
KIlka spostrzeżeń po meczu z GKS-em - drżenie o wynik w końcówce
15.02.2026 19:50
(akt. 16.02.2026 22:02)
Emocje przed przerwą – Trzeba przyznać, że w pierwszej części meczu w Katowicach były emocje i spotkanie dobrze się oglądało. Początek należał do gospodarzy, piłkę lecącą w kierunku bramki po strzale Bartosza Nowaka zablokował Bartosz Kapustka. Chwilę później Kacper Urbański w prosty sposób stracił piłkę, ale dobrze interweniował Kacper Tobiasz. Legia się otrząsnęła i odpowiedziała dobrą akcją Ermala Krasniqiego zakończoną dograniem prawą nogą i strzałem głową Patryka Kuna – świetnie w bramce spisał się jednak Rafał Strączek. Ta akcja spowodowała, że legioniści uwierzyli w siebie i osiągnęli wyraźną przewagę. GKS jednak w pewnym momencie skontrował i interwencją meczu popisał się Kamil Piątkowski, który desperacko rzucając się na ziemię zablokował barkiem piłkę po strzale Nowaka. W 26. minucie legioniści swój dobry okres gry zakończyli bramką. Najpierw świetnie przy piłce w trudnej sytuacji utrzymał się Urbański, po chwili bardzo dobre podanie do Kuna posłał Kapustka, ten przełożył sobie rywala i piłkę na prawą nogę i dograł futbolówkę na głowę Biczachczjana. Wahan uciekł Lukasowi Klemenzowi i strzałem pod poprzeczkę dał prowadzenie Legii. GKS mógł wyrównać po błędzie Radovana Pankova, ale dobrze z bramki wybiegł Tobiasz i uprzedził Mateusza Wdowiaka. Potem Legia i GieKSa miały kolejne szanse – Colakowi zabrakło kilka centymetrów wzrostu po podaniu Biczachczjana, a Ilja Szkurin wykorzystał błąd Steva Kapuadiego i był bliski wpakowania piłki do siatki. Jeszcze w 45. minucie kapitalną okazję miał Colak, ale uderzył ponad bramką. I gdy wydawało się, że dobra i emocjonująca połowa zakończy się prowadzeniem Legii, to w drugiej minucie doliczonego czasu gry Krasniqi niepotrzebnie faulował z boku boiska Marcina Wasielewskiego. Nowak dograł w pole karne, źle zachowali się Szymański, Colak i Tobiasz. Szymański odskoczył od Borjy Galana, Colak do niego nie doskoczył, a Tobiasz został na linii, zamiast wyjść z rękami w górze do piłki. W efekcie więc gospodarze strzelili gola do szatni i wyrównali.
Drżenie o wynik – Niestety druga połowa już nie byłą tak emocjonująca, legioniści zaprezentowali się w niej dużo słabiej i trzeba było do końca drżeć o wynik. Nie wyciągnięto wniosków ze sposobu bronienia przy straconej bramce i w 52. minucie mogła paść podobna. Tym razem Nowak podawał z rzutu rożnego, Milewski mógł i powinien uderzyć w bramkę głową, ale posłał futbolówkę wysoko nad poprzeczką. Kilka chwil później Alan Czerwiński z dobrej sytuacji uderzał z woleja, ale ponad bramką. W 84. minucie Mateusz Kowalczyk idealnie w tempo posłał piłkę na dalszy słupek do rozpędzonego Galana, który przeskoczył Chodynę i na szczęście główkował tuż obok bramki. Jeszcze w 92. minucie po dograniu Nowaka sam przed Tobiaszem był Galan, ale raz, że był na spalonym, a dwa świetnie interweniował bramkarz Legii. Niestety ogólnie Legia w drugiej połowie wyglądała źle, to GKS był bliższy podwyższenia prowadzenia. Ostatecznie skończyło się na jednym punkcie – kto wie być może bardzo ważnym w ostatecznym rozrachunku.
Kun nie zardzewiał – Dość niespodziewanie w pierwszym składzie Legii w meczu z GKS-em pojawił się Patryk Kun. Pomogły w tym oczywiście urazy Rubena Vinagre i Arkadiusza Recy, ale i tak trener Marek Papszun mógł wybrać inaczej. Postawił na Kuna, który w tym sezonie nie grał wiele – większość minut na boisku uzbierał na jego początku. Ale pokazał, że nie zardzewiał, a wybór trenera był strzałem w „dziesiątkę”. W pierwszych minutach uszkodził nos, leciała mu krew, ale zacisnął zęby i pracował za dwóch. Mógł strzelić gola na 1:0, po świetnym podaniu od Krasniqiego złożył się od strzału głową robiąc tzw. „szczupaka”, ale dobrze interweniował bramkarz. Nie udało się strzelić, to w kolejnej akcji ofensywnej idealnie podał do Biczachczjana i mógł cieszyć się z asysty i prowadzenia zespołu. Cały czas grał ambitnie, tak z przodu jak i z tyłu. Miał nieco szczęścia, gdy rywale trafili go piłką w łokieć w polu karnym, ale też miał rękę blisko ciała. Nabiegał się, przebiegł 10,71 km – to trzeci wynik w zespole i czwarty w obu drużynach. Oddał jeden strzał na bramkę - celny. Podawał z 70 procentową skutecznością, nie bał się ryzyka w grze do przodu – na 17 pojedynków wygrał 7. Pięć razy podawał w pole karne, dwa razy udanie. Zaskoczył na plus, trener z pewnością był zadowolony z jego występu.
Rzuty rożne – W Gdyni, w starciu z Arką, Colak strzelił głową dwa gole po dośrodkowaniach Krasniqiego. Wydawało się, że w końcu coś zaskoczyło w ofensywnych stałych fragmentach gry, że coś zaczęło działać i teraz trzeba to powtarzać. Niestety reprezentant Kosowa tylko raz wykonał rzut rożny, później już do narożnika nie podchodził. Zwykle piłkę z kornera zagrywał Szymański, raz robił to Biczachczjan – piłka zatrzymała się na pierwszym rywalu. Szymański dobrze dośrodkowywał, ale tylko raz było groźnie – piłkę zagraną „w punkt” powinien w kierunku bramki uderzyć Kapuadi, ale nie trafił głową w piłkę. Czemu Krasniqi nie wykonywał rzutów rożnych? - To są decyzje podejmowane wewnętrznie, w zależności od strony, z której wykonywany jest stały fragment, oraz aktualnej dyspozycji zawodników. Dlaczego nie robił tego Krasniqi, a robił Szymański - takie były ustalenia. Stworzyliśmy sobie bardzo dobrą okazję po stałym fragmencie. Gdybyśmy ją zamienili na bramkę, narracja po meczu byłaby zupełnie inna. W piłce często o wszystkim decydują detale – i to one dziś znów zadziałały na naszą niekorzyść – komentował trener.
Słaby Kapuadi, w napadzie wciąż dziura – Steve Kapuadi w tym roku najpierw miał kontuzję, później był jedną nogą w lidze włoskiej, ale ostatecznie wrócił do Polski i zostanie w niej przynajmniej do końca sezonu. W Katowicach wyszedł w pierwszym składzie i nie był to dobry występ. Jeśli spotkanie oglądali skauci, to na pewno się przed nimi dobrze nie pokazał. Wyglądał jakby ktoś wyssał z niego energię do gry, dawał się uprzedzać graczom gospodarzy – raz w polu karnym Ilji Szkurinowi. Niecelnie podawał, źle się ustawiał i potem naprawiał to faulami, a gdy mógł strzelić gola, to nie trafił w piłkę. Aż 14 razy tracił posiadanie piłki, w tym 6 razy na swojej połowie. W starciu z Wisłą Płock za tydzień nie będzie mógł wystąpić Pankov, może więc czas postawić od pierwszej minuty na Jana Leszczyńskiego.
Słabe występy zaliczyli też napastnicy. Colak miał dwie okazje do strzałów, uderzał na bramkę raz, ale nad poprzeczką. Współczynnik goli oczekiwanych 0,1 , trzy kontakty z piłką w polu karnym, dwa z czterech wygranych pojedynków w ofensywie. Jeszcze gorzej było z Miletą Rajoviciem – nie zdołał oddać strzału na bramkę, nie wygrał żadnego ofensywnego pojedynku, nie miał ani jednego kontaktu z piłką w polu karnym. A przecież był na murawie przez 37 minut. Mamy nadzieję, że w takim razie w kolejnym starciu szansę na grę dostanie Rafał Adamski.

Real Madryt mierzy w rekordowe €300 mln rocznie z koszulek

Popis Pietuszewskiego i remis Benfiki z FC Porto

Hansi Flick nie traci wiary w Ferrana Torresa

Przełamanie Rajovicia! Legia wygrywa z Cracovią

Leszek Ojrzyński blisko nowego kontraktu z Zagłębiem Lubin



Regulamin:
Punktacja rankingu:
Za każdy nowy komentarz użytkownik dostaje 1 punkt. Jednak, gdy narusza on nasze zasady i zostanie dezaktywowany, użytkownik straci 2 punkty. W przypadku częstych naruszeń zastrzegamy sobie możliwość nakładania wyższych kar punktowych, a nawet tymczasowych i permanentnych banów.