Jan Ziółkowski
fot. Kasia Dżuchil

Jan Ziółkowski: W Legii czułem się jak ryba w wodzie

Redaktor Marcin Szymczyk

Marcin Szymczyk

Źródło: Łączy Nas Piłka

10.03.2026 18:00

(akt. 10.03.2026 18:02)

- W Legii czułem się jak ryba w wodzie. Gdybym nie miał w głowie wielkich ambicji i przekonania, że mogę zrobić dużą karierę, to pewnie mógłbym tam grać jeszcze bardzo długo. To był dla mnie fantastyczny czas - powiedział były stoper Legii Jan Ziółkowski w rozmowie z "Łączy nas piłka".

Artur Jędrzejczyk – kapitan i legenda Legii

- Artur Jędrzejczyk to dla mnie absolutna legenda Legii. Ludzie, którzy są blisko klubu, doskonale wiedzą, jak ogromne ma znaczenie dla tej drużyny i jak wielkim jest piłkarzem. Z zewnątrz nie zawsze się to dostrzega, ale dla młodego zawodnika, który wchodzi do szatni i gra na tej samej pozycji, to naprawdę robi wrażenie. Widzisz gościa, który ma na koncie ponad czterysta meczów, dziesiątki spotkań w europejskich pucharach i występy w reprezentacji Polski.

- Co ważne, on robi wszystko, żeby młodszy zawodnik mógł pokazać swoje możliwości. Czułem od niego szczere wsparcie. Naprawdę było widać, że cieszy się, kiedy komuś młodszemu wychodzi na boisku. Na naszej pozycji nie zawsze jest to oczywiste – rywalizacja bywa trudna – ale u niego było zupełnie inaczej. Dla mnie to był najlepszy kapitan, z jakim miałem okazję pracować.

- Bardzo dużo się od niego nauczyłem. Nawet jeśli chodzi o tak podstawowe rzeczy, jak bezpośrednia gra czy ustawienie napastnika już w pierwszych minutach meczu. To są detale, które później robią ogromną różnicę. Uważam, że Jędrzejczyk jest niedoceniany jako piłkarz. Często mówi się o nim głównie w kontekście charakteru i przywództwa, ale piłkarsko też jest naprawdę bardzo dobry. Mnie bardzo pomógł i zawsze będę o tym mówił, bo miał ogromny wpływ na mój rozwój.

O transferze do Romy

- W Legii czułem się jak ryba w wodzie. Gdybym nie miał w głowie wielkich ambicji i przekonania, że mogę zrobić dużą karierę, to pewnie mógłbym tam grać jeszcze bardzo długo. To był dla mnie fantastyczny czas.

- Kiedy pojawił się temat Romy, wszystko potoczyło się bardzo szybko. Wcześniej pojawiały się różne kierunki – kilka klubów z niższej półki było zainteresowanych – ale kiedy zgłosiła się Roma, właściwie nie było nad czym się zastanawiać.

- Rozmawialiśmy nawet o scenariuszu, w którym zostałbym jeszcze na rok w Legii na wypożyczeniu. Sam też o tym myślałem – że fajnie byłoby pomóc drużynie w walce o mistrzostwo, bo Puchar Polski już zdobyłem, ale mistrzostwa jeszcze nie. Ostatecznie jednak w Romie jasno mi powiedziano, że jestem potrzebny już w tym sezonie i wszystko zależy ode mnie: ile będę grał i jak będę wyglądał na boisku.

- Z dyrektorem sportowym byłem w stałym kontakcie. Rozmawialiśmy kilka razy, przedstawiono mi plan i chęć sprowadzenia mnie do klubu. Z trenerem rozmawiałem dwa razy jeszcze przed transferem. Pamiętam, że kiedy już przyjechałem do Rzymu, pierwsze co mi powiedział, to trochę żartobliwie zapytał, dlaczego tak długo musieli czekać na piłkarza z Polski.

Nauka włoskiej piłki

- We Włoszech nauczyłem się mnóstwa rzeczy. Może niekoniecznie w samej obronie pola karnego, bo nie spędzamy tam aż tyle czasu, ale przede wszystkim w pressingu i ustawieniu. To są detale – drobne rzeczy dotyczące poruszania się, skracania linii, przesuwania całej formacji czy ustawienia względem napastnika. Małe odległości i sekundy, które decydują o tym, czy jesteś w odpowiednim miejscu, czy już jesteś spóźniony. Na najwyższym poziomie nie możesz sobie pozwolić na moment nieuwagi.

W obronie często chodzi też o właściwe decyzje. Czasem lepiej odpuścić plecy rywala i kontrolować przestrzeń przed sobą, bo groźniejsze jest przyjęcie piłki przodem do bramki niż sam pojedynek biegowy z napastnikiem.

Styl gry i interwencje

- Wielu ludzi zwraca uwagę na moje wślizgi. Trenerzy oczywiście wolą, gdy obrońca utrzymuje się na nogach, ale jeśli decydujesz się na wślizg, to po prostu nie możesz się pomylić. Dla mnie to element gry – ważne, żeby był skuteczny. Staram się jednak podejmować takie decyzje rozsądniej. W wyższych strefach boiska używam wślizgów rzadziej, bo ryzyko jest większe. Natomiast w polu karnym, przy blokowaniu strzałów, czasem trzeba pójść do końca, bo jeśli nie zablokujesz uderzenia, to może skończyć się golem.

Presja i opinie ludzi

- Zauważyłem też jedną rzecz – w piłce wszystko jest bardzo czarno-białe. Kiedy ci idzie, ludzie bardzo chcą się z tobą utożsamiać i podoba im się twoja historia. Ale kiedy pojawią się trudniejsze momenty, ta druga fala tylko czeka, żeby powiedzieć: „odbija się od ściany”.

- Ja staram się jednak trzymać swojego procesu. Niezależnie od tego, czy gram, czy siedzę na ławce, wiem na co mnie stać i ciężko pracuję, żeby pokazywać to na boisku. Charakter i podejście do ludzi też się u mnie nie zmieniły. I myślę, że to jest najważniejsze. Kiedy zdobyłem Mazowiecki Puchar Polski, to biegałem po pokoju i krzyczałem, że jestem mistrzem świata. 

Komentarze (23)

Odśwież

Dodając komentarz zobowiązujesz się do przestrzegania

Komentarze osób niezalogowanych, a także zalogowanych, którzy zarejestrowali konto w ostatnich 3 dniach wymagają akceptacji administratora.

Uwaga!

Teraz komentarze są ukryte, aby poprawić komfort korzystania z serwisu Legia.Net. Kliknij przycisk „Zobacz komentarze”, aby je wyświetlić i dołączyć do dyskusji.