
Kilka spostrzeżeń po meczu z Koroną - problemy w każdej formacji
03.02.2026 11:20
(akt. 04.02.2026 10:59)
Korona stworzyła więcej groźnych sytuacji – Goście długo nie stwarzali sobie żadnych sytuacji, ale pierwsza w 23. minucie zakończyła się golem. Po rzucie z autu piłka została wybita z pola karnego, trafiła do Tamara Svetlina, który idealnie zagrał w pole karne do Mariusza Stępnińskiego. Napastnik Korony wbiegł między Artura Jędrzejczyka i Radovana Pankova, musnął tylko piłkę głową i pokonał Kacpra Tobiasza. Trzy minuty później Svetlin ponownie stworzył świetną okazję koledze z zespołu, ale uderzenie Martina Remacle tym razem zostało zablokowane. W 37. minucie powinno być 2:0 dla Korony – Wiktor Długosz dograł futbolówkę z rzutu rożnego w pole karne, tam głową zgrał ją Pau Resta i Antonin miał wyśmienitą szansę będąc na 4-5 metrze, ale uderzając na wślizgu cudem przeniósł piłkę nad poprzeczką. W 61. minucie Konrad Matuszewski posłał świetne podanie w pole karne do Stępińskiego, który dobrym strzałem umieścił piłkę w siatce, ale był na minimalnym spalonym. W 81. minucie goście powinni wyjść na prowadzenie – Dawid Błanik uciekł Wahanowi Biczachczjanowi, zagrał w pole karne do Matuszewskiego, a ten z pierwszej piłki najpierw trafił w słupek, a dobijając strzał w poprzeczkę. W końcu w 90. minucie Matuszewski zagrał w pole karne, piłka minęła czterech piłkarzy Legii – Kapustkę, Pankova, Piątkowskiego i Recę. Skoro zawodnicy Marka Papszuna nie sięgnęli piłki, to dopadł do niej Stępiński i dał trzy punkty swojej drużynie. Korona stworzyła sobie pięć wyśmienitych okazji i mogła strzelić pięć goli. Już pierwszy mecz pokazał, że Legia wciąż ma problemy w obronie, nie dziwimy się więc temu, że Marek Papszun nie chciał, by z klubu odszedł Steve Kapuadi. Niestety widzieliśmy problemy niemal w każdej formacji.
Spalony Rajović, wyluzowany Stępiński - W 9. minucie Rajović wyłuskał piłkę spod nóg rywala, a następnie uderzył z ostrego kąta w kierunku dalszego słupka. Bramkarz zdołał odbić piłkę, była to dobra akcja Milety. Pół godziny później dostał piłkę w polu karnym od Petara Stojanovicia, ale nie zdołał skierować piłki od siatki. W 44. minucie stanął przed szansą na gola wykonując rzut karny. Niestety strzelił słabo, Xavier Dziekoński wyczuł jego intencje i odbił strzał przed siebie, poradził sobie również z jego dobitką – pozostawiała wiele do życzenia. Duńczyk był wyznaczony do wykonywania jedenastek, miało mu to podnieść morale i pozwolić uwierzyć w siebie. Niestety zamiast tego chyba zablokował się jeszcze bardziej. Kamery pokazały jego minę po tej sytuacji, był przerażony i załamany. Jeszcze po przerwie widzieliśmy jedną dobrą akcję Rajovicia – przechwycił piłkę, wbiegł w pole karne, podał do Biczachczjana, który jednak stracił futbolówkę. Im dalej, tym było gorzej. Potem nawet gdy koledzy stworzyli mu okazję to zamiast strzelać na bramkę szukał podaniem kolegów. Do drugiego rzutu karnego już nie podszedł – zrobił to skutecznie Bartosz Kapustka. Mileta oddał cztery strzały na bramkę, wszystkie były celne. Miał współczynnik goli oczekiwanych na poziomie 1,7 czyli powinien zdobyć minimum jedną bramkę, a najlepiej dwie. Skończył z zerowym kontem, choć miał 6 kontaktów z piłką w polu karnym. Przez całe zgrupowanie sztab szkoleniowy oraz koledzy z zespołu pracowali nad tym, by odblokować mentalnie Miletę Rajovicia, ale obawiamy się, że już po pierwszym spotkaniu mógł się zablokować jeszcze bardziej. Nie pomógł mu obraz napastnika rywala – Mariusz Stępiński miał trzy sytuacje bramkowe i wszystkie wykorzystał, tylko raz był na pozycji spalonej.
Legia coraz częściej nie jest faworytem – Przed meczem z Koroną mówiłem o tym, że spotkanie nie ma faworyta. Podczas przygotowań do rundy wiosennej legioniści, podobnie jak jesienią, mieli spore problemy z wykańczaniem sytuacji, ze zdobywaniem bramek. A bez tego trudno wygrać mecz. Do tego doszły urazy i zmrożona murawa. I niestety przebieg spotkania potwierdził, że legioniści faworytem nie byli. Remis był blisko, ale się nie udało. Swoją drogą sztuką jest mieć dwa rzuty karne na własnym boisku i przegrać mecz. Niestety w kolejnych starciach legioniści dalej nie będą faworytami. Teraz zespół Marka Papszuna pojedzie do Gdyni, a Arka na własnym obiekcie przegrała tylko jeden mecz w tym sezonie – z Rakowem prowadzanym przez Papszuna. Później legioniści pojadę do Katowic – a GKS na swoim stadionie gra piłkę efektowną i efektywną, ma w swoich szeregach Bartosza Nowaka – w zespole Legii próżno szukać piłkarza w takiej dyspozycji. Następnie na Łazienkowską przyjedzie lider tabeli, czyli Wisła Płock, a na koniec lutego „Wojskowi” pojadą do Białegostoku na mecz z Jagiellonią. W lutym Legia na pięć meczów w żadnym nie będzie faworytem i to jest niestety smutny znak czasów.
Znów zawiodły stałe fragmenty, mało podań do przodu – To co rzucało się w oczy, to mało podań do przodu, otwierających drogę do bramki od obu pomocników, czyli Juergena Elitima i Bartosza Kapustki. W 41. minucie Kolumbijczyk zagrał piłkę do przodu, do Arkadiusza Recy, ten wyszedł sam na sam z Xavierem Dziekońskim, ale po pierwsze przegrał ten pojedynek, a po drugie był na spalonym. Minutę później Kacper Tobiasz podał do przodu, również do Recy i ten wpadł w pole karne, a mijając Dziekońskiego został sfaulowany. Niestety jedenastki nie wykorzystał Rajović. W drugiej połowie jeszcze jedną taką próbę podjął Elitim, jedna też Kapustka. Obaj mieli wysoki procent celności podań, ale w większości były one bezpieczne – do tyłu lub do boku. Kapustka przez cały mecz miał dwa podania w pole karne – oba celne, zaś Elitim podjął cztery próby zagrania w pole karne, dwa z nich były celne. To stanowczo za mało. Do tego oba gole padły po stałych fragmentach gry – były następstwem rzutów z autu, złego ustawienia i błędów indywidualnych. A przecież rywale mieli też doskonałą sytuacje po rzucie rożnym. Mimo pracy wykonanej na treningach, ten element wciąż szwankuje.
Murawa – W zeszłym roku władze Legii podejmowały szereg spóźnionych decyzji i w jednym z tekstów kolega nazwał klub FC Spóźnieni. Teraz klub miał półtora miesiąca na wymianę murawy, a zrobił to tuż przed startem ligi, gdy zaatakowały największe mrozy. Inna sprawa, że mrozy trzymają już długo i od ostatniego meczu nie było okresu z plusową temperaturą. Niestety w niedzielę zamiast zielono było buro i ponuro, a jakość murawy pozostawiała wiele do życzenia. Choć najważniejsze, że murawa była twarda i równa. Firma dostarczająca i układająca trawę gwarantuje, że trawa się ukorzeni. Pytanie tylko kiedy? Niestety mrozy mają trzymać do końca lutego. Piłkarze Korony uśmiechali się i komentowali, że grali na sianie ale też przyznawali, że w takich warunkach im było łatwiej, bo się bronili i nastawiali na kontry. Chęci były dobre, przyjechały kontenery z trawą trzymającą plusową temperaturę, ta została położona wg. najnowszych technik, ale moment wymiany dobry nie był. Latem, po sezonie, przy Łazienkowskiej będą na stadionie koncerty, stand-up i kilka innych imprez. Po nich murawa ponownie zostanie wymieniona na nową.






Regulamin:
Punktacja rankingu:
Za każdy nowy komentarz użytkownik dostaje 1 punkt. Jednak, gdy narusza on nasze zasady i zostanie dezaktywowany, użytkownik straci 2 punkty. W przypadku częstych naruszeń zastrzegamy sobie możliwość nakładania wyższych kar punktowych, a nawet tymczasowych i permanentnych banów.