Paweł Wszołek smutek
fot. Marcin Szymczyk

Blog: Im bardziej rzeczy się zmieniają, tym bardziej zostają takie same.

Redaktor Controller

Controller

Źródło: wypociny własne

08.11.2025 08:08

(akt. 08.11.2025 08:10)

- Nie znałem klubu NK Celje za dobrze. Wydawało mi się, że to jakiś przeciętniak i powinien być mecz do wygrania. Potem usłyszałem wstęp do meczu, który prezentował Celje jako Real Madryt Bałkanów. Zapowiadało się, że może być źle - pisze w tekście nadesłanym na bloga Controller.

Pierwsza połowa i początek drugiej były niezłe. O ile z piłką Słoweńcy byli groźni i szybko wyprowadzali ataki, o tyle w obronie prezentowali się słabo. U Legionistów widać było dużą intensywność w obronie i skutecznie neutralizowali poczynania przeciwników. Z kolei, w ofensywie, Legia miała sporo przestrzeni i atakowała z rozmachem, było sporo dynamiki, duża mobilność, kreowanie sytuacji. Niestety, problemem wciąż pozostawała skuteczność. A raczej jej brak.

Czy pomylę się, gdy powiem, że gdyby za Antonio Colaka grał Nemanja Nikolić, to kończyłby mecz z hat-trickiem? Sam Colak zagrał najlepszy mecz w Legii, ale za trzy zmarnowane sytuacje, wystawię mu notę 2/10, co i tak daje mu gwarancję gry w pierwszym składzie, bo Mileta Rajovic nadal kręci się koło „jedynki”.

Wygląda na to, że pozostali piłkarze Legii mają podobne odczucia, bo ewidentny jest całkowity brak zaufania do napastników. W drugiej połowie, Paweł Wszołek wielokrotnie dobiegał do wysokości pola karnego i… zawracał. Zamiast dośrodkować, szukał innych rozwiązań, czasami kręcąc się w kółko. To było bardzo widoczne, że po prostu nie chce dośrodkować, bo nie wierzy, że coś z tego będzie. 

Nieskuteczność, jest jak choroba zakaźna, która w Legii szybko się rozprzestrzenia, bo do kłopotów z napastnikami dochodzi nieskuteczność pozostałych piłkarzy. Niezawodny do tej pory Wszołek zmarnował "setkę" w końcówce meczu, a Kacper Urbański, mimo, że strzelił gola, to w drugiej połowie również nie wykorzystał dogodnej sytuacji. Legia mogła i powinna, w tym meczu, zdobyć więcej bramek.

Podsumowując, przyznam, że z każdą zmianą rozumiem coraz mniej. Najpierw zmienia się trenera, tylko po to, by następca kontynuował jego dzieło: ci sami piłkarze, na tych samych pozycjach, w tym samym ustawieniu. Co prawda poprawiła się dynamika w ataku, ale skuteczność nadal zawodzi, a do tego dochodzą te same "pauzy" w koncentracji, w których Legia traci bramki seriami (3 w 11 minut z Hibernian, 2 w 7 minut z AEK Larnaka, 2 w 5 minut z Celje).

Jeszcze Ermal Krasniqi, który został sprowadzony „na życzenie” trenera Iordnescu, zaczyna coś grać po jego odejściu.

Zmieniamy trenerów, piłkarzy, dyrektorów sportowych. Tylko wyniki się nie zmieniają.

Co się zmieniło:

  1. pojawiło się trochę życie w ataku Legii.

Co pozostało takie samo:

  1. atak, to wciąż najsłabsza formacja Legii i do najbliższego okienka transferowego to się nie zmieni,
  2. brak skuteczności,
  3. wynik znacznie poniżej oczekiwań.

Autor: Controller

Instrukcję dodawania tekstów na Bloga znajdziecie w TYM MIEJSCU.

Komentarze (3)

Odśwież

Dodając komentarz zobowiązujesz się do przestrzegania

Komentarze osób niezalogowanych, a także zalogowanych, którzy zarejestrowali konto w ostatnich 3 dniach wymagają akceptacji administratora.

Uwaga!

Teraz komentarze są ukryte, aby poprawić komfort korzystania z serwisu Legia.Net. Kliknij przycisk „Zobacz komentarze”, aby je wyświetlić i dołączyć do dyskusji.