Przegląd prasy: Wzorowa Legia

Marcin Szymczyk

Źródło: Legia.Net

05-11-2018 / 16:25

(akt. 21-12-2018 / 15:34)

Poniedziałkowa prasa sportowa chwali grę Legii i decyzje trenera Ricardo Sa Pinto. Oto kilka wybranych tytułów prasowych: Dziennik Zachodni - Zabrzanie obnażeni. Górnik na Legii istniał tylko teoretycznie; Fakt - Carlitos strzelał, a kibice uczyli hymnu; Gazeta Polska - Legia mocna pod każdym względem; Polska the Times - Koncert Legii, Górnik był bez szans; Przegląd Sportowy - Legia młoda i groźna; Rzeczpospolita - Wzorowa Legia, dumny Ricardo.

Dziennik Zachodni - Zanim swoje umiejętności w sobotni wieczór zaprezentowali piłkarze, pokaz „siły" dali... kibice gospodarzy. Na początku spotkania odpalili race, a gęsty dym zmusił obie drużyny do przerwania gry i zejścia z murawy. Po 16 minutach zawodnicy wrócili, ale można było odnieść wrażenie, że zabrzanie wciąż rozgrzewają się w szatni. Na boisku byli, ale tylko teoretycznie, bo stanowili jedynie tło dla Legii. Nie tego spodziewali się zabrzańscy kibice... - Szczególnie po ostatnim meczu przyjeżdżaliśmy tutaj z oczekiwaniami. Boisko nas jednak zweryfikowało pod każdym względem. Mieliśmy zbyt mało argumentów, aby nawiązać równorzędną walkę. Legia była doskonale przygotowana - przyznał trener Marcin Brosz. Jego podopieczni źle weszli w mecz, popełniali sporo niewymuszonych błędów, a to tylko dodawało pewności siebie gospodarzom, którym w pierwszej połowie wychodziło wszystko. Pechowa dla Górnika okazała się 13. minuta - Carlitos oddal strzał prosto w Tomasza Loskę, a ten przepuścił piłkę między nogami. Po objęciu prowadzenia Legia wciąż grała nieustępliwie. Obrona Górnika często była w tarapatach, a ofensywa robiła niewiele, by ją odciążyć. Debiutujący w Ekstraklasie, niespełna 19-letni bramkarz Radosław Majecki, w pierwszej połowie nawet nie miał okazji, by popełnić błąd. Do pomyłek zmuszała za to Górnika Legia, co musiało skończyć się kolejnymi bramkami. Po jednym z ataków gospodarzy Dani Suarez zagrał piłkę ręką w polu karnym, a jedenastkę bezbłędnie wykorzystał Michał Kucharczyk. Kilka minut później fatalną w skutkach stratę zaliczył Kacper Michalski, Carlitos zagrał do Dominika Nagy'a, a Węgier skierował piłkę do siatki pod nogami Loski. W 36. minucie było w zasadzie po meczu.


Fakt - Kontrolowaliśmy spotkanie od pierwszej do ostatniej minuty, tak powinniśmy grać zawsze - cieszył się trener Ricardo Sa Pinto po wygranej Legii 4:0 z Górnikiem. Warszawski zespół po raz pierwszy od prawie dwóch miesięcy nie stracił gola w meczu u siebie. - Piłkarze cieszyli się grą, nie pozwalali przeciwnikowi na wiele. Jestem z nich dumny. Nie zawsze będziemy osiągali tak dobre wyniki, to zależy też od rywala. Czasem jest słabszy, czasem silniejszy - mówił Sa Pinto, który wystawił w bramce Radosława Majeckiego. To był debiut tego zawodnika w ekstraklasie. Bohaterem meczu został Carlitos, który zdobył dwie bramki. Hiszpan wreszcie udowadnia, że sprowadzenie go na Łazienkowską nie było błędem. Górnik był w sobotę tak słaby, że właściwie nie stworzył okazji pod bramką warszawskiej drużyny. Mecz poprzedziła patriotyczna oprawa przygotowana przez kibiców Legii, którzy z okazji setnej rocznicy odzyskania niepodległości na trzech gigantycznych płachtach zachęcali do zmiany słów hymnu - by zamiast „póki my żyjemy", śpiewać teraz „kiedy my żyjemy".


Gazeta Polska - Górnik Zabrze nie wygrał na Łazienkowskiej już od 20 lat. W sobotę nawet przez moment nie potrafił nawiązać walki z mistrzami Polski. Legia wygrała aż 4:0 i tak wysoki wynik był jak najbardziej zasłużony. Bohaterem meczu był hiszpański napastnik Carlos Lopez, który strzelił dwa gole i z siedmioma bramkami na koncie jest najskuteczniejszym legionistą w tym sezonie.


Polska the Times - Ekstraklasa to obraz nędzy i rozpaczy. Mecze powinny trwać dwa razy po 15 minut. Nie ma różnicy, czy pierwsza drużyna gra z drugą, przedostatnia z ostatnią, czy pierwsza z ostatnią. Żeby trafić wynik, trzeba być albo pijanym, albo zdrowo szurniętym - mówił niedawno Dariusz Michalczewski, były mistrz świata w boksie (a od niedawna promotor) i kibic Lechii Gdańsk. Po wielu meczach rodzimej ligi trudno się z „Tygrysem" nie zgodzić. Faworyci tracą punkty na potęgę. Legia często wpisywała się w ten schemat. Mecz z Górnikiem okazał się jednak zaskakująco łatwy. Legioniści walczyli na całym boisku, grali ze sporym rozmachem, łatwo stwarzali sobie sytuacje bramkowe i je wykorzystywali. Kiedy schodzili na przerwę przy stanie 3:0 (bramki Carlitosa, Michała Kucharczyka z rzutu karnego i Dominika Nagya), wielu kibiców mogło mieć jeszcze pewne obawy. W końcu dwa tygodnie wcześniej po znakomitych 45 minutach z Białą Gwiazdą w drugiej połowie legioniści stracili trzy gole w pięć minut i dali sobie odebrać dwa punkty. Najwidoczniej wyciągnęli jednak z tej lekcji wnioski, bo tym razem po przerwie ich koncentracja nie spadła. Długimi fragmentami pozwolili rywalom pograć w piłkę, ale bez strat w bramkach. A kiedy włączyli wyższy bieg, „rozklepali" obronę zabrzan i strzelili gola numer cztery (autorstwa Carlitosa).


Przegląd Sportowy- Efektowna, wysoka wygrana z zespołem z Zabrza była ze strony Legii pokazem siły i mocy. Dopiero od soboty zespół z Warszawy ma dodatni bilans bramkowy w meczach u siebie (13-12). Spotkanie z Górnikiem było drugim w ekstraklasie w obecnych rozgrywkach, w którym mistrz Polski zdobył więcej niż dwie bramki. Przed dwoma tygodniami Legia prowadziła z Wisłą Kraków 2:0, ale zremisowała 3:3, ratując punkt w ostatniej minucie. W sobotę nie popełniła już takich błędów i nie miała ani jednej chwili słabości.


Legia zagrała z polotem, piłkarze odpowiadający za ofensywę nie pozwolili Majeckiemu zostać bohaterem meczu. Są Pinto wrócił do ustawienia z Andre Martinsem oraz Cafu w środku polu i Sebastianem Szymańskim na pozycji numer 10. Na skrzydłach nie do zatrzymania byli Dominik Nagy i Michał Kucharczyk. Klęska 0:4 (tak wysoko Górnik jeszcze w tych rozgrywkach nie przegrał) to i tak najniższy wymiar kary dla drużyny trenera Marcina Brosza, która nie miała ani jednego argumentu, by przeciwstawić się rywalom. Mistrz młodnieje i się rozpędza, a w piątek jego formę sprawdzi Pogoń.

Rzeczpospolita - Kibice z Łazienkowskiej z przytupem uczcili zbliżające się obchody setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Był Mazurek Dąbrowskiego i okolicznościowa oprawa, przypominająca o prawidłowym śpiewaniu pierwszych słów hymnu („kiedy my żyjemy" zamiast „póki"). Na murawę z piłkarzami wyszedł sobowtór marszałka Józefa Piłsudskiego, a na trybunach odpalono race w kolorach białym i czerwonym. Przez ok. 20 min nie było widać nic poza unoszącym się dymem. Piłkarze Górnika zeszli do szatni, gospodarze udali się na pobliskie boisko treningowe. I czasu tam nie zmarnowali. Już do przerwy prowadzili 3:0. Carlitos strzelił pod brzuchem nieporadnie interweniującego Tomasza Loski, Michał Kucharczyk wykorzystał rzut karny podyktowany po wideoweryfikacji, na 3:0 podwyższył Dominik Nagy i - jak powiedział później Kucharczyk - było po meczu.

Komentarze (4)

Zaloguj się, by móc oceniać komentarze.

Punkty

1063

Ranking miesiąca
#11094
Ranking ogólny
#1094
"Carlitos zagrał do Dominika Nagy'a, a Węgier skierował piłkę do siatki pod nogami Loski." - a czy przypadkiem to nie było podanie od Hlouska?
~Ka(L)bar
  • 0 / 0
Przede wszystkim nie między nogami tylko obok nogi....
~robcio
  • 1 / 0
Oj ta! Oj tam! Akcja była przeprowadzona w szybkim tempie, zdecydowanie za szybkim dla redaktora DzZ, to i zgubił Adama :)
Polskie dziennikarstwo takie profesjonalne... "FAKT" niezastąpiony, a "Rz" także konsekwentna w bzdurach o boisku treningowym...
Oklaski. Żenada. Kurtyna.