Wnioski, spostrzeżenia
fot. Marcin Szymczyk

Kilka spostrzeżeń po meczu z Motorem - Coraz mniej powodów do optymizmu

Redaktor Marcin Szymczyk

Marcin Szymczyk

Źródło: Legia.Net

02.12.2025 22:25

(akt. 04.12.2025 09:50)

Piłkarze Legii Warszawa zremisowali 1:1 z Motorem w Lublinie. Kuriozalne było zachowanie środkowych obrońców w sytuacji z rzutem karnym, potem była tradycyjna strzelecka niemoc zakończona pudłem Milety Rajovicia. Coraz mniej jest pozytywnej energii w zespole, coraz mniej powodów do optymizmu. Czas na kilka pomeczowych spostrzeżeń.

Słaby początek, kuriozalny gol – Legioniści już wychodząc na murawę nie wyglądali dobrze. Miny, mowa ciała – wszystko wyglądało, jakby nie było wiary w sukces. Jedynym, który był pozytywnie nastawiony i taką dobrą energią starał się zarażać piłkarzy, był trener Inaki Astiz. Niestety zawodnicy zaczęli ten mecz źle, nerwowo, jakby byli kompletnie rozkojarzeni. Już w pierwszej minucie Kacper Tobiasz wybiegł daleko z bramki i tak wybijał piłkę, że trafił w rywala. Dwie minut później Kamil Piątkowski zderzył się głową z przeciwnikiem i Paweł Wszołek głową zagrywał niedokładnie do bramkarza. Kontynuacją tych złych zachowań była akcja bramkowa. Paweł Stolarski zagrywał górną piłkę do Karola Czubaka. Blisko był Kamil Piątkowski, ale do pojedynku główkowego z Czubakiem skoczył niższy od niego Petar Stojanović. Piłka spadała pomiędzy Piątkowskiego a Steva Kapudiego. Niestety żaden z nich do piłki nie ruszył, a zza placów Piątkowskiego wybiegł Fabio Ronaldo. Niestety obaj stoperzy tylko się temu przyglądali, a do piłki ruszył ten, który miał znacznie dalej od nich – Tobiasz. Niestety był spóźniony, nie trafił w piłkę, ale w zawodnika Motoru i aż dziwne, że sędzia potrzebował VAR-u by wskazać na jedenasty metr. Rzut karny na gola pewnym strzałem zamienił Czubak. Po chwili Piątkowski nerwowo wybijał piłkę w aut, a Kapuadi naciskany przez przeciwnika wycofał nerwowo do Tobiasza. Bardzo źle wyglądały pierwsze minuty w wykonaniu całego zespołu, ale jeśli chodzi o obrońców było po prostu fatalne. 

Udany debiut Arreiola – Portugalczyk dobrze wyglądał na treningach, ale jego debiut hamowały kolejne urazy. Ostatnio jednak po powrocie do zajęć normalnie trenował z zespołem i dość dobrze wypadł w sparingu ze Zniczem Pruszków. Trener Inaki Astiz podjął odważną decyzję i posłał Henrique do boju w Lublinie od pierwszej minuty, kosztem kapitana zespołu, Bartosza Kapustki. I trzeba przyznać, że gra Arreiola mogła się podobać, był aktywny, pokazywał się do gry i chciał być cały czas pod grą. Oddał pierwszy groźny strzał w poniedziałkowym spotkaniu – biegł z piłką, ale nikt mu się nie pokazywał do gry, rozglądał się komu podać, ale tylko rozkładał ręce, więc postanowił uderzyć. I choć piłka leciała w środek bramki, to siła była tak duża, że golkiper Motoru tylko odbił futbolówkę. Co ciekawe w debiucie wykonywał rzuty rożne, po jednym z nich padł gol. Dośrodkował na głowę Milety Rajovicia, ten strącił piłkę na dalszy słupek, a tam do siatki wpakował ją Rafał Augustyniak. Portugalczyk miał dużą swobodę w prowadzeniu piłki, podawał z 86 procentową skutecznością, nie bał się ryzykownej gry, stoczył aż 23 pojedynki, wygrał 12 z nich. Brał udział w pressingu, odzyskał 13 piłek, w tym aż 7 na połowie rywala. Bardzo obiecujący występ, tym bardziej że pierwszy w Legii. Ale pamiętamy, że pierwsze występy Kamila Piątkowskiego czy Damiana Szymańskiego też były bardzo dobre i obiecujące, a później przyszła słabsza dyspozycja. Z ciekawością jednak będziemy się Portugalczykowi dalej przyglądać. Ostatnio najwięcej pozytywnego do gry wnosili właśnie młodzi gracze jak Jakub Żewłakow czy Wojciech Urbański. 

Strzelecka niemoc – Piłkarze Legii nie byli w Lublinie zespołem gorszym, byli nawet lepszym. Cóż z tego, skoro w ekipie „Wojkowych” od dawna panuje strzelecka niemoc. Napastnik Legii ostatni raz trafił do siatki z gry w meczu z Radomiakiem Radom – miało to miejsce 14 września. Sztuka ta nie była trudna, gdyż stojący w bramce Filip Majchrowicz minął się z piłką i Mileta Rajović do siatki trafił z na pustą bramkę, z najbliższej odległości.  Jeszcze gorzej wyglądają statystyki drugiego z napastników Antonio Colaka, który ostatnio trafił do siatki w Serie B w starciu z Juve Stabia – miało to miejsce 10 listopada ubiegłego roku, a więc ponad rok temu! Colak do Lublina nie pojechał, nabawił się kontuzji w starciu ze Spartą Praga. Najlepszym strzelcem zespołu wciąż pozostaje Jean Pierre Nsame – autor 6 bramek, choć zerwał ścięgno Achillesa pod koniec sierpnia. Nie można już powiedzieć, że jedyny zdrowy napastnik Legii, czyli Rajović nie trafia do siatki, gdyż nie ma odpowiedniego serwisu. W ostatnich spotkaniach zmarnował bowiem kilka okazji bramkowych, a najlepszą w doliczonym czasie gry w Lublinie. Dostał świetne podanie od Żewłakowa, uderzył piłkę głową, stojący w bramce Ivan Brkić zdołał odbić futbolówkę, ale wprost pod nogi Milety. Duńczyk miał przed sobą całą bramkę i leżącego na murawie bramkarza, ale… nie trafił w bramkę. Nie wykorzystując takich sytuacji, nie da się meczu wygrać, zwłaszcza wyrównanego spotkania. Fajnie, że trener po ostatnim gwizdku mówił o tym, że będzie starał się dać mu nieco otuchy i wsparcia, ale niestety wydaje nam się, że strzelca wyborowego będzie z niego trudno zrobić. 

Coraz bliżej wstydliwego rekordu – Piłkarze Legii Warszawa w Lublinie zanotowali ósmy mecz bez zwycięstwa z rzędu. Kolejno były to takie spotkania – Lech 0:0, Pogoń 1:2, Widzew 1:1, NK Celje 1:2, Bruk Bet 1:2, Lechia 2:2, Sparta 0:1 i Motor 1:1. Legioniści podczas tej serii strzelili 7 goli, czyli mają średnią 0,87 gola na spotkanie. Niestety stracili 11 bramek, czyli 1,37 gola na mecz. Niechlubnym rekordem Legii jest seria 11 meczów bez zwycięstwa i miała miejsce w sezonie 1966/67. Na serię złożyły się następujące spotkania – ŁKS 1:1, Szombierki 1:1, Stal Rzeszów 1:1, Zagłębie Sosnowiec 0:2, Cracovia 0:2, Pogoń 0:0, GKS 0:3, Chemie Lipsk 0:3, Polonia Bytom 0:1, Chemie Lipsk 2:2, Śląsk 1:1. Legioniści mają w tym momencie serię 8 meczów bez wygranej, ale mamy nadzieję, że nie będą dążyć nawet do wyrównania rekordu. 

Coraz mniej powodów do optymizmu – Niestety w zespole widać coraz mnie energii, coraz mniej optymizmu. Trener Inaki Astiz miał być tymczasowym trenerem na mecz lub dwa. Prowadził drużynę już w siedmiu spotkaniach. Zespół pozostawiono człowiekowi oddanemu klubowi, ale bez doświadczenia. Pewnie nie byłoby w tym nic strasznego, gdyby nie dość potężny kryzys w jakim ekipę pozostawił poprzedni szkoleniowiec Edward Iordanescu oraz gdyby nie to, że Hiszpana nie otoczono w sztabie ludźmi, którzy swoimi licznymi doświadczeniami mogliby mu pomóc. Ale sztab pierwszego zespołu po rozstaniu się z Rumunami oraz zwolnieniu Daniela Wojtasza i Dawida Golińskiego jest najmniej liczny w ekstraklasie. Przygotowania do każdego kolejnego meczu wymagają nieprzespanych nocy i ogromnego wysiłku. Niestety wygląda to tak, jakby zespół był pozostawiony samemu sobie. W Lublinie z osób dowodzących pojawił się jedynie Michał Żewłakow. Nie było Frediego Bobicia. Klub nie wyciąga wniosków z niedalekiej przeszłości. Wszyscy pamiętają jaki skutek miało pozostawienie zespołu w kryzysie niedoświadczonemu Markowi Gołębiewskiemu. Nie tak dawno nie było też dyrektora sportowego i okienko transferowe ogarniali do spółki prezes Marcin Herra z trenerem Goncalo Feio. Wypożyczonego wtedy Vladana Kovacevicia i pozyskanego Ilji Szkurina już nie ma w klubie, zaś wykupiony Ruben Vinagre jest teraz obciążeniem dla listy płac i nie jest wartością dodaną na boisku. A to efekt braku szybkości wyboru człowieka na jedno z absolutnie kluczowych stanowisk. Tak samo jest teraz ze stanowiskiem trenera. A ten wymarzony przez właściciela Legii Dariusza Mioduskiego jest związany ważnym kontraktem z Rakowem Częstochowa. I Legia albo powinna jego kontrakt wykupić, albo poszukać innej opcji. Ale wciąż czeka, a traci na tym zespół, sztab, klubowe finasne i przede wszystkim kibice. Traci też prestiż i renoma klubu. 

Komentarze (241)

Odśwież

Dodając komentarz zobowiązujesz się do przestrzegania

Komentarze osób niezalogowanych, a także zalogowanych, którzy zarejestrowali konto w ostatnich 3 dniach wymagają akceptacji administratora.

Uwaga!

Teraz komentarze są ukryte, aby poprawić komfort korzystania z serwisu Legia.Net. Kliknij przycisk „Zobacz komentarze”, aby je wyświetlić i dołączyć do dyskusji.