
Kilka spostrzeżeń po meczu z Piastem - Widmo spadku
08.12.2025 17:20
(akt. 09.12.2025 14:42)
Mecz drużyn walczących o utrzymanie – Część kibiców pół żartem, pół serio, mówiła przed meczem, że w najbliższym czasie Piast i Legia zagrają dwumecz o 12 punktów – oba zespoły walczą bowiem o utrzymanie. Niestety ten mecz wyglądał naprawdę jak pojedynek zespołów, które chcą uniknąć strefy spadkowej. Dominowały długie podania, bramkarz Legii w przerwie przyznał, że boisko było tak fatalne, że ciągle wykopuje daleko piłkę i ostatni raz tyle razy podawał daleko jeszcze jak był w Stomilu Olsztyn. Pierwszą połowę dało się jeszcze oglądać – nie było to żadne widowisko, ale obie drużyny miały sytuacje. Legia mogła objąć prowadzenie już w drugiej minucie – Kacper Tobiasz zagrał długie podanie, do piłki dopadł Mileta Rajović, popędził na bramkę i oddał celny strzał, ale poradził sobie z tym uderzeniem dobrze dysponowany w sobotę Frantisek Plach. Była też druga sytuacja sam na sam z bramkarzem, ale po kapitalnym podaniu Kacpra Urbańskiego, znów sytuacji nie wykorzystał Rajović. Był też strzał Ermala Krasniqiego wybroniony przez bramkarza. Z drugiej strony był strzał Patryka Dziczka na którego drodze stanął Rafał Augustyniak, było uderzenie Hugo Vallejo z 16. metra świetnie wybronione przez Tobiasza, Leandro Sanca nie trafił w piłkę w idealnej sytuacji, a Gierman Barkowskij uderzał z 14. metra mając czas i miejsce, ale jego uderzenie wybronił „Tobi”. Oba zespoły miały swoje szanse. Dramat oglądaliśmy w drugiej części gry, która zaczęła się od akcji Kacpra Chodyny i strzału Rajovicia. Później jednak przez kolejne minuty nie działo się nic, oglądaliśmy kopaninę. Oba zespoły rzadko wymieniały trzy celne podania z rzędu.
Dramat w drugiej połowie – Powiedzmy sobie szczerze, tego się nie dało oglądać, była to parodia piłki nożnej. Przyjęcie, podanie i strata – tak wyglądała większość akcji obu zespołów. Wiele osób w mediach społecznościowych pisało o tym, że z trudem nie zasnęła lub też ta sztuka im się nie udała. Nie dziwimy się. O ile pierwsza połowa była wyrównana, to ostatecznie piłkarze Legii przebiegli o 4,71 km mniej! A przecież warunki do gry były takie same dla obu zespołów. I to jest najbardziej przykre – wygrali ci, którym bardziej zależało. Legia miała jedną sytuację – po akcji gospodarzy z kontrą ruszył Jakub Żewłakow, podał idealnie w tempo do Kacpra Chodyny, który przez pół boiska biegł na bramkę rywala. Niestety strzelił tak, że Plach wyszedł z tej sytuacji obronną ręką. Zamiast prowadzenia 1:0 minutę później było 0:1. Piast strzelił gola, a jakże, po stałym fragmencie gry. Po dograniu w pole karne, Piątkowski oddalił niebezpieczeństwo, ale piłka trafiła do Jorge Felixa. Ten podał do Igora Drapińskiego, który zagrał do Michała Chrapka. Mógł jego strzał zablokować Jakub Żewłakow, ale zamiast tego się uchylił. I Chrapek uderzył tuż przy słupku i zrobiło się 0:1. A jakby tego było mało, to kilka minut później Juande Rivas uprzedził w polu karnym Arkadiusza Recę i ten kopnął w nogę rywala. Sędzia po analizie VAR słusznie podyktował rzut karny. Felix strzelił w środek bramki, Tobiasz rzucił się do boku i dramat wydarzył się na naszych oczach. Legia przegrała z ostatnią drużyną w tabeli i przegrała zasłużenie.
Im dłużej w Legii, tym gorzej – Petar Stojanović był do Legii ściągany jako prawy obrońca, miał być alternatywą dla Pawła Wszołka. W Gliwicach dostał szansę gry od pierwszej minuty na swojej pozycji i był to straszny występ. Leandro Sanca co chwilę uwalniał się spod jego krycia i z łatwością ogrywał. Po jednej ze strat Słoweńca Piątkowski zablokował w polu karnym Erka Jirkę w polu karnym – gdyby nie to, „Stojan” miałby na sumieniu straconego gola. W 25. minucie Petar kolejny raz ograny przez Sancę łapie go w pół i słusznie zostaje ukarany żółtą kartką. W końcu trener Inaki Astiz wycofał na prawą obronę Pawła Wszołka, a Stojanovica przesunął na skrzydło, aby w przerwie zastąpić go Kacprem Chodyną. Naprawdę fatalny był to występ. A przecież Stojanović na początku miał całkiem niezłe mecze, zagrania w ofensywie, które dawały podstawy do optymizmu. Niestety im dłużej jest w Warszawie, tym jego występy wyglądają gorzej. Ale nie jest wyjątkiem – tak samo przecież można powiedzieć o Kamilu Piątkowskim, Damianie Szymańskim a nawet o Rajoviciu, który początkowo potrafił trafić do siatki. I to jest bardzo zastanawiające. Być może, po okresie przygotowawczym z trenerem a nie selekcjonerem, wszyscy będą wyglądali lepiej.
Ile sytuacji potrzebuje Rajović?! – Długo panowała opinia, że Mileta Rajović potrafi strzelać gole, sprawiał wrażenie faceta, który ma instynkt strzelecki, tylko potrzebuje dobrego serwisu. Duńczyk jednak dogodnych sytuacji często nie miał, nie były one kreowane. Przed tygodniem w Lublinie zepsuł piłkę meczową – miał wymarzoną sytuację, ale najpierw trafił w bramkarza, a dobitkę przestrzelił. Teraz w Gliwicach miał trzy naprawdę niezłe okazje do tego, by skierować piłkę do siatki. Najpierw po długim wykopie Tobiasza, przejął piłkę, wyszedł na dobrą pozycję, uderzył obok bramkarza, ale świetnie spisał się Plach w bramce Piasta. Później Rafał Augustyniak zagrał do Kacpra Urbańskiego, ten będąc tyłem do bramki obrócił się z piłką i idealnie podał do wbiegające w pole karne Rajovicia. Wystarczyło przerzucić piłkę nad interweniującym bramkarzem – niestety ta sztuka się nie udała. Zabrakło nie szczęścia, ale odpowiednich umiejętności. Po przerwie była jeszcze sytuacja po podaniu Kacpra Chodyny, ale strzał znów odbił Plach. Ostatniego gola Rajović strzelił w meczu z Pogonią Szczecin 28 września z rzutu karnego. I to też tylko dlatego, że wyznaczony do „jedenastek” Bartosz Kapustka oddał wykonanie karnego Duńczykowi, aby ten złapał większą pewność siebie. Niestety jej nie złapał. W tym sezonie w oficjalnych meczach wg. Wyscouta odliczając rzuty karne, oddał 75 strzałów na bramkę, zdobył 4 gole. 39 z tych uderzeń było celnych. Mimo to, jego średnie xG (współczynnik bramek oczekiwanych) na mecz to zaledwie 0,44. Ze wszystkich letnich transferów on na razie zawodzi najbardziej. Inna sprawa, że to jak pion sportowy ogarnął kwestię jego zastępstwa jest skandaliczne. Puszczono Marca Guala, Ilję Szkurina i Migouela Alfarelę, a w zamian ściągnięto Antonio Colaka, któremu za chwilę stuknie 13 miesięcy od ostatniego gola.
Strefa spadkowa – Piłkarze Legii już dzień wcześniej, po tym jak Lechia Gdańsk wygrała aż 5:2 z Górnikiem Zabrze, znaleźli się w strefie spadkowej. Po porażce w Gliwicach umocnili się w strefie spadkowej. Jakby tego było mało, to najgorsza drużyna w tym sezonie, czyli Bruk-Bet, wygrała z Jagiellonią. I zespół z Niecieczy ma już tyle samo punktów co „Wojskowi”. Niby tabela jest płaska, niby wystarczą trzy wygrane z rzędu, aby bić się o puchary, ale niestety Legii dziś znacznie bliżej do spadku niż do europejskich pucharów. Z wysokości trybun spotkanie oglądali Fredi Bobić, Michał Żewłakow, a także Marcin Herra (prezes był nieobecny w Lublinie z powodu zabiegu w szpitalu). Chciałoby się aby szybko zaradzili kryzysowej sytuacji. Ale wydaje się, że podobnie jak sztab szkoleniowy, nie wiedzą z czego bierze się fatalna gra Legii.

Eden Hazard o życiu po piłce: „Dziś bliżej mi do taksówkarza niż...

Manchester United ma rozbić bank dla Tonalego? Holenderski ekspert...

Szymon Sobczak o krok od Zagłębia Sosnowiec

Real Madryt poluje na gwiazdy Liverpoolu. Szoboszlai i MacAllister...

Barcelona przegrywa, Yamal marnuje karnego. Real Madryt liderem La...

Regulamin:
Punktacja rankingu:
Za każdy nowy komentarz użytkownik dostaje 1 punkt. Jednak, gdy narusza on nasze zasady i zostanie dezaktywowany, użytkownik straci 2 punkty. W przypadku częstych naruszeń zastrzegamy sobie możliwość nakładania wyższych kar punktowych, a nawet tymczasowych i permanentnych banów.