Serwis Legia.Net stosuje pliki cookies w celu lepszego poznania w jaki sposób nasi czytelnicy korzystają z naszych stron. Używamy cookies także w celach reklamowych i statystycznych oraz dla prawidłowego funkcjonowania niektórych funkcji serwisu. Mogą być one być również stosowane przez współpracujących z nami reklamodawców i firmy badawcze.

Każdy użytkownik może zmienić swoje ustawienia dotyczące plików cookies, korzystając z ustawień używanej przez siebie przeglądarki internetowej. Domyślne ustawienia najpopularniejszych przeglądarek na komputerach osobistych i urządzeniach mobilnych zezwalają na zapisywanie w pamięci urządzenia plików cookies.
X

Tło

22 listopada 2017

Hamalainen – lechita, który daje się we znaki zespołowi z Poznania

2017-05-17 13:35:55
img
Kasper Hamalainen – człowiek, którego jeszcze nie tak dawno noszono na rękach w Poznaniu, teraz znienawidzony przez każdego kibica ze stolicy Wielkopolski.

Wszystko zaczęło się jeszcze w grudniu 2015. Hamalainen jako piłkarz Lecha nie wyraził chęci pozostania przy Bułgarskiej i przedłużenia wygasającego kontraktu. Włodarze nie zdecydowali się na transfer Fina w letnim okienku transferowym, gdyż po zdobyciu mistrzostwa Polski w sezonie 2014/15, zawodnik miał być kluczową postacią w eliminacjach do Ligi Mistrzów. „Hama” przez 2,5 roku gry dla poznańskiej drużyny miał już na swoim koncie 27 bramek i 22 asysty we wszystkich rozgrywkach, zatem trudno byłoby go zastąpić przed ważnymi meczami o awans do fazy grupowej europejskich pucharów. To ryzyko nie opłaciło się właścicielom „Kolejorza”, choć pomocnik zdobył jedną z bramek przeciwko FK Sarajevo w 3. rundzie eliminacji do Ligi Mistrzów, to na kolejnym etapie Lech poniósł sromotną porażkę z FC Basel. Zespół z Poznania zagrał, co prawda, w Lidze Europy, jednak Hamalainen grał w tych spotkaniach jedynie ogony i nie miał zbyt dużego wkładu w poczynania swojej drużyny na europejskich boiskach. To, że zawodnik nie spełnił pokładanych w nim nadziei, okazało się jednak małym problemem przy tym, że Hamalainen nie zgodził się na warunki nowego kontraktu, jakie przedstawili mu działacze Lecha. W Poznaniu musieli oswoić się ze świadomością, że nie zarobią na swoim najlepszym zawodniku ani złotówki, a w dodatku będą musieli załatać dziurę po jego odejściu.


Kilkanaście dni później włodarze Lecha musieli przyjąć jeszcze jeden cios. Wszystko wskazywało na to, że były już lider „Kolejorza” zamelduje się w Grecji i podpisze kontrakt z tamtejszym PAOK-iem Saloniki, jednak w mediach zrobiło się głośno, ponieważ „Hama” zaczął być łączony z Legią. Kibice Lecha na pewno nie dowierzali tym spekulacjom, jednak w tej plotce ziarenko prawdy było większe niż zwykle, a wszystko za sprawą prezesa Bogusława Leśnodorskiego, który był już w stanie przekonać do gry przy Łazienkowskiej innych lechitów – Bartosza Bereszyńskiego i Krystiana Bielika.


Sprawa transferu wyjaśniła się w momencie, kiedy ówczesny prezes Legii potwierdził na swoim koncie na Twitterze inicjały „KH”, a 12 stycznia Hamalainen został oficjalnie zaprezentowany jako nowy legionista.  W komunikacie klubu podano nawet informację, o której godzinie zawodnik parafował umowę, co jeszcze mocniej mogło rozzłościć odwiecznych rywali warszawiaków. Na krajowym podwórku zawrzało – środowisko z Wielkopolski mieszało z błotem swojego byłego piłkarza, a w gabinetach przy Łazienkowskiej chodzono z podniesioną głową, że po raz kolejny w brawurowy sposób udało się utrzeć nosa poznaniakom. Bez wątpienia Hamalainen stał się bohaterem najgłośniejszego transferu w Polsce od lat.


Radość z transferu Fina nie trwała jednak zbyt długo. Piłkarz ze Skandynawii szybko doznał kontuzji i opuścił kilka spotkań. Przez to, że nie przepracował dobrze okresu przygotowawczego z Legią nie był wiodącą postacią w talii Stanisława Czerczesowa. Dopiero trzy ostatnie mecze mistrzowskiego sezonu 2015/16 Fin rozegrał w pełnym wymiarze czasowym, za co odwdzięczył się dwoma trafieniami. Zmiana trenera w przerwie między rozgrywkami nie wyszła na dobre byłemu lechicie. Besnik Hasi nie stawiał na niego w eliminacjach do Ligi Mistrzów, jednak regularnie dawał reprezentantowi Finlandii szansę pokazania się w Ekstraklasie. „Hama” zbierał minuty na boisku, ale w niczym nie przypominał zawodnika, który niegdyś był liderem przy Bułgarskiej. Jego sytuacji nie zmieniła również kolejna roszada na stanowisku pierwszego szkoleniowca Legii. Nowy trener Jacek Magiera dał mu szansę na początku kadencji, jednak później – jak gdyby zdjął presję z Fina – nie wystawiając go w meczach o stawkę i pozwalając spokojnie trenować. Hamalainen odwdzięczył się w spotkaniu z Lechem 22 października 2016, kiedy wszedł w doliczonych czasie gry i zdobył gola, przechylając szalę zwycięstwa na stronę legionistów. Później „Hama” przechodził swego rodzaju metamorfozę, która nie nastąpiła od razu. W kolejnym meczu wszedł na 45 minut i przeciwko Koronie zanotował asystę. Następnie usiadł na ławce z Cracovią, za to w Białymstoku znowu zrobił różnicę w końcówce spotkania, kiedy asystował Prijovicowi przy golu na 3:0.  Potem kolejny raz nie otrzymał szansy od Magiery, ale w następnych meczach zbierał i minuty, i poprawiał statystki, o czym świadczą gol z Wisłą Płock, asysta z Piastem oraz gol z Górnikiem Łęczna. Później znowu przyszedł gorszy okres – skromne dwie minuty z Arką i łącznie 72 w meczach z Ruchem i Termalicą, w których Legia traciła punkty (odpowiednio porażka i remis). Po tych spotkaniach podopieczni Magiery weszli na zwycięski szlak i notują serię bez przegranej, a to wszystko z Hamalainenem na pokładzie. Największy udział miał Fin oczywiście w kolejnym starciu z Lechem, tym razem przy Bułgarskiej. Po raz kolejny zabrał punkty swoim byłym kolegom i w doliczonym czasie umieścił piłkę w siatce lechitów. Po tym meczu rozegrał kilka niczym nie wyróżniających się spotkań aż do ostatniego meczu z Termalicą, kiedy strzelił dwa gole, a miał szansę na hat-tricka, grał nieustępliwie, inteligentnie i z korzyścią dla drużyny. Był tego dnia liderem Legii, a także został okrzyknięty zawodnikiem 33. kolejki Lotto Ekstraklasy. Najistotniejsze w tym wszystkim jest to, że „Hama” rozbudził apetyt na swoją dobrą grę przed decydującą fazą tego sezonu, kiedy walka toczy się o mistrzostwo Polski, a w dodatku przed samym meczem z poznańskim Lechem, przeciwko któremu Fin strzelał bramki na wagę zwycięstwa nawet wtedy, gdy do końca nie był w formie.


Wszyscy kibice Legii czekają teraz na środowy mecz z Lechem, jak jesienią na spotkania Ligi Mistrzów. Gra toczy się o mistrzostwo Polski, mecz ze znienawidzonym rywalem, a w składzie były zawodnik poznańskiej lokomotywy, który po raz trzeci w tym sezonie daje jednym radość, a drugim łzy – tym razem już na ostatniej prostej w wyścigu o upragniony triumf w Ekstraklasie. Czy można wymyślić lepszy scenariusz na dzisiejszy wieczór?


Tagi

Komentarze osób niezalogowanych wyświetlą się po akceptacji moderatora


 

Komentarze

Wszystkie
Pozytywne
~Zbygniew
2017-05-17 16:44 IP 188.146***
Nie szalejcie z tym "znienawidzonym" przeciwnikiem. "Kuchenkorz" to jedna z wielu drużyn której kibice nienawidzą Legii i nawet o tym piosenki śpiewają. Nikt tu ich chyba nie lubi. Ale też chyba nikt sobie nimi tak głowy nie zaprząta żeby zaraz nienawidzić. Takich drużyn jak oni jest w lidze czternaście.
~EBR
2017-05-17 14:11 IP 31.0.38***
Dziś Hama środkowy napastnik.
Liczba komentarzy: 2

Logowanie




Uwaga

Redakcja serwisu LEGIA.NET nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwe lub naruszające zasady współżycia społecznego.

Dodaj Komentarz - wersja bez konta.

Nick:
Uwaga: Odnośniki do serwisów zewnętrznych akceptujemy wyłącznie bez "http://"
Zamknij