peszki i gdańszczanie zostali pozbawieni jednego zawodnika. Było to kluczowe wydarzenie meczu, od tej pory mistrzom Polski grało się o niebo łatwiej.

 

Dominik Nagy 7 (6,96). Węgier rozegrał świetny mecz w defensywie, zwłaszcza przed przerwą, gdy wraz z Moulinem i Odjidją-Ofoe odebrał mnóstwo piłek w środku pola. Z przodu jednak tak dobrze nie było. Wywalczył wprawdzie dwa rzuty wolne przed przerwą, ale  oddał dwa niecelne strzały, ale w sumie jego akcje nie stworzyły większego zagrożenia pod bramką Lechii. O ile w pierwszej połowie był bardzo widoczny, to po zmianie stron rzadziej pokazywał się pod bramką przeciwnika. Szczególnie dziwiło to przy grze w przewadze liczebnej, bo wtedy tylko raz, tuż przed opuszczeniem boiska w 83. minucie, widzieliśmy jego udaną akcję. Wydaje się, że włożył tyle sił w pierwszą połowę, że miał ich zbyt mało w drugiej, niekiedy nie miał też po prostu wsparcia w kolegach. Grał przy tym bardzo odpowiedzialnie, miał najmniej strat ze wszystkich ofensywnych piłkarzy. Dobry mecz reprezentanta Węgier.

 

Miroslav Radović 5 (4,91). Bardzo słaba pierwsza połowa, gdy tracił jedną piłkę za drugą i dawał się łapać na spalonym, zdecydowanie lepsza druga, gdy wycofał się poza pole karne i rozprowadzał akcje celnymi, dokładnymi podaniami. Tyle, że jak był poza polem karnym, to nie było w „szesnastce” napastnika, więc wchodzący na obieg boczni obrońcy nie bardzo mieli do kogo dośrodkowywać, z rzadka tylko w polu karnym próbowali zastępować „Rado” skrzydłowi. Dobrze dla niego, że ten sezon już się skończył i będzie mógł spokojnie wziąć się za leczenie kontuzjowanego kolana. Pozostaje liczyć na jego powrót do zdrowia, by móc oglądać go w takiej formie, jakiej był jesienią.

 

Kasper Hamalainen (5,51) grał zbyt krótko, by go oceniać. 

 

Najlepszym legionistą niedzielnego meczu Czytelnicy wybrali Arkadiusza Malarza, autora kluczowej interwencji w meczu o mistrzostwo Polski. Przychyliliśmy się do tego wyboru, tym samym bramkarz Legii został również najlepszym piłkarzem czerwca.

Oceny Czytelników:

 

Arkadiusz Malarz 7,56

Vadis Odjidja-Ofoe 7,42

Maciej Dąbrowski 7,01

Dominik Nagy 6,96

Adam Hlousek 6,85

Artur Jędrzejczyk 6,67

Thibault Moulin 6,64

Michał Pazdan 6,63

Guilherme Costa Marques 6,15

Michał Kopczyński 5,75

Kasper Hamalainen 5,51

Miroslav Radović 4,91

Komentarze (5)

Zaloguj się, by móc oceniać komentarze.

Punkty

1063

Ranking miesiąca
#11094
Ranking ogólny
#1094
~piterek
  • 0 / 0
A dla trenera pała z minusem za taktykę. Gonimy przez prawie cały sezon, odrabiamy straty z mozołem aż w końcu mamy to 1 miejsce i wszystko w naszych rękach. Ostatnia kolejka i co robi Legia? Klepie sobie piłeczkę na stojąco licząc, że na drugim stadionie wynik będzie pod nas. To jest brak szacunku do kibiców i do wykonanej przez cały sezon pracy. Dzięki Bogu tym razem zakończyło się szczęśliwie ale mało brakowało i by był płacz. Naprawdę jesteśmy tak słabi, że nie potrafimy na własnym stadionie przycisnąć grającej w 10-tkę drużyny, która nic nie gra na wyjazdach?
~kuban
  • 0 / 0
Szkoda że Legie bierze zły przykład z Amici grając prawie cały czas młodym zawodnikiem bez wyrazu Kopą kosztem dużo większego potencjału Jodły.
~Zajmon
  • 0 / 0
Dlaczego Frankowski tak dobrze sędziował?
Domyślny awatar Podporucznik
  • 0 / 0
Może to idzie z góry (PZPN i anal+) żeby "robić" emocje do ostatniej kolejki. Raz przeciw Legii, raz neutralnie. Bo jak to, Legia MP na trzy kolejki przed końcem ?!
~A
  • 0 / 0
Rado mniej niz Kopiczynski. Nie jest dobrze.