Wnioski, spostrzeżenia
fot. Marcin Szymczyk

Kilka spostrzeżeń po meczu z Arką - zmiennicy zrobili dobrą robotę

Redaktor Marcin Szymczyk

Marcin Szymczyk

Źródło: Legia.Net

09.02.2026 14:50

(akt. 09.02.2026 14:59)

Piłkarze Legii pojechali do Gdyni po trzy punkty w meczu z Arką, ale do Warszawy wrócili z jednym. I trzeba przyznać, że punkt wywalczony rzutem na taśmę trzeba w obecnej sytuacji szanować. Gdyby nie gol Antonio Colaka w 94. minucie meczu sytuacja byłaby fatalna, a tak jest "tylko" zła. Czas na kilka pomeczowych spostrzeżeń.

Przedmeczowe gierki – Przed meczem Arki z Legią trenerzy Marek Papszun i Dawid Szwarga rozpoczęli swoją grę. Szkoleniowiec Legii nie chciał zdradzić, kto nie dokończył treningu pod balonem i nie będzie brany pod uwagę przy ustalaniu składu. Stwierdził za to, że będzie brany pod uwagę Jean Pierre Nsame – po półrocznej kontuzji i dwóch niepełnych treningach z zespołem. Wszystko po to, by zasiać ziarno niepewności u trenera rywala. O wiele dalej poszedł jednak Szwarga. Pierwotnie zgłosił do gry w wyjściowym składzie Vladislavsa Gutkovskisa, jednak tuż przed pierwszym gwizdkiem poinformowano, że doznał urazu na rozgrzewce i od początku spotkania zastąpi go Nazarij Rusyn. Łotysz pojawił się jednak na boisku w 63. minucie. Szkoleniowiec Arki podkreślał po meczu, że nie był to żaden fortel. Jak wyjaśnił, plan zakładał sprawdzenie Gutkovskisa podczas rozgrzewki. Mikrouraz wykluczał jednak jego występ od pierwszej minuty — zawodnik był przygotowany maksymalnie na około 30 minut gry. Tyle, że w rozmowie z Canal+ nie potwierdził tego Rusyn mówiąc, że już wczoraj wiedział, że zagra od pierwszej minuty. 

Arka Gdynia - Legia Warszawa 2:2

Dwa celne strzały Arki, dwa gole – Legioniści dobrze zaczęli mecz z Arką w Gdyni, Było sporo biegania oraz dość wysoki i skuteczny pressing, który zmuszał gospodarzy do wybijania piłek. Gdy Arka wyprowadzała piłkę spod bramki, do pressingu ruszali Wahan Biczachczjan, Kacper Urbański i Mileta Rajović. Gdy bramkarz lub jeden z obrońców posyłali dalekie podanie do przodu, to w okolicach środka boiska akcję kasowali wychodzący wysoko Radovan Pankov lub Rafał Augustyniak. Gracze Arki pierwszą sytuację stworzyli sobie po błędzie Kamila Piątkowskiego – wtedy sytuację wyjaśnił Bartosz Kapustka. Niestety druga akcja Gdynian skończyła się pierwszym celnym strzałem i pierwszym golem. Po dość wątpliwym rzucie rożnym Sebastian Kerk dograł piłkę na piąty metr. Tam Piątkowski był źle ustawiony względem Michała Marcjanika, popełnił błąd w kryciu w strefie, za którą odpowiadał, natomiast Kacper Tobiasz zamiast wyjść do dośrodkowania i zgarnąć w powietrzu piłkę, to został na linii. Bramkarz po prostu misi ruszyć do takiej piłki. W efekcie Marcjanik nawet nie musiał do piłki skakać, trafił ją będąc tyłem do bramki i umieścił futbolówkę w siatce. Legioniści tworzyli sytuacje po strzałach z dystansu – uderzali Kapustka, Biczachczjan czy Urbański, ale dobrze bronił Damian Węglarz lub legioniści byli nieprecyzyjni. Po zmianie stron Arka za sprawą Nazarija Rusyna oddała drugi strzał na bramkę – pierwszy niecelny. Napastnikowi w ostatniej chwili podskoczyła piłka i posłał ją ponad bramką. Drugą szansę były zawodnik Legii już wykorzystał – Ermal Krasniqi zagrał piłkę wprost pod nogi Kerka, który ruszył z kontrą, podał w tempo do rozpędzonego Rusyna, który zbiegł do środka i pewnym strzałem podwyższył prowadzenie. I wydawało się, że to trafienie zakończyło mecz. Legioniści do 90 minuty przegrywali 0:2 i nic nie zapowiadało tego, że mogą losy spotkania odmienić. 

Przełamanie Colaka – Legia zgodnie z przewidywaniami rozpoczęła mecz z Miletą Rajoviciem w składzie. Trener Marek Papszun nie chciał posadzić go na ławce po niestrzelonym rzucie karnym w starciu z Koroną Kielce, nie chciał go w taki sposób skasować. Ale w Gdyni Duńczyk ponownie nie zagrał dobrego meczu. Na 48 kontaktów z piłką miał tylko 20 udanych, wygrał tylko 8 z 25 pojedynków z rywalami, w ofensywnych pojedynkach było to 1 na 6. Oddał 2 strzały na bramkę, oba niecelne. Miał 3 kontakty z piłką w polu karnym i współczynnik goli oczekiwanych na poziomie 0,18. Miał 12 utraconych posiadań piłki, w tym 2 na własnej połowie boiska. O wiele lepiej wypadł Antonio Colak, który wszedł na murawę w 75 minucie spotkania. Pokazywał się do gry, był bliski przejęcia podania od Wojciecha Urbańskiego i znalezienia się sam na sam z bramkarzem. W końcu w 90 minucie wykorzystał podanie z rzutu rożnego od Krasniqiego i głową umieścił piłkę w bramce. Widać, że wstąpiły w niego dodatkowe pokłady energii, podobnie jak w asystującego Kosowianina. Ten wywalczył w 94 minucie kolejny rzut rożny i za drugi razem posłał piłkę znów na głowę Chorwata, który wyrównał stan meczu. Colak miał 10 kontaktów z piłką, w tym 7 było udanych. Oddał 2 strzały na bramkę, oba celne i zakończone golem – choć miał tylko 2 kontakty z piłką w polu karnym i jego współczynnik goli oczekiwanych to 0,26. 2 razy podawał, za każdym razem celnie. Stoczył 3 pojedynki z rywalami, wygrał wszystkie. Miał jedno utracone posiadanie piłki i jeden odbiór. Colak został bohaterem spotkania i wywalczył sobie miejsce w pierwszym składzie w kolejnym meczu. Nie wyobrażamy sobie, żeby starcie w Katowicach rozpoczął z ławki rezerwowych. 

Dobre zmiany młodych – Nie tylko Antonio Colak dał dobrą zmianę, pochwalić należy też graczy młodych – Samuela Kovacika, Wojciecha Urbańskiego i Jakuba Żewłakowa. Debiutujący Kovacik grał bez kompleksów, starał się być pod grą – raz robiąc akcje lewą stroną, a raz prawą. Widać, że piłka na ciężkiej murawie mu nie przeszkadzała, potrafił zrobić użytek ze swojej techniki. Widać też, że koledzy mieli do niego zaufanie często podając mu piłkę. Niestety chłopak przegrywał pojedynki siłowe – odbijał się niemal od rosłych rywali. Ale to frycowe, które musiał zapłacić. Dobrą zmianę dał również Żewłakow – dał sygnał do ataków strzałem z dystansu, posłał idealne dośrodkowanie na głowę Rajovicia. Widać też było, że czerpie radość z gry, że ambicją i zaangażowaniem mógłby obdzielić kilku kolegów z zespołu. Z kolei Wojtek Urbański zagrał dojrzale i odpowiedzialnie, nie bał się wejść w drybling z rywalem, wykazał się dobrym przeglądem pole i podaniami – do Żewłakowa, gdy ten uderzył na bramkę, posłał świetne podanie w pole karne do Colaka, któremu niewiele brakowało, aby wyszedł sam na sam z bramkarzem, idealnie w tempo zagrał na wolne pole do Krasniqiego. Brawo – oby tak dalej. Tym występem wszyscy zapracowali na kolejne szanse gry. 

Pomeczowe rozczarowania – Po meczu rozczarowani byli fani Arki i fani Legii. Nawet w sali konferencyjnej wśród dziennikarzy były narzekania. Ci sprzyjający „Wojskowym” mówili o ewidentnym rzucie karnym po tym jak w 80. minucie spotkania Rajović trafił piłką w rękę zawodnika gospodarzy. – Wszystko pod górkę, sędziowie nigdy nie sprzyjają Legii – mówiono. Druga strona również miała pretensje do arbitra – Colak odepchnął zawodnika ręką i dzięki temu doszedł do strzału. Jak sędzia mógł tego nie gwizdnąć. Sędziowie nigdy nie cofną Legii gola strzelonego w ostatniej minucie – komentowali ludzie sprzyjający Arkowcom. Naszym zdaniem sędzia udźwignął ciężar spotkania – nie dał się nabierać na „padolino” i różnego rodzaju symulki. 

 

Statystyki meczowe dostarczony przez Superscore

Komentarze (137)

Odśwież

Dodając komentarz zobowiązujesz się do przestrzegania

Komentarze osób niezalogowanych, a także zalogowanych, którzy zarejestrowali konto w ostatnich 3 dniach wymagają akceptacji administratora.

Uwaga!

Teraz komentarze są ukryte, aby poprawić komfort korzystania z serwisu Legia.Net. Kliknij przycisk „Zobacz komentarze”, aby je wyświetlić i dołączyć do dyskusji.