Spostrzeżenia, wnioski

Kilka spostrzeżeń po meczu z Pogonią - Spotkanie na warunkach Legii

Redaktor Marcin Szymczyk

Marcin Szymczyk

Źródło: Legia.Net

08.04.2026 17:00

(akt. 08.04.2026 22:18)

Piłkarze Legii Warszawa wygrali z Pogonią w Szczecinie 2:0 - była to pierwsza wygrana na wyjeździe od 253 dni! Czas na kilka pomeczowych spostrzeżeń.

Słoneczny szczegół – Stadion Pogoni jest tak usytuowany, że słońce zachodzi za jedną z bramek. W poniedziałkowe popołudnie światło od zachodzącego słońca było bardzo ostre i oślepiające, nie dało się spoglądać w tym kierunku dłużej niż kilka sekund. Piłkarze i członkowie sztabu szkoleniowego Legii spostrzegli to już na rozgrzewce. Gdy obie drużyny wyszły na murawę i kapitanowie byli na środku boiska razem z sędzią, Rafał Augustyniak wygrywając rzut monetą od razu chciał zmiany połów. Wszystko po to, by zespół gospodarzy mierzył się z dodatkową przeciwnością jaką była gra pod słońce. Najwięcej kłopotu sprawiało to bramkarzowi. Valentin Cojocaru nie przygotował się właściwie do tego spotkania, nie zabrał ze sobą czapki z daszkiem i szybko tego żałował. Co chwilę dłonią próbował zasłaniać oczy od rażącego światła, ale na niewiele się to zdało. Przy piłkach dogrywanych w pole karne ze środka pola, po prostu futbolówki nie widział. Raz sędzia cofnął akcję, gdy Pogoń za szybko wprowadziła piłkę do gry. I po chwili Cojocaru ponownie wznowił grę zanim pozwolił na to arbiter. Golkiper tłumaczył się Wojciechowi Myciowi, że zwyczajnie go nie widział. Takie warunki miały wpływ na postawę bramkarza, który delikatnie mówiąc przy pierwszym golu dla Legii mógł zachować się lepiej. 

Mecz pod dyktando Legii – Piłkarze Legii Warszawa od pierwszej minuty narzucili graczom Pogoni swoje warunki gry, narzucili styl. Gospodarze nie mogli sobie z tym poradzić. Legioniści byli bardzo zdyscyplinowani taktycznie, grali kompaktowo. Środkowi obrońcy nie popełniali błędów, rzadko faulowali. Środkowi pomocnicy opanowali środek pola i zbierali większość piłek, zaś wahadłowi pomagali tak w defensywie jak i w ofensywie. To stanowiło od początku dla Portowców zasieki nie do przejścia, a Legii dawało kolejne szanse na bramkę. Tym bardziej, że piłkarze Marka Papszuna więcej biegali od gospodarzy i żwawiej się poruszali. Już w drugiej minucie Cojacaru był zmuszony do piąstkowania piłki, zaś minutę później po dośrodkowaniu Patryka Kuna swoją pierwszą szansę w tym meczu miał Mileta Rajović, ale uderzył za lekko by zaskoczyć bramkarza. I tak to wyglądało przez niemal całe spotkanie. Niesamowita był wszędobylskość pomocników Legii – w pierwszej połowie Damian Szymański raz był pod bramką Pogoni, by po chwili pomagać zespołowi pod własnym polem karnym – zablokował strzały Karola Angielskiego i Sama Greenwooda. Po zmianie stron w tę rolę wcielił się Juergen Elitim. Do tego zawodnikom ofensywnym Pogoni grę obrzydzali Kamil Piątkowski i Radovan Pankov, którym przewodził Rafał Augustyniak grający niemal perfekcyjne zawody. To wszystko powodowało, że Pogoń waliła głową w mur i była bezradna aż do 91 minuty, gdy Leonardo Koutris minął Kacpra Urbańskiego i uderzył w poprzeczkę. Była to jedyna taka sytuacja. Legioniści zagrali bardzo skoncentrowani, realizowali polecenia taktyczne i nie pozwolili na wiele „Portowcom”. Dominowali i kontrolowali przebieg gry - zwłaszcza po drugim golu. 

Rajović w końcu skuteczny – Przed tygodniem w sparingu zorganizowanym w przerwie na mecze reprezentacji narodowych Mileta Rajović zdobył trzy bramki, a Legia wygrała 3:1 z FC Riga. Napastnik był wtedy wyluzowany i wychodziło mu znacznie więcej niż w starciach ligowych. Pytanie brzmiało więc czy będzie potrafił ten luz przełożyć na mecze o stawkę. Trener Marek Papszun wierzył, że to może być punkt zwrotny, jeśli chodzi i Duńczyka i kolejny raz mu zaufał posyłając do boju od pierwszej minuty spotkania. I Rajović mu się odpłacił. W 21. minucie po dograniu Szymańskiego zgrał piłkę do Wahana Biczachczjana, którego strzał z trudem odbił bramkarz. Jedenaście minut później opanował piłkę zagraną przez Augustyniaka, obrócił się z Danijelem Loncarem na plecach i oddał strzał – nie był zbyt mocny, ale i tak nie poradził sobie z nim Cojocaru. Na tym golu nie poprzestał. W 36. minucie był bliski pięknego gola, Rajović w stylu Luisa Suareza chciał efektownym zagraniem piętą umieścić piłkę w siatce – tuż przed linią bramkową „Pogoń” uratował jednak Fredrik Ulvestad. Tuż po zmianie stron Mileta wykończył znakomitą akcję Rafała Adamskiego – dostawił tylko nogę i Legia prowadziła już dwoma bramkami. W sumie oddał 4 strzały na bramkę, 3 z nich były celne. Jego współczynnik goli oczekiwanych wyniósł 1,66. Był dokładny - na 17 jego podań 14 trafiło do kolegów. Miał w sumie 7 kontaktów z piłką w polu karnym, strzelił 2 gole. Brawo, oby tak dalej!

Rzuty z autu – Legia trenera Marka Papszuna z meczu na mecz poprawia organizację gry, coraz lepiej broni. Ale co do kreowania sytuacji wiele jeszcze było do poprawy – choć tutaj również z każdym spotkaniem widać pewne postępy. Widać było poprawę w ofensywnych stałych fragmentach gry – głównie w rzutach wolnych i rożnych, po przerwie na mecze reprezentacji dołączyły do tego rzuty z autu. Rafał Augustyniak asystował przy pierwszym golu Milety Rajovicia, a i akcja bramkowa przy drugiej bramce zaczęła się od szybkiego wprowadzenia piłki z autu daleko do przodu. Poza tymi dwoma sytuacjami niemal każde wprowadzenia piłki z autu w pobliżu pola karnego stanowiło zagrożenie dla defensywy gospodarzy, gdzie futbolówkę zgrywali lub przyjmowali wysocy Rajović, Adamski czy Piątkowski. Warto tez zauważyć, że po strzałach z dystansu tuż przed bramkarzem zwykle znajdowali się obaj napastnicy Legii i czyhali tylko na błąd Valentina Cojacaru. 

Osiem meczów bez porażki – Piłkarze Legii w 2026 roku przegrali tylko raz – w pierwszym spotkaniu z Koroną Kielce przy Łazienkowskiej. W kolejnych ośmiu spotkaniach już nie przegrali – złożyły się na to pięć remisów i trzy zwycięstwa. Poniedziałkowa wygrana smakowała wyjątkowo, gdyż zespół Legii odzwyczaił od zwyciężania na wyjazdach. Poprzednia taka wygrana miała miejsce w 2. kolejce – było to 27 lipca 2025 roku czyli 253 dni czekała Legia na kolejną wygraną w delegacji. Drużyna coraz bardziej zaczyna przypominać Raków z najlepszych okresów pracy Marka Papszuna – cechuje ją dobra organizacja w defensywie, duża intensywność, siła fizyczna oraz skuteczność przy stałych fragmentach gry. Legioniści nadal są na 15. pozycji w tabeli mając tyle samo punktów co otwierająca strefę spadkową Arka, ale zmniejszyli stratę do 11. miejsca do 3 punktów. I jeśli Legia dalej będzie grała tak pragmatycznie jak ostatnio, to ma szansę w tym miesiącu wyprzedzić takie zespoły jak Pogoń, Radomiak, Piast czy Cracovia.

 

Competition table provided by Superscore

Komentarze (15)

Odśwież

Dodając komentarz zobowiązujesz się do przestrzegania

Komentarze osób niezalogowanych, a także zalogowanych, którzy zarejestrowali konto w ostatnich 3 dniach wymagają akceptacji administratora.

Uwaga!

Teraz komentarze są ukryte, aby poprawić komfort korzystania z serwisu Legia.Net. Kliknij przycisk „Zobacz komentarze”, aby je wyświetlić i dołączyć do dyskusji.