Wnioski, spostrzeżenia
fot. Marcin Szymczyk

Kilka spostrzeżeń po meczu z Pogonią - coraz lepsza gra defensywna

Redaktor Marcin Szymczyk

Marcin Szymczyk

Źródło: Legia.Net

30.09.2025 13:25

(akt. 30.09.2025 13:27)

Piłkarze Legii Warszawa wygrali w niedzielę z Pogonią Szczecin przy Łazienkowskiej 1:0 po rzucie karnym wykorzystanym przez Miletę Rajovicia. Czas na kilka pomeczowych spostrzeżeń.

Naprawdę dobra pierwsza połowa meczu - Już w pierwszej akcji strzał na bramkę Kacpra Tobiasza z dystansu oddał Kamil Grosicki, w podpowiedz była akcja Legii Warszawa w której w polu karnym zawodnik gości Musa Juwara podstawił nogę Noahowi Weisshauptowi. Sędzia wskazał na jedenasty metr. Wyznaczony do rzutów karnych Bartosz Kapustka oddał piłkę Milecie Rajoviciowi, a ten pewnym strzałem wyprowadził zespół na prowadzenie. Po chwili Duńczyk z ostrego kąta próbował zaskoczyć bramkarza Pogoni, ale skończyło się rzutem rożnym. Po rozegraniu kornera Ermal Krasniqi zagrał do Kamila Piątkowskiego, ten huknął z woleja, Valentin Cojocaru odbił piłkę, dopadł do niej „Kapi”, ale mając wymarzoną okazję posłał piłkę wysoko ponad bramką. W odpowiedzi po akcji "Grosika" bliski gola był Rajmund Molnar, ale na szczęście będąc w polu karnym nie trafił w piłkę. Świetnie się to oglądało, początek meczu był dynamiczny, sunęła akcja za akcją, były emocje i zapowiadało się na ciekawy wieczór przy Łazienkowskiej. Póżniej akcji bramkowych było mniej, ale podejmowanych prób, walki w środku pola nie brakowało. Przed przerwą warto jeszcze odnotować szansę niemieckiego skrzydłowego Legii zakończoną świetną interwencją golkipera „Portowców. 

Gra siadła po zejściu Piątkowskiego - Początek drugiej połowy również był ciekawy i zwiastował spore emocje. Już w pierwszej akcji Kamil Piątkowski popisał się długim podaniem w pole karne do Krasniqiego, ale ten przegrał pojedynek z obrońcą. Minutę później kapitan Legii wykorzystał niezdecydowanie obrońcy Pogoni, przechwycił piłkę i wstrzelił w pole karne, gdzie dobrze spisał się Cojocaru. W odpowiedzi była akcja Pogoni zakończona minimalnie niecelnym strzałem Juwary. I wtedy urazu mięśniowego bez kontaktu z rywalem doznał Piątkowski. Zastąpił go Radovan Pankov i zagrał bardzo dobre spotkanie, wygrał wszystkie pojedynki. Niestety po tej zmianie gra ofensywna całkowicie siadła, tempo spotkania spadło. Jedyną naprawdę dobrą sytuację miał właśnie Pankov - Serb po rzucie rożnym bitym przez Juergena Elitima główkował na bramkę, Cojojaru odbił piłkę przed siebie, futbolówka trafiła w nogę Mariana Huja, a następnie odbiła się od słupka. Odnotować jeszcze można błąd bramkarza Pogoni, na dalszy słupek uderzył Rajović, ale bez problemu swój błąd naprawił Cojocaru. Przez 40 minut z boiska wiało jednak nudą, było mnóstwo strat z obu stron, niedokładności. Do tego dochodziły urazy, interwencja lekarzy czyli przerwy w grze, również zmiany w obu drużynach. To wszystko złożyło się na to, że spotkanie było trudne do oglądania. Obraz gry dobrze oddaje współczynnik goli oczekiwanych w drugiej odsłonie - dla Legii wyniósł 0,24, zaś dla Pogoni 0,12. 

Coraz lepsza gra defensywna całego zespołu - Kolejne drużyny, z którymi gra Legia, tworzą albo mało sytuacji bramkowych, albo nie tworzą ich w ogóle. I nie ma w tym przypadku. Legioniści w każdym kolejnym starciu eliminują skutecznie atuty rywala i grają bardzo uważnie w defensywie, odpowiedzialnie. W porównaniu z tym co były w poprzednich sezonach spadła liczna strat w pobliżu pola karnego. Sama struktura linii obronnej nie uległa dużym zmianom, Damian Szymański grając na szóstce często się cofa i pełni rolę trzeciego stopera - ale to samo było praktykowane za Goncalo Feio. Nowością jest to, że Bartosz Kapustka jest bardzo blisko Szymańskiego, asekuruje go, ale nie trzyma się kurczowo jednej pozycji, gra od pola karnego do pola karnego, bierze udział w pressingu. Obie „ósemki” mają sporo zadań defensywnych w środku pola, ale nie cofają się głęboko. Czytają grę, umiejętnie przesuwają się, przyspieszają gdy trzeba i przechwytują piłkę. Skrzydłowi wracają się do obrony nawet mniej niż wcześniej, a mimo to gra obronna całego zespołu uległa znacznej poprawie. Mniej jest błędów indywidualnych, coraz trudniej kolejnym przeciwnikom stworzyć sytuację bramkową. To na pewno duży plus pracy rumuńskiego trenera. 

Neutralizacja - Tak jak w meczu z Jagiellonią najważniejsze dla obu zespołów by to, aby nie przegrać, przez co ani Legia ani zespól z Białegostoku nie pokazały pełni swoich ofensywnych umiejętności, tak w starciu z Pogonią w drugiej połowie najważniejsza stała się neutralizacja poczynań przeciwnika. Pogoń wyciągnęła wnioski z pierwszej części gry, gdy mogła stracić o wiele więcej goli, zaś Legia mając gola przewagi zneutralizowała całkowicie ofensywne zapędy Pogoni i spokojnie dowiozła do końca jednobramkowe prowadzenie. Ten mecz przebiegał tak, jak wielokrotnie opowiadał o tym Edward Iordanescu - kontrola nad meczem i wygrana 1:0. Oczywiście my byśmy woleli inny sposób zabicia meczu - np. poprzez strzelenie drugiego i trzeciego gola, ale trzeba docenić to, że spotkanie przebiegło zgodnie z zalecaniami i założeniami trenera. Rumun sam zresztą powiedział o tym na pomeczowej konferencji prasowej - Jestem zadowolony, że powoli zaczynamy wyglądać coraz bliżej tego, jaką mam wizję na ten zespół. W niedzielę mogliśmy mieć trochę  więcej kompleksowości w ataku pozycyjnym i grze między liniami, ale mamy bardzo dobry balans. Nasi rywale nie kreują zbyt wiele szans, nie kontrolują meczów. Nie tracimy bramek i jest to bardzo zbliżone do tego, co bym chciał.

Potrzeba zamknięcia spotkania - Legia przez długie fragmenty kontrolowała wydarzenia na boisku i miała pełne prawo domagać się od siebie więcej. Wystarczyło zamienić choć jedną z kilku dogodnych sytuacji na drugiego gola, by praktycznie odebrać Pogoni nadzieję na korzystny wynik. Najbliżej był Kapustka, który nie wykorzystał znakomitej szansy na podwyższenie prowadzenia. Stołeczny zespół miał jeszcze kilka okazji – próbowali między innymi Krasniqi, Piątkowski czy Weisshaupt, ale za każdym razem górą był bramkarz szczecinian, Cojocaru, trzymający swój zespół przy życiu. Zamiast zamknąć spotkanie i spokojnie dograć je do końca, Legia pozostawiła rywalowi otwartą furtkę. Gdyby druga bramka padła wcześniej, końcówka starcia wyglądałaby zupełnie inaczej, a tak było drżenie o wynik, który mogła zmieniać jednak przypadkowa akcja gości. 

Komentarze (26)

Odśwież

Dodając komentarz zobowiązujesz się do przestrzegania

Komentarze osób niezalogowanych, a także zalogowanych, którzy zarejestrowali konto w ostatnich 3 dniach wymagają akceptacji administratora.

Uwaga!

Teraz komentarze są ukryte, aby poprawić komfort korzystania z serwisu Legia.Net. Kliknij przycisk „Zobacz komentarze”, aby je wyświetlić i dołączyć do dyskusji.