Wnioski, spostrzeżenia

Kilka spostrzeżeń po meczu z AEK Larnaka - zmiany zabiły mecz

Redaktor Marcin Szymczyk

Marcin Szymczyk

Źródło: Legia.Net

15.08.2025 22:25

(akt. 17.08.2025 01:00)

Piłkarze Legii Warszawa wygrali 2:1 z AEK Larnaka, ale nie awansowali do kolejnej rundy Ligi Europy. Rozczarowali zwłaszcza grając w przewadze. Czas na kilka pomeczowych spostrzeżeń.

Pomysł na mecz - Trener Edward Iordanescu miał ograniczone pole wyboru w środku pola. Claude Goncalves doznał urazu, który wykluczy go na dłużej, zaś Bartosz Kapustka obejrzał przed tygodniem w Larnace czerwoną kartkę. W środę po raz pierwszy z zespołem ćwiczył Juergen Elitim, ale Kolumbijczyk nie był jeszcze gotowy w stu procentach. Przed meczem brano pod uwagę różne warianty - mógł zagrać od początku, ale w przerwie być zmienionym, albo wejść na murawę w końcówce gdyby była taka potrzeba. Ostatecznie wygrał rozsądek - lepiej było nie ryzykować zdrowia „Eliego” i cieszyć się jego grą w kolejnych tygodniach. Tym samym szkoleniowiec wiele wymyśleć nie mógł, zmienił ustawienie i zdecydował się na proste i mogące przynieść oczekiwany rezultat rozwiązanie. Skład Legii w polu wyglądał bowiem tak: 196, 189, 194 - 174, 168, 186, 172, 186 - 188, 192. Te liczby to centymetry, jak widać w jedenastce znalazło się tylko trzech piłkarzy o wzroście poniżej 185 cm. Pomysł więc nie był wyszukany, ale mógł przynieść efekty - były nim dogrania w pole karne oraz stałe fragmenty gry. To miała być broń Legii w tym spotkaniu. 

Zabrakło skuteczności - I taki pomysł zaskoczył przeciwnika, który nie był na to przygotowany. W pierwszej połowie AEK poza strzeloną, ale nieuznaną bramką, był kompletnie bezradny. Pierwsza groźna akcja Legii - Ruben Vinagre zagrał w pole karne, tam głową Paweł Wszołek zgrał do Jean Pierre Nsame, który będąc sam naprzeciw Zlatana Alomerovicia fatalnie skiksował. Nie trafił dobrze w piłkę i ta zamiast do siatki przeleciała kilka metrów obok bramki. Kolejne podanie Wszołka do rozpędzonego Kameruńczyka już skończyło się golem. 1:0 po 10 minutach, a już w 16 minucie było 2:0 - Wahan Biczachczjan dośrodkował na głowę Milety Rajovicia i ten strzałem pod poprzeczkę podwyższył prowadzenie. Początek marzenie, legionistom brakowało jednego trafienia do odrobienia strat. Wydawało się, że będzie to kwestia minut, ale wtedy zaczęło się pudłowanie. Płaski strzał Nsame wybronił bramkarz AEK, kilka minut później po uderzeniu z bliska Nsame, ponownie piłka wylądowała w rękach golkipera. Przed końcem pierwszej części gry Kacper Tobiasz posłał dalekie podanie do Vinagre, ten z pierwszej piłki zagrał do Rajovicia, który miał stuprocentową sytuację, ale Mileta posłał piłkę nad poprzeczką. Po zmienie stron Jan Ziolkowski dogrywał w pole karne, ale nad bramką główkował Rajović, a po chwili po dośrodkowaniu Biczachczjana Duńczyk uderzył tuż obok słupka. Potem był już tylko jedna okazja - po podaniu Miguela Alfareli nad bramką strzelił Nsame. Jak widać okazje były i można było pokusić się o dogrywkę, ale zabrakło skuteczności, choć nie tylko - ale o tym poniżej. 

Zmiany zabiły mecz - Przez godzinę plan na mecz trenera Edwarda Iordanescu lepiej lub gorzej ale funkcjonował. Legioniści mieli czasem zbyt długie przestoje w grze, ale w końcu do kolejnych sytuacji dochodzili - to, że je marnowali to już inna sprawa. Niestety pierwsza zmiana w tym spotkaniu właściwie zabiła ten mecz. Miletę Rajovicia zastąpił Migouel Alfarela a więc napastnik o zupełnie innym profilu. Tym samym zmianie uległa struktura gry i sam pomysł na grę. Nie było już dwóch wysokich atakujących w polu karnym. I w zasadzie w tym momencie skończyły się jakiekolwiek groźne okazje w tym spotkaniu dla legionistów. Jedyna została już wcześniej opisana gdy Alfarela z boku dograł w pole karne do Nsame. Kolejne zmiany nie pomagały - ani Arkadiusz Reca, ani Petar Stojanović ani Wojciech Urbański nie wnieśli ożywienia i energii do gry „Wojskowych”. Ostatni z rezerwowych Ilja Szkurin też nie, a dodatkowo wyglądał na nieco zagubionego. Im więcej było na murawie zmienników, tym mecz stawał się coraz bardziej bezbarwny i senny.

Rozczarowanie - Po meczu czuliśmy lekkie rozczarowanie. Wiadomo, że dwumecz został przegrany na wyjeździe. W Larnace żle została dobrana taktyka - wysoki pressing, wysoko grająca obrana - to się nie mogło udać w warunkach jakie panowały na Wyspie Afrodyty. Legioniści musieli opaść z sił i tak się stało. Gospodarze wbili „Wojskowym” cztery gole i wiadomo było, że o odrobienie strat będzie niezwykle trudno. Ale w Warszawie Legia szybko strzeliła dwa gole, a potem przez 25 minut grała w przewadze - efekt dwóch żółtych kartek i w konsekwencji czerwonej dla Jeremi Gnaliego. I Legia grając w przewadze tylko raz zagroziła bramce rywala. Legioniści byli zaskoczeni faktem grania w przewadze i nie wiedzieli za bardzo co z tym faktem zrobić. Zamiast szaleńczych ataków, które raz za razem sunęły na bramkę przeciwnika, oglądaliśmy nieco senną i bezbarwną grę, bez pomysłu na coraz lepiej i pewniej wyglądających gości. I właśnie taka postawa powoduje rozczarowanie. Gdyby gracze Edwarda Iordanescu przez ostatnie 25 minut stworzyli kilka sytuacji, ostrzeliwali bramkę Alomerovicia, ale nic nie wpadło by do sieci, to odbiór byłby zupełnie inny. A tak trzeba przyznać, że mocno średnia sportowo drużyna AEK awansowała całkowicie zasłużenie. 

Rotacja musi dotyczyć wszystkich - Pisaliśmy już o tym, że grając co trzy dni, na trzech frontach, trzeba mieć szeroką kadrę i trzeba umiejętnie rotować siłami zawodników - zwłaszcza tych kluczowych. Nie ma sensu granie jednym składem, bo zmęczenie się nawarstwia i prowadzi do urazów. Nie ma sensu też wymiana niemal całego składu - przekonaliśmy się o tym w spotkaniu z Arką Gdynia. Trzeba znaleźć złoty środek, umiejętnie wymieniać zawodników w kolejnych spotkaniach, tak by każdy miał okazję odsapnąć, bez straty dla zespołu. Niestety szeroka kadra to nie wszystko, trzeba jeszcze z piłkarzy rezerwowych korzystać. Przyznamy szczerze, że zaskoczyło nas to, ze niektórzy gracze w ostatnim tygodniu byli mocno eksploatowani we wszystkich trzech spotkaniach. Wszyscy wiemy, że przygotowanie fizyczne Pawła Wszołka zawsze jest na wysokim poziomie, ale nie jest on terminatorem! Tymczasem w Larnace zagrał cały mecz - był bardzo zmęczony w drugiej połowie, a to rzadko mu się zdarza, ale dograł mecz do końca. Trzy dni później z GKS-em Katowice znów zagrał cały mecz - strzelił gola i miał asystę. I w rewanżowym starciu z AEK znów zagrał od pierwszej do ostatniej minuty. A że było dość gorąco, to zmęczenie się nawarstwiało i Paweł Wszołek w drugiej połowie przegrał kilka piłek, które normalnie by wygrał. Poza tym na stratę Pawła Wszołka po prostu nas nie stać, jest to zbyt cenny w tej chwili dla Legii zawodnik. Szkoda więc, że gra wszystko nawet gdy nie musi. Po to przecież został sprowadzony Petar Stojanović, by mógł czasem „Wszołiego” nieco zluzować. 

Komentarze (109)

Odśwież

Dodając komentarz zobowiązujesz się do przestrzegania

Komentarze osób niezalogowanych, a także zalogowanych, którzy zarejestrowali konto w ostatnich 3 dniach wymagają akceptacji administratora.

Uwaga!

Teraz komentarze są ukryte, aby poprawić komfort korzystania z serwisu Legia.Net. Kliknij przycisk „Zobacz komentarze”, aby je wyświetlić i dołączyć do dyskusji.