Pierwszy trening Legii w Austrii Fredi Bobić
fot. Marcin Szymczyk

Fredi Bobić: Prawdopodobnie przeprowadzimy jeszcze jeden lub dwa transfery

Redaktor Marcin Szymczyk

Marcin Szymczyk

Źródło: Meczyki

16.07.2026 19:15

(akt. 17.07.2026 10:00)

- Jeśli będziemy mieli takie możliwości, prawdopodobnie przeprowadzimy jeszcze jeden lub dwa transfery. Będziemy jednak podchodzić do tego bardzo ostrożnie.Gdy rozpoczynałem pracę w Legii razem z Michałem, w kadrze było 39 zawodników. To był po prostu bałagan. Dzisiaj, jak już mówiłem, mamy zdecydowanie mniejszą i bardziej uporządkowaną kadrę. Teraz najważniejsze jest, abyśmy trzymali się razem, pokazali ducha zespołu i byli odporni na trudne momenty - mówił w rozmowie z serwisem "Meczyki" dyrektor sportowy Legii Warszawa, Fredi Bobić

W poprzednim sezonie Legia dokonała wielu transferów, które na papierze wyglądały bardzo dobrze. Michał Żewłakow mówił nawet w telewizji, że jeśli Legia nie zdobędzie mistrzostwa Polski, będzie to tragedia. Tytułu nie udało się wywalczyć, Michała nie ma już w klubie. Co chciałby pan powiedzieć kibicom przed rozpoczęciem nowego sezonu? Jakie są cele Legii na najbliższe miesiące?

– To już przeszłość, mówimy o poprzednim sezonie. Rok temu mieliśmy naprawdę fantastyczne lato. Później jednak przyszła bardzo trudna jesień i zima, mocno to odczuliśmy. W drugiej części sezonu udało nam się jednak wrócić na właściwe tory. Wiele rzeczy zaczęło się od nowa – pojawił się nowy trener, nowy sztab szkoleniowy, dokonaliśmy również zmian w zespole. Teraz musimy konsekwentnie podążać tą drogą. Przed nowym sezonem oczekujemy przede wszystkim większej regularności, większej koncentracji i jeszcze mocniejszego ducha zespołu. Nie gramy w europejskich pucharach, co oczywiście jest dla nas dużym rozczarowaniem. Po zajęciu szóstego miejsca w Ekstraklasie trudno jednak dziś powiedzieć: „na pewno zostaniemy mistrzami Polski”.Z drugiej strony Legia to klub, który zawsze jest zobowiązany do walki o zwycięstwo. To jest całkowicie naturalne. Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, aby zaszczepić odpowiednie nastawienie – zarówno wśród naszych piłkarzy, jak i kibiców oraz całej społeczności skupionej wokół klubu. Mentalność powinna być zawsze taka sama: myśleć o najbliższym meczu i zrobić wszystko, aby go wygrać. Nasz trener również kieruje się właśnie taką filozofią. Najważniejsze jest zawsze kolejne spotkanie.

Jak wiele zmieniło się od momentu, gdy do klubu przyszedł Marek Papszun? Jak wygląda to z pana perspektywy? Ma pan ogromne doświadczenie zarówno jako piłkarz, jak i dyrektor sportowy pracujący w Bundeslidze. Jak układa się wasza współpraca?

– Kiedy zdecydowaliśmy się zatrudnić Marka, od początku wiedzieliśmy, czego potrzebuje Legia. Ten klub potrzebował dyscypliny, odpowiedniej struktury i zmiany sposobu myślenia. Zawsze mówiłem, że Legia była bardzo dobrym miejscem do pracy i życia, ale momentami brakowało tutaj odpowiedniego poziomu sportowych wymagań. Od pierwszego stycznia Marek zmienił naprawdę wiele. Przebudował sztab szkoleniowy i całe otoczenie pierwszego zespołu. To nie był problem – po prostu wniósł do klubu własną tożsamość i własny styl gry. Nie wszystkim musi się on podobać, ale najważniejsze jest to, że przynosi efekty. A Legia musi wygrywać. Taka jest rzeczywistość tego klubu. Marek wniósł do drużyny i sztabu mentalność zwycięzców. Nasza codzienna współpraca jest bardzo wymagająca i pełna sportowej rywalizacji, ale jednocześnie daje ogromną satysfakcję. Każdego dnia wspólnie pracujemy nad tym, aby Legia osiągała jak najwyższe cele. Wszyscy wiemy, że znajdujemy się w wymagającym okresie. Marek od początku mówił jednak: „Przyjdę do Legii i będę o to walczył, bo chcę, żeby ten klub znowu był wielki i walczył o trofea”. To był bardzo ważny przekaz z jego strony. Z mojej perspektywy wygląda to podobnie. Nie przyjechałem do Warszawy tylko po to, żeby przez jakiś czas tutaj popracować, a potem wyjechać.

Za tydzień rozpoczyna się nowy sezon. Z pańskiej perspektywy – jakim zespołem dysponuje dziś Legia? W ostatnich tygodniach doszło do wielu zmian kadrowych. Jakich piłkarzy jeszcze potrzebujecie i ilu transferów możemy się spodziewać w najbliższym czasie?

– Wiem, że dla was, dziennikarzy, najciekawsze są konkretne liczby. Rynek transferowy jest jednak bardzo dynamiczny. To nie było łatwe okno transferowe, również z powodu mistrzostw świata. Myślę, że dopiero po mundialu na rynku zacznie się naprawdę dużo dziać i wszystko nabierze jeszcze większej dynamiki. My musieliśmy być przygotowani wcześniej. I byliśmy. Nasz dział skautingu, sztab szkoleniowy oraz ja wykonaliśmy bardzo dobrą pracę. Zebraliśmy wszystkie potrzebne informacje i bardzo szybko zakontraktowaliśmy kilku zawodników. Oczywiście część z nich była wolnymi zawodnikami, ale później dołączył również Ševčík. Jednocześnie musieliśmy bardzo odpowiedzialnie zarządzać finansami. Musieliśmy uważać na budżet płacowy i cały budżet transferowy. Dokonaliśmy również kilku transferów wychodzących, a wielu piłkarzy odeszło po wygaśnięciu kontraktów. Były to świadome decyzje, dzięki którym sytuacja kadrowa jest dziś znacznie lepsza. Obecnie mamy 21 doświadczonych zawodników oraz trzech bramkarzy, czyli łącznie 24 piłkarzy pierwszego zespołu. Do tego dochodzi czterech bardzo utalentowanych młodych zawodników. Chcemy znacznie mocniej postawić właśnie na takich piłkarzy i konsekwentnie wprowadzać ich do pierwszej drużyny. Marek robi to bardzo dobrze. Być może nie wszyscy się tego spodziewali, ale on naprawdę wierzy w potencjał naszej akademii, prowadzonej przez Bartka Zalewskiego. Codziennie rozmawiamy o tym, jak rozwijać naszych wychowanków i jak przybliżać ich do pierwszego zespołu. Oczywiście czasami będziemy również tracić młodych zawodników. Taki jest rynek transferowy, szczególnie podczas okna przypadającego na rok mistrzostw świata. Domyślam się, że za chwilę zapyta mnie pan właśnie o Leszczyńskiego. To była jedna z takich sytuacji, które po prostu zdarzają się na rynku transferowym.

Chciałem zapytać o Leszczyńskiego. Czy to pańskie kontakty sprawiły, że zainteresowała się nim Borussia Mönchengladbach? Biorąc pod uwagę jego doświadczenie, kwota transferu była bardzo wysoka. Rozegrał przecież tylko kilka spotkań w pierwszym zespole. Jak doszło do tego transferu?

– To nie był mój pomysł ani moja inicjatywa, żeby go sprzedać. Wręcz przeciwnie. Zadzwonił do mnie mój kolega, którego bardzo szanuję, i zapytał o tego zawodnika. Od samego początku przedstawili nam bardzo interesującą ofertę. Trzeba pamiętać, że Leszczyński to fantastyczny, bardzo młody piłkarz z ogromnym potencjałem. Jednocześnie w ciągu ostatnich pięciu miesięcy rozegrał zaledwie 180 minut w pierwszym zespole. Oczywiście, kiedy został do niego włączony, wykonał dobrą pracę i pokazał swoje możliwości. Musimy jednak patrzeć również na kwestie ekonomiczne. Piłka nożna nie polega na tym, że można odrzucać każdą atrakcyjną ofertę tylko dlatego, że nie chce się sprzedawać zawodników. Nie możemy powiedzieć: „Nie obchodzi nas kilka milionów”. Czasami możemy odmówić, a czasami po prostu musimy zaakceptować ofertę. W tym przypadku uznaliśmy, że to właśnie był taki moment. Było to korzystne również dla samego zawodnika. On bardzo chciał wykonać ten krok i uważam, że Borussia Mönchengladbach będzie dla niego odpowiednim miejscem. Cały pakiet transferowy opiewa na około cztery miliony euro. To bardzo dobra i realistyczna transakcja. Z finansowego punktu widzenia jesteśmy z niej zadowoleni. Z drugiej strony szkoda nam, że straciliśmy tak utalentowanego młodego piłkarza i świetnego człowieka. Trzymam za niego kciuki. Ale taka jest rzeczywistość. Polska była, jest i jeszcze długo będzie ligą sprzedającą zawodników.

Chciałem również zapytać o Mateusza Lauryna. Jeszcze kilka tygodni temu pojawiały się informacje, że jest bardzo blisko przejścia do Sigmy Ołomuniec. Co dzieje się z tym transferem?

– Ten transfer nie dojdzie do skutku. Mateusz zostaje z nami. Przedłużymy z nim kontrakt, bo nadal w niego wierzymy. Na początku wszystko wyglądało bardzo dobrze, ale ostatecznie w Sigmie podjęto inną decyzję.

Czyli kontrakt Mateusza rzeczywiście zostanie przedłużony?

– Tak.

Dużo mówi się również o Milecie Rajoviciu. Nawet w ostatnim meczu z Radomiakiem zmarnował stuprocentową okazję. Kto właściwie odpowiadał za jego transfer i jaki jest plan wobec niego na nowy sezon? Zostaje w Legii czy w przypadku dobrej oferty możliwe jest jego odejście?

– Przede wszystkim trzeba pamiętać, że praktycznie każdy piłkarz jest dostępny na rynku. Już wcześniej mówiłem, że Ekstraklasa jest ligą sprzedającą zawodników. Wiem, że kibice nie zawsze lubią to słyszeć, ale taka jest rzeczywistość. Bundesliga również jest ligą sprzedającą – tyle że do Premier League. Jeżeli pojawi się odpowiednia oferta, zawsze trzeba ją przeanalizować. Jeśli chodzi o Miletę, wiem, że wokół niego nieustannie toczą się dyskusje. Wielu ludzi szuka winnego tego transferu. Jeśli ktoś chce wskazać odpowiedzialnego, może wskazać mnie. Nie mam z tym żadnego problemu. Nie będę mówił, kto konkretnie odpowiadał za ten transfer, bo odpowiedzialność ponosimy wszyscy. Jako osoba stojąca dziś na czele pionu sportowego mogę wziąć to na siebie. Pracuję w piłce zbyt długo, żeby się tym przejmować. Byłem piłkarzem i wiem, jak wygląda piłkarski świat oraz jak rozmawia się o takich sprawach. Natomiast jeśli chodzi o samego Miletę, znam mnóstwo przykładów napastników, którzy mieli bardzo trudny pierwszy sezon. Szczególnie środkowi napastnicy często potrzebują czasu na adaptację. On nie był jedynym zawodnikiem, który w poprzednim sezonie grał poniżej oczekiwań. Dotyczyło to wielu piłkarzy Legii. Obwinianie wyłącznie jego jest zbyt łatwe. Ja widzę go każdego dnia. Widzę, jak ciężko pracuje na treningach i na boisku. Zawsze mu powtarzam: próbuj dalej, walcz i zdobywaj bramki. Oczywiście napastnik jest oceniany przede wszystkim przez pryzmat liczb. Jeśli ich nie dostarczy, w pewnym momencie pojawi się problem. Ale dziś jeszcze nie jesteśmy w takim miejscu. Nadal mu ufamy i nadal będziemy mu ufać. Jednocześnie mamy również innych zawodników, którzy potrafią zdobywać gole. Dlatego sprowadziliśmy Łukasza, który obecnie prezentuje się bardzo dobrze. Mamy także Adamskiego.

Chciałem również zapytać o Kacpra Urbańskiego. To był bardzo głośny transfer i wszyscy spodziewali się, że okaże się ogromnym sukcesem. Ostatecznie tak się nie stało i zawodnik odszedł z Legii. Był pan tym zaskoczony? Ma pan swoją teorię, dlaczego ten transfer nie wypalił?

– Przede wszystkim chcę podkreślić jedną rzecz. Nie było żadnego konfliktu z Kacprem. To fantastyczny chłopak. Naprawdę bardzo go lubię. Mogę nawet powiedzieć, że jako piłkarza po prostu go uwielbiam, bo doskonale wiem, jakie ma umiejętności. Widziałem je każdego dnia – zarówno na treningach, jak i w meczach. Jednocześnie widziałem, że miał ogromne trudności. I szczerze mówiąc, nie jestem przekonany, czy Ekstraklasa była dla niego odpowiednim miejscem. Chodzi przede wszystkim o styl gry. Nie tylko Legii, ale całej ligi. To były bardzo wymagające rozgrywki dla wszystkich zespołów i uważam, że taki futbol po prostu nie odpowiada Kacprowi. Moim zdaniem łatwiej będzie mu odnaleźć się w jednej z pięciu najsilniejszych lig Europy, bo tam jego atuty będą bardziej widoczne. On nie jest zawodnikiem, który wygrywa pojedynki siłowe, walczy o drugie piłki czy opiera swoją grę na fizyczności. To piłkarz o ogromnych umiejętnościach technicznych. Pokazał to również w reprezentacji Polski i w meczach międzynarodowych. Trzymam za niego kciuki, również teraz, gdy gra w Górniku. Nie mam z tym najmniejszego problemu. To naprawdę świetny chłopak i życzę mu wszystkiego najlepszego. Myślę, że w Ekstraklasie nadal może mieć trudno, bo charakter tej ligi jest bardzo specyficzny. Natomiast wierzę, że w europejskich pucharach będzie mógł pokazać pełnię swoich możliwości. Od początku mówiłem mu to samo – życzę mu powodzenia. Po prostu uważam, że to nie był odpowiedni transfer. Nie byłem przekonany, czy styl gry w Ekstraklasie będzie dla niego właściwy. Kacper jest klasyczną „dziesiątką” i potrzebuje pełnej swobody na swojej pozycji.

Panuje opinia, że jeśli pojawia się oferta za zawodnika, to Legia akceptuje praktycznie każdą propozycję. Z tego, co jednak słyszałem, tego lata odrzuciliście kilka ofert. Podobno już po sześciu miesiącach pojawiła się propozycja za Rafała Adamskiego. Czy może pan potwierdzić, że odrzuciliście oferty za niego lub innych zawodników?

– Tak, to prawda. Odrzuciliśmy kilka ofert. Nie jest tak, że naszym celem jest sprzedawanie piłkarzy i że sprawia nam to szczególną przyjemność. To po prostu część tego biznesu. Klub piłkarski to nie tylko sprawy sportowe. Musimy również dbać o stronę finansową i zachowywać odpowiednią równowagę. Wszyscy wiedzą, że w ostatnim czasie mierzyliśmy się z pewnymi problemami, ale dziś sytuacja wygląda już zdecydowanie lepiej. Tak, prowadziliśmy rozmowy dotyczące kilku zawodników. Otrzymaliśmy za nich oferty i Rafał Adamski był jednym z tych piłkarzy. Była to propozycja opiewająca na siedmiocyfrową kwotę, bardzo interesująca zarówno dla zawodnika, jak i dla klubu, zwłaszcza że spędził w Legii zaledwie pięć miesięcy. Ostatecznie wspólnie podjęliśmy decyzję, że nie przyjmiemy tej oferty i ją odrzucimy.

Może nie zdradzi pan nazwy klubu, ale czy może pan powiedzieć, z jakiego kraju pochodziła ta oferta?

– Na pewno nie była z Polski.

Jakie są pańskie oczekiwania wobec tego sezonu? Mówił pan, że Legia zawsze ma obowiązek wygrywać. Czy poza tym planujecie jeszcze jakieś transfery? Ilu nowych zawodników może jeszcze trafić do drużyny?

– Jeśli będziemy mieli takie możliwości, prawdopodobnie przeprowadzimy jeszcze jeden lub dwa transfery. Będziemy jednak podchodzić do tego bardzo ostrożnie. Jednocześnie wierzymy w zespół, który już mamy. Gdy rozpoczynałem pracę w Legii razem z Michałem, w kadrze było 39 zawodników. To był po prostu bałagan. Dzisiaj, jak już mówiłem, mamy zdecydowanie mniejszą i bardziej uporządkowaną kadrę. Teraz najważniejsze jest, abyśmy trzymali się razem, pokazali ducha zespołu i byli odporni na trudne momenty. Musimy udowodnić naszym kibicom, że jesteśmy konkurencyjną drużyną. Oczywiście Legia zawsze ma obowiązek wygrywać. Ale nie wystarczy o tym mówić. Trzeba to pokazywać na boisku – tydzień po tygodniu. Na razie bardzo podoba mi się to, jak zespół pracuje. Wiadomo jednak, że prawdziwy obraz drużyny poznamy dopiero po czterech czy pięciu kolejkach. Do tego okno transferowe wciąż trwa i wiele rzeczy może się jeszcze wydarzyć. Przed nami bardzo wymagający sezon. Nie będzie łatwo, ale patrzymy na wszystko z optymizmem. Jaki jest nasz najważniejszy cel? Możemy o tym mówić, nie robiąc przy tym niepotrzebnego szumu. Wszyscy w Legii chcą wrócić do europejskich pucharów i właśnie to jest nasz główny cel.

Na koniec chciałem zapytać o ostatni transfer – Michala Ševčíka. Czy istnieje szansa, że zostanie w Legii na dłużej niż tylko przez okres wypożyczenia? Czy taki jest plan klubu?

– Gdyby to zależało wyłącznie ode mnie, wykupiłbym go od razu. Musimy jednak znaleźć sposób, aby taki transfer sfinansować. Nasz plan jest bardzo jasny. W stu procentach chcielibyśmy zatrzymać go u nas na dłużej. Chcemy go wykupić, ale obecnie nie byliśmy w stanie tego zrobić ze względów finansowych. Musieliśmy znaleźć inne rozwiązanie i udało się. Bardzo się cieszymy, że jest z nami. Mam nadzieję, że w pełni pokaże swoje umiejętności. W meczu z Radomiakiem pokazał tylko niewielką część swojego potencjału. Będziemy z nim pracować i liczę, że bardzo szybko zaaklimatyzuje się w Ekstraklasie. Gra w tej lidze nie jest łatwa, ale on ma odpowiednie umiejętności. Zarówno Marek, jak i cały sztab są bardzo zadowoleni, że mają takiego zawodnika w swojej kadrze. Ostatecznie to oczywiście trener decyduje, kto gra, a kto nie. Ja mogę jedynie trzymać za niego kciuki. Dodatkowo zmieniliśmy nieco system gry i uważam, że obecnie jest on znacznie bardziej korzystny dla piłkarzy o takim profilu jak Michal. Dzięki temu będzie mu łatwiej pokazać pełnię swoich możliwości.

 

Komentarze (181)

Odśwież

Dodając komentarz zobowiązujesz się do przestrzegania

Komentarze osób niezalogowanych, a także zalogowanych, którzy zarejestrowali konto w ostatnich 3 dniach wymagają akceptacji administratora.

Uwaga!

Teraz komentarze są ukryte, aby poprawić komfort korzystania z serwisu Legia.Net. Kliknij przycisk „Zobacz komentarze”, aby je wyświetlić i dołączyć do dyskusji.