
Kilka spostrzeżeń po meczu z Bruk Betem - Nic śmiesznego
10.11.2025 20:45
(akt. 12.11.2025 09:40)
Skład niemal optymalny a na boisku lipa - Legia w niedzielę podejmowała ostatnią drużynę w tabeli, ale patrząc na skład wyjściowy nikt czerwonej latarni nie zlekceważył. Jedenastka była zbliżona do optymalnej - biorąc pod uwagę urazy. Do obrony za kontuzjowanego Radovana Pankova wskoczył Kamil Piątkowski, który przecież miał świetny początek w zespole. Po raz drugi w środku pola wystąpił Kacper Urbański. Obok niego Juergen Elitim i Damian Szymański. Znalazło się miejsce dla Wojciecha Urbańskiego, który na grę od pierwszej minuty sobie zapracował. Jedynie w ataku można dyskutować czy lepszy jest Antonio Colak czy może jednak Mileta Rajović - ale to dyskusja akademicka, obaj nie dają drużynie tego, co powinni. Przez pierwsze 20 minut gra Legii nie wyglądała źle - była wymienność pozycji, akcje, strzały. Szanse na gola mieli Kamil Piątkowski, Antonio Colak czy Juergen Elitim. Wszystko jednak szybko padło jak domek z kart - po straconym golu. Zawodnicy przestali trzymać pozycje, popełniali proste błędy, nie asekurowali się, zniknęła dyscyplina taktyczna. Efektem tego była porażka, która nie miała prawa się wydarzyć. Oglądając to wszystko przypomniał mi się kolejny raz sezon, gdy zespół objął Marek Gołębiewski - wtedy też jeden gol, czasem jedno złe zagranie, powodowało jakąś blokadę w głowie i całą spiralę złych zagrań, a w efekcie kolejne porażki. Wtedy nie było łatwo odwrócić ten bieg zdarzeń, udało się to Aleksandrowi Vukoviciowi, ale kosztowało go to mnóstwo sił, energii i nerwów. Kto zrobi to tym razem? Nie wiemy tego, ale jeśli ktoś taki się nie znajdzie, to wiosna będzie naprawdę nieciekawa. Póki co jest sytuacja znana z poprzednich sezonów - w czwartki widzimy dużo chęci, zaangażowania. Nie zawsze w tym sezonie to idzie w parze z wynikami, ale ambicji w czwartki nikomu nie brakuje. Ale ta energia ulatuje w niedzielę, na rodzimych boiskach. Póki ten stan rzeczy się nie zmieni, to Legia niczego w ekstraklasie nie wygra.
Błędy i brak nauki na błędach - Błędy w piłce są czymś normalnym, bez nich większość meczów kończyłaby się rezultatem bezbramkowym. Ale warto na błędach się uczyć i wyciągać wnioski. Tego nie widzieliśmy. W czwartek w starciu z NK Celje Legia drugi gol straciła w taki sposób, że dośrodkowanie w pole karne zostało wybite przez Steve Kapuadiego przed „szesnastkę”. Tam jednak nie było Rafała Augustyniaka, który pełnił w tym momencie rolę trzeciego środkowego obrońcy. Zan Karnicnik miał więc dużo czasu miejsca, przymierzył i strzelił gola. W niedzielę, pierwszą bramkę dla Bruk Betu poprzedziła podobna sytuacja. Dośrodkowanie w pole karne zostało wybite przez Antoniego Colaka przed "szestnastkę", a tam nikogo nie było. Arkadiusz Kasperkiewicz miał dużo czasu i miejsca by przymierzyć i oddać strzał. Tym razem Kacper Tobiasz zdołał odbić piłkę do boku, ale 45 sekund później i tak musiał wyciągać futbolówkę z siatki. Kasperkiewicz tym razem nie strzelał, a dogrywał w pole karne. Damian Szymański i Steve Kapuadi skupili się na tym samym zawodniku, a w tym czasie Krzysztof Kubica z łatwością wygrał walkę o pozycję z Rubenem Vinagre. A że Portugalczyk znacznie ustępował warunkami fizycznymi rywalowi, to ten z łatwością skierował piłkę do bramki. Co gorsze, Ruben nawet mu specjalnie nie przeszkadzał.
Druga bramka to już kryminał i seria nieprawdopodobnych błędów. Steva Kapuadi mając do wyboru trzech kolegów zagrał wprost pod nogi Andrzeja Trubehy. Ten biegł sobie przez 50 metrów przez nikogo nieatakowany. Niby gonił go Rafała Augustyniak ale rozpędzał się jak ta lokomotywa - ciężko, mozolnie i ospale. Powinien zrobić wszystko by go dogonić i sfaulować, ale ewidentnie miał jakieś problemy motoryczne. Trubeha wyłożył piłkę do Sergio Guerrero, który był sam na sam z Kacprem Tobiaszem. Jego uderzenie „Tobi” zdołał jeszcze odbić, ale wobec dobitki niepilnowanego przez nikogo w polu karnym Trubehy był już bezradny. I tak legioniści w 4 meczach między zgrupowaniami kadr narodowych na 12 możliwych punktów w lidze zdobyli 2. To kolejny mecz w tym sezonie, gdy Legia chcąc zdobyć bramkę zapomina o obronie i efekt jest odwrotny od zamierzonego.
Fatalne ostatnie mecze - Kapitan Legii Bartosz Kapustka odkąd jest w Legii Warszawa piąty raz pojechał na zgrupowanie reprezentacji Polski, ale jeszcze nigdy nie udał się tam po wygranym meczu. W 2024 roku, przed październikowymi spotkaniami kadry Legia zremisowała 1:1 z Jagiellonią w Białymstoku. Natomiast przez listopadowymi starciami z orłem na piersi była porażka 2:5 z Lechem w Poznaniu. W 2025 roku przed wrześniowymi meczami Polski była porażka 1:2 z Cracovią, przed październikowymi meczami kadry była przegrana w Zabrzu 1:3. Przełamanie miało nastąpić w niedzielę, przed listopadowymi meczami drużyny prowadzonej przez selekcjonera Jana Urbana, ale nieoczekiwanie i tym razem się nie udało - jak wiemy skończyło się wstydliwą porażką na własnym stadionie 1:2 z Bruk Betem. Niby od lat w klubie podkreśla się, że te ostatnie mecze przed przerwą na kadrę są ważne, że wygrane pozwalają spędzić czas w przyjemnej atmosferze, ale od lat jest z tym problem. Kolejny mecz przed meczami reprezentacji będzie w kwietniu - Legia podejmie w Warszawie Raków Częstochowa.
10 meczów Bruk Betu bez wygranej - Przed meczem z Legią w niedzielę Bruk Bet notował koszmarną serię meczów bez zwycięstwa - Zagłębie 1:1, Wisła 1:3, Widzew 2:4, Piast 2:4, Lech 0:2, Motor 1:1, Korona 1:3, Radomiak 1:1, Raków 2:3 - w lidze. Do tego dochodził remis 2:2 z Widzewem w Pucharze Polski i odpadnięcie z rozgrywek po serii rzutów karnych. Mimo wszystko zawodnicy z Niecieczy jechali na Łazienkowską z przekonaniem, że to świetna okazja do przełamania, bo gdzie jak nie w Warszawie i z kim jak nie z Legią… Dodatkowo krew mroziły inne statystyki - przed niedzielnym spotkaniem Bruk Bet miał w lidze więcej goli strzelonych od Legii. Termalica miała ich 17, zaś legioniści raptem 15. Statystycznie więc, gdy goście objęli prowadzenie, można było założyć, że o zwycięstwo będzie trudno. Ale jednak kibic się łudził, miał nadzieję… Niestety bezpodstawną. Do znudzenia będę powtarzał, że taki jest efekt pozbycia się z klubu graczy dających liczby - Luquinhasa, Guala i Morishity, którzy w punktacji kanadyjskiej w zeszłym sezonie mieli łącznie 75 punktów. Obecni gracze punktują o wiele gorzej - Colak jest bez gola i asysty, zaś licznik Rajovicia stanął na 5 bramkach - już dziś można zaryzykować stwierdzenie, że żaden z nich do Guala liczbami się nie zbliży. Weisshaupt ma na koncie 1 asystę - daleko mu liczbami do „Moriego”. Transfery na papierze wyglądały naprawdę imponująco, ale na razie boisko je brutalnie weryfikuje. Oczywiście nie skreślam nikogo, to jest początek. Być może, jeśli popracują dłużej z jednym trenerem i zespole, który nie będzie się co chwilę zmieniał, to zaskoczą. Pamiętajmy, że wspomnianym Morishita po pół roku w Legii był przeznaczony do odpalenia, ale dzięki swojej pracy i wsparciu trenerów zrobił ogromny postęp.
Nic śmiesznego - Legia zajmuje aktualnie 11. miejsce w tabeli PKO Ekstraklasy, wyprzedziła ją nawet Arka Gdynia, która zagrała jeden dobry mecz w lidze. Stosunek bramkowy 16:15 jest żenująco słaby. Mniej goli strzelonych od Legii mają jedynie wspomniana Arka oraz zamykający tabelę Piast. Dwa punkty zdobyte w czterech ostatnich meczach, ostatni mecz w lidze wygrany przez legionistów miał miejsce jeszcze we wrześniu - 1:0 po golu z rzutu karnego. „Wojskowi” mają 6 punktów straty do miejsca gwarantującego grę w europejskich pucharach, ale też tylko 4 punkty przewagi nad strefą spadkową i patrząc na ostatnie wyniki legionistów, to raczej w tę stronę należy spoglądać. Zespół wpadł w jakąś koszmarną spiralę, w której jedno zagranie nieudane powoduje serię kolejnych, drużyna jest całkowicie zblokowana w ofensywie. Ktoś musi to wszystko naprawić, popracować nie tylko nad kwestiami sportowymi, ale i mentalnymi. Nie da się tego zrobić z dnia na dzień. Dlatego ważne jest, by władze klubu wskazały osobę, która podoła temu trudnemu zadaniu. Kolejne zmiany systemu, stylu, nadmierne zmiany w kadrze zimą, mogą spowodować znowu efekt odwrotny od zamierzonego. Trener Inaki Astiz na pierwszej swojej konferencji prasowej mówił, że ostatnio brakowało stabilizacji. Trudno się z tym nie zgodzić. Brakowało jej na stanowisku dyrektora sportowego, na stanowisku trenera i brakowało jej w składzie. Ciągłymi zmianami nie da się nic zbudować. W maju wielu kibiców mówiło o kompromitacji jakim było piąte miejsce na koniec sezonu w lidze. Dziś po zmianie trenerów, zawodników i stylu wielu kibiców chciałoby widzieć w tym momencie Legię na piątym miejscu w tabeli…

Adriano Jagusić za drogi dla Rakowa

Marcin Bułka zdradza kulisy nieudanego transferu do Udinese

Media: Śląsk Wrocław sprzedany! Iwański przejmuje większościowy pakiet

Polska poznała potencjalnych rywali i terminarz na MŚ 2026. Grupa...

Losowanie MŚ 2026. Polska poznała potencjalnych rywali w fazie grupowej

Regulamin:
Punktacja rankingu:
Za każdy nowy komentarz użytkownik dostaje 1 punkt. Jednak, gdy narusza on nasze zasady i zostanie dezaktywowany, użytkownik straci 2 punkty. W przypadku częstych naruszeń zastrzegamy sobie możliwość nakładania wyższych kar punktowych, a nawet tymczasowych i permanentnych banów.