Filip Raczkowski
fot. Marcin Szymczyk

Filip Raczkowski: Moja ścieżka rozwoju w Legii wygasła

Redaktor Maciej Ziółkowski

Maciej Ziółkowski

Źródło: Legia.Net

05.08.2026 13:10

(akt. 05.08.2026 14:43)

Dlaczego po sześciu latach zdecydował się odejść z Legii? Filip Raczkowski zdradza kulisy swojej decyzji i opowiada, jak wygląda jego nowa rzeczywistość w sztabie Korony Kielce, a także mówi o emocjach przed ligowym spotkaniem z byłym klubem.

Minęło już kilka tygodni od zakończenia pracy w Legii. Jak ocenia pan ten czas?

– Dla mnie na pewno jest to piękne wspomnienie i piękny czas. Nawet pomijając wynik sportowy, znalazłem tam swoich przyjaciół – zarówno w sztabie szkoleniowym, jak i nawet wśród zawodników. Oczywiście to jest trochę inny rodzaj przyjaźni, takiej sportowej, ale było to miejsce, które przez sześć lat zawsze kojarzyło mi się z klasą. Mówię przede wszystkim o ludziach, bo to oni budują klub, a nie budynki. To było miejsce pełne szacunku i ciężkiej pracy.

Jako trener i człowiek bardzo się tam rozwinąłem – nie tylko pod względem szkoleniowym, ale również w relacjach międzyludzkich. Przede wszystkim zebrałem ogromne doświadczenie. O Legii mogę mówić wyłącznie w superlatywach. To miejsce dało mi możliwość rozwoju.

A jak po czasie patrzy pan na historyczny awans z rezerwami do 2. Ligi?

– Tak jak pan powiedział, był to historyczny awans. Dzisiaj jest już jednak historią – piękną, ale historią. Teraz najważniejsze jest to, że jestem w Koronie i robię wszystko, aby jak najlepiej rozwijać siebie oraz ludzi, z którymi pracuję.

Legia z kolei musi zrobić wszystko, żeby jak najlepiej funkcjonować w 2. Lidze i rozwijać zawodników, których ma w kadrze.

Obserwuje pan Legię II w 2. Lidze?

– Śledziłem wyniki. Widziałem fragment pierwszej połowy spotkania ze Zniczem, ale obowiązki służbowe są takie, że jeśli dziś oglądam Legię, to przede wszystkim pierwszy zespół, bo przygotowujemy się do ligowej rywalizacji.

Jak wyglądało rozstanie z Legią?

– Myślę, że ten moment po prostu nadszedł, bo – jeśli można tak to nazwać – wygasła moja ścieżka rozwoju w Legii. Mimo że miałem jeszcze ważny kontrakt, po rozmowach wewnętrznych w klubie zrozumiałem, że nadszedł czas, aby szukać nowych wyzwań. To jest normalne w piłce. Nie oceniam tego ani jako czegoś dobrego, ani złego. Tak właśnie trzeba traktować takie rozstania.

Rozstaliśmy się w dobrych relacjach i nie mogę powiedzieć o Legii złego słowa. Dla mnie największym wyzwaniem było raczej życie prywatne – trzeba było wszystko wywrócić do góry nogami. Rodzina, nowe miejsce, nowe miasto. To było największe wyzwanie logistyczne, rodzinne i emocjonalne.

Dlaczego zdecydował się pan na rolę pierwszego asystenta w Koronie Kielce?

– Patrzyłem na to z różnych perspektyw. Mam swoje ambicje i marzenia związane z pracą na najwyższym poziomie, a Korona była właśnie jedną z takich ofert. Mimo że nie pełnię funkcji pierwszego trenera, to uznałem, że na obecnym etapie mojego życia, kiedy uczestniczę w kursie UEFA Pro, który wymaga sporo czasu i regularnych wyjazdów, będzie to dobre rozwiązanie.

Po pierwsze, mogę zdobywać doświadczenie w Ekstraklasie z trochę innej perspektywy. Po drugie, nie tracę ciągłości pracy z zespołem jako pierwszy trener, bo wiadomo, że gdy szkoleniowiec wyjeżdża na kilka dni z powodu kursu, proces treningowy siłą rzeczy wygląda inaczej. Uznałem, że to odpowiedni moment, aby przez pewien czas pracować jako pierwszy asystent, funkcjonować na innych zasadach i jednocześnie zdobywać doświadczenie na poziomie Ekstraklasy.

A nie kusiło pana, żeby objąć zespół jako pierwszy trener w 1. Lidze?

– Tak, były takie rozmowy. Nie będę ukrywał, że rozmawiałem z kilkoma klubami. Natomiast złożyło się na to wiele czynników i ostatecznie zdecydowałem się na Koronę. Największe wrażenie zrobili na mnie ludzie, z którymi rozmawiałem o przyjściu do klubu. Przedstawiony plan był najbardziej konkretny i właśnie on przekonał mnie do tego, żeby znaleźć się w miejscu, w którym jestem dzisiaj.

Kiedy po raz pierwszy usłyszał pan o zainteresowaniu Korony?

– Szczerze mówiąc, pierwsze informacje dotarły do mnie z internetu, zanim ktokolwiek z klubu do mnie zadzwonił. Z szacunku do rozgrywek, które wówczas jeszcze się toczyły, pierwsze telefony pojawiły się dopiero pod koniec sezonu, chyba nawet po matematycznym awansie, ale przed startem ligi. Wszystko później potoczyło się bardzo dynamicznie, jak to zwykle bywa w piłce.

Już wcześniej był pan w Kielcach na meczu Korony.

– Tak, byłem na spotkaniu Korona – Widzew, pod koniec minionych rozgrywek. Zaprosił mnie Zbyszek Małkowski, legenda Korony. Powiedział, że ma bilety i zaprosił mnie na mecz, więc pojechaliśmy go obejrzeć.

Chciał pan zabrać do Korony kogoś ze swojego sztabu z Legii II albo któregoś z zawodników?

– Prawda jest taka, że gdybym mógł, to zabrałbym ze sobą wszystkich, zwłaszcza członków sztabu. Wiadomo, że jeśli chodzi o piłkarzy, każdy ma swoje ambicje i marzenia i nie każdy chce pracować z danym szkoleniowcem w innym klubie.

Natomiast ja nie jestem pierwszym trenerem, więc nie decyduję o doborze sztabu czy piłkarzy. W Koronie odpowiadają za to dyrektor sportowy i pierwszy szkoleniowiec. To oni podejmują takie decyzje.

A polecał pan kogoś z Legii?

– Powiem szczerze, że jeśli chodzi o polecenia, to też trzeba znać swoje miejsce w szeregu i swoje kompetencje. Nie jestem osobą, która przychodzi pierwszego dnia i mówi, że trzeba zmieniać ludzi w sztabie – przecież są tam osoby, które ciężko pracują na miejsce, w którym się znajdują. Nawet z szacunku do nich nie wypadałoby tak postępować.

Jeśli ktoś mnie pytał, to o każdym członku sztabu mogę powiedzieć tylko i wyłącznie dobre słowo. Przede wszystkim jako o fachowcach, ale również jako o ludziach. Nie będę ukrywał, że ten historyczny wynik został osiągnięty dzięki współpracy z nimi. W dużej mierze dzięki ich pracy, a nie tylko i wyłącznie mojej.

Czy podczas rozmów z Koroną pojawił się temat, że w przyszłości może pan zostać pierwszym trenerem tego klubu? Czy jest jakaś wytyczona ścieżka?

– Nie, nikt nie poruszał takiego tematu. Powiem szczerze, że nawet nieetyczne byłoby prowadzenie takich rozmów w stosunku do trenera Jacka Zielińskiego, który jest przede wszystkim człowiekiem z klasą, ale też wybitnym szkoleniowcem. Utrzymuje się na poziomie Ekstraklasy od 20 lat.

Z szacunku do takich osób taka rozmowa moim zdaniem nawet nie powinna mieć miejsca. Takiej dyskusji po prostu nie było. Przyszedłem tutaj, tak jak powiedziałem, w roli członka sztabu i w tym się realizuję. Mam bardzo dużo zadań i jestem z tego szczęśliwy, bo czuję, że mogę się rozwijać.

Jakie konkretnie zadania zostały panu powierzone?

– Na dzień dzisiejszy jestem odpowiedzialny – oczywiście po konsultacji ze sztabem i trenerem Zielińskim – za proces treningowy. Przygotowuję również propozycje dotyczące planu na najbliższego przeciwnika. Przedstawiam je szkoleniowcowi, on wybiera te elementy, które uważa za odpowiednie, i później wspólnie je realizujemy. Ta rola jest trochę podobna do tego, co robiłem w Legii. Nie chcę powiedzieć, że identyczna, ale ma wiele podobieństw.

Jak układa się współpraca z trenerem Jackiem Zielińskim?

– Tak jak powiedziałem – przede wszystkim to dobry człowiek i od tego trzeba zacząć. Szanuje wszystkich w sztabie i zawodników, wprowadza bardzo dobrą atmosferę. Jego doświadczenie i taka trenerska intuicja są czymś, z czego każdy może dla siebie coś wyciągnąć. Ja również staram się czerpać z tego jak najwięcej.

Nie ma chyba osoby, która lepiej znałaby poziom Ekstraklasy i zawodników w niej występujących. Mogę więc wypowiadać się o nim wyłącznie w superlatywach, bo – tak jak powiedziałem na początku – przede wszystkim jest dobrym człowiekiem.

Jak będzie pan podchodził do najbliższego meczu z Legią? Czuje pan przed tym spotkaniem dodatkowy smaczek?

– Na pewno mogą pojawić się dodatkowe emocje, natomiast nie będę ukrywał, że jeśli chce się być zawodowcem, trzeba też zawodowo do tego podejść. Im mniej emocji, a więcej planu na mecz – realizacji tego, co chcemy grać, i dobrego przekazania tego zawodnikom – tym większa szansa, że przyniesie to punkty.

Wiadomo, Legia przyjeżdża jako lider. Legia zawsze będzie Legią – jeśli chodzi o markę, siłę, personalia i wiele innych aspektów, również historycznych. Natomiast kiedy zaczyna się mecz, murawa i boisko są takie same dla obu zespołów. Liczę przede wszystkim na to, że dobre przygotowanie sprawi, iż będziemy mieli szansę zdobyć punkty.

Jak idą przygotowania do meczu?

– Na ten moment wszystko przebiega dosyć planowo. Latem mieliśmy sporo zmian – zarówno jeśli chodzi o system, jak i dużą liczbę osób w sztabie. Szczerze mówiąc, cały czas jesteśmy jeszcze na etapie docierania się w wielu kwestiach. Otwartość zawodników jest ogromna, podobnie jak zaangażowanie całego sztabu. Każdy daje z siebie sto procent.

Wierzę, że efekty przyjdą już w sobotę. A nawet jeśli założymy inny scenariusz i jeszcze nie wszystko od razu przełoży się na wynik, to jestem przekonany, że przyjdzie to w niedługim czasie.

Czy w tym tygodniu, ze względu na mecz z Legią, czuje się pan trochę bardziej jak pierwszy trener?

– Nie, nie. Wszystko jest normalnie. To jest normalny mecz ligowy, normalny przeciwnik, kolejny weekend. Trzeba do tego podchodzić zawodowo, więc normalnie wykonujemy swoje obowiązki. Tutaj nie ma żadnych zmian. Każdego dnia pracujemy i rozwijamy się.

Jak postrzega pan Legię Marka Papszuna?

– To zespół powtarzalny, wyrachowany, pragmatyczny i skuteczny. Można powiedzieć, że czasami skuteczny wręcz do bólu, ale taka jest piłka i na tym polega zdobywanie punktów. Na pewno jest to mocny zespół.

Czy po odejściu z Legii zostawił pan sobie otwartą furtkę na przyszłość? Czy bierze pan pod uwagę kiedyś powrót?

– Starałem się nie palić za sobą mostów w żadnym klubie, z którego odchodziłem. Dzisiaj jestem w Koronie i myślę tylko i wyłącznie o tym, żeby jak najlepiej przygotowywać się do każdego kolejnego dnia. Natomiast co przyniesie przyszłość, tego nigdy nie wiadomo.

Komentarze (19)

Odśwież

Dodając komentarz zobowiązujesz się do przestrzegania

Komentarze osób niezalogowanych, a także zalogowanych, którzy zarejestrowali konto w ostatnich 3 dniach wymagają akceptacji administratora.

Uwaga!

Teraz komentarze są ukryte, aby poprawić komfort korzystania z serwisu Legia.Net. Kliknij przycisk „Zobacz komentarze”, aby je wyświetlić i dołączyć do dyskusji.