
Kamil Piątkowski - stale na piłkarskim rollercoasterze
10.09.2025 13:30
(akt. 10.09.2025 16:08)
Kamil Piątkowski jeszcze na początku roku rywalizował w Lidze Mistrzów z Realem Madryt, a teraz przeszedł do Legii i podpisał trzyletni kontrakt. Dotąd w historii żaden z polskich klubów nie zapłacił tak dużych pieniędzy za obrońcę - mowa o około 2 mln euro. Potem transfer Kacpra Urbańskiego trochę przyćmił medialnie pozyskanie Piątkowskiego, ale 25-latek ma wszystko, aby stać się szefem defensywy ''Wojskowych''.
Bardzo często dobre występy Piątkowskiego na zachodzie przechodziły bez echa w polskich mediach, nawet te w europejskich pucharach. Niestety prawie każdy jego znakomity moment był brutalnie przerywany przez kontuzję, a w konsekwencji żmudną rehabilitację. Możemy się tylko zastanawiać, co by było gdyby Piątkowskiemu zdrowie nie szwankowało. Najprawdopodobniej świetne momenty byłyby rutyną, a dziś reprezentant Polski prędzej robiłby kolejny krok w karierze i przygotowywałby się do gry w jednej z pięciu najlepszych lig w Europie. Jednak życie pisze swoje scenariusze. A lepiej zrobić jeden krok wstecz, by później móc zrobić dwa do przodu. Bardzo możliwe, że tak będzie z Piątkowskim. Jednak opowieść o jego historii należałoby zacząć od małego boiska w Jaśle, a dopiero później przyjrzeć się jego podbojom w poważnym futbolu.
Gonitwa za marzeniami
Piątkowski przyszedł na świat i wychował się w Jaśle. Ta część Polski, czyli województwo podkarpackie, uchodzi za małą piłkarską pustynię. Nie przeszkodziło to Kamilowi w realizacji piłkarskich marzeń. Na początku swojej przygody z piłką szybko zaczął się wyróżniać w barwach rodzimego UKS-u. Skutkowało to ważną decyzją, by w wieku 13 lat przenieść się do bardziej profesjonalnych Karpat Krosno. Ten ruch zmusił go do opuszczenia domu rodzinnego i przeprowadzki do internatu w Krośnie. Wzrok obserwatorów coraz częściej przyciągał uwagę na umiejętności młodego chłopaka z Jasła. Piątkowski przede wszystkim wyróżniał się nieprzeciętnymi warunkami fizycznymi, a przy tym bardzo dobrą koordynacją ruchową i kontrolą piłki.
W wieku 16 lat osiągnął pierwszy mały sukces, którym śmiało można nazwać przenosiny do akademii Zagłębia Lubin. Jego przygoda na Dolnym Śląsku to nie tylko łapanie pierwszych poważnych szlifów w futbolu, ale też szkoła życia. Jak sam mówił, to właśnie tam, 500 km od rodzinnego domu, zobaczył, czym jest dorosłość. Początki Piątkowskiego w Zagłębiu nie należały do najłatwiejszych. Było to dla niego zderzenie z piłką młodzieżową na wyższym poziomie. Dotąd na swoim lokalnym podwórku często nie miał sobie równych, a tam było inaczej. Po pierwszych tygodniach w Lubinie Piątkowski chciał nawet wrócić do domu, jednak po namowie ojca został i po czasie wywalczył sobie miejsce na boisku. Najpierw grał regularnie w zespole CLJ U-19, a później w III-ligowych rezerwach. W sumie w Lubinie spędził pięć sezonów, ale nie doczekał się debiutu w pierwszym zespole.

Piątkowski urósł razem z Rakowem
W maju 2019 roku Piątkowski związał się kontraktem z Rakowem Częstochowa, ówczesnym beniaminkiem Ekstraklasy. W tamtym czasie zarówno Raków, jak i samego piłkarza można było określać mianem piłkarskiego ''kopciuszka''. Z jednej strony zawodnik, który jeszcze nigdy nie występował na centralnym szczeblu, a z drugiej klub, który debiutuje w Ekstraklasie. Jak się później okazało — Piątkowski urósł razem z całym klubem. Choć po raz kolejny nie miał łatwego wejścia do nowej ekipy. W pierwszych miesiącach rzadko kiedy łapał się do kadry meczowej Rakowa.
Dopiero w październiku 2019 roku debiutował w wyjściowej jedenastce ''Medalików''. Od tego momentu stał się jej ważnym elementem. Warto przypomnieć, że w pierwszych meczach Ekstraklasy Piątkowskiego oglądaliśmy na pozycji prawego pomocnika. Wówczas niejednokrotnie popisał się precyzyjnym dograniem na głowę kolegi czy piekielnie mocnym uderzeniem. Dopiero po dziesięciu meczach w Rakowie Piątkowski został wypróbowany przez trenera Marka Papszuna w roli środkowego obrońcy. Solidne warunki fizyczne, kapitalny czas reakcji, a przy tym lekkość z piłką przy nodze spowodowały, że Piątkowski na tej pozycji okazał się wartością dodaną dla całego zespołu.
W następnym sezonie Piątkowski ani razu nie usiadł na ławce rezerwowych — grał wszystko od ''deski do deski''. Już na początku rozgrywek było jasne, że długo miejsca w Ekstraklasie nie zagrzeje i w powietrzu czuć było transfer do mocniejszego zespołu. W dodatku tamten sezon zakończył się wybitnie dla samego piłkarza, jak i całego klubu, który triumfował w rozgrywkach Pucharu Polski i został wicemistrzem Polski. Jakby tego było mało, to w międzyczasie Piątkowski zdążył zadebiutować w reprezentacji Polski.

Saga transferowa
W trakcie omawianego sezonu media sportowe w Polsce aż huczały o zainteresowaniu Piątkowskim przez zagraniczne kluby. W tym czasie można było nawet przeczytać o tym, że Piątkowski znalazł się na radarze Borussii Dortmund czy AC Milan. Utalentowany obrońca był łakomym kąskiem na rynku transferowym. Ostatecznie padło na austriacki Red Bull Salzburg, który wyłożył za Polaka 5 milionów euro. Transfer został przeprowadzony zimą, ale ostatecznie Piątkowski dołączył do zespołu dopiero latem.
Raz dobrze, raz źle
Następne cztery lata to istny rollercoaster w karierze Polaka. Gdy wydawało się, że zaczął budować swoją pozycję w Red Bullu, wtedy dotykała go niespodziewanie kontuzja. Już na początku swojej przygody w Austrii nie miał czasu, żeby się nacieszyć grą w Bundeslidze, bowiem po czterech spotkaniach doznał złamania w stawie skokowym. Po kilku tygodniach wrócił do zdrowia i znów zaczął łapać rytm na boisku. Wyglądał bardzo pewnie i… krach — pod koniec rozgrywek nabawił się kolejnej kontuzji. Zapewne wówczas najtrudniej było się pogodzić Piątkowskiemu z opuszczeniem większości meczów Ligi Mistrzów.
Niestety w kolejnym sezonie Piątkowski dobre fragmenty znów przeplatał pauzami na leczenie urazów. Z kolei w trzecim sezonie wydawało się, że sytuacja się poprawiła. Piątkowski do zimy regularnie łapał minuty, ale w grudniu przyplątał mu się uraz łydki, z którą zawodnik już wcześniej miał problem. Wtedy też włodarze i trener austriackiego klubu uświadomili sobie, że mimo dobrych występów Polaka, nie mogą liczyć na zawodnika i zaczęli myśleć o wypożyczeniu.
Piątkowski najpierw wylądował w belgijskim KAA Gent, tam również gdy tylko był do dyspozycji trenera, sprawował się naprawdę wyśmienicie. Po raz kolejny szybko wskoczył do składu, grał bardzo pewnie, niestety często z przerwami na leczenie drobnych urazów. W barwach Gent rozegrał 21 spotkań, w tym również w Lidze Konferencji. Mimo kilku opuszczonych spotkań w tym okresie można postawić plusika w jego karierze, całkiem nieźle odnalazł się w nowej lidze.
Następna w kolejności była Granada, gdzie Piątkowski rozegrał zaledwie 9 spotkań. Tam akurat nie pasował. Choć bez wątpienia gra w zespole, który tracił cztery, pięć, a nawet siedem bramek w jednym spotkaniu, do przyjemniejszych i najłatwiejszych nie należała.
Potem reprezentant Polski spędził kilka miesięcy w Red Bullu, a ostatnim wypożyczeniem Polaka była turecka Kasimpasa. W Turcji Piątkowski w trakcie jednej rundy rozegrał 13 spotkań i wyróżniał się na tle kolegów z zespołu. Klub nawet chciał go sprowadzić na stałe, ale dość wątpliwe dla zawodnika i agenta było to, czy na dłuższą metę ten kraj, otoczenie, liga i sam klub byłyby najlepsze dla rozwoju Piątkowskiego.
Na zagraniczną przygodę Piątkowskiego nie można patrzeć jednoznacznie. Warto podkreślić, że polski obrońca w młodym wieku, z niewielkim doświadczeniem w Ekstraklasie, wszedł do szatni solidnego europejskiego zespołu. Bez problemu wywalczył sobie miejsce w pierwszym składzie i już w pierwszym sezonie cieszył się z mistrzostwa Austrii, zdobycia krajowego pucharu czy z debiutu w Lidze Mistrzów. Piątkowski w Red Bullu rozegrał w sumie 57 spotkań. Na wypożyczeniach w Belgii, Hiszpanii i Turcji w większości meczów, także bronił się swoimi umiejętnościami. I byłoby jeszcze lepiej, gdyby nie ciągłe urazy.

Transfer do Legii — świetny z perspektywy obu stron
Dla Piątkowskiego transfer do Legii to szansa na pewną stabilizację po trzech wypożyczeniach do klubów z różnych krajów. W trakcie jego zagranicznych wojaży Ekstraklasa poczyniła największy postęp w XXI wieku. Polskie kluby kolejny sezon z rzędu grają w europejskich pucharach, wydają coraz większe pieniądze na transfery, a sama Legia w ostatnim okienku transferowym sprowadziła kilku ciekawych graczy. Ekstraklasa może ułatwić Piątkowskiemu powrót do reprezentacji Polski i być dla niego trampoliną. Za rok czy dwa piłkarz może ponownie spróbować swoich sił w Europie, w dobrym klubie, za godne pieniądze.
Z kolei Legia sięgnęła po zawodnika, który jest ograny na europejskich stadionach. Piątkowski to obrońća grający nowocześnie i skutecznie. 25-latek dysponuje świetnym wyprowadzeniem piłki, jest skuteczny w grze defensywnej, nieprzyjemny dla rywala, a przede wszystkim zawsze wykazuje duże zaangażowanie na boisku. To boiskowy ''walczak'', który w trakcie spotkania nie odstawi nogi. Takiego zawodnika Legia potrzebowała w miejsce wytransferowanego do AS Roma Jana Ziółkowskiego.

Jan Ziółkowski zdecydowany na Premier League. Inne oferty odrzucone

Pierwsza liga dopytuje o piłkarza Znicza

Nowy kontrakt Hamzy Abdelkarima. Barcelona inwestuje w młodego Egipcjanina

Manchester United blisko głośnego transferu

Szokujące informacje z Wisły Płock: prezes, trener i dyrektor sportowy...

Regulamin:
Punktacja rankingu:
Za każdy nowy komentarz użytkownik dostaje 1 punkt. Jednak, gdy narusza on nasze zasady i zostanie dezaktywowany, użytkownik straci 2 punkty. W przypadku częstych naruszeń zastrzegamy sobie możliwość nakładania wyższych kar punktowych, a nawet tymczasowych i permanentnych banów.