Z obozu rywala - Pogoń Szczecin

Patryk Tylak

Źródło: Legia.Net

13-04-2019 / 08:54

(akt. 13-04-2019 / 08:54)

W ostatniej kolejce rundy zasadniczej, Legia podejmie na własnym boisku Pogoń Szczecin. I tak jak legioniści nie mogą sobie pozwolić na utratę punktów z uwagi na walkę o mistrzostwo i ewentualną ucieczkę gdańskiej Lechii, tak też szczecinianie mają o co walczyć. Sobotni rywal „Wojskowych” musi wygrać, aby być pewnym udziału w grupie mistrzowskiej. Ekipa ze Szczecina mogła zapewnić sobie miejsce w górnej połowie tabeli już wcześniej, ale od kilku meczów forma Pogoni nie zachwyca. Drużyna z województwa zachodniopomorskiego nie potrafiła pokonać mającej swoje problemy Arki Gdynia.

Mimo wspomnianego remisu na własnym boisku z Arką (3:3) w ostatniej kolejce, „Portowcy” i tak mogą być zadowoleni, że udało im się zdobyć chociaż ten jeden punkt. W końcu dwukrotnie przegrywali i musieli gonić wynik, a Soufian Benyamina wyrównującego gola na 3:3 zdobył na trzy minuty przed końcem regulaminowego czasu gry. Mimo wszystko, patrząc na pozycję w tabeli i formę gdynian, Pogoń nie może być w pełni ukontentowana z tego remisu. Tym bardziej, że było to kolejne spotkanie piłkarzy prowadzonych przez Kostię Runjaica przed własną publicznością, którego nie mogli wygrać. To właśnie w ostatniej formie Pogoni w meczach rozgrywanych w Szczecinie należy szukać przyczyny ewentualnego braku wywalczenia awansu do grupy mistrzowskiej.

„Portowcy”, od końca września do początku marca, zanotowali serię ośmiu zwycięstw na własnym stadionie. W tym okresie, forma szczecinian wystrzeliła w górę, i po kiepskim początku sezonu, Pogoń szybko pięła się lokata po lokacie i niespodziewanie stała się kandydatem do walki o europejskie puchary. Koniec okresu świetnej, domowej formy podopiecznych Runjaica zbiegł się gdzieś w czasie z decyzją o wyremontowaniu stadionu w Szczecnie. „Portowcy” tak się perspektywą nowego obiektu ucieszyli, że zatracili formę. Zaczęło się od marcowego spotkania z Zagłębiem Lubin, które szczecinianie przegrali przed własną publicznością aż 0:3. Później co prawda wygrali na wyjeździe z Wisłą Płock (2:0), ale po przerwie reprezentacyjnej, czyli od trzech spotkań, Pogoń nie potrafi wygrać meczu. W tym czasie, zachodniopomorska ekipa zremisowała u siebie z Jagiellonią Białystok (0:0), przegrała na wyjeździe z Lechem Poznań (2:3) oraz zremisowała właśnie w ostatniej kolejce z Arką. Przede wszystkim jeden punkt zdobyty w meczach z drużynami będącymi w dołku – Lechem i Arką – może być powodem do niepokoju dla wszystkich sympatyków szczecińskiego zespołu.

Gdyby chociaż jedno z tych dwóch spotkań „Portowcy” rozstrzygnęli na swoją korzyść, mogliby już cieszyć się myślą o grze w grupie mistrzowskiej. A tak, istnieje możliwość, że drużyna dowodzona przez niemieckiego szkoleniowca, końcówkę sezonu będzie musiała spędzić w dolnej połowie tabeli. Takie rozwiązanie nie będzie raczej satysfakcjonujące dla drużyny, która jednak w przekroju całych rozgrywek prezentowała się dobrze i, tak jak napisaliśmy, stała się nawet kandydatem do walki o europejskie puchary. Oczywiście, ten sezon może się jeszcze dla Pogoni zakończyć happy endem, ale jeśli szczecinianie chcą zakwalifikować się do grupy mistrzowskiej, to muszą wygrać z Legią. Biorąc pod uwagę, że „Portowcy” nie zdobyli bramki na Łazienkowskiej od 2015 roku (ostatnim strzelcem dla Pogoni w Warszawie był Łukasz Zwoliński, grający aktualnie w chorwackiej lidze), może to być dla nich trudne. Oczywiście, nawet w razie porażki, Pogoń może uzyskać promocję do grupy mistrzowskiej, ale w takim przypadku musi liczyć na korzystne rezultaty na innych stadionach. A jak wiadomo – „umiesz liczyć, licz na siebie”.

Ostatni mecz z Arką drużynowo nie był dla Pogoni udany, ale indywidualnie, dwóch zawodników może być umiarkowanie zadowolonych. Benyamina i Michał Żyro to piłkarze, którzy sporo przeszli. O historii różnych kontuzji byłego legionisty nie trzeba przypominać. Urazy przeszkodziły mu nie tylko w zrobieniu większej kariery w Anglii, ale także i w Pogoni nie pozwoliły przebić się do składu. Żyro w konfrontacji przeciwko Arce zyskał jednak zaufanie w oczach szkoleniowca, ponieważ ten dał mu szansę występu „na szpicy” od pierwszej minuty, a były legionista odwdzięczył się bramką, która była jego pierwszą w tym sezonie. Benyamina z kolei to letni nabytek „Portowców”, który jednak jeszcze przed oficjalnym debiutem w barwach szczecińskiego klubu, mógł zakończyć karierę. Mowa oczywiście o kontuzji oka podczas jednego z przedsezonowych sparingów. Choć początkowe diagnozy nie były dla napastnika korzystne, mówiło się nawet o możliwości utraty wzroku, to Niemiec z algierskim paszportem pod koniec rundy jesiennej zaczął normalnie trenować i być wprowadzany do gry. W spotkaniu przeciwko gdynianom, również zameldował się na boisku w drugiej połowie i był strzelcem wyrównującego gola w 87. minucie.  Runjaić mógłby mieć ból głowy, którego z dwójki Żyro – Benyamina wystawić od początku meczu z Legią, ale obu powinien pogodzić Adam Buksa, najskuteczniejszy gracz „Portowców” (razem z Kamilem Drygasem). Rosły atakujący w spotkaniu z Arką pauzował za żółte kartki, ale w starciu przeciwko „Wojskowym”, będzie już do dyspozycji trenera. Jeśli chodzi o innego z napastników, Adama Frączczaka, który musiał przejść operację z powodu zmian w przysadce mózgowej, wrócił już zimą do treningów, ale jeszcze nie zagrał ani minuty w lidze.

Jedynym ważnym zawodnikiem, z którego niemiecki szkoleniowiec nie może skorzystać, jest za to Sebastian Walukiewicz, mający za sobą przeszłość w juniorskich drużynach Legii. Młody defensor szybko wyrósł na filar obrony szczecińskiej ekipy, ale możliwe, że z powodu urazu, nie zagra już do końca sezonu. Gdyby tak się stało, oznaczać to będzie, że Walukiewicz może już się zacząć pakować i wyjeżdżać ze Szczecina, ponieważ od nowych rozgrywek będzie zawodnikiem włoskiego Cagliari. Nieobecność byłego legionisty była widoczna w ostatnich dwóch meczach Pogoni. Szczecinianie stracili w nich sześć bramek, co pokazuje, jak ważną postacią „Portowców” jest Walukiewicz. Strata defensora boli tym bardziej, że w zimowym okienku transferowym, szczecińska drużyna rozstała się z innym środkowym obrońcą, Laszą Dwalim, który razem z Walukiewiczem trzymał w ryzach „portową” defensywę w rundzie jesiennej. Po odejściu Gruzina, partnerem w defensywie byłego legionisty jest Mariusz Malec. Natomiast po złapaniu urazu przez Walukiewicza, zastępstwo w obronie pełni Jarosław Fojut, ale jest to zupełnie inny typ obrońcy. Styl młodego defensora pasuje do taktyki Runjaica, ponieważ nie skupia się on tylko na defensywnych atrybutach, ale także potrafi grać piłką, a jak wspominał na konferencji przedmeczowej Aleksandar Vuković, „Portowcy” to ekipa, która dobrze wyprowadza futbolówkę od własnej bramki. Fojut to z kolei obrońca starej daty, bazujący głównie na sile, skupiający się raczej tylko na odbiorze piłki. Możliwe, że po ostatnich słabych występach doświadczonego obrońcy, szkoleniowiec szczecinian zdecyduje się na taki wariant, jak w końcówce meczu z Arką. Wtedy do środka obrony przesunięty został prawy defensor, Jakub Bartkowski, a jego miejsce po prawej stronie zajął David Stec.

Sebastian Walukiewicz

Stec może też zagrać na prawym skrzydle, ale wydaje się, że w sobotnie popołudnie, powinniśmy tam ujrzeć Ikera Guarrotxenę, który popisał się ładną asystą w meczu z Arką. Po przeciwnej stronie, od pierwszej minuty wystąpi zapewne Radosław Majewski, strzelec jednego z goli w ostatnim starciu. Środek pola zarezerwowany jest natomiast dla Tomasa Podstawskiego, Zvonimira Kozulja oraz Drygasa, który, razem z Buksą, jest najlepszym strzelcem „Portowców”, o czym już wspominaliśmy. Kozulj z kolei zdobył piękną bramkę w pierwszej konfrontacji przeciwko „Wojskowym”. W obwodzie pozostają jeszcze młody Sebastian Kowalczyk czy Japończyk Jin Izumisawa. 27-latek trafił do Szczecina w zimowym okienku transferowym, a swój debiut w polskiej lidze, w starciu z Lechem, zaakcentował zaliczeniem trafienia. Był to na razie jego jedyny występ w barwach szczecińskiej drużyny, więc jeśli należy spodziewać się Japończyka na murawie przy Łazienkowskiej, to raczej po wejściu z ławki rezerwowych. W przypadku pozostałych pozycji - na bramce pewniakiem jest Łukasz Załuska, na lewej obronie Hubert Matynia, który gdy tylko jest zdrowy, to gra, choć na tej pozycji Runjaić ma do dyspozycji jeszcze Ricardo Nunesa. W ataku powinniśmy ujrzeć natomiast Buksę.

Zremisowana konfrontacja w ostatnim meczu na tyle rozzłościła niemieckiego szkoleniowca Pogoni, że ten zarządził ciszę medialną przed spotkaniem z Legią. Robi to już nie po raz pierwszy, a jego dewizą jest stwierdzenie, że zawodnicy to, co mają do powiedzenia, powinni pokazać na boisku. Sam trener jest bardzo chwalony za pracę wykonaną w Szczecinie, a zaczęło się od poprzedniego sezonu, gdy wyciągnął „Portowców” z dołka i sprawił, że Pogoń potrafi grać ładną dla oka piłkę. Mogło się wydawać, że od początku bieżących rozgrywek ekipa ze Szczecina będzie należeć do grona czołowych drużyn, ale podopieczni Runjaica źle weszli w sezon. Dodatkowo, w Pogoni następują zbyt duże wahania formy, co pokazują zresztą ostatnie mecze. W związku z tym, dla „Portowców” jest chyba za wcześnie, aby spróbować powalczyć o europejskie puchary. Oczywiście, szczecinianie do trzeciego Piasta Gliwice mają stratę siedmiu punktów, co jest do odrobienia w trakcie pozostałych kolejek. Piłkarze z województwa zachodniopomorskiego nie będą musieli jednak przejmować się już tą stratą, jeżeli przegrają z Legią, a swoje mecze wygrają Lech i Wisła Kraków. Po prostu zabraknie ich wtedy w grupie mistrzowskiej, co spowoduje, że resztę sezonu szczecinianie spędzą na meczach „o pietruszkę”, ponieważ ich przewaga nad strefą spadkową jest na tyle duża, że nie będą musieli oglądać się za siebie. W przypadku takiego wariantu, w Pogoni nastroje na pewno osłabną, ale udałoby się znaleźć pozytyw w tym, że byłby to idealny czas na ogrywanie młodzieży, którą „Portowcy” mają zdolną. Oprócz wspomnianego wcześniej Kowalczyka, w kadrze na występ czekają m.in. Adrian Benedyczak, Maciej Żurawski czy Stanisław Wawrzynowicz. Oczywiście, byłoby to marne pocieszenie, ponieważ w Szczecinie nie ukrywają, że interesuje ich tylko walka w grupie mistrzowskiej. Jeżeli „Portowcy” chcą się do niej zakwalifikować, bez potrzeby patrzenia na innych, muszą zdobyć punkty przy Łazienkowskiej. A patrząc na historię, i fakt, że Pogoń po raz ostatni w Warszawie wygrała w roku 1983, a w kilku ostatnich meczach w stolicy nie potrafiła nawet zdobyć bramki, szczecinianie do tego meczu podchodzić będą na pewno z pewną dozą niepokoju.

Mecz Legia – Pogoń rozpocznie się w sobotę o godzinie 18. Arbitrem spotkania będzie Wojciech Myć. Zapraszamy do relacji na łamach Legia.Net!

Komentarze (0)

Komentarze osób zarejestrowanych pojawiają się w tym artykule automatycznie. Komentarze osób niezalogowanych wyświetlą się po zatwierdzeniu przez moderatora.

Zaloguj się, by móc oceniać komentarze.

Punkty

1063

Ranking miesiąca
#11094
Ranking ogólny
#1094