Wnioski, spostrzeżenia

Kilka spostrzeżeń po meczu w Edynburgu - ambicja Szkotów to za mało

Redaktor Marcin Szymczyk

Marcin Szymczyk

Źródło: Legia.Net

22.08.2025 14:50

(akt. 22.08.2025 15:03)

Piłkarze Legii Warszawa polecieli do Szkocji by wygrać z Hibernianem i wypracować sobie odpowiednią zaliczkę przed rewanżem. Legioniści zwyciężyli, choć mogli i powinni wyżej. Czas na kilka pomeczowych spostrzeżeń.

Najsłabszy z rywali - Słuchając szkockich ekspertów i samych piłkarzy, mieliśmy przeświadczenie, że awans jest obowiązkiem, gdyż legioniści sportowo są zespołem lepszym. I przebieg spotkania te wszystkie opinie potwierdził. Hibernian zaprezentowało piłkę w stylu wyspiarskim, ale takim z poprzedniej epoki, gdy obowiązywała zasada kopnij i biegnij. Rywale grali na dużej ambicji, ale bez składu i ładu, a umiejętności zwyczajnie nie mieli. Gdyby było inaczej, to po kwadransie prowadziliby dwoma bramkami. Poza trzema graczami, którzy prezentowali w miarę solidny poziom, pozostali byli po prostu słabi. Ktoś powie, że AEK też był na papierze słabszy od Legii, a wygrał! To prawda - tyle, że Cypryjczycy mieli jeden atut w postaci pogody w pierwszym meczu. Szkoci żadnego atutu nie mieli. Patrząc na rywali z jakimi do tej pory mierzyła się Legia, uważamy że Hibernian sportowy jest gorszą drużyną od Aktobe, Banika i AEK Larnaka. Zwycięstwo było więc obowiązkiem i fajnie, że stało się faktem. Szkoda jedynie, że nie było wyższe.

Dobre przygotowanie do meczu - Tym razem było inaczej niż w Larnace, gdzie założenia i zadania meczowe nie były dostosowane do warunków pogodowych. Sztab szkoleniowy wyciągnął wnioski z bolesnej lekcji w Larnace i tym razem w Edynburgu zagrał pragmatycznie. Nie było wysoko ustawionej obrony, był za to mocno zagęszczony środek pola, którym gospodarze nie mogli sobie za wiele pograć. Pozostawały im boki, gdzie Edward Iordanescu przygotował niespodziankę w postaci wahadłowych. Gra trójką w defensywie też musiała przeciwnika zaskoczyć. Może jedynie zmiany w meczu były nieco za późno, ale generalnie legioniści przyjęli bardzo mądrą strategię na spotkanie w Szkocji i zarządzanie spotkaniem też było na wysokim poziomie. Dzięki temu została wypracowana zaliczka w pierwszym meczu, choć mogła być wyższa. Nawet o tyle wyższa, ze spotkanie w Warszawie mogło być tylko formalnością. 

Gra defensywna i skuteczność do poprawy - Choć przygotowanie do meczu było bez zarzutu, to jego początek był słabiutki. Legioniści pozwolili gospodarzom narzucić warunki gry, byli niemal zaskoczeni, że Szkotom chce się biegać i odbierać piłkę w pobliżu pola karnego. A to zabrali piłkę Jueregenowi Elitimowi i przedarli się w pole karne, a to uprzedzony został Artur Jędrzejczyk i po chwili zespół uratował Kacper Tobiasz. Po dziesięciu minutach zagapił się Steve Kapuadi i Kieron Bowie trafił w boczną siatkę. Rywale hasali bezkarnie w pobliżu pola karnego i w nim, ale że średnio panowali nad piłką, to nie potrafili tego przełożyć na gola. Potem Legia opanowała sytuację, przejęła inicjatywę, strzeliła dwa gole, a mogła i powinna więcej - zwłaszcza Wahan Biczachczjan miał obowiązek umieścić futbolówkę w siatce. Ale ostatni kwadrans to powtórka z początku meczu - szanse na gola mieli Rocky Bushiri, Nicholas Cadden i Josh Mulligan. Na szczęście tylko ten ostatni zdołał pokonać Kacpra Tobiasza. Ale piłkarze Legii na zbyt wiele pozwalali słabym przecież rywalom. Gdyby te same okazje mieli gracze Cracovii, z którymi legioniści zmierzą się za dziesięć dni, to wynik końcowy byłby niestety inny niż w Szkocji. 

Niesamowity Nsame - To jest naprawdę niesamowita historia. Jeszcze pod koniec czerwca nikt raczej w przemianę Jeana Pierre Nsame nie wierzył. Nawet dyrektor sportowy Michał Żewłakow mówił, że po pierwszych sparingach mieli analizy i statystyki i nie były one dla Kameruńczyka optymistyczne. Minęło półtora miesiąca i Nsame jest najpewniejszym punktem zespołu. Wiadomo czego się po nim spodziewać, wykończenie na najwyższym poziomie. Czasem gdy nie ma pomysłu, gdy nie idzie, mamy wrażenie, że wystarczy zagrać górną piłkę w strefę gdzie przebywa „DżejPi”. A on już cos wymyśli. W czwartek nie tylko popisał się znakomitym strzałem z jedenastki, ale jeszcze lepszą asystą do Pawła Wszołka. A przecież to nie koniec - bardzo dobrze gra tyłem do bramki, zastawia się, rzadko daje się przepchnąć obrońcy, dużo widzi. Półtora miesiąca w piłce to wieczność. Dwa miesiące temu nikt na niego liczył, a dziś trudno sobie wyobrazić zespół bez niego!

Liga Konferencji stworzona dla Polski - Wprawdzie przed Legią jeszcze rewanż w Warszawie, ale już teraz można zaryzykować, że zagra w fazie ligowej Ligi Konferencji. To samo można powiedzieć o Jagiellonii Białystok. Duże szanse na grę w tej fazie rozgrywek ma też Raków Częstochowa, zaś pewniakiem jest Lech Poznań. O tym jak daleko sportowo nam choćby do Ligi Europy, która sportowo jest o półkę wyżej od Ligi Konferencji, przekonał się w czwartek „Kolejorz”. Belgowie rozjechali lechitów i nie pozostawili żadnych złudzeń. Wcześniej w Larnace boleśnie przekonała się o tym też Legia Warszawa. Wypada się cieszyć, że trzeci z pucharów powstał, że istnieje i daje możliwość punktowania do rankingu. Gdyby nie powstała Liga Konferencji to polskie drużyny udział w rozgrywkach pucharowych kończyłyby zanim ruszy szkoła. 

Komentarze (65)

Odśwież

Dodając komentarz zobowiązujesz się do przestrzegania

Komentarze osób niezalogowanych, a także zalogowanych, którzy zarejestrowali konto w ostatnich 3 dniach wymagają akceptacji administratora.

Uwaga!

Teraz komentarze są ukryte, aby poprawić komfort korzystania z serwisu Legia.Net. Kliknij przycisk „Zobacz komentarze”, aby je wyświetlić i dołączyć do dyskusji.