Legia.Net - Legia Warszawa - Przegląd prasy: Oprawa godna uwagi
Zamykając to okno za pomocą przycisku "x" wyrażasz zgodę na przetwarzanie, w tym profilowanie przez Legia.Net oraz partnerów świadczących usługi w celach marketingowych, reklamowych oraz analitycznych.

Korzystając z serwisu Legia.Net bez zmiany ustawień twojej przeglądarki internetowej wyrażasz zgodę na zapisywanie plików cookies w twoim urządzeniu końcowym oraz na korzystanie z informacji w nich zapisanych w celach dopasowania treści i reklam.

Dane uzyskane w ten sposób będziemy przetwarzać i profilować do celów marketingowych polegających na dopasowaniu treści i reklam oraz celach analitycznych a także w celach związanych z bezpieczeństwem serwisu.

Korzystając z opcji swojej przeglądarki zawsze posiadasz prawo do usunięcia wszystkich informacji, które zostały zapisane w plikach cookies.

Do przetwarzania wykorzystywane będą następujące dane: adres IP, adres żądanej strony, identyfikator urządzenia, typ przeglądarki, język przeglądarki, liczba kliknięć, ilość czasu spędzonego na poszczególnych stronach, data i godzina korzystania z serwisu, typ i wersja systemu operacyjnego, rozdzielczość ekranu oraz inne tym podobne informacje.

Administratorem danych jest Legia.Net
X

Tło

15 sierpnia 2018

Przegląd prasy: Oprawa godna uwagi

2018-08-06 16:15:09
img
Poniedziałkowa prasa sportowa w bardzo krytycznym traktuje Legię za spotkanie z Lechią. Podkreślane jest to, że zmiana trenera nie przyniosła zmiany stylu gry oraz to, że najciekawsza w tym dniu była oprawa przed meczem przygotowana przez kibiców. Oto kilka wybranych tytułów prasowych: Przegląd sportowy - 90 minut wielkiej udręki, Sport - Oprawa godna uwagi; Fakt - Mistrz bez pomysłu; Super Express - Jeden z kolegów nie dojechał na mecz; Gazeta Wyborcza - Nowy trener, taka sama Legia.

Przegląd Sportowy - Bezradny w ataku mistrz Polski oddał punkty Lechii, a remis nikogo nie zadowolił. To było 90 minut prawdziwej udręki, od patrzenia na wyczyny piłkarzy obu zespołów mogły rozboleć zęby i głowa. Legia miała na murawie niezłych zawodników, ale w jej grze nie było widać pomysłu, jak strzelić gola rozsądnie broniącej się drużynie z Gdańska. Po meczu kibice z Żylety zawołali warszawskich piłkarzy pod trybunę, a potem wykrzyczeli „Legia grać, k..a mać”. I słusznie wygwizdali.


– Mamy taki potencjał, że jesteśmy w stanie zdobyć sto bramek – wypalił kilkadziesiąt godzin przed inauguracją sezonu Jose Kante. W tym momencie brzmią jak kpina, ale przecież w poprzednim sezonie on i rówieśnik, 28-letni Carlitos strzelili w ekstraklasie 33 gole. Kiedy Legia ogłosiła ich transfery, wydawało się, że naszedł koniec trwającej półtora roku „smuty” po odejściu Nemanji Nikolicia oraz Aleksandara Prijovicia. Gwinejczyk i hiszpański król strzelców poprzedniego sezonu dawali nadzieję, że mistrz Polski odzyska skuteczność. Nic z tego. Carlitos i Kante byli na murawie w pierwszej połowie spotkania z Lechią, ale nic z tego nie wyniknęło. Mistrz Polski nie oddał ani jednego celnego strzału. Gdyby nie Arkadiusz Malarz, który uratował zespół swoimi interwencjami, goście z Gdańska wygraliby przy Łazienkowskiej. I skończyli trwającą od maja 2016 roku kiepską passę w meczach z Legią – z pięciu spotkań w ekstraklasie przegrali cztery.


Sport - Wszystko, co najciekawsze rozegrało się w sobotę przy Łazienkowskiej przed meczem Legii z Lechią. A były to uroczystości - i oprawa - upamiętniające 74. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego.


Spotkanie było słabe, Lechia zaskoczyła gospodarzy przejęciem inicjatywy w dwóch początkowych kwadransach, ale w tym okresie gdańszczanie zupełnie się wyszumieli. Zaś po zmianie stron robili już wyłącznie za statystów. Legia przejęła kontrolę nad meczem kosztem zdjęcia z boiska Carlitosa, którego Aleksandar Vuković zastąpił Domagojem Antoliciem. Po końcowym gwizdku szkoleniowiec stołecznego zespołu przyznał, że o zmianie zadecydowały wyłącznie względy taktyczne. Zastanawiał się, którego z napastników zastąpić środkowym pomocnikiem i ocenił, że Jose Kante jest w wyższej formie fizycznej. Wprowadzony Chorwat rzeczywiście przyczynił się do zdominowania drugiej linii przez drużynę z Warszawy, ale nie przełożyło się to na klarowne sytuacje bramkowe.


Fakt - Bezradny mistrz Polski oddał punkty Lechii. – Życzę Legii powrotu do formy i awansu do grupy Ligi Europy – powiedział po spotkaniu Piotr Stokowiec, trener gości. To było 90 minut udręki, od patrzenia na wyczyny piłkarzy obu zespołów mogły rozboleć zęby i głowa. Legia miała na murawie niezłych zawodników, ale w jej grze nie było widać pomysłu, jak strzelić gola. Po meczu kibice z Żylety zawołali piłkarzy pod trybunę, a potem wykrzyczeli „Legia grać, kur... mać”. I słusznie wygwizdali. Tymczasowy trener Aleksandar Vuković przez dwa dni od nominacji niewiele zdziałał. – Szanuję punkt z Lechią, ale bezbramkowymi remisami kariery nie zrobię – mówił Vuković.


Super Express - Po beznadziejnym meczu Legia znów zgubiła punkty, remisując 0:0 z Lechią. Najciekawiej było... w przerwie. Schodzący do szatni Michał Kucharczyk zapytany o kiepską grę zespołu stwierdził: – Chłopakom ciężko grać, kiedy jeden z kolegów nie dojeżdża na pierwsze pół godziny, dopiero później się budzi – wypalił „Kuchy”, co potraktowano jako atak na Carlitosa, który grał słabo i na drugą połowę już nie wyszedł.


Właścicielowi Legii Dariuszowi Mioduskiemu trzeba współczuć. Na progu sezonu nie ma ani trenera, ani drużyny. Z mistrzów Polski została tylko nazwa. Mimo słabej postawy legioniści i tak powinni zainkasować trzy punkty. Jednak przy strzałach Sebastiana Szymańskie
go i Krzysztofa Mączyńskiego pod koniec meczu kapitalnie interweniował Dusan Kuciak, który pokazał warszawskim kibicom, że nic nie stracił z klasy od czasów, kiedy błyszczał w barwach stołecznego zespołu.


Gazeta Wyborcza - Mistrzowie Polski po kolejnym słabym meczu tylko zremisowali z Lechią Gdańsk 0:0. W takiej formie trudno będzie im przetrwać nawet w Lidze Europy.  Zmiana trenera nie przyniosła zmiany stylu gry. Przed przerwą sobotniego meczu Legia dała się zdominować rywalom. Lechia była lepiej organizowana, ale nie wykorzystała przewagi, ani razu poważnie nie zagroziła bramce Arkadiusza Malarza. Mistrzowie Polski obudzili się dopiero pod koniec pierwszej połowy. Sposobem legionistów na zdobycie bramki miały być jednak głównie stałe fragmenty gry wykonywane przez Carlitosa. Niewiele z nich jednak wychodziło. Na drugą połowę Carlitos już nie wyszedł. Król strzelców poprzedniego sezonu w Warszawie rozczarowuje. Zdobył tylko jedną bramkę – na 3:0 w rozstrzygniętym już meczu rewanżowym kwalifikacji Ligi Mistrzów z Cork City. Hiszpan sprawia wrażenie ociężałego i pogubionego. Często schodzi na lewe skrzydło, pokazuje partnerom, gdzie mają zagrać, i próbuje dryblingów. Niewiele jednak z jego prób wynika. Na razie Carlitos niczym nie przypomina piłkarza, który wiosną przyciągał na stadiony nie tylko kibiców Wisły Kraków.


 

sklep
Autor: Marcin Szymczyk Źródło: Legia.Net   

twitter

Komentarze osób niezalogowanych wyświetlą się po akceptacji moderatora


 

Dodaj Komentarz - wersja bez konta.

Nick:
Uwaga: Odnośniki do serwisów zewnętrznych akceptujemy wyłącznie bez "http://"

Komentarze

Wszystkie
Pozytywne
Liczba komentarzy: 0

Logowanie




Uwaga

Redakcja serwisu LEGIA.NET nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwe lub naruszające zasady współżycia społecznego.

Dodaj Komentarz - wersja bez konta.

Nick:
Uwaga: Odnośniki do serwisów zewnętrznych akceptujemy wyłącznie bez "http://"
Zamknij