+22 291 19 16 1916energia.pl

Oficjalny Partner Legii Warszawa

Z obozu rywala - Lechia Gdańsk

Patryk Tylak

Źródło: Legia.Net

09-12-2018 / 11:15

(akt. 04-01-2019 / 13:37)

18. kolejka Lotto Ekstraklasy już się rozpoczęła, ale hit tej serii gier czeka nas w niedzielę. Wtedy legioniści zmierzą się w wyjazdowym meczu z Lechią Gdańsk. Podopieczni Ricardo Sa Pinto udadzą się więc na boisko lidera, który od początku października wygrał osiem meczów na dziewięć możliwych. Dzięki dobrej passie, lechiści mają w ligowej tabeli nad drugą Legią przewagę pięciu punktów. W dodatku, podobnie jak „Wojskowi”, zapewnili sobie awans do ćwierćfinału Pucharu Polski. Zapowiada się więc nam naprawdę dobre spotkanie, a jedynym zmartwieniem dla kibiców czekających na emocjonujące widowisko może być fakt, że obie drużyny mają za sobą mecz w środku tygodnia.

Kiedy w środowym meczu Chrobry Głogów – Legia gwizdek sędziego zabrzmiał po raz pierwszy, gdańszczanie mieli już zapewniony awans do ćwierćfinału Pucharu Polski. Podopieczni Piotra Stokowca półtorej godziny wcześniej zakończyli zwycięstwem wyjazdowe spotkanie z Bruk-Betem Termalika Niecieczą (3:1). Trener lechistów zastosował w tej konfrontacji podobną taktykę co Ricardo Sa Pinto z Chrobrym. Mimo, że w składzie pojawiło się kilku graczy, mających problemy z regularną grę w lidze, to wyjściową jedenastkę gdańszczan ciężko było nazwać „rezerwową”. Od początku meczu po boisku biegali m. in. Filip Mladenović, Michał Nalepa, Joao Nunes, Jarosław Kubicki i Daniel Łukasik, a więc zawodnicy, których należy spodziewać się w pierwszym składzie na starcie z Legią. W dodatku, w drugiej odsłonie gry na murawie zameldowali się Flavio Paixao, Rafał Wolski i Lukas Haraslin, czyli gracze mający duży wpływ na wyniki Lechii w lidze, zwłaszcza dwójka Paixao – Haraslin.


Zanim jednak przejdziemy do indywidualności, warto pochylić się właśnie nad postawą gdańszczan w lidze. Podopieczni Stokowca przeszli ogromną metamorfozę w porównaniu do poprzedniego sezonu. Pamiętamy, że jeszcze w maju bieżącego roku, Lechia nie była wcale pewna utrzymania na najwyższym poziomie rozgrywkowym. Po przepracowaniu pełnego okresu przygotowawczego pod wodzą byłego szkoleniowca m. in. Zagłębia Lubin, gdańszczanie są już praktycznie tą samą drużyną, jaką byli dwa sezony temu – czyli mającą aspirację walki o mistrzostwo Polski do samego końca.


W formie Lechii można dostrzec przede wszystkim regularność. Tak naprawdę jedynym kryzysem ekipy z Trójmiasta w bieżącym sezonie była postawa we wrześniu. Lechiści w tym okresie nie potrafili wygrać żadnego z trzech ligowych spotkań, dwukrotnie przegrywając (2:5 z Wisłą Kraków i 0:1 z Wisłą Płock), a także raz remisując (3:3 z Zagłębiem Lubin). Podopieczni Stokowca mieli szczęście, że słabsza forma nie odbiła się na Pucharze Polski, ponieważ w meczu I. rundy krajowego pucharu lechiści potrzebowali rzutów karnych, aby wyeliminować krakowską Wisłę, a więc drużynę, od której zaczął się kryzys gdańszczan. Gdy jednak przyszedł październik, Lechia powróciła na właściwe tory. Od tamtego momentu, gdańszczanie nie przegrali ani jednego spotkania, a tylko raz zremisowali (1:1 z Piastem Gliwice). Pozostałe osiem meczów (wliczając PP) piłkarze Lechii zakończyli na swoją korzyść. Do spotkania z Legią, gdański zespół będzie więc podchodzić z passą dziewięciu spotkań bez porażki.


W grze Lechii nie ma fajerwerków, piłkarze prowadzeni przez Stokowca nie porywają swoich kibiców, ale są do bólu skuteczni. Trzeba przyznać, ze gdańszczanie mają także wiele szczęścia w bieżących rozgrywkach. Przykładów nie trzeba daleko szukać w pamięci, wystarczy cofnąć się do spotkania poprzedniej kolejki, kiedy Lechia wygrała na wyjeździe ze Śląskiem Wrocław 2:0. Wrocławianie aż parę razy trafili w obramowanie bramki strzeżonej przez Zlatana Alomerovicia, natomiast gdańszczanie już po swoim pierwszym strzale wyszli na prowadzenie w tym meczu. Szczęściu trzeba jednak pomóc, nie jest oczywiście tak, że podopieczni Stokowca prowadzą w lidze niezasłużenie. Jedenaście zwycięstw w siedemnastu kolejkach nie wzięło się w końcu z przypadku.


Wspomnieliśmy już, że w dużej mierze gra ofensywna zespołu opiera się na Paixao i Haraslinie. Pierwszy z wymienionych jest najlepszym strzelcem drużyny, w lidze uzbierał jedenaście trafień, co czyni go liderem klasyfikacji strzelców, wspólnie z Igorem Angulo. 34-letni atakujący w dwóch poprzednich sezonach zdobywał po dziesięć bramki, co oznacza, że aktualnie trwający rozgrywki będą jego najlepszymi pod względem skuteczności, odkąd trafił do Gdańska. Haraslin to z kolei skrzydłowy z umiejętnościami dryblingu, potrafiący minąć rywala i stworzyć dobrą okazję partnerom (5 asyst), ale także mający na koncie trzy ligowe gole. W mediach mówiło się, że jego usługami zainteresowana jest m. in. Legia, ale jeśli Słowak dalej będzie prezentować taką formę, to jego następnym pracodawcą będzie jakiś zachodnioeuropejski klub, ze znacznie lepszą renomą niż jakakolwiek drużyna z Polski.


Co ciekawe, w kadrze Lechii znajduje się aż siedmiu byłych legionistów. Jednakże tylko Łukasik i Błażej Augustyn z tego grona mają okazję na regularną grę. Łukasik tworzy parę defensywnych pomocników z Kubickim, i trzeba przyznać, że gra byłego legionisty w bieżącym sezonie wygląda naprawdę przyzwoicie, zwłaszcza w porównaniu do poprzednich rozgrywek. Co więcej, pomocnik w spotkaniu pucharowym z Bruk-Betem strzelił nawet gola, co zdarza mu się od święta. Augustyn natomiast ma pewne miejsce na środku obrony wespół z Nalepą. Jeszcze przed sezonem mogłoby się wydawać, że klub walczący o mistrzostwo powinien posiadać w swoich szeregach lepszych stoperów, ale obaj gracze są kolejnymi, którzy w tym sezonie poprawili swoją grę i nie popełniają rażących błędów. Co więcej, lechiści stracili najmniej goli w lidze, co tylko utwierdza w przekonaniu, że Stokowiec nie musi wyrywać sobie włosów z głowy patrząc na grę swoich środkowych obrońców.

 

Jeśli chodzi o pozostałych byłych legionistów, to coraz mocniej do składu przebija się Wolski. Pomocnik, uznawany niegdyś za wielki talent, stracił początek sezonu z powodu kontuzji, ale odkąd jest tylko do dyspozycji trenera, dostaje coraz więcej szans do zaprezentowania swoich umiejętności. Co więcej, ostatnio wyszedł w podstawowym składzie i całkiem możliwe, że tak będzie również w konfrontacji z Legią. A miejsce Wolskiego w podstawowym składzie może oznaczać brak w nim Konrada Michalaka, który Warszawę na Gdańsk zamienił minionego lata. Skrzydłowy zaliczył pod wodzą Stokowca serię sześciu meczów wyjściowej jedenastce, ale na ogół musi pogodzić się z rolą rezerwowego. Tak samo, jak Jakub Arak, który konkurenta do gry ma nie tylko w osobie skutecznego Paixao (zresztą, Portugalczyk może występować na skrzydle), ale także Artura Sobiecha, który powrócił do Polski po wojażach w niemieckich zespołach. Jednakże, gdy Stokowiec decyduje się wpuścić któregoś z napastników na boisko z ławki rezerwowych, jest to zazwyczaj Arak. Napastnik za taką szansę odwdzięczył się golem w 4. kolejce przeciwko Miedzi Legnica, meczu zakończonym zwycięstwem Lechii 2-0. Było to jak na razie jedyne ligowe trafienie Araka w bieżącym sezonie. Lepiej bilans atakującego wygląda w klasyfikacji asyst, ponieważ 23-latek zaliczył trzy ostatnie podania.

 

Pozostając przy byłych legionistów, o miejsce w składzie walczyć musi Dusan Kuciak. Golkiper w poprzednim sezonie był podstawowym bramkarzem gdańszczan, przez dziewięć kolejek aktualnych rozgrywek także nie rozstawał się z pierwszym placem. Trener postanowił jednak dokonać roszady w 10. kolejce, czyli po tym, jak w dwóch poprzednich meczach Lechia straciła aż osiem goli. Do bramki wskoczył pozyskany latem z Korony Kielce Alomerović i składu nie oddał aż do 15. kolejki. Wtedy to z powrotem w bramce mogliśmy oglądać Kuciaka, ale z tego meczu, przeciwko Cracovii, Słowak nie mógł być do końca zadowolony. Owszem, jego drużyna wygrała (1-0), a on zachował czyste konto, ale został przez sędziego ukarany żółtą kartką. A jako, ze było to czwarte „żółtko” Kuciaka w tym sezonie, to w następnym spotkaniu do bramki wrócił Alomerović. Serb z niemieckim obywatelstwem wykorzystał swoją szansę i do tej pory nie oddał bluzy z numerem „1”. Możliwe więc, że Kuciak spotkanie ze swoim byłym klubem będzie oglądać z pozycji siedzącej, podobnie zresztą jak Ariel Borysiuk, który musi uznać wyższość pary Łukasik – Kubicki. Pomocnik w bieżących rozgrywkach ma naprawdę mało okazji do gry, wystąpił tylko w pięciu ligowych spotkaniach.


Ze spotkania z Legią, żółtą kartką ze Śląskiem wykluczył się za to Karol Fila. 20-latek, nominalny pomocnik, wystąpił na prawej obronie, ale pod jego nieobecność, na tej pozycji w niedzielę zapewne wystąpi Joao Nunes. Na drugiej stronie defensywny ujrzymy Mladenovicia. Serb znajduje się w dobrej formie, zarazem potwierdzając, że nie zapomniał jeszcze czasów, kiedy występował w Crvenie Zvezdie i FC Koeln. Z pewnością jedyną osobą, która może „narzekać” na formę Mladenovicia, jest drugi lewy obrońca w kadrze, Mateusz Lewandowski, który w lidze zagrał tylko dwa razy, w tym raz od początku. Powracając do możliwego składu Lechii na mecz z Legią, to jeśli Stokowiec nie będzie dokonywać większych zmian w porównaniu do poprzednich spotkań, powinien on w pełni prezentować się następująco: Alomerović – Nunes, Nalepa, Augustyn, Mladenović – Łukasik, Kubicki, Lipski – Wolski, Paixao, Haraslin. Możliwe, że zamiast zmagającego się ostatnio z lekkim urazem Patryka Lipskiego, od pierwszej minuty ujrzymy Michalaka. Oprócz Fili, w niedzielę na pewno nie zagra na pewno Sławomir Peszko. Wielokrotny reprezentant Polski nie tylko został zdyskwalifikowany na początku sezonu za brutalny faul na Arvydasie Novikoviasie, ale także nie cieszy się dobrą opinią u trenera Stokowca.


- Przyjeżdża do Gdańska bardzo dobry zespół. Liczę, że nasi kibice kolejny raz dopiszą i będą naszym dwunastym zawodnikiem. Jestem zadowolony, że będziemy mogli się sprawdzić z takim zespołem, jakim jest Legia. Nie chcemy, żeby nam się coś udawało, my po prostu chcemy grać solidnie, na wszystko zasłużyć ciężką pracą i grać w jak najlepszy sposób. Chcemy prowadzić strategię gry adekwatną do naszego potencjału. Chcemy zagrać jak Lechia. – mówił na konferencji przedmeczowej szkoleniowiec gdańszczan. – Zwycięstwa budują pewność siebie. Powodują, że to sportowe ego zespołu wzrasta – dodał Stokowiec.


Ta pewność siebie, po takiej serii spotkań bez porażki, na pewno u gdańszczan może być wysoka. Warto dodać, że Lechia nie odnosi sukcesów tylko na sportowej płaszczyźnie, ale także biznesowej. W ostatnich dniach sponsorem klubu została firma z Indonezji, firma PayTren. Logo tego przedsiębiorstwa będzie widnieć na koszulkach piłkarzy, jak i na stadione Energa. Kto wie, być może sponsora z Indonezji przyciągnęło ściągnięcie zimą talentu z tego kraju, którym jest Egy Maulana Vikri. Skrzydłowy na razie ogrywa się w rezerwach gdańskiego zespołu, gdzie prezentuje się bardzo dobrze, ale nie doczekał się jeszcze ligowego debiutu w pierwszym zespole. Jego nazwisko prawdopodobnie przyciągnęło sponsora do klubu, tak więc, niezależnie jak potoczą się dalsze piłkarskie losy Vikriego, Lechia osiągnęła już jeden sukces dzięki sprowadzeniu do siebie tego gracza.


Jednakże największy sukces, jaki może spotkać Lechię, to zdobycie upragnionego mistrzostwa. Oczywiście, do końca sezonu jest jeszcze daleka droga, ale ewentualne powiększenie przewagi nad Legią do ośmiu punktów może zbudować u lechistów jeszcze większą pewność siebie. Ligowa tabela i forma jest po stronie Lechii, ale presja radzenia sobie pod presją, w hitowych spotkaniach, jest już po stronie „Wojskowych”. W niedzielę przekonamy się, kto lepiej poradził sobie nie tylko z tą presją, ale także ze zmęczeniem po pucharowym starciu w środku tygodnia.


Mecz Lechia – Legia rozpocznie się w niedzielę o godzinie 18. Sędzią spotkania będzie Szymon Marciniak z Płocka. Relacja tradycyjnie na łamach Legia.Net.

Komentarze (0)

Zaloguj się, by móc oceniać komentarze.

Punkty

1063

Ranking miesiąca
#11094
Ranking ogólny
#1094