Pierwszy trening legionistów w Hiszpanii
fot. Marcin Szymczyk

Jan Leszczyński: Chcę napisać swoją historię w Legii

Redaktor Marcin Szymczyk

Marcin Szymczyk

Źródło: Legia.Net

21.01.2026 17:00

(akt. 21.01.2026 17:15)

- Dobrze się czuję w systemie z trójką obrońców. Zarówno w obronie, jak i w fazie ataku. Gram obiema nogami, więc nie mam problemu, czy występuję na środku, po prawej stronie czy jako półlewy stoper. Myślę, że w tej formacji mogę się odnaleźć na każdej z tych pozycji — mówi młody stoper Legii, Jan Leszczyński.

Cieszysz się, że jesteś na obozie z pierwszym zespołem?

– Bardzo. Konsekwencją nowej umowy było właśnie to, że zostałem zabrany na obóz. Jestem tutaj, pracuję i robię wszystko, żeby zapracować na swoje minuty w kolejnej rundzie.

Cofnijmy się na moment. Z Legią jesteś związany od 12. roku życia, a po kilku latach zacząłeś trenować z pierwszym zespołem. To było spełnienie marzeń?

– Zdecydowanie tak. Odkąd zacząłem grać w piłkę, mój pierwszy trening był właśnie w Legii. Później na pewnym etapie trafiłem do Ursusa, ale do Legii wróciłem i od 12. roku życia byłem już w akademii. Dla chłopaka z Warszawy możliwość trenowania z pierwszą drużyną była czymś wyjątkowym i na pewno spełnieniem marzeń.

Legia Warszawa - Sigma Ołomuniec 1:0

Pierwszy obóz z „jedynką” zaliczyłeś za czasów Gonçalo Feio. Wydawało się, że wszystko idzie w dobrym kierunku, że razem z Jankiem Ziółkowskim możecie za chwilę rządzić w obronie. I wtedy przyszedł mecz z GKS-em Bełchatów...

– Tak, to był bardzo trudny moment. Kontuzja wydarzyła się już w siódmej minucie. Pamiętam ten charakterystyczny trzask w kolanie – bardziej się wtedy przestraszyłem, niż poczułem ból. Chciałem wrócić na boisko, dokończyć mecz, ale fizjoterapeuta mi na to nie pozwolił. I chyba całe szczęście, bo mogło być jeszcze gorzej.

Wtedy jeszcze nie wiedziałeś, jak poważny to uraz?

– Nie. W przerwie nie wyszedłem już na drugą połowę, nawet nie oglądałem meczu z ławki. Fizjoterapeuci coś podejrzewali, ale do końca nie mogli nic powiedzieć – obowiązuje ich tajemnica. Dopiero wieczorem miałem rezonans, a następnego dnia rano trener Feio i Bartek Bibrowicz zaprosili mnie na rozmowę. Wtedy dowiedziałem się, że zerwałem więzadło krzyżowe. Szczerze mówiąc, już w momencie zejścia z boiska czułem, że czeka mnie dłuższa przerwa.

W tym momencie pojawiło się zwątpienie?

– Nie. Od razu nastawiłem się na pracę i na to, że mogę wrócić tylko silniejszy. Narzekanie czy użalanie się nad sobą nic by mi nie dało. Skupiłem się na bezpiecznym powrocie do zdrowia i konsekwentnej rehabilitacji.

Kto był wtedy dla ciebie największym wsparciem?

– Na pewno rodzice. Tym bardziej że w mojej rodzinie praktycznie każdy przeszedł przez zerwanie więzadeł – tata, mama, brat. Ja byłem ostatni. Dzięki temu wiedziałem, czego się spodziewać: momentów kryzysu, dołków, ale też tego, że da się z tego wrócić. Ogromne wsparcie dostałem również z klubu.

Na czym ono polegało?

– Sztab medyczny spędził ze mną setki godzin, zaplanował całą rehabilitację, prowadził mnie indywidualnie, sprawdzał postępy i wspierał. W LTC mamy bardzo dobre wyposażenie – zarówno na siłowni, jak i gabinetach fizjo. Zostałem też wysłany na kilka miesięcy do Rzeszowa, gdzie miałem zapewnione wszystko: rehabilitację, mieszkanie, catering. Wszystko było zorganizowane naprawdę na bardzo wysokim poziomie. Zespół Oleksy Sport odegrał dużą rolę w moim powrocie. W tamtym czasie był tam też m.in. Cyprian Popielec – znaliśmy się już wcześniej i wzajemnie motywowaliśmy się w trakcie rehabilitacji.

Mając takie rodzinne doświadczenia, nie byłeś zaskoczony tym, że po operacji trzeba uczyć się praktycznie wszystkiego od nowa?

– Nie, byłem na to przygotowany. Tata zerwał więzadła jeszcze zanim ja i brat przyszliśmy na świat, mama miała taki uraz na jednej z integracji w pracy, brat doznał go w meczu z Legią, a ja byłem ostatni. Co ciekawe, rodzice wracali wtedy z Rzeszowa po leczeniu brata u profesora Oleksego właśnie na mecz z GKS-em Bełchatów – i akurat w tym spotkaniu ja zerwałem więzadła. Taka ironia losu, ale może też znak, że trzeba było przez to przejść i wyjść z tego mocniejszym.

Legia II Warszawa - Górnik Zabrze 0:3 (0:2)

Rehabilitacja po zerwaniu więzadeł to często nauka wszystkiego od nowa. U ciebie było podobnie?

– Tak, w pewnym sensie musiałem uczyć się chodzić od nowa. Ale patrzyłem na brata i mniej więcej wiedziałem, jak to wygląda. Wszyscy w mojej rodzinie mieli zerwane więzadła – tata, mama, brat. Oni dodatkowo mieli problemy z łąkotką, więc ja miałem o tyle „lepiej”, że ucierpiało tylko samo więzadło. Nie byłem tym jednak zaskoczony, bo fizjoterapeuci od początku dokładnie tłumaczyli mi, jak będzie wyglądał każdy etap rehabilitacji.

W sierpniu wróciłeś do gry. Co ciekawe – w meczu z GKS-em Bełchatów, czyli z tym samym rywalem, z którym doznałeś kontuzji. Jakbyś chciał ten mecz dokończyć.

– Tak, dokładnie. Wszedłem chyba na około siedem minut, ale to było po jedenastu miesiącach przerwy. Pamiętam tylko, że strzeliliśmy pierwszego, drugiego, trzeciego gola, a ja cały czas patrzyłem w stronę trenera, a trener patrzył na rozgrzewkę. Bardzo długo czekałem na ten moment i czułem, że jestem gotowy.

Rezerwy Legii są liderem III ligi. Przez lata mówiło się, że ten zespół ciągle ociera się o awans, ale go nie potrafi zrobić. Tym razem może się udać?

– Myślę, że mamy za sobą bardzo dobrą rundę. Oczywiście nikt nie awansował po pierwszej rundzie i nikt nie został mistrzem, ale jesteśmy na dobrej drodze. Przed nami jeszcze okres przygotowawczy i jestem pewny, że chłopaki przepracują go najlepiej, jak się da. Przy takim sztabie to naprawdę przyjemność pracować i wierzę, że będziemy walczyć o awans do samego końca.

Po powrocie po kontuzji ważne było dla ciebie regularne granie.

– Tak, to był priorytet. Chodziło o minuty, o rytm meczowy, o odzyskanie pewności siebie – w grze, w kontakcie, w normalnych sytuacjach boiskowych. Kilka razy nawet sam zabiegałem o to, żeby rozegrać pełne 90 minut w U-19, zamiast czekać w rezerwach na to, jak ułoży się wynik meczu. Najważniejsze było granie.

Patrząc na rozwój Janka Ziółkowskiego, pojawiała się u ciebie myśl, że to ty mógłbyś być dziś w jego miejscu?

– Nie patrzę na to w ten sposób. Uważam, że wszystko dzieje się po coś. Może w tamtym momencie po prostu nie byłem jeszcze gotowy, a kontuzja sprawiła, że musiałem wszystko przepracować od nowa. Wróciłem i teraz piszę swoją własną historię. Jankowi bardzo kibicowałem i kibicuję nadal – zasłużył na to, gdzie jest, swoją grą. Nie porównuję się do niego i nie traktuję tego w kategorii „kto za kogo”. Chcę napisać swoją historię w Legii.

W akademii można było usłyszeć opinię, że jesteś motorycznie słabszy od Ziółkowskiego, ale piłkarsko bardziej rozwinięty.

– Zgadzam się z tym. Janek bardzo szybko zrobił ogromny postęp i w pełni na to zapracował. Gratuluję mu tego. Każdy z nas ma swoje atuty i swoją drogę.

Jan Leszczyński Bartosz Bibrowicz Pierwszy trening z nowym trenerem

Gra jesienią w młodzieżowej Lidze Mistrzów – mecze z Fiorentiną czy PAOK-iem – to musiało być cenne doświadczenie.

– Bardzo. Szczególnie wyjazdowy mecz z PAOK-iem – to było jedno z najbardziej „ekstra” spotkań, jakie zagrałem. Atmosfera, kibice, przebieg meczu, czerwone kartki – wszystko było w tym spotkaniu. Rywalizacja w Europie na takim poziomie to ogromne doświadczenie i świetna przygoda.

Jakie cele stawiasz przed sobą na rundę wiosenną?

– Przede wszystkim chciałbym zadebiutować w pierwszym zespole i rozegrać jak najwięcej minut. Chciałbym też z reprezentacją U-19 awansować na mistrzostwa Europy, pojechać na turniej i grać tam jak najwięcej. Najważniejsze: być zdrowym, rozwijać się i zrobić kolejny krok do przodu.

Czyli zostajesz w Legii? Pojawiały się informacje o możliwym wypożyczeniu do Pogoni Grodzisk Mazowiecki.

– Na ten moment myślę tylko o Legii. Jestem na obozie, to jest czas rywalizacji o miejsce w zespole i jestem pozytywnie nastawiony. Chcę zostać tutaj i walczyć.

Jak czujesz się w ustawieniu z trójką obrońców?

– Bardzo dobrze. Zarówno w obronie, jak i w fazie ataku. Podobnie było wcześniej. Gram obiema nogami, więc nie mam problemu, czy występuję na środku, po prawej stronie czy jako półlewy stoper. Myślę, że w tej formacji mogę się odnaleźć na każdej z tych pozycji.

Masz stały kontakt z Rafałem Leszczyńskim, który jest twoim kuzynem?

– Tak, jesteśmy w stałym kontakcie. W przerwie świątecznej, kiedy był w domu, spędzaliśmy dużo czasu razem – chodziliśmy na siłownię, trenowaliśmy wspólnie. Bardzo się wspieramy.

Śmiał się, że sezon w Legii miał wyglądać zupełnie inaczej?

– No tak, ale sezon jest długi. Nikt nie zdobył mistrzostwa po pół roku i nikt po pół roku nie spadł. Były jakieś żarty z jego strony, ale to normalne.

Wymarzona liga na przyszłość?

– Premier League. Bardzo lubię ją oglądać, kibicuję Manchesterowi United i to jest liga, w której chciałbym kiedyś grać. Teraz najważniejszy jest dla mnie rozwój w najbliższej przyszłości.

Jan Leszczyński Legia Warszawa - Univesitatea Craiova 0:1

 

Komentarze (34)

Odśwież

Dodając komentarz zobowiązujesz się do przestrzegania

Komentarze osób niezalogowanych, a także zalogowanych, którzy zarejestrowali konto w ostatnich 3 dniach wymagają akceptacji administratora.

Uwaga!

Teraz komentarze są ukryte, aby poprawić komfort korzystania z serwisu Legia.Net. Kliknij przycisk „Zobacz komentarze”, aby je wyświetlić i dołączyć do dyskusji.