Filip Cackowski

Finansista chce wznieść Legię na wyższy poziom

Redaktor Maciej Ziółkowski

Maciej Ziółkowski

Źródło: Legia.Net

25.12.2025 08:00

(akt. 25.12.2025 13:57)

Rugbystki Legii to wielokrotne wicemistrzynie Polski. Prowadzi je obecny finansista i biegły rewident, Filip Cackowski. Marzy mu się złoty medal ze stołeczną sekcją, która powoli idzie do przodu.

– Pochodzę z Trójmiasta, z Sopotu. Jestem w rugby od dziecka. Mój ojciec był wieloletnim działaczem i jednym z założycieli bardzo mocnego Ogniwa Sopot. Dzięki niemu od małego chodziłem na mecze i tam trenowałem, przechodząc przez różne grupy wiekowe, osiągając rozmaite sukcesy.

Ogniwo szczyciło się kiedyś – teraz też – bardzo dobrym szkoleniem. Praktycznie co roku mieliśmy medal. Jeśli chodzi o końcówkę mojej kariery młodzieżowej, to trzy razy z rzędu zdobyliśmy mistrzostwo Polski juniorów. Będąc w seniorach, sięgnąłem po mistrzostwo i wicemistrzostwo kraju, a także brąz i Puchar Polski.

W Ogniwie prowadziłem grupy młodzieżowe i jedną z pierwszych drużyn kobiecych w historii – Piranie Sopot, które zdobyły pierwsze nieoficjalne mistrzostwo Polski. W kolejnych latach turnieje były już oficjalne.

Po zakończeniu studiów przeniosłem się do Warszawy – bardziej z celów prywatnych niż sportowych. Przez chwilę próbowałem łączyć pracę zawodową z występami w rugby. Grałem w Orkanie Sochaczew i AZS AWF, ale nie udało mi się tego pogodzić w dłuższej perspektywie, gdyż bardzo dużo pracowałem. Po zmianie pracy, miałem trochę więcej czasu i jeden z kolegów skontaktował mnie z przedstawicielkami AZS AWF, które szukały trenera.

Moja pierwsza przygoda szkoleniowa w Warszawie rozpoczęła się od kobiecej sekcji rugby w AZS AWF. Pracowałem tam przez rok z hakiem, ale to chyba nie było to – i z mojej strony, i zarządu. Rozstaliśmy się. Chwilę później trener Legii, kolega z boisk, zaproponował mi, żebym pomógł mu prowadzić dziewczyny. On po dwóch latach przeniósł się do stołecznej Skry, by trenować chłopaków.

Ogółem trenuję legionistki od 10 lat, z czego zdecydowaną większość czasu jako pierwszy szkoleniowiec.

Od tego czasu były może oferty z innych klubów, reprezentacji?

– Było kilka propozycji z Polskiego Związku Rugby. Przyjąłem jedną, jako asystent w U-18, za kadencji Walijczyka Chrisa Hitta, który był potem selekcjonerem męskiej reprezentacji w rugby XV. Gdy zmienił funkcję, również odszedłem z kadry do lat 18. Później pojawiały się rozmowy różnego typu, na różnych poziomach reprezentacji kobiecych, ale nigdy nie zdecydowałem się przystąpić do konkursu.

Wydaje mi się, że mam jeszcze coś do zrobienia z Legią. Po wielu wicemistrzostwach Polski, marzy się mistrzostwo i zbudowanie jeszcze bardziej stabilnych struktur od strony szkolenia młodzieży. Jest zatem dużo pracy.

Prowadzenie zespołu rugby łączę z pracą zawodową, więc na co dzień nie ma aż tyle czasu, by wziąć jeszcze reprezentację Polski. Wtedy trzeba by było z czegoś zrezygnować.

Czym się Pan zajmuje zawodowo?

– Jestem finansistą, biegłym rewidentem. Obecnie pracuję w ROBYG – to deweloper mieszkaniowy. Pełnię rolę zastępcy dyrektora finansowego tej grupy. To dość odpowiedzialna praca – mam pod sobą kilkadziesiąt osób, jeśli chodzi o zarządzanie ludźmi.

Daje Pan radę łączyć pracę ze sportem?

– Myślę, że tak. Oczywiście, jest to trudne. Cierpi na tym wiele osób, głównie najbliżsi. Praktycznie zero wolnego, dwa etaty, parę godzin snu. W ciągu roku znajdzie się tydzień na wakacje, ale ogólnie jestem bardzo zaangażowany – zarówno w pracę zawodową, jak i trenowanie rugby. Poza tym, nie ma czasu na nic, niestety.

Jeśli chodzi o rugby, to dostajecie wynagrodzenie?

– Praca zawodowa pozwala mi na to, żeby nie brać pieniędzy z rugby. Bardzo się z tego cieszę. Jeśli pojawiają się drobne stypendia z miasta itp., to przeznaczam je na sekcję, której zawsze przydadzą się środki, na różne rzeczy.

Jeśli chodzi o naszą drużynę kobiecą, to nazywam to półzawodostwem. Dziewczyny nie dostają pieniędzy z klubu, ale mają wszystko zapewnione – lekarzy, fizjoterapię, stroje, boiska, trenerów, obozy. To wszystko – ze środków z różnego typu dotacji i sponsorów czy partnerów, jeśli mówimy o wymianie barterowej – udaje się zagwarantować.

Pieniądze mają dziewczyny, które grają w reprezentacji Polski. Jeśli kadra osiągnie coś, co Ministerstwo Sportu uznaje za sukces, to dostają stypendium. Przykładowo, w tym roku kobieca kadra, w składzie z trzema legionistkami, zdobyła wicemistrzostwo Europy w rugby 7, które jest dyscypliną olimpijską, za co zawodniczki otrzymały stypendia z ministerstwa. To w naszym sporcie w miarę sensowna kasa, szczególnie dla młodych osób, ale nie są to pieniądze, za które można się utrzymać.

Do tego dochodzą sporo mniejsze kwoty z miast, również w formie stypendium. Dodając te dwie sumy, dla studentek to ekstra sprawa, a dla osoby dorosłej, która chwilę wcześniej założyła rodzinę, to naprawdę coś wymiernego do jej pracy. Ale, jak wspomniałem, w tym roku mówimy o trzech dziewczynach z całej naszej drużyny.

Reszta bazuje pewnie na dodatkowych pracach.

– Oczywiście. Reszta zespołu nie ma żadnych pieniędzy z klubu. Część dziewczyn uczy się, studiuje i otrzymuje pomoc od rodziców, jeśli jest to możliwe. Niektóre pracują i kosztuje je to ogrom wyrzeczeń – podobnie, jak mnie.

Mamy dziewczyny, które studiują dziennie, pracują, ćwiczą i grają w reprezentacji. Powiem szczerze, że nie wiem, jak udaje im się to połączyć, jeśli doba ma 24 godziny.

Trenujemy rugby cztery razy w tygodniu, dodatkowo zawodniczki mają dwa zajęcia biegowe, które realizują razem lub indywidualnie, jeśli w tym czasie akurat pracują. Poza tym, wykonują dwie – trzy jednostki siłowe. Łącznie wychodzi 8 – 9 jednostek treningowych. Do tego dochodzą zgrupowania kadry, turnieje. Jeśli ktoś w tzw. międzyczasie pracuje, a czasami jeszcze studiuje, to naprawdę niesamowicie się poświęca.

W jakich branżach pracują zawodniczki?

– Mamy totalny rozstrzał. Są dziewczyny, które pracują w wojsku, czy też są pedagożkami. Niektóre pełnią rolę nauczycielek – głównie WF-u, ale nie tylko. Część zawodniczek jest kelnerkami, inne działają w administracji, przed komputerem.

Czy mistrzostwo Polski mogłoby coś zmienić i przełożyć się na jakiś przypływ pieniędzy?

– Nie wiem, czy taki tytuł jednorazowo mógłby wesprzeć budżet i spowodować, że można by było coś płacić dziewczynom. Krok po kroku idziemy do przodu – i organizacyjnie, i finansowo. Obecnie operujemy trzema drużynami. Jak zyskujemy nowych sponsorów, mamy więcej kasy i rozwijamy się liczbowo, drużynowo, to pieniądze idą na nasz progres.

Cały czas szukamy nowych sponsorów i ich znajdujemy, ale – jak liczyłem – nasz budżet musiałby być dwa razy większy niż aktualnie, żebyśmy mogli przekazać 20 osobom po symboliczny tysiąc złotych miesięcznie. Potrzebowalibyśmy ok. 250 – 300 tys. zł więcej w budżecie, byśmy mogli cokolwiek zapłacić dziewczynom, oprócz tego, co dostają, czyli stroje, trenerów, boiska – tu już nie mówię o kasie.

Ile wynosi obecnie wasz budżet?

– Sądzę, że budżet sekcji kobiet to ok. 300 tys. zł – nie licząc tego, co dziewczyny dostają z ministerstwa czy miasta. Te kwoty nie przechodzą przez klub, tylko idą bezpośrednio do nich. Mówię o kadrowiczkach.

Wspomniał Pan, że marzy o zdobyciu mistrzostwa Polski z Legią. Jak zatrzymać Biało-Zielone Ladies Gdańsk, które dominują od długiego czasu? Jaki macie na to plan?

– Ciężko trenując, przynajmniej tak ciężko, jak zawodniczki z Gdańska, co staramy się robić. Drugi aspekt jest organizacyjno-finansowy. Myślę, że na dziś Biało-Zielone mają dużo większy budżet, więc mogą pozwolić sobie na więcej różnego typu zgrupowań itd. Duża liczba dziewczyn z Trójmiasta jest reprezentantkami Polski, co powoduje, że są w systemie stypendialnym. Jeśli ktoś ma z tego większą kasę, to znacznie bardziej może poświęcić się rugby. My, jak wspomniałem, mamy trzy kadrowiczki, które dostają pieniądze z ministerstwa i trenują naprawdę profesjonalnie.

Liczycie, że w drugiej części sezonu uda się Wam wygrać choć raz z Biało-Zielonymi?

– Jedziemy na każdy turniej z myślą, by wygrać. W tym sezonie były cztery zawody, z czego na trzech byliśmy blisko, mecze okazywały się naprawdę wyrównane. Gdybyśmy mieli trochę więcej szczęścia, to już jesienią moglibyśmy triumfować. W zimie mamy zamiar bardzo ciężko pracować.

Zmienił się trener kadry Polski, co myślę, iż spowoduje, że dostęp do wyjazdów i zgrupowań reprezentacyjnych, które są na najwyższym poziomie, będzie miało więcej dziewczyn z naszego klubu. Wcześniej kadrę prowadził szkoleniowiec z Gdańska, co sprawiało, że w pierwszej kolejności były powoływane Biało-Zielone. Teraz widać, że Walijczyk Chris Davies decyduje się na więcej zawodniczek, co przełoży się na większy rozwój i wiedzę, m.in. dla kolejnych naszych legionistek.

Jak wspomniałem, trenujemy i staramy się rozwijać klub organizacyjnie, finansowo. Będziemy chcieli wygrać każdy turniej.

Wcześniej mówił Pan też o zbudowaniu stabilniejszych struktur pod kątem szkolenia młodzieży. Jest na to plan?

– Dwa największe aspekty, nad którymi pracujemy, to stworzenie grup młodzieżowych. U nas wygląda to tak, że mamy trzy drużyny seniorskie, na różnym poziomie umiejętności. To troszeczkę tak, jak szkoła angielskiego – najpierw dziewczyna przychodzi do klasy początkującej, później jest w średnio-zaawansowanej, a następnie w zaawansowanej, tej najmożniejszej, gdzie obecnie trenują z nami reprezentantki różnych krajów – Polski, Czech, Ukrainy czy też Wenezueli. Nieźle już to funkcjonuje. Oprócz mnie, zaangażowanych jest w to jeszcze dwóch trenerów, czyli Szymon Twardowski i Szymon Okapa.

Zaczęliśmy też pracę nad grupą młodzieżową. Chcemy stworzyć drużynę U-16. Na dziś mamy kilka zawodniczek, które wypożyczyliśmy do Pogoni Siedlce i są teraz na 1. miejscu po rundzie jesiennej, wspólnie z zespołem z Gdańska, z którym rywalizujemy tu pośrednio.

Marzy mi się, by stworzyć większą grupę w Warszawie i podpiąć to pod nazwę akademii, żebyśmy mieli dostęp do boisk w jednym miejscu. Obecnie naszą największą bolączką jest to, że nie mamy własnych obiektów i skaczemy po całej stolicy.

Jak wspomniałem, że mamy cztery treningi w tygodniu, to każdy odbywa się w innym miejscu w okresie zimowym. Dla dorosłej osoby to do przeskoczenia, ale jeśli mówimy o młodzieży czy dzieciakach, to jest to bardzo trudne. Rodzice czy dzieci muszą mieć to tak ułożone, żeby dojazd do domu był w miarę sensowny i bliski. Na tę chwilę ćwiczymy na Mokotowie, Pradze, Ursynowie i Żoliborzu – to niełatwe dla młodzieży.

Znalezienie swojego miejsca jest dla nas niezwykle ważne. My, jako drużyna seniorska, nie narzekamy, bo trenujemy na OSiR Żoliborz, na Targówku, na nowej murawie rugbowej Skry. Niestety, ceny za każde boisko są bardzo wysokie od strony komercyjnej. Poza tym, nie jesteśmy w stanie zapewnić takiej liczby treningów w tygodniu, jaką byśmy chcieli. Drużyn, które pragną tam ćwiczyć, jest sporo, więc na każdej murawie jesteśmy raz, maksymalnie dwa razy w tygodniu. Trzeba lepić.

Na Legii trenujemy raz w tygodniu – w piątki, o godz. 21:30. Gdyby miał Pan 15-letnią córkę, to czy by ją Pan puścił na zajęcia zespołu U-16 o takiej porze, na początku weekendu? Ja pewnie nie. Zbudowanie bazy i obiektów o większym wymiarze, w rozsądnych godzinach dla młodzieży, to nasz priorytet. Jak będziemy mieli tę możliwość, to chcemy rozwijać nasze drużyny młodzieżowe.

Może jeszcze słówko o waszych planach zimowych.

– Niedawno mieliśmy dwutygodniową przerwę w treningach, ale już zaczęliśmy mocno pracować (rozmawialiśmy 8.12 – red.). Jest to związane z tym, że nasze kadrowiczki mają bardzo ważny turniej w połowie stycznia – Challenger, który zdecyduje o tym, czy zakwalifikują się do Word Series, czyli najwyższej ligi światowej. To bardzo trudne wyzwanie, ale już gra w Challengerze, czyli drugiej najlepszej lidze, to duży sukces polskiego rugby. Żeby dziewczyny były cały czas pod grą, ćwiczymy w pełnym składzie – trochę dla nich, bo normalnie mieliśmy przerwy w grudniu.

Przerwa pojawi się w okresie świątecznym, między 24 grudnia a 6 stycznia. Potem znowu wracamy do mocnych treningów. W pierwszej fazie będziemy koncentrować się głównie nad wytrzymałością, siłą i poprawą techniki. Im dalej w las, tym będziemy skupiać się na zgraniu, treningach drużynowych i sparingach. Pod koniec marca rozpocznie się runda wiosenna.

Organizujemy sparingi – mam nadzieję, że coś się uda. Na razie nie mówię na głos, ale chcielibyśmy wyjechać za granicę. Bardziej myślę o krajach sąsiednich i rozegraniu tam spotkań towarzyskich. W minionym roku mierzyliśmy się m.in. z reprezentacją Litwy – z tego wziął się żart na Prima aprilis (sekcja rugby Legii napisała, że Filip Cackowski obejmie wspomnianą kadrę – red.), bo chwilę wcześniej byliśmy na Litwie. Teraz myślimy podobnie. Mamy znajomości w Szwecji, na Litwie i Łotwie, w Niemczech i Czechach, gdzie w tamtejszej reprezentacji gra jedna z naszych zawodniczek. Spróbujemy zorganizować wspólny obóz z którymiś z tych reprezentacji.

Oprócz tego, czeka nas krótki, kilkudniowy obóz, myślę, że od czwartku do niedzieli. Niestety, aspekty finansowe odgrywają rolę – dłuższe zgrupowanie byłoby bardzo drogie. Będziemy pewnie korzystać z obiektów COS. W minionym roku byliśmy w Spale, gdzie są świetne warunki. Mamy nadzieję, że teraz też to się uda.

Wspomniał Pan o reprezentantce Czech, która jest waszą zawodniczką. Jak ona do was trafiła i jak wygląda proces pozyskiwania dziewczyn?

– Różnie. Mamy trzy drogi. Pierwsza jest taka, że pierwszy kontakt dziewczyn z rugby ma miejsce w naszym klubie. Mówimy tu głównie o naborach. Szukamy osób z innych sportów i chcemy skrócić ścieżkę szkolenia. Przykładowo, zawodniczka trenowała jakąś dyscyplinę, z jakiegoś powodu z niej zrezygnowała i szuka nowego zajęcia. Często jest to dziewczyna, która przyjeżdża do Warszawy na studia albo do liceum. Robimy nabory 2 – 3 razy w roku. Najbliższy będzie na pewno na początku 2026 r. – zapraszam wszystkie chętne!

Druga droga, to polskie zawodniczki z innych klubów, które chcą się rozwijać lub z powodów osobistych przeprowadzają się do Warszawy, będącej największym miastem i rynkiem pracy w Polsce.

Trzecia ścieżka, mająca na celu zwiększenie skuteczności walki z zespołem z Gdańska, to rozmowy z zawodniczkami zza granicy, które są dla nas rzeczywistym wzmocnieniem. Przepisy pozwalają na cztery takie dziewczyny w drużynie.

Od kilku lat w naszej drużynie gra reprezentantka Wenezueli (Beylinth Oriana Guerra-Torres), która po pięciu latach karencji ma szanse grać w reprezentacji Polski i będzie się o to starać. Poza tym, w naszej kadrze jest Czeszka i zawodniczki z reprezentacji Ukrainy, które – tak, jak Wenezuelka – są z nami na co dzień, mają ułożone życie. Pomogliśmy im ze znalezieniem mieszkania, pracy. Są samowystarczalne i tak, jak pozostałe nasze zawodniczki, utrzymują się w Warszawie i grają w Legii.

Anezka Sladkowa, reprezentantka Czech, dojeżdża do nas tylko na obozy czy treningi przed turniejami, w których bierze udział. To jedna z najlepszych europejskich zawodniczek. Została bez klubu w Czechach i przez znajomości udało się z nią skontaktować. Spytaliśmy, czy chciałaby u nas występować – na takiej zasadzie, by jak najlepiej przygotować się do gry w reprezentacji. Współpracujemy już od dwóch lat. Mam nadzieję, że zostanie to przedłużone na rundę wiosenną, ale jest dużo problemów kalendarzowych. Kadra Czech ma sporo zgrupowań, które często nakładają się na nasze zawody. Pod tym względem, to trudne.

Chciałby Pan coś jeszcze przekazać na koniec?

– Zachęcam kibiców do przychodzenia na rugby i poznawanie tego sportu, który jest bardzo atrakcyjny do oglądania. Non stop jest walka. Nie chcę czegoś ujmować innym dyscyplinom – najbardziej popularna jest piłka nożna, ale czasami są takie momenty w meczu, że wieje nudą i na boisku nic się nie dzieje.

Rugby to z kolei drużynowy sport walki – cały czas jest walka, są emocje. To świetne widowisko do oglądania. Niestety, w Polsce nie jest to popularny sport, z różnych powodów – głównie ze względu na fakt, że nigdy nie było go w szkołach, nie stał się dyscypliną powszechną, jak koszykówka czy siatkówka. Dopóki się to nie zmieni, to trudno, by popularność rosła, ale my, pasjonaci, krok po kroku promujemy ten sport, rozwijamy go i powoli, ale zarażamy coraz więcej osób. Serdecznie zapraszamy. Kto przyjdzie, nie będzie żałował.

Co wiesz o Legii II?

Adam Ryczkowski Legia II Warszawa - Pelikan Łowicz 2:1 (1:0)
1/10 Pierwszym trenerem Legii II (stan na grudzień 2025) jest…

Komentarze (8)

Odśwież

Dodając komentarz zobowiązujesz się do przestrzegania

Komentarze osób niezalogowanych, a także zalogowanych, którzy zarejestrowali konto w ostatnich 3 dniach wymagają akceptacji administratora.

Uwaga!

Teraz komentarze są ukryte, aby poprawić komfort korzystania z serwisu Legia.Net. Kliknij przycisk „Zobacz komentarze”, aby je wyświetlić i dołączyć do dyskusji.