historia plansza

Blog: Subiektywnie o „wojskowych transferach” Legii – „Karencja Kontra Kaperownictwo”

Redaktor Besni(L)

Besni(L)

Źródło: własne

28.12.2025 22:15

(akt. 28.12.2025 22:12)

Zapraszam na kolejny artykuł z cyklu "O wojskowych transferach Legii", którego celem jest obalenie mitów o rzekomym „ uprowadzaniu” piłkarzy pod osłoną nocy. Choć temat ten często pojawia się w kibicowskich dyskusjach, w przestrzeni publicznej brakuje rzetelnej analizy opartej na faktach. Jeśli opowieści o „ kaperownictwie” są tak powszechne, dlaczego nikt dotąd nie przyjrzał się im chłodnym okiem historyka? Ponieważ ja odkrywanie tej prawdy uważam za fascynujące, w tej części zaprezentuję peerelowskie przepisy dotyczące zmiany barw klubowych oraz głośną akcję medialną z początku lat 60., które rzucają zupełnie nowe światło na całą sprawę - pisze na blogu w swoim tekście Besni(L).

Aby zrozumieć mechanizm „wojskowych transferów”, trzeba zacząć od podstaw: w PRL, tak jak wcześniej w II RP, sport miał status amatorski. Oficjalnie nie istnieli zawodowi piłkarze, tylko pracownicy: górnicy, włókniarze, żołnierze zawodowi, milicjanci czy urzędnicy, którzy przy okazji grali w piłkę. Zmiana klubu była więc formalnie zmianą miejsca pracy. Dziś taka ścieżka przebranżowienia jest nie do pomyślenia, ale wtedy była normą.

Jak nietrudno się domyślić, była to fikcja. Piłkarze Górnika Zabrze, choć formalnie górnicy, zjeżdżali do kopalni może raz do roku na „Barbórkę”. Piłkarze Legii mundury zakładali głównie na święta państwowe. Mieliśmy do czynienia z zawodowstwem ukrytym, gdzie priorytetem była piłka, a nie etat. Dlatego dążenie do sportowego rozwoju i zmiana barw klubowych były naturalne. To właśnie rodziło nieuchronny konflikt: interes zawodnika, chcącego rozwijać karierę, rozjeżdżał się z interesem klubu, pragnącego zatrzymać talent.

Świadomość tej powszechnej fikcji amatorstwa oraz konfliktów, które rodziła, miały zarówno PZPN, jak i Główny Komitet Kultury Fizycznej i Turystyki (GKKFiT). Dlatego kwestię zmiany barw klubowych regulowały szczegółowe przepisy, mające zabezpieczyć kluby przed ucieczką najlepszych zawodników.

Piłkarz, który wbrew woli klubu opuścił drużynę, był z niej skreślany, co formalnie wiązało się z dwuletnią karencją. W praktyce jednak przepis ten był często obchodzony lub ignorowany, a piłkarze masowo zmieniali barwy klubowe. Ta jawna luka w systemie i powszechna praktyka 'kaperownictwa' skłoniły władze sportowe na początku lat 60. do gorących dyskusji nad realnym zaostrzeniem egzekucji tych przepisów.

Temat szybko podchwycił „Przegląd Sportowy”. W grudniu 1963 i styczniu 1964 opublikował on cykl artykułów pod hasłem „Karencja Kontra Kaperownictwo”. W materiale tym dziennik m.in.: zapoznawał czytelników z przepisami stosowanymi w innych krajach, przeprowadzał wywiady z prawnikami i prezesami klubów z niższych lig oraz przedstawiał przykłady rażącego łamania ówczesnych regulaminów i dobrych obyczajów.

Cała ta kampania doskonale obrazuje, że problem napięć między interesem klubów a aspiracjami zawodników – często przypisywany wyłącznie Legii – był uniwersalny i gorąco dyskutowany już sześćdziesiąt lat temu.

Najbardziej wymownym przykładem z całego cyklu „Karencja kontra Kaperownictwo” jest artykuł opublikowany w „Przeglądzie Sportowym” nr 2/64, zatytułowany „Casus Lubański”:

Ale, kiedy Lubański był im prawie niezbędny, trudno było pogodzić się z jego odejściem. Licząc na to, że Górnik przestraszy się zbyt wygórowanej sumy odstępnego i zrezygnuje ze starań o młodego zawodnika, działacze GKS zażądali za zwolnienie 80.000 zł. Sądzili, że zabrzanie machną ręką na całą sprawę i chociaż przez jakiś czas dadzą im spokój. Górnik nie machnął jednak ręką, lecz poskarżył się zarządowi katowickiego OZPN; ten zdenerwował się nie na żarty, postanowił zatwierdzić Lubańskiego dla Górnika z urzędu, a jako ekwiwalent za trud, włożony w kilkuletnią (bardzo dobrą) pracę nad szkoleniem tego zawodnika, polecił przekazać GKS 20.000 zł.

Tak właśnie wyglądał ówczesny „rynek transferowy” – pole walki o zawodników, gdzie stawką były absurdalne kwoty odstępnego i decyzje urzędników. Publicysta „Przeglądu Sportowego” przywołał tę historię właśnie po to, by wywrzeć medialną presję na zmianę niewydolnych przepisów.

Może więc ktoś zapytać: skoro dziś w narracji antagonistów Legii to właśnie „wojskowe transfery” uchodzą za kwintesencję nieuczciwości, dlaczego dziennikarz „PS” w tym modelowym artykule nie przywołał żadnego „casusu Legii”?

Odpowiedź jest prosta i wynika z ówczesnego prawa: fakty są bowiem takie, że odrobienie zasadniczej służby wojskowej (nie mylić z nadterminową czy zawodową) w wojskowych klubach sportowych było standardową, uregulowaną prawnie ścieżką i – co kluczowe – nie mieściło się w definicji „kaperownictwa”, które dotyczyło właśnie takich cywilnych sporów, jak ten o Lubańskiego.

Definicję "kaperownictwa" przedstawiono w artykule otwierającym cykl, w numerze 157/63 "Przeglądu Sportowego" pt. „Karencja kontra Kaperownictwo”

Dobrzy sportowcy nie rodzą się na kamieniu i czasami trzeba sięgnąć po pomoc na cudze podwórko, co jest ze sportowego punktu widzenia usprawiedliwione. Gdy się jednak całe przedsięwzięcie odbywa wbrew zasadzie sportowego fair play, gdy w grę wchodzą nadużycia finansowe i łamane są kanony moralności, to mamy już do czynienia z klasycznym kaperownictwem.

Problem zatem nie polegał na samym pozyskiwaniu zawodników z innych klubów – tylko na robieniu tego wbrew przepisom i dobrym obyczajom.

W kolejnym numerze (158/63) głos zabrał mecenas Kazimierz Kalinowski w artykule pt. „Zasypać trujące źródła”. Był on przeciwnikiem zaostrzania przepisów, a za swój kluczowy argument uznał właśnie przypadek odbywania służby wojskowej w klubach wojskowych, przez co proponowane zmiany byłyby w praktyce niewykonalne. Pisał:

Uchwała nr 19/63 GKKFiT ; mówi o bezwzględnej karencji. I Wydaje się, że w praktyce ! spotkamy się z szeregiem przypadków, w których zmuszeni będziemy odstąpić od samej zasady karencji, tak że podkreślenie jej obligatoryjności, jako bezwzględnej staje się iluzoryczne. Jako przykład weźmy choćby przypadek, kiedy zawodnik gra w klubie wojskowym w związku z odbywaniem obowiązkowej służby wojskowej. W tym przypadku mamy już trzy warianty przykładu, w którym konieczne jest odstąpienie od zasady karencji. Pierwszy — zawodnik gra w klubie cywilnym — zostaje powołany do wojska, wobec czego zmuszony jest grać w klubie wojskowym. Drugi — zawodnik gra w : klubie wojskowym i rozkazem władz wojskowych zostaje mu zmieniony przydział do innej jednostki wojskowej. Trzeci —- zawodnik po ukończeniu służby wojskowej powraca do swojego macierzystego klubu.

Argumentacja mecenasa Kalinowskiego jest kluczowa. W tamtym czasie odbywanie służby wojskowej przez sportowców w klubach wojskowych nie budziło większych kontrowersji prawnych czy etycznych – było to oczywiste, proceduralne wdrożenie poborowego do systemu, a nie akt "kaperowania"

Kolejnym głosem w debacie był artykuł posła Romana Stachona pt. "Za paragrafem stoi człowiek!" („PS” nr 6/64). Przedstawił on charakterystyczny punkt widzenia:

moim zdaniem nie należy uzupełniać zespołu zawodnikami już należącymi do czołówki'. P0 pierwsze, osłabia to inny zespół ekstraklasy, a po drugie, może stać się przyczyną niesnasek i nieporozumień we własnym zespole, który nie zawsze chętnie asymiluje taki nowy nabytek. Pozostałaby jeszcze sprawa najbardziej drażliwa — ekwiwalentu za zawodnika. Jestem przeciwny odpłatności w jakiejkolwiek formie, natomiast uważam, że klubowi macierzystemu zawodnika należy się rekompensata za wkład finansowy oraz wysiłek szkoleniowy.

W ten sposób do debaty wprowadzono nowy, drażliwy temat: zmiany barw klubowych wewnątrz jednej klasy rozgrywkowej. W podobnym tonie wypowiedział się prezes Polonii Warszawa, Tadeusz Marat, w artykule "Nie wystarczy karać zawodników" („PS” nr 6/64):

Niedawno mieliśmy taki wypadek w Polonii. Głucha rekordzistka świata w pływaniu — Czerwińska, będąca jedną z najzdolniejszych pływaczek Polski, chciała odejść do Legii. Uznaliśmy, że dla jej dobra taka zmiana będzie korzystna. Natomiast nie widzę powodów dla których zasłużony gracz II ligi ma kopać lepiej piłkę w innym klubie o podobnej klasie. Dla takich ludzi karencja powinna być jakimś hamulcem

Wypowiedzi te wyraźnie pokazują, o co tak naprawdę lobbowano. Chodziło o przepisy, które nie blokowałyby awansu zawodnika do klubu z wyższej ligi, ale jednocześnie znacząco utrudniały – lub wręcz uniemożliwiały – zmianę barw klubowych w obrębie tego samego szczebla rozgrywkowego.

Efekt tych działań był taki, że już w połowie stycznia 1964 dostaliśmy nowe, zaostrzone przepisy, o których pisano w artykule "Przypadki „wyjątkowej wagi” wymagają bliższego sprecyzowania" w numerze 30/64:

Jak widzimy na załączonym skanie, postulaty „Przeglądu Sportowego” zostały w końcu przepchnięte. Z naszego punktu widzenia najważniejszy jest fragment, który bezpośrednio dotyczy odbywania służby wojskowej w wojskowych klubach sportowych.

Służba zasadnicza w jednostkach lądowych trwała wówczas dwa lata, a w marynarce – trzy lata. Pozyskanie zawodnika w ten sposób było więc de facto formą dwu- lub trzyletniego „wypożyczenia”. Klub macierzysty nie tracił do niego praw, dlatego w świetle prawa nie można tu mówić o „kaperowaniu” czy „złodziejstwie”.

Kluczowe jest jednak to, że ta ścieżka nie obejmowała sytuacji, gdy zawodnik po odbyciu zasadniczej służby chciał pozostać w Legii, przechodząc na służbę nadterminową lub zawodową, a jego macierzysty klub się na to nie zgadzał. Wówczas wracały standardowe przepisy karencyjne, o czym boleśnie przekonał się Bernard Blaut, znany bardziej jako „Długopis” lub „Dziadek”.

Po odsłużeniu wojska nie zamierzał wracać do Odry Opole, gdzie czekali na niego miejscowi działacze. W związku z tym najnowsze przepisy o karencji zostały wobec niego zastosowane w pełni: Blaut został skreślony z listy sportowców Odry i ukarany dwuletnią dyskwalifikacją.

Jego odwołanie nie zostało uwzględnione, więc musiał znaleźć inne wyjście. Jak widać na załączonym skanie, poza służbą zasadniczą, zwolnienie z karencji dawało także podjęcie studiów poza miejscem zamieszkania. Wykorzystując tę lukę, zarząd Legii przedstawił Wydziałowi Gier i Dyscypliny PZPN zaświadczenie o podjęciu studiów w Wojskowej Akademii Technicznej.

Na koniec należy podkreślić, że omówione w tym artykule przepisy z lat 60. – choć jeszcze nie do końca sztywne – stanowiły istotne preludium dla bardziej usystematyzowanych rozwiązań wprowadzanych w kolejnej dekadzie.

System stopniowo twardniał i ewoluował. Przykładowo, w latach 70. wprowadzono zasadę, zgodnie z którą klub mógł pozyskać tylko jednego zawodnika z innej drużyny pierwszoligowej w ciągu sezonu (zasada została zniesiona w 1982 roku). Zezwolono też na transfery zagraniczne, ale dopiero po ukończeniu przez gracza 30. roku życia.

Kluczową zmianę przyniosła uchwała nr 20/70 GKKFiT, która weszła w życie latem 1970 roku. Na jej mocy zawodnik z niższych klas rozgrywkowych mógł, na swoją własną prośbę, zostać z urzędu przeniesiony do klubu ekstraklasy. To właśnie na podstawie tego przepisu do Legii przenieśli się dwaj przyszli reprezentanci Polski: Lesław Ćmikiewicz oraz Jan Tomaszewski.

Jak więc widać, historia tzw. „wojskowych transferów” Legii to nie czarna legenda o nocnych porwaniach, ale odzwierciedlenie skomplikowanej rzeczywistości sportu w PRL. Był to system oparty na powszechnej fikcji amatorstwa, gdzie zmiana klubu formalnie była zmianą pracy. W tym systemie służba wojskowa stanowiła legalną, uregulowaną ścieżkę „transferową” – rodzaj czasowego „wypożyczenia”, po którym klub macierzysty nie tracił praw do zawodnika. Prawdziwą plagą, przeciwko której toczyła się zażarta publiczna debata, było „kaperownictwo” – czyli patologiczne, łamiące przepisy i moralność pozyskiwanie graczy między klubami cywilnymi. Mity narosłe wokół Legii najczęściej mieszają te dwie, odrębne wówczas sprawy, przenosząc dzisiejsze pojęcie zawodowego transferu na zupełnie inną epokę. Dlatego zamiast powielać uproszczenia, warto poznawać zniuansowaną historię – bo ta, jak pokazują artykuły „Przeglądu Sportowego” i losy Bernarda Blauta, jest o wiele ciekawsza.

Autor: Besni(L)

Instrukcję dodawania tekstów na Bloga znajdziecie w TYM MIEJSCU.

Komentarze (15)

Odśwież

Dodając komentarz zobowiązujesz się do przestrzegania

Komentarze osób niezalogowanych, a także zalogowanych, którzy zarejestrowali konto w ostatnich 3 dniach wymagają akceptacji administratora.

Uwaga!

Teraz komentarze są ukryte, aby poprawić komfort korzystania z serwisu Legia.Net. Kliknij przycisk „Zobacz komentarze”, aby je wyświetlić i dołączyć do dyskusji.