Wnioski, spostrzeżenia

Kilka spostrzeżeń po meczu w Niecieczy – wynik o wiele lepszy niż gra

Redaktor Marcin Szymczyk

Marcin Szymczyk

Źródło: Legia.Net

12.05.2026 17:00

(akt. 13.05.2026 14:33)

Piłkarze Legii Warszawa wygrali w niedzielę w Niecieczy 1:0 po bardzo słabym meczu. Czas na kilka pomeczowych spostrzeżeń.

Święto w regionie – Przyjeżdżając do Niecieczy w niedzielę można było wyczuć atmosferę piłkarskiego święta, które zbliża się wielkimi krokami. Okolice stadionu były pełne kibiców, ogromne kolejki do klubowego sklepu i stoisk z jedzeniem, parking przy stadionie przepełniony, ludzie elegancko ubrani, kobiety w pełnym makijażu i strojach wieczorowych na trybunie głównej. Dzieci opowiadające z wypiekami na twarzy o różnych spotkaniach, rodzice wspominający mecze z poprzednich sezonów. Pojawili się nawet ultrasi, którzy prowadzili żywiołowy doping. Przyjazd Legii był czymś wyjątkowym dla miejscowych kibiców. Mimo słabego sezonu, nazwa Legia przyciągnęła na stadion nawet rzadkich bywalców. Tym bardziej szkoda, że do tej atmosfery ewidentnie nie dojechało sportowe widowisko. 

Tylko początek przyzwoity – Piłkarze Legii zaczęli solidnie, zdominowali środek pola, szybko odzyskiwali piłkę po jej stracie, pressing był efektywny, legioniści wymieniali kolejne podania i tworzyli sobie sytuacje – zagrożenie powstawało tylko z prawej strony boiska. Stamtąd Kacper Chodyna dograł piłkę na głowę Jeana Pierra Nsame, który jednak główkował ponad bramką. Kolejna akcja tą stroną boiska przyniosła gola – Juergen Elitim zagrał do Kamila Piątkowskiego, ten odegrał do Kacpra Chodyny i pobiegł do przodu. Otrzymał piłkę zwrotną i spod linii końcowej dośrodkował wprost na głowę Rafała Adamskiego, który lekkim, ale precyzyjnym strzałem pokonał Adriana Chovana. Był to pierwszy celny strzał Legii i jak się później okazało ostatni. 

Po strzeleniu gola, obraz gry się zmienił. Piłkarz Legii z piłką przy nodze był w ruchu, reszta stała i obserwowała, nie wybiegała na pozycje. W ten sposób piłkarze Marka Papszuna budowali akcje, ale byli przy tym dość niechlujni. Przez to na boisku niewiele się działo ze strony Legii. A gospodarze coraz śmielej atakowali. W 32. minucie po rzucie rożnym Rafała Kurzawy piłkę tak piąstkował Hindrich, że spadła na głowę Sergio Guerrero. Zawodnik Bruk-Betu oddał strzał, ale trafił w słupek. Po chwili Damian Hilbrycht dośrodkował w pole karne, Kamil Zapolnik wygrał głowę z Radovanem Pankovem, ale posłał futbolówkę ponad bramką. Do przerwy nie działo się już nic, nie było żadnej składnej akcji z obu stron. 

Termalica dominowała = Tuż po zmianie stron gospodarze mieli wymarzoną okazję do wyrównania. Hilbrycht posłał prostopadłe podanie w pole karne do Macieja Ambrosiewicza, ten przełożył sobie Rafała Augustyniaka i uderzył na bramkę – znakomicie zachował się jednak Hindrich. Po chwili po dośrodkowaniu w pole karne Zapolnik trafił w rękę Piątkowskiego, ale sędzia uznał, że obrońca Legii nie miał możliwości by tego zagrania uniknąć, został trafiony z bliskiej odległości. I od tego momentu gra Legii wyglądała jeszcze gorzej – legioniści się cofnęli, oddali inicjatywę gospodarzom i skupili się na obronie niskiej, na bronieniu przestrzeni w polu karnym i tuż przed „szesnastką”. Gracze Marcina Brosza częściej byli przy piłce, częściej konstruowali ataki. Brakowało im jednak pomysłu na zasieki obronne Legii i nieco jakości w rozegraniu i wykończeniu. Zamiast mocno dograć piłkę w pole karne lub oddać strzał, były dogrania piłki, która szybowała niczym balon i nie było z tego żadnego zagrożenia. W ten sposób gospodarze nie dawali szans na popełnienie błędu ani obrońcom, ani bramkarzowi. Choć i tak mieli jeszcze jedną wymarzoną szansę – piłkę w polu karnym w prezencie od Kamila Piątkowskiego otrzymał Radu Boboc i mając przed sobą tylko Otto Hindricha trafił w kolano swojego rodaka. Legia momentami miała problem z wyjściem z własnej połowy boiska, została zdominowana przez ostatnią drużynę w tabeli. W końcówce było dużo przerw, brudnej gry i skończyło się na utrzymaniu skromnego wyniku. 

Historyczna wygrana – Legioniści zagrali najsłabszy mecz w Niecieczy w historii, ale po raz pierwszy wygrali na tym terenie – taki paradoks. Zespół zdegradowanego już Bruk-Betu oddał więcej strzałów, miał cztery razy więcej uderzeń celnych, wyższy współczynnik goli oczekiwanych, większe posiadanie piłki – 59 procent, więcej rzutów rożnych – sześć razy więcej, wykonał blisko dwieście podań więcej! I jakby tego było mało, to przebiegł więcej kilometrów – blisko 3,5 km. więcej. Ale to Legia strzeliła jedynego gola – wygrała pierwszy raz w historii w Niecieczy i po meczu cieszyła się z tej wygranej naprawdę głośno. Legioniści w 2026 roku poprawili grę w obronie i szeroko rozumianą organizację gry (choć akurat mecz w Niecieczy nie jest tego dobrym przykładem), ale w ofensywie wyglądali słabo i nie zagrali wielu dobrych meczów. Mimo to w tabeli za ten rok zajmują trzecie miejsce w ekstraklasie – więcej punktów w 2026 roku zdobyli jedynie GKS Katowice i Lech Poznań. To pokazuje, jak niewiele trzeba było, aby załapać się do europejskich pucharów. Niestety tak się prawdopodobnie nie stanie. Realnie Legia może jednak myśleć o zajęciu siódmego miejsca grając jeden z najgorszych sezonów w ostatnich latach. To tylko pokazuje jak słaby poziom prezentowała cała liga. 

Dwa różne mecze Hindricha i Augustyniaka – Już w ósmej minucie Rafał Augustyniak zbiegł do prawej strony by Otto Hindrich mógł do niego zagrać piłkę. Tak też się stało, ale przed "Augustem" wyrósł rywal, więc Rafał się odwrócił i zagrał tam, gdzie był Hindrich gdy podawał mu piłkę 3-4 sekundy wcześniej. Tyle, że nie spojrzał, zagrał na pamięć, a tam bramkarza Legii już nie było – wymarzone podanie otrzymał za to Kamil Zapolnik i wyszedł sam na sam z golkiperem Legii. Ten pojedynek wygrał jednak Rumun. I niestety tak wyglądała większość meczu w wykonaniu obu graczy. W 30. minucie Augustniak miał szanse na strzelenie gola, poszedł za akcją Adamskiego, otrzymał podanie po ziemi będąc w polu karnym, ale nie trafił w piłkę. Dziesięć minut później wyprowadzając akcję od tyłu podał wprost pod nogi rywala, na szczęście działo się to w dość bezpiecznej strefie i jego błąd naprawili koledzy. Tuż po przerwie Ambrosiewicz z dużą swobodą ograł Augustyniaka w polu karnym i strzelił na bramkę – ponownie jednak górą był Otto. Podobnie było, gdy obronił sytuację sam na sam ze swoim rodakiem po błędzie Piątkowskiego. 

Wg. Wyscouta Augustyniak 15 razy tracił posiadanie piłki, w tym 8 razy na własnej połowie, ale też 18 razy posiadanie piłki odzyskiwał – 6 razy na połowie rywala. Miał 7 przechwytów, 3 razy pomylił się jednak w sposób, który mógł skutkować golem dla rywala – dwukrotnie skórę uratował mu Hindrich. Otto obronił 4 strzały, przy 3 musiał opisać się refleksem i dobrym zachowaniem. Współczynnik xCG - czyli oczekiwanej liczby goli, które bramkarz „powinien” stracić na podstawie jakości strzałów lecących w bramkę – wynosił 1,43. Do tej pory Hindrich nie miał wiele pracy, ale w Niecieczy po raz pierwszy był bohaterem, wybronił Legii mecz. 

Komentarze (74)

Odśwież

Dodając komentarz zobowiązujesz się do przestrzegania

Komentarze osób niezalogowanych, a także zalogowanych, którzy zarejestrowali konto w ostatnich 3 dniach wymagają akceptacji administratora.

Uwaga!

Teraz komentarze są ukryte, aby poprawić komfort korzystania z serwisu Legia.Net. Kliknij przycisk „Zobacz komentarze”, aby je wyświetlić i dołączyć do dyskusji.