Wnioski, spostrzeżenia

Kilka spostrzeżeń po meczu w Larnace - zabrakło pragmatyzmu

Redaktor Marcin Szymczyk

Marcin Szymczyk

Źródło: Legia.Net

09.08.2025 12:20

(akt. 09.08.2025 20:21)

Piłkarze Legii Warszawa dość zaskakująco przegrali 1:4 z AEK w Larnace, nie poradzili sobie z rywalem, ale przede wszystkim z warunkami jakie panowały na Cyprze. Czas na kilka pomeczowych spostrzeżeń.

Jak w piekle – To było coś nieprawdopodobnego i pewnie wiele osób nie podejdzie do tego ze zrozumieniem, gdyż nie przeżyli tego na własnej skórze. Ale na Cyprze było jak w piekle i nie da się tego nawet porównać do warunków panujących np. w Kazachstanie. Legia przyleciała do Larnaki we wtorek o 21. I po wyjściu z terminala momentalnie zatykało, wilgotność powietrza sięgała 85 procent. W środę, w ciągu dnia, słońce było palące, ale wilgotność spadła do 50 procent, nieco łatwiej się oddychało, ale po zachodzie słońca wilgotność powietrza szybko wzrastała. Podobnie było w czwartek. To pogoda stworzona do odpoczynku na plaży, nad morzem, ale już nawet zwiedzanie było sporym wysiłkiem. Człowiek pocił się i męczył stojąc, a do dopiero chodząc czy biegając. I oczywiście piłkarze to zawodowi sportowcy, mają o wiele lepszą wytrzymałość i wydolność, ale jak zdradził dzień przed spotkaniem Karol Angielski, jaka by drużyna nie przyleciała do Larnaki o tej porze roku, to maksymalnie po godzinie gry piłkarzy rywala odcina, nie mają siły. Mówił też, że nowi zawodnicy AEK transferowani latem potrzebują czasu by się przyzwyczaić i móc normalnie trenować. 

Zbyt optymistyczne założenia meczowe – I w takich niezwykle trudnych warunkach był rozgrywany mecz. Spotkanie mogło się odbyć o godzinie 21. jak wiele innych starć w eliminacjach Ligi Europy, ale gospodarzom zależało na tym, aby mecz był wyznaczony na 18:30 – dzięki temu zyskiwali dodatkowy atut. I w takich warunkach trzeba było zagrać sposobem, użyć jakiegoś chytrego planu. Trener Edward Iordanescu w swoich wypowiedziach często używa słowa pragmatyzm. Tego zabrakło w meczu w Larnace, założenia taktyczne na to spotkanie były zbyt optymistyczne. Legioniści od początku spotkania grali wysokim pressingiem, na całej długości i szerokości boiska. Do piłkarza AEK, wybijającego aut w okolicy swojego pola karnego, podbiegało czterech a nawet pięciu legionistów. Linia obrony grała wysoko, przez co obrońcy musieli ścigać się z ofensywnymi piłkarzami rywala przy prostopadłych podaniach posyłanych za linię obrony. To wszystko kosztowało mnóstwo sił. Zabrakło analizy i adaptacji do warunków, dobrania do tego odpowiednich środków. Piłkarze Legii w pierwszej połowie starali się długo utrzymywać przy piłce, szybko odzyskiwać ją po stracie. Ale to spowodowało, że już około 40 minuty spotkania opadli z sił, do szatni schodzili potwornie zmęczeni. A w drugiej połowie byli już na tyle wyczerpani, że często byli bezradni w pojedynkach z przeciwnikami, nie wychodziło im niemal nic. Jesteśmy ciekawi jakby wyglądałoby to spotkania, gdyby od początku zawodnicy się cofnęli, oddali inicjatywę gospodarzom, wyczekiwali na ich błędy i wtedy próbowali z nich skorzystać. Mamy wrażenie, że wynik byłby korzystniejszy, ale tego o tym się już nie przekonamy. Gra od początku wysokim pressingiem w tych warunkach po prostu nie mogła się udać. 

Do przerwy jak równy z równym – W pierwszej połowie tak grająca Legia wyglądała nieźle, gospodarze po meczu podkreślali, że byli zaskoczeni tym jak dobrze wyglądają Polacy w pierwszej części gry. Legioniści wyszli na prowadzenie już w 2. minucie – Claude Goncalves świetnie podał do Jeana Pierra Nsame, a Kameruńczyk minął Zlatana Alomerovicia i z ostrego kata skierował piłkę do siatki. Niestety gol nie został uznany, Kameruńczyk był na minimalnym spalonym. Później „Wojskowi” stracili gola w dość pechowy sposób, piłka odbiła się od interweniującego wślizgiem Jana Ziółkowskiego i wpadła do siatki. Ale „Ziółek” szybko się zrehabilitował – minutę później odważnie wybiegł z piłką do przodu i został sfaulowany. Z rzutu wolnego kapitalnie piłkę dograł Bartosz Kapustka, a „DzejPi” pokonał bramkarza gospodarzy. Później legioniści mieli jeszcze sytuację sam na sam, ale Nsame przegrał pojedynek z Alomeroviciem. Bramkarz wygrał też pojedynek z Pawłem Wszołkiem, a raz strzał „Kapiego” zmierzający do bramki został wybity przez obrońcę. Legia mogła więc do przerwy prowadzić, ale zawiodła skuteczność. Niestety okazało się, taki styl kosztował graczy Iordanescu zbyt wiele sił i w drugiej części gry już tak dobrych okazji nie było. 

Suma szczęścia zawsze równa się zero – Piłkarze Legii w tym sezonie mieli do tej pory nieco szczęścia – piłkarze Lecha Poznań dwukrotnie obili poprzeczkę, w starciu z Koroną Remacle trafił w słupek, zawodnicy Banika w dwumeczu dwukrotnie trafiali w słupek i raz w poprzeczkę, a Arka Gdynia najpierw trafiła w poprzeczkę a później w słupek. Wydawało się, że w Larnace będzie podobnie – w pierwszej połowie, po rzucie rożnym, w poprzeczkę główkował Roberge. Ale później się okazało, że limit szczęścia się wyczerpał i rywale zaczęli trafiać w bramkę. Nie pomagała defensywa Legii, która w Larnace spisała się słabo. Już na początku drugiej połowy spotkania Karol Angielski bez większego problemu umieścił piłkę w siatce – w pobliżu znajdowali się Rafał Augustyniak i Petar Stojanović, ale nie zdołali mu przeszkodzić. Po tym trafieniu AEK zepchnął graczy Legii do głębszej defensywy. Efektem był piękny strzał Yersona Chacona, do którego nie doskoczyli ani Jan Ziółkowski, ani Bartosz Kapustka. Na koniec było niefortunne trafienie samobójcze Milety Rajovicia. Legioniści mogli stracić kolejne bramki – Paweł Wszołek uratował zespół wybijając piłkę z linii bramkowej, a rywale mieli groźną kontrę w sytuacji 3 na 2. Niestety, po raz kolejny potwierdziło się, że warszawski zespół ma poważne problemy z obroną przy stałych fragmentach gry przeciwnika.

Schody przed rewanżem – Niestety wynik 1:4 powoduje, że szansa na awans mocno się oddaliła od legionistów. Trzy bramki zaliczki to coś, czego dobry i mądry trener nie powinien roztrwonić. Oczywiście w piłce wszystko jest możliwe, również taka remontada. Nie jest trudno sobie przecież wyobrazić, że Legia na początku meczu strzela gola, podobnie jak w Larnace, tyle że uznanego i to napędza piłkarzy, a szalejące trybuny niosą zespół do kolejnych ataków. To wszystko jest możliwe, ale trzeba też realnie stwierdzić, że będzie o to niezwykle trudno. Tym bardziej, że szkoleniowiec AEK pokazał, że jest dość elastyczny, potrafił na mecz z Legią zmienić ustawienie zespołu, a w trakcie spotkania modyfikować założenia na mecz. AEK sportowo wydaje się być zespołem słabszym od Banika, w Warszawie trzeba rywala zdominować i sporo ryzykować. Niestety zespołowi nie pomoże w tej walce Bartosz Kapustka, który opuścił boisko w Larnace po dwóch żółtych kartkach i w konsekwencji czerwonej. Być może sztab medyczny postawi na czwartek na nogi Juergena Elitima, ale stoi to pod dużym znakiem zapytania. 

Komentarze (101)

Odśwież

Dodając komentarz zobowiązujesz się do przestrzegania

Komentarze osób niezalogowanych, a także zalogowanych, którzy zarejestrowali konto w ostatnich 3 dniach wymagają akceptacji administratora.

Uwaga!

Teraz komentarze są ukryte, aby poprawić komfort korzystania z serwisu Legia.Net. Kliknij przycisk „Zobacz komentarze”, aby je wyświetlić i dołączyć do dyskusji.