Jacek Magiera CLJ U17: Legia Warszawa - Śląsk Wrocław 2:4
fot. Marcin Szymczyk

Jacek Magiera: Miejsce Legii w tabeli nie jest przypadkiem

Redaktor Marcin Szymczyk

Marcin Szymczyk

Źródło: Meczyki

06.03.2026 21:55

(akt. 06.03.2026 22:00)

- Chciałbym, żeby Legia się podniosła. To bardzo ważny klub – dla Warszawy, dla polskiej piłki, dla miasta z wielkimi tradycjami, które zawsze grało o najwyższe cele. Dzisiaj jest bardzo trudny moment. Jeśli po 22 czy 23 kolejkach zespół znajduje się w strefie spadkowej, to nie jest przypadek - opowiadał były piłkarz i trener Legii Jacek Magiera w rozmowie z Januszem Basałajem dla "Meczyków".

– Dziesięć lat temu byłem trenerem Legii, ale od tamtego czasu nie jestem już w strukturach klubu. Nie jestem w środku, więc nie wiem dokładnie, jak wszystko wygląda od wewnątrz. To, co wiem, pochodzi raczej z zewnątrz – z plotek, programów czy mediów. Nie wydzwaniam do zawodników ani pracowników, żeby dopytywać, co się tam dzieje.

- Chciałbym jednak, żeby Legia się podniosła. To bardzo ważny klub – dla Warszawy, dla polskiej piłki, dla miasta z wielkimi tradycjami, które zawsze grało o najwyższe cele. Dzisiaj jest bardzo trudny moment. Jeśli po 22 czy 23 kolejkach zespół znajduje się w strefie spadkowej, to nie jest przypadek. Gdyby to było po drugiej czy piątej kolejce, można byłoby mówić o chwilowym kryzysie, ale jeśli dzieje się to już w trzech czwartych sezonu, to jest sygnał, że coś jest nie tak.

- Zostało jednak kilka spotkań i wciąż można to odwrócić. Zawodnicy muszą wziąć sprawy w swoje ręce. Najważniejsza jest dziś głowa, mentalność. Łatwo gra się wtedy, gdy jest się liderem tabeli i wygrywa po 3:0 czy 4:0 – wtedy piłkarz gra swobodnie, nie zastanawia się nad każdym ruchem. Najtrudniej jest wtedy, gdy masz duże umiejętności, ale jesteś w mentalnym dołku i w strefie spadkowej. W takich sytuacjach zawodnik potrafi stracić nawet 20–30 procent swoich możliwości. Nad tym w Legii trzeba dziś pracować.

- Jeśli chodzi o to, co dzieje się w Legii, to bardzo trudne pytanie. Trzeba być w środku klubu, żeby naprawdę wiedzieć, jak wygląda proces podejmowania decyzji. Nie wiem, kto doradza właścicielowi i kto stoi za wieloma decyzjami podejmowanymi w ostatnich latach. Widać jednak dużą rotację trenerów – w ciągu dziesięciu lat było ich chyba siedmiu czy ośmiu. Brakuje stabilizacji i długofalowego budowania czegoś od podstaw.

- Nie chcę tego oceniać, bo nie mam na to wpływu. Mogę jedynie mówić jako ktoś z zewnątrz. Czasem pojawiam się w loży, ale literę „L” nosiłem z dumą przez wiele lat i nadal jest to dla mnie powód do dumy. To był wielki zaszczyt pracować w tym klubie, odnosić sukcesy i pomagać wielu zawodnikom rozwijać się jako piłkarze i jako ludzie. Dziś mnie tam już nie ma – taka była decyzja podjęta we wrześniu 2017 roku. Musiałem zrobić miejsce innym. To był zamknięty rozdział, choć w piłce nigdy nie można powiedzieć, że coś jest definitywnie zamknięte.

Rozstanie z Legią

- Moje rozstanie z Legią było trudne i przykre, szczególnie po wszystkich wcześniejszych słowach i zapowiedziach. Ale to było już dziesięć lat temu. Żal minął, przepracowałem to w sobie. Kiedyś wydawało mi się, że po 23 latach w Legii – jako zawodnik, trener drużyny młodzieżowej, drugiego zespołu i pierwszej drużyny – zostanę w tym klubie na zawsze. Tym bardziej że jestem jedną z czterech osób w historii, które zdobyły mistrzostwo Polski zarówno jako piłkarz, jak i trener. To dla mnie wielkie wyróżnienie.

- Rzeczywistość potoczyła się jednak inaczej. Odszedłem z klubu i wyszedłem ze swojej strefy komfortu. Później prowadziłem reprezentację Polski U-20 na mistrzostwach świata, poznałem wielu nowych ludzi, inne struktury i inne kluby. Ze Śląskiem Wrocław zdobyłem wicemistrzostwo Polski, a dziś jestem drugim trenerem reprezentacji Polski. Nie narzekam. Patrzę do przodu i staram się najlepiej wykorzystać swoje doświadczenie. Idę dalej z optymizmem.

- Dziś mieszkam we Wrocławiu, głównie ze względu na rodzinę i dzieci. Szkoła, treningi, relacje z rówieśnikami – to wszystko jest bardzo ważne w wychowaniu młodego człowieka. Dzieci dobrze się tam czują, a ja też bardzo polubiłem to miasto.

O mediach i telefonach

– Dziś kamery są wszędzie, ja zawsze tego unikałem. Nawet w Lidze Mistrzów po meczach z Realem czy Sportingiem wychodziłem z szatni. Uważałem, że w takich momentach scena należy do piłkarzy, do drużyny. Oni powinni przeżywać swoje chwile razem. Ja nie czułem potrzeby, żeby w tym uczestniczyć czy coś na siłę pokazywać. Dzisiaj takie kulisy są już na porządku dziennym. Widać jednak czasem, że niektóre sceny są trochę wymuszone – trenerzy nie są wtedy sobą, tylko próbują na siłę coś powiedzieć, znaleźć jakieś mocne zdanie pod kamerę. Zdarzają się takie sytuacje, ale każdy robi to, co uważa za słuszne. To po prostu znak czasów. Nie uważam, że to jest coś złego, ale mam wrażenie, że momentami jest tego po prostu za dużo. 

- Kiedyś ludzie zupełnie inaczej zachowywali się przy kamerach. Raczej się chowali. Dziś jest to normalne, bo technologia bardzo się zmieniła. Kiedyś, żeby kogoś nagrać, trzeba było mieć duży sprzęt, dwóch operatorów i jeszcze kogoś z kablami. Teraz wystarczy telefon. Kamery są wszędzie. Zanim wszedłem do studia, minąłem po drodze kilka kolejnych. Można powiedzieć, że trochę jak w „Wielkim Bracie” – każdy ruch jest monitorowany. To oczywiście znak czasów, ale trzeba umieć to ograniczyć, bo może być to niebezpieczne.

- Podobnie jest z telefonami. Kiedy widzę zawodników cały czas siedzących z telefonami, to mam mieszane odczucia. Już w 2014 roku, gdy pracowałem z rezerwami Legii, zabraniałem zabierać telefony do autokaru. Nie było to dobrze przyjmowane. Dzisiaj jednak widzimy, jak duży to problem. Wielu ludzi śpi z telefonem obok siebie, a pierwszą rzeczą po przebudzeniu jest sprawdzanie wiadomości. Jakby nic innego nie było ważne. Świat bardzo się zmienił. Kiedyś moi rodzice, żeby dowiedzieć się, jakie mam oceny w szkole, musieli iść na wywiadówkę raz na pół roku. Dostawali kartkę z ocenami i wtedy wszystko było jasne. To był moment, kiedy człowiek stawał do pionu, bo wiadomo było, że nauczyciel powie rodzicom, jak naprawdę wygląda sytuacja. Dzisiaj jeszcze dziecko nie wróci ze szkoły, a już w systemie elektronicznym pojawia się ocena. Wiemy o wszystkim natychmiast.

- Czy dla zawodnika to jest pomocne czy przeszkadza? To zależy, jak się z tego korzysta. Najważniejszy jest balans – ile czasu spędzasz w internecie, a ile poza nim. Jakie treści oglądasz i czytasz. Jedne mogą cię rozwijać i motywować, inne mogą zabrać trzy, cztery, a nawet dziesięć godzin dziennie i nie zostanie czasu na nic innego. Gdybym miał jednak wybierać między światem sprzed lat a tym dzisiejszym, wybrałbym ten sprzed lat. Ludzie więcej ze sobą rozmawiali, częściej przebywali razem, lepiej się znali. Ostatnio byłem w galerii handlowej i zauważyłem coś, co bardzo mnie zasmuciło. W restauracjach czy fast foodach siedzą całe rodziny – jedzą frytki czy hamburgery – i wszyscy patrzą w telefony. Nikt ze sobą nie rozmawia, nikt się nie słucha. To pokazuje, że technologia może być przydatna, ale jeśli nie potrafimy jej kontrolować, staje się niebezpieczna.

 

Komentarze (72)

Odśwież

Dodając komentarz zobowiązujesz się do przestrzegania

Komentarze osób niezalogowanych, a także zalogowanych, którzy zarejestrowali konto w ostatnich 3 dniach wymagają akceptacji administratora.

Uwaga!

Teraz komentarze są ukryte, aby poprawić komfort korzystania z serwisu Legia.Net. Kliknij przycisk „Zobacz komentarze”, aby je wyświetlić i dołączyć do dyskusji.