Jean Pierre Nsame
fot. Łukasz Wiśniewski

Jean Pierre Nsame: Nie spadniemy!

Redaktor Marcin Szymczyk

Marcin Szymczyk

Źródło: Goal.pl

30.03.2026 22:20

(akt. 31.03.2026 14:18)

- Chciałem wrócić do gry na własnym stadionie, przy naszych kibicach, bo to coś, co miało mi dać mnóstwo siły i dobrego samopoczucia. W ciągu tygodnia widziałem, że trener chce na mnie postawić. Rozmawialiśmy po meczu z Radomiakiem i powiedział mi, że wyglądam dobrze i że fizycznie na treningach też prezentuję się odpowiednio. Potem dał mi do zrozumienia, że zacznę od początku. Ten gol z Rakowem jest dla mnie sygnałem: „wróciłem na boisko, znowu tu jestem”. Dzięki Bogu udało mi się dotrzymać obietnicy powrotu przed końcem sezonu - mówi Jean Pierre Nsame w rozmowie z Goal.pl

O sytuacji w tabeli

- Wiem, w jakiej jesteśmy sytuacji… Przez siedem miesięcy nie było mnie na boisku, więc nie przeżywałem tego „od środka”, grając w meczach. Ale zawsze powtarzam kolegom, Frediemu Bobiciowi i wszystkim innym: nie jestem kimś, kto patrzy wstecz. Skupiam się wyłącznie na zwycięstwie. Nie boję się spadku Legii, jestem przekonany, że nie spadniemy. Nie skupiam się na negatywnym scenariuszu, choć wiem, że teoretycznie może się zdarzyć. Ale nie poświęcam mu uwagi. Jeśli to robisz, grasz pod presją, czujesz ją. Każdy mecz, każda zepsuta akcja staje się wtedy coraz bardziej przygniatająca. Nie spadniemy, bo jesteśmy Legią, bo mamy jakościowych piłkarzy, bo jesteśmy wielkim klubem z wielką historią. A przede wszystkim dlatego, że jesteśmy to winni naszym kibicom i wszystkim ludziom, którzy tu pracują.

- W życiu zawsze tak jest. Jeśli ciężko pracujesz, to nawet jeśli teraz nie masz wyników, one w końcu przyjdą. Z drugiej strony, gdy jesteś w trudnej sytuacji i zmieniasz trenera w momencie, gdy coś zaczyna się zazębiać, to musisz od nowa adaptować się do nowej wizji. Trener musi poznać piłkarzy, niektórzy lądują na nowych pozycjach i muszą się do nich przyzwyczaić. Czasami idzie to szybko, ale częściej zajmuje dużo czasu. Pamiętam, co mówiłem na początku sezonu – zaczęliśmy dobrze, choć nie idealnie. Ale widać było proces, pewne rzeczy wskakiwały na swoje miejsce. Zwycięstwa dawały pewność siebie. Potem przyszło wielu nowych zawodników, trzeba było ich zintegrować. Nagle trener decyduje się odejść. Wtedy myślisz sobie: „znowu musimy zaczynać od początku”. Problem w tym, że taki restart to jak powrót do punktu wyjścia w samym środku sezonu.

- Dziś oczywiście musimy uniknąć spadku, a potem trzeba będzie ruszyć z nowym stylem. Mamy nowego trenera, sztab. Myślę, że przyszły sezon będzie tym, w którym naprawdę wystartujemy z tym trenerem na dobre. Do tego czasu będziemy już po 6 miesiącach wspólnej pracy, dobrze zrozumiemy jego metody i wszystko wdrożymy. Myślę, że potem będzie prościej.

O kibicach 

- To jest siła Legii, ale też wymagania. Ja to rozumiem. Dla mnie gra dla Legii nigdy nie była presją, wręcz przeciwnie – to przyjemność. Myślę, że fani lubią oglądać graczy, którzy się nie boją, którzy stawiają czoła sytuacji i pokazują: „Rozumiem, że jesteście niezadowoleni, ale w następnym meczu wyjdę na boisko, będę walczyć i udowodnię wam to, bo jestem przekonany, że się utrzymamy”. Oni wyrażają frustrację. My jako piłkarze musimy umieć to zaakceptować, ale nie brać tego jako atak personalny. Nie wyobrażam sobie, żeby kibic Legii, nawet jeśli spadniemy, przyszedł pod dom piłkarza i zabił mu rodzinę – to dla mnie niewyobrażalne. To po prostu frustracja, trzeba to zrozumieć. To była przenośnia. Czasami – to mój punkt widzenia – piłkarz musi po prostu przyjąć pewne kwestie do wiadomości. Fani chcą nas widzieć wygrywających, a tak się nie dzieje. I musimy ich zrozumieć.

O kontrakcie

- Na ten moment oficjalnie mój kontrakt wygasa w czerwcu. Miesiąc po kontuzji daliśmy sobie zielone światło na obniżkę pensji i nowy podział wynagrodzenia, tak jak to sobie wstępnie zaplanowaliśmy. Rozumiem obecną sytuację klubu. Na razie priorytetem dla nas wszystkich jest poprawa miejsca w tabeli i o tym myślimy. Chcę tu zostać, ale jeśli nie dojdzie do porozumienia i kontrakt nie zostanie podpisany, to szczerze mówiąc, nie martwię się o swoją przyszłość.

O Rajoviciu i Urbańskim

- To ktoś, z kim dogaduję się bardzo dobrze. To chłopak, który od przyjścia pokazał, że chce grać jak najlepiej… Zbliżyliśmy się do siebie naturalnie. I zawsze mu powtarzam: „masz umiejętności”. Myślę, że przyszedł tutaj – podobnie jak ja wcześniej – z dużymi oczekiwaniami. A bycie napastnikiem numer jeden w Legii nie jest rzeczą łatwą. Musisz umieć radzić sobie z presją, oczekiwaniami. Jeśli drużyna nie gra dobrze, musisz też zaakceptować krytykę. A przede wszystkim musisz pokazać charakter. Rzecz w tym, że nie każdy z nas ma taki charakter. Po prostu nie wszyscy go mamy. Rajo” ma jakość. Ma to, co trzeba. Dużo pracuje dla drużyny. Czasami trafiają się sezony, w których po prostu nie wiesz, co się dzieje.

- Kacper Urbański ma najwyższą jakość. 

To był jeden z pierwszych tygodni, kiedy trenowałem z drużyną. Cały tydzień. Zacząłem tydzień treningów z nim w tym samym zespole. On był rezerwowym. Rozkoszowałem się grą z nim. Ale kiedy mówię „rozkoszowałem”, to naprawdę – robiliśmy super kombinacje. Rozumieliśmy się bez słów. Nie musiałem mu mówić: „zagraj mi tu piłkę, a ja ci ją tam oddam”. Pierwsza akcja, jaką miał: dostał piłkę, obrócił się, podał do mnie. Zagraliśmy „klepkę”. Zrobiliśmy to przynajmniej dziesięć razy podczas treningu. I za każdym razem wychodziło. Za każdym razem. On w końcu był zadowolony. Przyszedł do mnie na koniec i powiedział: „Czekałem na to sześć miesięcy”. Powiedziałem: „Piłka nożna jest prosta”. On na to: „Tak, ale… ty to zrozumiałeś”.

Zapis całej rozmowy z Jeanem Pierrem Nsame można przeczytać w serwisie Goal.pl. 

Komentarze (95)

Odśwież

Dodając komentarz zobowiązujesz się do przestrzegania

Komentarze osób niezalogowanych, a także zalogowanych, którzy zarejestrowali konto w ostatnich 3 dniach wymagają akceptacji administratora.

Uwaga!

Teraz komentarze są ukryte, aby poprawić komfort korzystania z serwisu Legia.Net. Kliknij przycisk „Zobacz komentarze”, aby je wyświetlić i dołączyć do dyskusji.