Oceny piłkarzy Legii za mecz z Rangers FC - kolejny raz na zero z tyłu

Logo Legia.Net

Redakcja Legia.Net

Źródło: Legia.Net

25-08-2019 / 13:00

(akt. 25-08-2019 / 13:00)

W czwartek Legia zremisowała przy Łazienkowskiej po dobrej grze z Rangers FC 0:0 w czwartej rundzie kwalifikacji do Ligi Europy. Redakcja jak zwykle oceniła piłkarzy Legii w skali 1-10, gdzie 1 oznacza sugestię zmiany profesji, 6 to ocena wyjściowa, a 10 występ idealny, gdzie wychodziło wszystko. W identycznej skali legionistów oceniliście Wy. Wasze oceny znajdują się w nawiasach oraz w grafice na dole. Zapraszamy do lektury.

Gra zespołu 7 (6,30 - średnia ocen zawodników Legii wg Czytelników Legia.Net). Nikt specjalnie nie ukrywał, że biorąc pod uwagę kadrę i finanse Rangersi są faworytami, a dodatkowo Szkoci potwierdzali swoją świetną dyspozycję, zwłaszcza w ofensywie, w kolejnych meczach ligowych i pucharowych. I faktycznie, Rangersi opanowali w pierwszej połowie środek pola, tyle, że nic z tego dla nich nie wynikało, bo sztab Legii dobrze rozpracował rywala i znakomicie ustawieni obrońcy nie dopuszczali do prostopadłych podań i grania piłek za linię obrony. Szkoci nie oddali przed przerwą ani jednego celnego strzału, co im się do tej pory nie zdarzało, legioniści natomiast dwukrotnie uderzali celnie. Po przerwie zarysowała się przewaga gospodarzy, którzy opanowali środek pola i choć Rangersi mieli jedną bardzo dobrą sytuację, to „Wojskowi” znów mieli ich więcej, niestety, nie zdołali ich wykorzystać. Szkoci dość szybko przekonali się, że Legia jest znacznie mocniejsza niż rywale, z którymi dotychczas się mierzyli i ich głównym celem stało się zachowanie czystego konta, a że podobne podejście do meczu zaprezentowali legioniści, mecz zakończył się wynikiem bezbramkowym. W Legii znakomity mecz zagrała obrona, która do rozpaczy doprowadzała Alfredo Morelosa i Sheyiego Ojo, przeciętnie zaprezentowała się druga linia, która miała duże problemy z wymienianiem podań w środku pola, bo był on mocno zagęszczony przez szybko doskakujących do legionistów Szkotów, najsłabiej, jak zwykle w tym sezonie, zagrała Legia w ataku. Obie drużyny mogą być w sumie zadowolone po tym meczu. Warto zauważyć, że jest to siódmy kolejny mecz w europejskich pucharach, w którym wicemistrzowie Polski nie stracili bramki, a biorąc pod uwagę również mecze ligowe, to szósty mecz z rzędu z czystym kontem Radosława Majeckiego. Defensywa legionistów jest więc zorganizowana znakomicie, wciąż brakuje natomiast jakości w ataku, choć tym razem rywal był naprawdę trudny, przewyższający zdecydowanie wszystkich przeciwników z którymi Legia mierzyła się w tym sezonie. Losy dwumeczu rozstrzygną się w Glasgow i powtórzymy, to co pisaliśmy przed wyjazdem legionistów do Grecji - pomimo iż faworytem są przeciwnicy, to Legia nie jest bez szans, jeśli zachowa dotychczasowy poziom gry w obronie i dołoży do tego większą skuteczność pod bramką rywala.

Radosław Majecki 7 (7,31 - ocena Czytelników). Przed przerwą Rangersi nie oddali celnego strzału, po zmianie stron bramkarz Legii musiał bronić trzy uderzenia, w tym jedno w sytuacji sam na sam z Morelosem, w której poradził sobie znakomicie, ratując Legię przed utratą gola. Bardzo pewnie wychodził też do dośrodkowań. Choć Majecki rzadko w tym sezonie poddawany jest ciężkim próbom, nie popełnia błędów, co cieszy, bo rzadko tak młodzi bramkarze potrafią zachowywać koncentrację i wysoki poziom gry przez tyle meczów z rzędu, zwłaszcza grając co trzy dni.

Paweł Stolarski 8 (6,81). Na początku meczu miał stratę, po której poszedł kontratak Szkotów, ale bardzo szybko wszedł w spotkanie i doprowadzał do rozpaczy Ojo, który wygrał z nim w sumie jeden pojedynek. W drugiej połowie wręcz odebrał całkowicie Anglikowi chęć do gry i Ojo po każdej interwencji Stolarskiego machał tylko bezradnie rękami do kolegów. Co ważne, Stolarski do znakomitej gry defensywnej dodał też sporo w ofensywie, to on wypuścił znakomitymi podaniami Cafu i Marko Vesovicia na pozycję do strzałów, po których mocno wysilić musiał się Allan McGregor, wywalczył też rzut wolny, po którym Jon Flanagan zarobił żółtą kartkę. Ponieważ Legia z racji zagęszczenia przez Szkotów środka pola musiała często grać bokami, obaj boczni obrońcy mieli wiele kontaktów z piłką i obaj dobrze radzili sobie w roli rozgrywających. Znakomity mecz Stolarskiego, był bardzo poważnym kandydatem do miana najlepszego piłkarza meczu.

Igor Lewczuk 8 (7,74). Wszyscy po meczu okrzyknęli go profesorem, tymczasem Lewczuk po prostu zagrał tak, jak nas do tego przyzwyczaił przed odejściem z Legii - nigdy nie zrozumiemy, jak tak dobrego piłkarza można było wtedy sprzedać do ligi francuskiej za tak niewielkie pieniądze, tak samo jak nie zrozumiemy, że nie dostał nigdy szansy w reprezentacji Polski. Może przez te trzy lata Lewczuk stracił nieco na przyspieszeniu, ale za to nabrał mnóstwo doświadczenia grając przeciw rywalom z najwyższej europejskiej półki i to ogromnie procentuje po jego powrocie na Łazienkowską. Ponieważ stoper Legii ma za sobą starcia z Edisonem Cavanim i Neymarem, to Morelos i Ojo nie byli dla niego problemem, zresztą sam po meczu stwierdził, że Rangers to przecież nie Barcelona. Klasa sama w sobie, ani jednego błędu w obronie i regularne niszczenie napastników rywala i odbieranie im ochoty do grania w piłkę. Ocena byłaby pewnie jeszcze wyższa, gdyby zdołał trafić w bramkę po rzutach rożnych, do piłki dochodził trzy razy i za drugim razem powinien uderzyć lepiej, niemniej pozytywnie zaskakujące jest jak łatwo dochodził do pozycji strzeleckich i wygrywał powietrzne pojedynki ze Szkotami w ich własnym polu karnym. Nie wyszło w Warszawie, może wyjdzie w Glasgow. Najlepszy piłkarz czwartkowego meczu.

Artur Jędrzejczyk 7 (7,08). Człowiek-skała i człowiek-samolot nadal w formie. Pamiętajmy, że Morelos jest piekielnie szybki i ruchliwy i do tej pory bardzo łatwo gubił obrońców innych klubów, tym razem Kolumbijczyk miał z tym potężne problemy. Raz w pierwszej połowie „Jędza” ratował się faulem taktycznym w 63. minucie jedyny raz Morelos zdołał się od niego oderwać i Majecki musiał bronić w sytuacji sam na sam. Z tego powodu dostanie niższą ocenę niż Lewczuk i Stolarski, Jędrzejczyk jednak, podobnie jak koledzy, swoją twardą grą bardzo skutecznie wybił z głowy napastnikom Rangers grę w piłkę, co najlepiej było widać po niemal płaczącym Ojo w doliczonym czasie gry po kolejnym, czystym wślizgu kapitana Legii.

Luis Rocha 7 (6,22). Tym razem Rocha zagrał w obronie równie dobrze jak pozostali koledzy z formacji defensywnej, inna sprawa, że nie miał naprzeciw siebie tak groźnego i szybkiego przeciwnika, jak oni. Bardzo często też włączał się do ofensywy, już na początku meczu posłał dobre dośrodkowanie w pole karne, jednak szczególnie aktywny był pod tym względem po przerwie. Trochę tych piłek z przodu stracił, niekiedy za długo je holował, ale i tak naprawdę pozytywnie oceniamy jego występ, zwłaszcza w obronie, bo poza jednym dośrodkowaniem na początku meczu, również lewą stroną Legii Szkoci nie byli w stanie w żaden sposób się przebić.

Andre Martins 6 (6,43). Pomocnicy Rangersów to inna półka niż zawodnicy z Ekstraklasy, więc środkowym pomocnikom Legii szło w tym meczu ciężko. W pierwszej połowie Portugalczyk wypadł dość słabo, zarobił żółtą kartkę faulując po własnej stracie, w ogóle rzadko był przy piłce, bo ze względu na zagęszczony środek pola, Legia grała głównie bokami. Po przerwie nieoczekiwanie to Szkoci pierwsi opadli z sił i wówczas Martins pokazał nam to, z czego go znamy - dobry odbiór i wyprowadzenie piłki, choć zapamiętaliśmy też dwa jego niedokładne przerzuty na drugie skrzydło. Trudne warunki postawili Rangersi legionistom i na tle lepszych niż zwykle rywali Portugalczyk zaprezentował się w czwartek przeciętnie.

Cafu 6 (6,35). To samo, co o Martinsie można napisać o Cafu, z tym że młodszy z Portugalczyków dodatkowo błysnął jednym mocnym i celnym strzałem. Nieco więcej piłek przejął niż Martins, ale też i więcej stracił. Nic w tym dziwnego, bo środkiem pola Rangersów rządził Steven Davis, mający ponad trzysta występów w Premier League i ponad sto meczów w reprezentacji narodowej, a z takimi piłkarzami Cafu do tej pory w swojej karierze rzadko miał do czynienia nawet we Francji i Portugalii. Widać było też, że Portugalczyk wrócił niedawno po kontuzji, bo miał problemy z wytrzymaniem kolejnego meczu na dużej intensywności i musiał zostać zmieniony. Ocena taka sama, jak dla Martinsa.

Walerian Gwilia 6 (6,33). Słabo wypadł Gruzin w pierwszej części meczu, legioniści mieli duże problemy z utrzymywaniem się przy piłce i rozgrywaniem w środku pola, stąd rzadko w ogóle miał futbolówkę przy nodze. Zupełnie inaczej wyglądało to po zmianie stron, gdy Gwilia z Sandro Kulenoviciem poszli zdecydowanie do pressingu zmuszając Szkotów do gry długą piłką i w końcu pomocnicy Legii mogli częściej rozgrywać i wymieniać podania. Kilka razy Gruzin bardzo dobrze zagrał z pierwszej piłki, niestety też zmarnował jedną doskonałą sytuację po podaniu Luquinhasa nie trafiając w bramkę. Być może nawet ocenilibyśmy go niżej niż pozostałych pomocników, ale doceniamy też jakość bitych przez niego stałych fragmentów gry, bo po aż cztery razy po rzutach rożnych i wolnych Legia miała dobre okazje do zdobycia gola i bardzo niewiele brakło mu do asysty.

Marko Vesović 6 (6,88). Zaczął od spóźnienia w obronie i Ojo miał doskonałą sytuację do uderzenia głową, na szczęście przestrzelił. Co najważniejsze, był to jedyny błąd Czarnogórca w defensywie. W pierwszej połowie z przodu szło mu słabo, najczęściej tracił piłki w dryblingach. Poprawił się jednak po przerwie, wywalczył jeden rzut rożny, po którym Lewczuk mógł zdobyć bramkę, do tego oddał znakomity strzał, którym zmusił McGregora do ogromnego wysiłku, było to najlepsze uderzenie na bramkę legionistów w cały meczu. W sumie przeciętny mecz Czarnogórca, ale pamiętajmy, że wskutek poważnych problemów rodzinnych od pewnego czasu co innego miał „Veso” na głowie, a mimo to nie przekładało się to negatywnie na jakość jego gry.

Luquinhas 7 (7,25). Tradycyjnie starał się robić sporo wiatru, ale Rangers to nie Korona Kielce czy Zagłębie Lubin. Brazylijczyk często próbował tego samego numeru, co w polskiej lidze - zastawienie się i wymuszenie faulu, ale czasem zdecydowanie przeceniał swe umiejętności, bo Szkoci przepychali go i zabierali mu piłkę zgodnie z przepisami. W pierwszej połowie indywidualną akcję zakończył celnym strzałem, w drugiej wypracował bardzo dobrą okazję Gwilii, ale i sam zepsuł jedną po znakomitym podaniu Kulenovicia. Kilka dobrych akcji, jeden wywalczony rzut rożny, ale i sporo strat. Dobry mecz przeciwko silnym rywalom, najlepszy piłkarz Legii w ofensywie, ale wciąż brakuje mu skuteczności.

Sandro Kulenović 4 (3,97). Tak jak Nemanja Nikolić zawsze wiedział, gdzie może spaść piłka, tak Kulenović niemal zawsze przebywa w tym sektorze pola karnego, do którego piłka w danej sytuacji trafić nie może. Poruszanie się w polu karnym to największy problem Chorwata, w czwartkowym meczu miał też ogromne problemy z utrzymywaniem linii spalonego. Nawet jeśli w 9. minucie wykorzystałby dośrodkowanie Luisa Rochy, to gola by nie było, bo sędzia machnął chorągiewką. Pamiętamy, że jego wygrany pojedynek główkowy na początku meczu zaowocował dobrą akcją Luqinhasa zakończoną pierwszym celnym strzałem, ale wiemy też, że ogromną większość starć w powietrzu i na ziemi tyłem do bramki Kulenović z dużo wyższymi, silniejszymi i bardziej doświadczonymi stoperami Rangersów przegrał i w tej sytuacji wystawianie go po to, by był „ścianą” nie miało sensu, bo żaden inny, nawet dużo niższy i słabiej zbudowany napastnik Legii w tym meczu nie osiągnąłby mniej. Chorwat biega dużo w pressingu, ale napastnik ma grać w piłkę i strzelać gole, inaczej w ataku wystawiano by Adama Kszczota, Marcina Lewandowskiego lub innego lekkoatletę. Wiemy, że Kulenović przydaje się pod własną bramką przy stałych fragmentach gry i również w czwartek w tej roli się sprawdził, pamiętamy oczywiście też o jedynej jego udanej akcji - kapitalnym podaniu na czystą pozycję do Luquinhasa w 73. minucie, ale to wszystko o wiele za mało. Jeśli napastnik przez ponad pięćset minut nie ma gola ani asysty, powinien dostać szansę ktoś inny, choćby z szacunku dla piłkarzy czekających na swoją szansę. Słaby mecz Kulenovicia, który po prostu nie radził sobie z doświadczonymi rywalami ze znacznie wyższej półki niż Ekstraklasa.

Domagoj Antolić (4,84) i Dominik Nagy (4,66) grali zbyt krótko, by ich oceniać.

Najlepszym legionistą czwartkowego meczu w zgodnej ocenie redaktorów i Czytelników został Igor Lewczuk.

Oceń zawodników

Głosowanie zostało zakończone!

7.74 Igor Lewczuk

7.31 Radosław Majecki

7.25 Luquinhas

7.08 Artur Jędrzejczyk

6.88 Marko Vesović

6.81 Paweł Stolarski

6.43 Andre Martins

6.35 Cafu

6.33 Walerian Gwilia

6.22 Luis Rocha

4.84 Domagoj Antolić

4.66 Dominik Nagy

3.97 Sandro Kulenović

Komentarze (8)

Komentarze osób zarejestrowanych pojawiają się w tym artykule automatycznie. Komentarze osób niezalogowanych wyświetlą się po zatwierdzeniu przez moderatora.

Zaloguj się, by móc oceniać komentarze.

Punkty

1063

Ranking miesiąca
#11094
Ranking ogólny
#1094
Podporucznik
  • 0 / 1
bo za większe pieniądze nigdy by Redakcjo (Przy całym szacunku do zawodnika) Lewczuk nie miał wzięcia; jak z każdym towarem tyle jest wart ile ktoś chce zapłacić
I właśnie w tym rzecz. Jeśli nikt nie chciał wyłożyć za niego poważnych pieniędzy, to mógł zostać. A przypomnę tylko, jak wyglądała nasza obrona w LM po kontuzji Pazdana...
Kulenovic za wysoko!
Plutonowy
  • 3 / 1
Racja moja ocena 1.0 ;)
Generał dywizji
  • 2 / 1
Zdecydowanie za wysoko
~Kopacz
  • 0 / 1
Antolic nie gral za krotko, to solidny gracz ale nie na Legie.
Raz jeszcze apeluję, by była możliwość NIEOCENIANIA zawodników, którzy zagrali kilka minut. To zaciemnia obraz podczas takiego podsumowania. Są mecze, gdy ktoś zagra 2 lub 3 minuty i trzeba go ocenić. Głupota... Sami piszecie, że Nagy i Antolić grali zbyt krótko, by ich oceniać... Może zatem dopuścić pominięcie oceny...?
Plutonowy
  • 2 / 1
Droga Redakcjo w tym zestawieniu pięknie opisaliście KULAVEGO ;))) brawo,;)))) wszyscy mówmy otwarcie to co tak naprawdę widzimy;))