Wnioski, spostrzeżenia

Kilka spostrzeżeń po meczu z Jagiellonią - To już czas by wymagać

Redaktor Marcin Szymczyk

Marcin Szymczyk

Źródło: Legia.Net

26.09.2025 13:45

(akt. 26.09.2025 13:48)

Piłkarze Legii Warszawa zremisowali bezbramkowo z Jagiellonią Białystok. Legioniści mieli optyczną przewagę, oddali więcej strzałów, wykonali więcej podań, ale nie miało to przełożenia na wynik końcowy. Czas na kilka pomeczowych spostrzeżeń.

Ofensywna niemoc - Piłkarze Legii Warszawa wciąż kreują za mało sytuacji, stanowczo za mało biorąc pod uwagę, że grają na własnym stadionie. W pierwszej połowie spotkania dwa zagrożenia pod bramką rywala wynikały ze strzałów z dystansu - widać zawodnicy wzięli sobie do serca słowa dyrektora sportowego Michała Żewłakowa o tym, że jest ich zdecydowania za mało. Najpierw zza pola karnego strzelał Arkadiusz Reca, ale kapitalnie wybronił uderzenie Sławomir Abramowicz. Po kilku minutach huknął na bramkę Damian Szymański, bramkarz „Jagi” odbił piłkę, bliski dobitki był Reca, ale Abramowicz odważnie i szybko rzucił się na futbolówkę i wybronił sytuację. Była jeszcze jedna okazja - po dograniu w pole karne Wahana Biczachczjana piłki omal do własnej bramki nie wpakował jeden z obrońców. Niestety przed przerwą pomysł na ofensywną grę był taki, jak w poprzednich meczach. Tyle, że Milena Rajović był z przodu sam, przy nim dwóch stoperów. Nawet prostopadłe podania do Duńczyka były skazane na niepowodzenie (wyjątkiem była sytuacja, gdy odegrał do Elitima i ten trafił w słupek). Legia nie może grać na własnym obiekcie tak zachowawczo, legioniści powinni grać ofensywnie, na dwóch napastników lub przynajmniej napastnika i ofensywnie usposobionego pomocnika. Przy takim ustawieniu jak w środę warunkiem są naprawdę szybcy skrzydłowi, ale takich w starciu z Jagiellonią nie widzieliśmy. Nieliczne sytuacje były dziełem graczy usposobionych defensywnie - nie tak to powinno wyglądać. 

Urbański ożywił grę - Trener Edward Iordanescu zauważył, że o ile w defensywie jego zespół gra naprawdę dobrze, to w ofensywie wygląda to słabo. Od początku drugiej odsłony posłał więc do boju Kacpra Urbańskiego - wprawdzie nie do środka pola, lecz na skrzydło, ale zawsze. „Urbi” zmienił Petara Stojanovicia i rozruszał grę Legii. W pierwszym kontakcie z piłką wprawdzie odbił się od rywala, ale szybko wyciągnął wnioski i gra ciałem w kolejnych sytuacjach już nie przynosiła oczekiwanych dla rywala rezultatów. Miał swój udział w sytuacji, gdy Reca dogrywał do Biczachczjana, a ten trafił wprost w bramkarza. Po chwili sam po serii zwodów ograł dwóch rywali i dograł piłkę idealnie na głowę Rajovicia, ale Duńczyk trafił w nogi Abramowicza. W sumie Kacper Urbański miał 22 kontakty z piłką, na 13 podań 11 dotarło do adresata - 85 procent, miał jedno kluczowe podanie i jedną stworzoną okazję, wygrał 2 z 4 pojedynków. Nie bał się ryzykować, grać niekonwencjonalnie, przez to 5 razy piłkę tracił, ale tylko w ten sposób można stworzyć zagrożenie pod bramką przeciwnika - ryzykując. Po 30 minutach gra Kacpra jak i całego zespołu już nieco siadła, ale pokazał, że naprawdę warto na niego stawiać. Nawet na skrzydle, choć wolelibyśmy oglądać go w środku pola. Trener jednak jest zadowolony z tego jak funkcjonuje pomoc w obsadzie Szymański, Elitim, Kapustka i na razie nie chce wiele zmieniać. Urbański jednak w środę dał Legii powiew świeżości, energii i nieprzewidywalności, a to już sporo. 

Siedmiu Polaków na boisku - Przed letnim okienkiem transferowym Michał Żewłakow powiedział, że chciałby aby w kadrze pierwszego było więcej Polaków, ludzi którym nie trzeba tłumaczyć czym jest Legia i dlaczego w Warszawie zawsze jest presja. I słowa dotrzymał. W pierwszym składzie na starcie z Jagiellonią znalazło się sześciu Polaków - Kacper Tobiasz, Paweł Wszołek, Kamil Piątkowski, Arkadiusz Reca, Bartosz Kapustka i Damian Szymański, a tuż po przerwie pojawił się siódmy czyli Kacper Urbański. Co ważne każdy z nich jest graczem jakościowym, żaden z nich nie wszedł na murawę by statystować czy być zapchajdziurą. To sytuacja, której dawno przy Łazienkowskiej nie oglądaliśmy. Co więcej wszyscy gracze z pola to byli lub obecni reprezentanci Polski. A przecież w reprezentacjach swoich krajów występują też Steve Kapuadi, Wahan Biczachczjan czy Petar Stojanović. Na ławce rezerwowych był jeszcze reprezentant Kosowa, Ermal Krasniqi. To wszystko pokazuje, że w zespole jest spory potencjał. Teraz trzeba go jeszcze właściwie wykorzystać. 

To już czas by wymagać - Podczas spotkania Marcina Herry, Frediego Bobicia i Michała Żewłakowa z dziennikarzami spytałem kiedy klub oczekuje progresu w grze Legii, bo trener Edward Iordanescu cały czas podkreśla, że potrzebuje czasu. W odpowiedzi usłyszałem od dyrektora sportowego: - „To jest czas, kiedy musimy zacząć wymagać. Pierwszy okres był dla trenera trudny, z jedną drużyną pracował na obozie, z drugą po przerwie na kadrę. Ale przyszli piłkarze, którzy mają jakość i dają większe pole do manewru. Ja bym chciał w końcu widzieć mecze, gdzie w ostatnich 30 minutach jesteśmy spokojni o wynik. By trener mógł sobie eksperymentować, sprawdzić nowe ustawienie, nową rolę dla zawodnika. A na 16 meczów mieliśmy 14 takich, gdzie do końca drżeliśmy o końcowy rezultat. Gdy przestanie tak być, to będzie dla mnie miarą jakiegoś progresu - skomentował Żewłakow. W środę mieliśmy taki 15 mecz, Legia mogła stracić nawet trzy punkty w końcówce spotkania, ale Afimico Pululu był na minimalnym spalonym przy strzelonym golu. I trudno się z tym nie zgodzić, dziś już nikt nie chce słyszeć o tym, że potrzeba czasu. Przypomina się okres, gdy do klubu przyszedł Stanisław Czerczesow. Przejął zespół mocno rozbity, zrobił okres przygotowawczy w trakcie trwającego sezonu, Pierwsze trzy mecze były przez to trudne do oglądania, ale potem maszyna ruszyła. I z ust Rosjanina nigdy nie słyszeliśmy narzekania, w jego słowniku nie istniało słowo problem. I teraz zamiast tłumaczeń trzeba zdecydowanego działania, odważnych ruchów. Przykład z ostatniego spotkania gdy Arkadiusz Reca zastąpił Rubena Vinagre pokazał, że warto. Podobnie było z posłaniem do boju Kacpra Urbańskiego. Szkoleniowiec wiele mówił o pragmatyzmie, o tym że chce wygrywać po 1:0. Ale po pierwsze trzeba faktycznie wygrywać, a po drugie taki styl i założenia będą w Warszawie na dłużej trudne do zaakceptowania. Legia u siebie w meczach z ligowymi rywalami ma grać ofensywnie, stwarzać wiele okazji. Wydaje mi się, że potrzebna jest zmiana w nastawieniu - zwłaszcza w spotkaniach przy Łazienkowskiej na bardziej ofensywne. To zwiększy szanse na punktowanie, a tylko w ten sposób Legia nie wypisze się znów jesienią z walki o mistrzostwo Polski. 

Komentarze (46)

Odśwież

Dodając komentarz zobowiązujesz się do przestrzegania

Komentarze osób niezalogowanych, a także zalogowanych, którzy zarejestrowali konto w ostatnich 3 dniach wymagają akceptacji administratora.

Uwaga!

Teraz komentarze są ukryte, aby poprawić komfort korzystania z serwisu Legia.Net. Kliknij przycisk „Zobacz komentarze”, aby je wyświetlić i dołączyć do dyskusji.