Oceny piłkarzy Legii za mecz z Ruchem - powrót albańskich klimatów

Redakcja

Źródło: Legia.Net

22-02-2017 / 22:30

(akt. 21-12-2018 / 14:52)

W niedzielę Legia sensacyjnie przegrała w Ekstraklasie przy Łazienkowskiej z ostatnim w tabeli Ruchem 1:3. Redakcja jak zwykle oceniła piłkarzy Legii w skali 1-10, gdzie 1 oznacza sugestię zmiany profesji, 6 to ocena wyjściowa, a 10 występ idealny, gdzie wychodziło wszystko. W identycznej skali legionistów oceniliście Wy. Wasze oceny znajdują się w nawiasach oraz na samym dole w kolejności od najwyższej do najniższej. Zapraszamy do lektury.

Gra zespołu 3 (3,04 - średnia ocen zawodników Legii wg Czytelników Legia.Net). Do znudzenia można powtarzać, że mecze nie wygrywają się same i niezależnie od tego, czy gra się z rywalem z wyższej półki, czy z ostatnią drużyną ligi należy zawsze grać z jednakową koncentracją i zaangażowaniem. I co jakiś czas legioniści muszą przekonywać się o prawidłowości tej zasady na swojej skórze. Problem nie w pełni poważnego podejścia do niedzielnego meczu dotknął wszystkich. Trenerzy uznali, że mecz z „czerwoną latarnią” Ekstraklasy to idealny moment na wstawienie do pierwszej jedenastki juniora, który do tej pory nie zagrał w lidze łącznie nawet czterdziestu pięciu minut, kosztem piłkarzy dużo bardziej ogranych i doświadczonych. Trudno powiedzieć, co mogło być celem takiej roszady poza pomysłem ogrania juniora, bo na pewno nie poprawienie przeprowadzenia piłki z obrony do ataku - wszak Tomasz Jodłowiec potrafi to robić na pewno nie gorzej od Sebastiana Szymańskiego, co pokazywał grając właśnie na „ósemce” za kadencji Stanisława Czerczesowa, a jeśli trener Magiera chciał jeszcze bardziej ofensywnie zestawić linię pomocy, to na tej pozycji mógł spokojnie przecież zagrać Guilherme albo nawet Kasper Hamalainen. Z każdym rywalem trzeba po prostu grać najsilniejszym możliwym składem. Zmianę w przerwie przy stanie 0:2 mógł Szymański odebrać na zasadzie „pograłeś młody, a teraz dorośli muszą gonić wynik”, co z pewnością dobrze na jego psychikę nie wpłynęło. Niestety spora część piłkarzy również podeszła najwyraźniej do meczu z najsłabszą drużyną ligi w sposób nieco lekceważący. No bo jak tłumaczyć zachowanie Michała Kopczyńskiego , który stał biernie przy drugiej bramce zamiast zaatakować agresywnie Macieja Urbańczyka i uniemożliwić mu oddanie strzału? Jak tłumaczyć zachowanie trójki piłkarzy przy golu trzecim? Warto tą akcję oglądać klatka po klatce. Na początku legioniści są dobrze ustawieni. Uwolniony Miłosz Przybecki wychodzi na skrzydło, obrońcy przesuwają się zgodnie ze sztuką, ale co robią pomocnicy? Trzech piłkarzy Ruchu wchodzi z głębi pola w szesnastkę, a tymczasem Kopczyński wraca spokojnym truchtem w pole karne, a Michał Kucharczyk i Guilherme zamiast biec pod własną bramkę wraz z Jarosławem Niezgodą i Urbańczykiem stoją i przyglądają się akcji. Czy myśleli, że „to tylko Przybecki, to sobie Michał Pazdan spokojnie z nim poradzi”? Nie wiemy. Wiemy natomiast, że legioniści dopiero po utracie trzeciego gola zaczęli grać agresywniej, bardziej zdecydowanie i z pasją. Tylko, że wtedy było już po meczu. Prowadząc tak wysoko chorzowianie cofnęli się całym zespołem we własne pole karne, a legioniści nie potrafili tego muru sforsować, bo po prostu na chwilę obecną rozgrywania akcji kuleje, co było widać i w poprzednich meczach. W niedzielę oglądaliśmy głównie jeden schemat - dziesiątki górnych dośrodkowań w pole karne, gdy nie było już na boisku wysokiego napastnika, co jako żywo przypominało grę z czasów Besnika Hasiego. Można oczywiście opowiadać po meczu, jak dobrze zaprezentował się przy Łazienkowskiej jeden z głównych kandydatów do spadku z Ekstraklasy, można podziwiać precyzję strzałów przy pierwszych dwóch golach, ale przyczyn porażki piłkarze Legii i jej sztab szkoleniowy muszą szukać przede wszystkim u siebie. Bo nie grając w meczach na sto procent możliwości i zaangażowania przegrywa się nie tylko pojedyncze spotkania, ale również nie zdobywa się tytułów.

 

Arkadiusz Malarz 3 (3,21 - ocena Czytelników). Piłka lecąca przy rzucie wolnym w róg bramki nie chroniony przez mur, choćby nawet była bardzo dobrze uderzona, jak w tym przypadku, zawsze obciąża konto bramkarza. Być może i przy drugim golu mógł się lepiej ustawić, choć tu główna wina spada tu na piłkarzy z pola, którzy dopuścili do swobodnego oddania strzału. Malarz obronił zaledwie dwa strzały w tym meczu na pięć lecących w światło bramki. Kiepska statystyka jak na jednego z najlepszych bramkarzy ligi. Ale trzeba przyznać, że pierwsze dwa gole były wyjątkowe.

 

Artur Jędrzejczyk 6 (3,58). Trudno mieć do prawego obrońcy Legii pretensje za ten mecz. Żadna z bramek go nie obciąża, przy trzeciej miał przecież pod kontrolą „swojego”, najbardziej skrajnego zawodnika, nie popełnił też ani jednego poważnego błędu w defensywie, pod koniec pierwszej połowy przydarzyło mu się tylko parę strat, ale na połowie rywala. Miał asystę, choć nieco przypadkową, przy golu Miroslava Radovicia, mógł mieć nawet dwie, gdyby skuteczniejszy był Tomas Necid. Do tego sprowokował Adama Pazio i Ruch kończył mecz w osłabieniu. „Jędza” bez uszczerbku dla gry w obronie przez cały mecz biegał od bramki do bramki, paradoksalnie był jednym z najlepszych konstruktorów akcji Legii, to po jego dośrodkowaniach było najwięcej zamieszania pod bramką Ruchu. Może nie wszystkie wrzutki były dokładne, ale przynajmniej kilka naprawdę dobrych. Czego chcieć więcej o bocznego obrońcy? Absolutnie nie zasłużył, bo obniżać mu ocenę z „wyjściówki” za niedzielny mecz.

 

Maciej Dąbrowski 5 (4,00). Niezbyt pewny początek meczu, niepotrzebne długie piłki. Potem nie można było mieć do niego większych zastrzeżeń. Nie ponosi winy za żadną z bramek, bo przecież przy golu trzecim musiał kryć przestrzeń blisko bramki i krótkiego słupka, wszak Przybecki mógł wcale nie dogrywać piłki, tylko próbować pójść dalej w drybling zanim nadbiegnie Hlousek. Przyzwoity występ na tle źle grających większości kolegów.

 

Michał Pazdan 3 (2,92). Gdy „Pazdek” ma słabszy dzień, co przydarza mu się raz na kilka miesięcy, legioniści zawsze są w dużych opałach. Faulował niepotrzebnie rywala tuż przed polem karnym przy pierwszej bramce, ale rzut wolny to przecież jeszcze nie gol. Ponosi jednak sporą część winy za gola trzeciego, gdy poszedł wślizgiem na raz i został ograny przez Przybeckiego, który miał dzięki temu mnóstwo czasu i miejsca do dokładnego zagrania.

 

Adam Hlousek 4 (3,50). Żaden gol go nie obciąża, nawet trzeci, bo przecież znalazł się w sytuacji dwa na jeden, a żaden obrońca w Polsce rozpędzonego Przybeckiego dogonić nie jest w stanie. Generalnie w defensywie Czech grał poprawnie. Problem był z grą ofensywną, bo w odróżnieniu od „Jędzy” Hlousek zbyt rzadko włączał się w akcje ofensywne, jego dośrodkowania były z reguły nieudane, a do tego zmarnował sytuację w doliczonym czasie gry trafiając w poprzeczkę. Czecha można jednak zrozumieć, bo trzy dni temu był zawodnikiem, który nabiegał się najwięcej i to na ogromnej intensywności. On akurat miał prawo być nieco zmęczony.

 

Michał Kopczyński 2 (2,56).  Miał swój udział przy golu drugim i trzecim. Do tego trzeba niestety dołożyć grę piłką w pierwszej połowie - gdy legioniści rozpoczynali akcję Kopczyński często unikał wyjścia do rozegrania, jakby bał się wziąć na siebie odpowiedzialności za wyprowadzenie piłki, a gdy raz w 31. minucie koledzy go do tego zmusili, zaliczył koszmarną stratę na własnej połowie. Trzeba oczywiście pamiętać, że też całkiem sporo piłek odebrał lub przechwycił  i że od sześćdziesiątej minuty zaczął się w końcu włączać aktywnie w rozegranie, tylko wtedy było już po meczu.

 

Sebastian Szymański 3 (2,50). Wyrazy współczucia. Dobrze zaczął, chciał się pokazać, zarówno w odbiorze, jak i w rozegraniu, ale po kwadransie dużej aktywności zniknął z pola widzenia, a do tego nie bardzo radził sobie w ustawianiu się w defensywie. A potem w przewie „rzucono mu wędkę”. W sumie na to nie zasłużył, a i sam się do wyjściowego składu też przecież nie wstawił. Miejmy nadzieję, że ma mocną psychikę i szybko przejdzie nad niedzielnym koszmarem do porządku dziennego. Gra w dorosłą piłkę to jednak coś zupełnie innego, niż Centralna Liga Juniorów.

 

Guilherme Costa Marques 2 (2,37). Nie rozumiemy, nie wiemy, staramy się nawet nie zastanawiać, co się stało z Brazylijczykiem w tym meczu. Przecież zagrał z Ajaksem tylko pół godziny, więc na zmęczenie narzekać nie powinien. W życiu nie widzieliśmy by „Gui” grał tak rażąco niedokładnie, by wszystkie jego dośrodkowania lądowały za boiskiem, a podania pod nogami rywali. Do tego trzeba przypomnieć bierność przy trzecim golu oraz niewykorzystaną sytuację po świetnym podaniu Vadisa Odjidji-Ofoe. Nieoczekiwanie jeden z gorszych piłkarzy na boisku, w pełni zasłużył na zmianę.

 

Vadis Odjidja-Ofoe 5 (4,33). Człowiek orkiestra. Mnóstwo kontaktów z piłką, przy każdej akcji wychodził kolegom do gry, rozdzielał, podawał, szukał kolegów… tylko w tym meczu jedynym, który starał się mu zawsze wyjść na pozycję był niestety Artur Jędrzejczyk, bo pozostali piłkarze byli zbyt mało ruchliwi i aktywni. To Belg wypracował sytuację Guilherme, to on zainicjował akcję przy golu, to wreszcie on wracał przez cały mecz do środkowej linii i brał się za wyprowadzanie piłki przy biernej postawie pozostałych pomocników. Niestety, jeden kreatywny zawodnik ofensywny sam meczu nie wygra, tym bardziej, że do formy z jesieni wciąż nieco mu brakuje. Znacznie bardziej brakuje mu jednak wsparcia i aktywności kolegów.

 

Miroslav Radović 4 (3,40). Grał na tym samym poziomie niestety co wszyscy pomocnicy poza Odjidją-Ofoe. Kilka strat, niecelnych podań, mała aktywność pod bramką rywali, jedyny element pozytywny w jego grze, to podobnie jak we wcześniejszych spotkaniach, powroty na własną połowę celem wyprowadzenia piłki, ale było ich mniej niż z Arką czy Ajaksem. Ocena podniesiona o punkt wyłącznie za strzelonego gola, bo tak naprawdę niczym się na tle kolegów nie wyróżniał. Wyglądał na mocno zmęczonego.

 

Tomas Necid 2 (2,09). Nieobecny. Napastnik nie może stać przez cały czas w miejscu lub wchodzić wyłącznie na górne dośrodkowania, musi się cofać po piłkę, musi dogrywać piłkę kolegom, ustawiać się czasem na ścianę, a tymczasem Czech jest jeszcze mniej ruchliwy niż wczesny Aleksandar Prijović. Miał jedną doskonałą sytuację po wrzutce „Jędzy”, ale jej nie wykorzystał , jedno jego uderzenie zablokowano, poza tym minimalna ilość kontaktów z piłką. Nikt nie ma pomysłu, jak go wkomponować do zespołu.

 

Michał Kucharczyk 2 (2,75). Tym razem zmiana kompletnie bez wyrazu. Zdecydowanie więcej zagrań nieudanych, niż sprawiających jakiekolwiek zagrożenie pod bramką Libora Hrdlicki, niezbyt często był pod grą, w zasadzie zapamiętaliśmy tylko przez czterdzieści pięć minut jedno dobre podanie prostopadłe do Kaspera Hamalainena, niecelny strzał i nieudane dośrodkowanie z rzutu wolnego. I oczywiście kompletnie niezrozumiałe zachowanie przy golu trzecim, opisane we wstępie, za które obniżamy mu ocenę, bo gdyby wrócił pod bramkę, gol z pewnością by nie padł. 

 

Kasper Hamalainen 3 (2,42). O ile jesienią zmiany Fina przynosiły Legii sporo pożytku i goli, to wiosną jego występy są po prostu bezbarwne. Tym razem dostał aż pół meczu i z cała pewnością nie przybliżył się tym występem do pierwszego składu. Dwa dobre podania, jedno wyjście na pozycję, słaby strzał głową, beznadziejne dośrodkowanie i strata w doliczonym czasie gry. Kiepski bilans jak na czterdzieści pięć minut.

 

Waleri Kazaiszwili 3 (2,93). Gruzin pokazał się przez dwadzieścia pięć minut zaledwie trzy razy - jedno wejście zakończone strzałem jedno dobre dośrodkowanie i jeden strzał nieudany. Miał bardzo mało kontaktów z piłką, nie szukał sobie pozycji, nie wychodził do piłek, co jest trudne do zrozumienia, gdy walczy się o pierwszy skład. Nie wiemy, czy na tak małą aktywność Kazaiszwilego miała świadomość, że wyniku meczu już się odwrócić nie da, czy coś innego. W każdym razie dostrajając się do większości kolegów i nie podejmując nawet próby odwrócenia losów meczu z pewnością swoich notowań nie poprawił.

 

Za najlepszego legionistę w niedzielnym blamażu Czytelnicy uznali Vadisa Odjidję-Ofoe, a redakcja Artura Jędrzejczyka, któremu, jako jedynemu legioniście, przyznaliśmy ocenę wyjściową.

Oceny Czytelników:

 

Vadis Odjidja-Ofoe 4,33

Maciej Dąbrowski 4,00

Artur Jędrzejczyk 3,58

Adam Hlousek 3,50

Miroslav Radović 3,40

Arkadiusz Malarz 3,21

Waleri Kazaiszwili 2,93

Michał Pazdan 2,92

Michał Kucharczyk 2,75

Michał Kopczyński 2,56

Sebastian Szymański 2,50

Guilherme 2,37

Tomas Necid 2,09

Komentarze (9)

Zaloguj się, by móc oceniać komentarze.

Punkty

1063

Ranking miesiąca
#11094
Ranking ogólny
#1094
Generał
  • 0 / 0
Redakcjo...
chyba już drugi raz albo trzeci z rzędu nie wpisujecie Guilherme w podsumowaniu ocen czytelników. Coś chłopak znika :)
Porucznik
  • 0 / 3
Jędrzejczyk "6" od redakcji chyba za to, że dał się spoliczkować. Biedak, bardzo go szkoda.
~BINGOBENGE
  • 0 / 0
Zupełnie nie rozumiem skąd te noty na poziomie 3?
Oglądając mecz widziałem tylko nieporadność, niedokładność, brak techniki, taktyki, płynności - zero sytuacji bramkowych.

Z Ajaxem to proponuję zrobić "autobus" - bo bramek to my w Amsterdamie nie strzelimy.
Starszy kapral
  • 0 / 0
Tez nie wiem czemu gra zespolu - 3. To jakis kosmos, bo przeciez, kurrwa, gralismy na wlasnym boisku z ostatnia druzyna w tabeli targana milionem problemow, a bylismy kompletnie do dupy. Rozumiem, ze na 1 Legia nie zasluzylaby nigdy w historii, bo to Legia - szanuje, a 2 to jakies kompletne baty i tak naprawde oceniamy w skali 3-10, wtedy sie zgadzam. Legia dzis jest wyraznie przed cala reszta polskiej ligi w kazdym aspekcie, poza zaangazowaniem pilkarzy, wiec naprawde trudno wyobrazic mi sobie bardziej gowniane spotkanie.
~Lubiepiwo
  • 1 / 0
Kopczyński za wysoko! Podczas meczu nie zauważyłem że Kucharczyk był na boisku...
Generał brygady
  • 1 / 0
Za wysokie te noty jak na kompromitacje z outsiderem przy marnej grze
Necida najsłabszy? A g.... prawda. Widać brak pomysłu na grę z nim, bo jest nowy, trzeba się zgrać, będzie lepiej.

Najgorszy był Kopczyński, nasz super kapitan na dzisiejszy mecz, prezentujący poziom III ligi. No i Gui, niewiele lepszy.
~lob
  • 0 / 0
dla Gui zabrakło oceny - tak słabo zagral.........
to i tak wysoko...