Legia Warszawa - CFR Cluj 2:2 Cezary Kucharski
fot. Marcin Szymczyk

Cezary Kucharski o błędach Legii i nadziejach związanych z Papszunem

Redaktor Karol Tyniec

Karol Tyniec

Źródło: Legia.Net

24.12.2025 15:25

(akt. 25.12.2025 14:19)

- Właściciel Legii jest najbardziej odpowiedzialny za ostatnie wydarzenia i obecną pozycję stołecznej drużyny w tabeli. Kibice mają pełne prawo mieć do niego pretensje. Możemy się zgadzać lub nie co do formy ich manifestu, ale wszyscy wiemy, w jakim klimacie funkcjonujemy, i że sposób protestu kibiców daleki jest od kulturalnych standardów - mówi w rozmowie z Legia.Net były napastnik i kapitan Legii, Cezary Kucharski.

Jak ocenia pan zmiany w pionie sportowym?

- Na pewno przyjście Marka Papszuna jest najważniejszym wydarzeniem. To bardzo dobra informacja dla wszystkich kibiców Legii. Jest to także wiadomość, z którą można wiązać duże nadzieje na przyszłość. Ta decyzja pozwoli odzyskać klubowi przynajmniej część utraconego zaufania kibiców. Co do zmian w strukturach zarządczych, to ich nie rozumiem. Według mnie to korekty wyłącznie kosmetyczne. Odczytuję je w ten sposób, że wzmocniona została rola Marcina Herry, ale Dariusz Mioduski wciąż „siedzi obok w fotelu”. Z racji tego, że jest właścicielem i prezesem, wszystkie kluczowe decyzje nadal będą konsultowane z nim i to on będzie w nich uczestniczył. Ten komunikat odbieram jako ruch czysto PR-owy.

Do dzisiejszych tematów jeszcze wrócimy, ale teraz cofnijmy się do pierwszej decyzji, która miała niewątpliwy wpływ na dalszy przebieg sezonu, czyli zwolnienia Feio. Czy uważa pan, że było ono słuszne?

 - Z dzisiejszej perspektywy inaczej można patrzeć na zwolnienie Feio, ale wtedy wydawało się konieczne, natomiast wybór Iordanescu był kompletnie nietrafiony, tym bardziej że Legia w styczniu odrzuciła tę kandydaturę. Dlatego uważam, że błędem było zatrudnienie Rumuna, a nie samo zwolnienie Portugalczyka. Feio, moim zdaniem, wyszedł ze swojej roli i zaczął oczekiwać rzeczy niemożliwych.

Chciał mieć wpływ na sztab szkoleniowy i domagał się pozbycia pięciu piłkarzy: Nsame, Alfareli, Majchrzaka, Burcha i Strzałka.

- Jeśli chodzi o Nsame, Feio bardzo się pomylił. Złe podejście do tego piłkarza osłabiło jego własną pozycję. Okazało się, że Nsame pod nowym trenerem wygląda bardzo dobrze. Szkoda, że doznał kontuzji, bo ten sezon mógłby wyglądać trochę inaczej. Natomiast co do pozostałych zawodników, to miał prawo wymienić na lepszych, ale tu znowu pewnie problemem była forma oczekiwań Feio.

Co mówi o Legii fakt, że jeden pion wydał negatywną opinię o Iordanescu, a drugi mimo to go zatrudnił?

- To świadczy o braku komunikacji między pionami. Przecież przyszli nowi ludzie Żewłakow, Bobić i oni mogli nie znać informacji, że ten kandydat został już zdyskwalifikowany i nie powinno się go zatrudniać. Sam się zastanawiam, dlaczego do tego doszło. Niewykluczone, że była to decyzja samego Dariusza Mioduskiego wbrew rekomendacji pionu sportowego.

A jak ocenia pan pracę Frediego Bobicia?

- Do końca nie wiem, jaka jest odpowiedzialność Bobicia. Jego zatrudnienie odbieram jako ruch wizerunkowy. Mioduski lubi otaczać się dużymi nazwiskami europejskiej piłki. Natomiast nie rozumiem roli Bobicia w Legii - tego czy jest nad dyrektorem sportowym, czy kim? Podział kompetencji między Michałem Żewłakowem a Fredim Bobiciem jest dla mnie nieczytelny. Nie wiadomo, kto, za co odpowiadał, szczególnie w kontekście ostatniego okienka transferowego. Czy decyzje były wspólne, czy jednak Bobić miał większy wpływ? Jego ostatnia wypowiedź, w której krytykował piłkarzy za brak „jaj”, może sugerować, że jest ważniejszą postacią niż Żewłakow. Być może teraz to się zmieni wraz z przyjściem Marka Papszuna.

Jak ocenia pan przebieg okienka transferowego?

- Dałem się ponieść euforii związanej z tymi ruchami i wydawały się one całkiem w porządku. Problem może polegać na tym, że jeśli nie ma się trenera, który potrafi wykorzystać potencjał zawodników, to efekt jest taki, jaki widzieliśmy tej jesieni. Z innym trenerem ci piłkarze mogliby wyglądać zupełnie inaczej, jak choćby Nsame, który u Feio nie istniał, a później okazał się kluczowym napastnikiem. Zakładam, że pod wodzą Papszuna niektórzy zawodnicy mogą pozytywnie zaskoczyć kibiców, którzy już ich skreślili.

Czy Legia popełniła błąd w obsadzie pozycji numer 9?

- Tak. Legia nie trafiła z wyborem napastników. Uważam, że Szkurin jest lepszym napastnikiem niż Rajović czy Colak i należało go zostawić w kadrze.

Kiedy dostrzegł pan, że projekt Iordanescu zmierza donikąd?

- Od początku nie byłem zwolennikiem tego trenera. Ogromna liczba zmian związana z transferami, nowymi ludźmi w klubie itd. - była obarczona wielkim ryzykiem. Z tygodnia na tydzień sytuacja wyglądała coraz gorzej. Jeśli jednak nie miało się planu B, należało Iordanescu trzymać do końca. Obawiam się, że jego zwolnienie może kosztować Legię brak gry w europejskich pucharach. Tych kilku punktów, które być może zdobyto by pod jego wodzą, teraz może zabraknąć. Mówiąc krótko błędem było jego zatrudnienie, a jeszcze większym zwolnienie bez gotowego następcy. Ten okres oczekiwania na Papszuna może nas dużo kosztować w przyszłym sezonie.

Czy lepszym rozwiązaniem nie byłoby postawienie do końca sezonu na Vukovicia, a potem nowe otwarcie z Papszunem?  

-  Nie było takich rozmów, więc to pozostaje w sferze dywagacji. Na pewno bardziej opłacalne byłoby zatrudnienie trenera nawet na kilka miesięcy, jeśli była pewność, że Marek Papszun przejmie zespół później. Pozostawienie Astiza było złym rozwiązaniem – on wyraźnie nie chciał być pierwszym trenerem i nie czuł się w tej roli komfortowo.

 Czy Astiz po ostatnich wydarzeniach powinien zostać w klubie?

- Tak, ale w roli, w której czuje się najlepiej, czyli jako asystent. Takie postacie jak Astiz są ważne, bo łączą obecną Legię z jej historycznymi sukcesami.

A kto jest głównym odpowiedzialnym za ten kryzys?

- Dariusz Mioduski posiada 100% władzy w Legii i żadne kluczowe decyzje nie zapadają bez jego zgody. W dalszej kolejności pion sportowy z Fredi Bobicem i Michałem Żewłakowem. Były dyrektor sportowy Jacek Zieliński jako doradca może też mieć wpływ, choć nie decydujący. Oczywiście to właściciel Legii jest najbardziej odpowiedzialny za ostatnie wydarzenia, obecną pozycję Legii w tabeli. Kibice mają pełne prawo mieć do niego pretensje. Możemy się zgadzać lub nie co do formy ich manifestu, ale wszyscy wiemy, w jakim klimacie funkcjonujemy, i że sposób protestu kibiców daleki jest od kulturalnych standardów.

Przejdźmy do pozytywów kto według pana może najbardziej zyskać na zatrudnieniu Papszuna?

- Ja liczę, że wszyscy piłkarze będą grali lepiej. Zakładam, że Rajovic uzyska od Papszuna wsparcie i zaufanie, którego potrzebuje. Mam też nadzieję, że nowy trener reaktywuje Kacpra Chodynę, który pod wpływem opinii publicznej został zdyskwalifikowany. On szczególnie potrzebuje wzmocnienia psychicznego i wsparcia. Widać, że Chodyna dochodzi do sytuacji strzeleckich, ale brakuje mu takiej zimnej krwi, jaką miał Michał Kucharczyk. Kuchy był podobnym graczem -  też nie był technikiem, ale on często znajdował się w sytuacjach, które decydowały o wyniku meczu, jak np. słynny mecz z Dundalk. Z Chodyną jest podobnie - ma sytuacje, tylko głowa nie dojeżdża. A widać, że ma dar, bo w praktycznie każdym meczu dochodzi do sytuacji. Być może potrzebuje on indywidualnego treningu czy pracy z psychologiem.

Z Papszunem do sztabu ma trafić nowy psycholog. Może jego postać będzie tu pomocna?

- Już sama osoba Marka Papszuna może wzmocnić piłkarzy, którzy stracili zaufanie do własnych umiejętności. Przed nim będzie teraz trudne zadanie, aby pomóc piłkarzom odzyskać to zaufanie. Te porażki w ostatnich tygodniach wynikały też z tego, że oni sami nie wierzą we własne umiejętności i popadli w apatię. Teraz potrzeba kogoś, do kogo oni będą mieli zaufanie, i potrzebują trenera, który pomoże im z tym poradzić. Taka postać jak Marek Papszun daje nadzieję całej organizacji, czyli kibicom Legii i piłkarzom.

Z otoczenia Rakowa płyną głosy, że Papszun niezbyt chętnie korzystał z zawodników z akademii. Czy nie martwi się pan o przyszłość naszej akademii?

- Ja mam nadzieję, że po przyjściu Papszuna standardy w akademii, a także wymagania się podniosą i że te oczekiwania będą jeszcze wyższe. Tak naprawdę to tylko od tych młodych chłopaków zależy ich przyszłość. Tak historycznie patrząc, Legia nigdy nie była klubem, w którym o sile stanowili młodzi piłkarze, bo te wymagania, które tu są, powodują, że niewielu młodych piłkarzy może grać i spełniać kluczową funkcję w naszej drużynie. Przyjście Papszuna podwyższy standardy, które powinny być w klubie, i młodzi piłkarze będą musieli się do tego dostosować i to tylko może wpłynąć na nich dobrze.

Jak ocenia pan pracę Marka Śledzia, który ze względu na konflikt z Papszunem może pożegnać się ze stanowiskiem?

- Mówiąc szczerze, ja nie za bardzo śledziłem w ostatnich latach pracę akademii. Dlatego nie czuję się kompetentny, żeby oceniać jego warsztat, więc nie chcę się tu wypowiadać, aby nikogo nie skrzywdzić, to są wewnętrzne sprawy Legii. Natomiast ja myślę, że kluczowa dla Papszuna będzie pierwsza drużyna i nie sądzę, żeby zajmował się akademią i ustawianiem tam ludzi. Nikt nie będzie tego od Papszuna oczekiwał. Ja jego domniemany konflikt ze Śledziem odczytuję jako konflikt medialny, budowany przez media i różne grupy interesów, i z takiego politycznego punktu widzenia najlepiej byłoby, żeby Marek Papszun zajął się tylko pierwszą drużyną.

Co będzie sukcesem Legii w tym sezonie?

- Przede wszystkim stabilność i regularność. Obecnie celem dla Legii powinno być, aby wspiąć się w tabeli jak najwyżej. Walka o puchary będzie bardzo trudna, bo potrzeba około 40 punktów w 16 meczach, czyli średniej 2,5 punktu na mecz. Osiągnięcie takiego wyniku będzie graniczyć z cudem.

Komentarze (51)

Odśwież

Dodając komentarz zobowiązujesz się do przestrzegania

Komentarze osób niezalogowanych, a także zalogowanych, którzy zarejestrowali konto w ostatnich 3 dniach wymagają akceptacji administratora.

Uwaga!

Teraz komentarze są ukryte, aby poprawić komfort korzystania z serwisu Legia.Net. Kliknij przycisk „Zobacz komentarze”, aby je wyświetlić i dołączyć do dyskusji.