Wnioski, spostrzeżenia

Kilka spostrzeżeń po meczu z Widzewem: Stawka paraliżowała oba zespoły

Redaktor Marcin Szymczyk

Marcin Szymczyk

Źródło: Legia.Net

04.05.2026 00:30

(akt. 05.05.2026 15:09)

Piłkarze Legii Warszawa wygrali 1:0 z Widzewem Łódź i odetchnęli z ulgą oddalając się od strefy spadkowej. Czas na kilka pomeczowych spostrzeżeń.

Mecz podszyty strachem - Już przed meczem kibice, byli piłkarze oraz dziennikarze byli zgodni, że widowiska sportowego w piątek nie należy się spodziewać. Wojciech Kowalczyk powiedział pół żartem, pół serio, że jak obie drużyny postanowią nie wyjść z własnej połowy, to tak zrobią. W typowaniach wyniku najczęściej padał wynik 0:0 lub 1:0 dla Legii. I mecz wyglądał zgodnie z przewidywaniami, stawka spotkania paraliżowała oba zespoły, które grały defensywnie i pragmatycznie. Legia i Widzew wyszły na murawę z założeniem, by gola nie stracić. Legia grająca na własnym boisku, przed kibicami, którzy stworzyli wspaniałą oprawę spotkania, miała z gry nieco więcej. Niewiele więcej, ale więcej. Legioniści wymieniali podania, utrzymywali się przy piłce, ale nic z tego nie wynikało. Nieliczne próby podań do napastników kończyły się wygranymi pojedynkami obrońców Widzewa. Goście grali kompaktowo, formacje były blisko siebie i synchronicznie się przesuwały. Piłkarze Legii byli wobec takiej postawy Widzewa bezradni, zagrożenie jeśli było, to zwykle po stałych fragmentach gry - po takim padł też jedyny gol w piątkowym starciu. Nie było to porywające widowisko, czasem oczy krwawiły od spoglądania na wydarzenia boiskowe, ale legioniści mecz wygrali rzutem na taśmę i oddalili się od strefy spadkowej. Z kolei gracze przyjezdni znaleźli się w poważnych tarapatach. 

Dobra pierwsza i ostatnia akcja meczu - Legia dobrze weszła w mecz z Widzewem. W 3. minucie Bartosz Kapustka zagrał do Jeana Pierre Nsame, ten obrócił się z piłką i podał prostopadle do Milety Rajovicia, który w pełnym biegu uderzył mocno, tuż przy słupku, ale dobrze interweniował Bartłomiej Drągowski. Nic więc nie zapowiadało tego, co się działo później. A jak się okazało, była to jedyne groźna sytuacja w pierwszej odsłonie spotkania, dodajmy iż jedyna z obu stron! Widzew grał długimi momentami całą jedenastką na własnej połowie boiska i nie był zbyt zainteresowany ofensywnymi zapędami. Legioniści przetrzymywali piłkę, długo ją rozgrywali, zmieniali strony, nic jednak z tego nie wynikało. Napastnicy nawet jeśli wbiegali w pole karne, to nie dostawali podań i musieli się z powrotem cofać. Nieliczne podania w pole karne padały łupem trójki defensorów - Mateusza Żyry, Przemysława Wiśniewskiego i Steva Kapuadiego. Formacje Widzewa się cały czas trzymały blisko siebie i przesuwały, a strefy miedzy liniami były szybko zamykane. Z taką postawą gości zupełnie nie radzili sobie legioniści - brakowało szybkich decyzji, gry na jeden czy dwa kontakty i strzałów z dystansu - doskonale obrazuje to 24. minuta gry. Juergen Elitim miał czas i miejsce będąc przed polem karnym, mógł strzelać, ale podał w pole karne do Kapustki, wokół którego było trzech rywali. Piłka po chwili wrócił do Kolumbijczyka i znów zamiast strzałów było podanie - tym razem do boku wprost na głowę Wiśniewskiego. 

Po zmianie stron gra wyglądała podobnie, choć sytuacji bramkowych było ciut więcej. W 61. minucie z rzutu rożnego Elitim dograł piłkę na głowę Kamila Piątkowskiego, a ten uderzył obok bramki. W 75. minucie po dograniu Elitima z piłką minął się Piątkowski, ale dopadł do niej Nsame i uderzył, ale trafił w plecy interweniującego Żyry. W takich zamkniętych meczach różnicę często robią jednostki, które swoimi umiejętnościami czy nieszablonowym myśleniem, potrafią przechylić szalę zwycięstwa na stronę swojego zespołu, ale w piątek w obu zespołach takich jednostek nie było. Był to klasyk drużyn walczących o utrzymanie się w lidze, nie przypominał meczów które elektryzowały kiedyś całą Polskę. W końcu jednak nadeszła ostatnia minuta doliczonego czasu gry - Alvarez faulował Vinagre. Piłkę w pole karne dogrywał Kacper Chodyna, nie sięgnął jej Drągowski. Strzelał Augustyniak, piłkę wybił jednak Żyro. Piątkowski strącił piłkę do Pankowa, ten odegrał do Kapustki, który oddał strzał w środek bramki. Był jednak rykoszet i piłka spadła na nogę Rafała Adamskiego, który stojąc 30 centymetrów przed bramką, skierował futbolówkę do siatki. Piłkarze Legii po tym golu cieszyli się tak bardzo, jakby wygrali ze Sportingiem i awansowali z grupy śmierci Ligi Mistrzów, albo jakby wygrali z Chelsea na wyjeździe, ale to był tylko 16. w tabeli Widzew... 

Profesjonalista Pankov - W tygodniu Radovan Pankov ogłosił, że po sezonie rozstanie się z Legią Warszawa. Część fanów uważała, że wybrał zły moment, że drużyna walczy o utrzymanie, zespołowi to nie pomoże a dodatkowo pojawiło się zwątpienie w zaangażowanie Serba. Wątpliwości nie znalazły pokrycia w rzeczywistości. „Rasza” zagrał bardzo dobry mecz, grał dojrzale i odpowiedzialnie, kiedy trzeba było to wymusił faul, a kiedy trzeba było, to biegł z piłką do przodu i zdobywał teren podprowadzając akcje do przodu. Podawał z 87 procentową skutecznością, miał 2 przechwyty, przejmował posiadanie piłki 11 razy w tym 2 razy na połowie rywala. W pojedynkach stoczonych w defensywie wygrał 7 z 8, skutecznie 2 razy asekurował kolegów naprawiając ich błędy. W rozegraniu na 5 prób zagrania w trzecią strefę, 3 razy robił to skutecznie. Na 17 prób podawania piłki do przodu, 11 razy piłka docierała do adresata. W doliczonym czasie, przy kluczowym dla losów spotkania rzucie wolnym, instruował Kacpra Chodynę w kwestii dogrania w pole karne. Po ostatnim gwizdku cieszył się ze zwycięstwa razem z całym zespołem. - To profesjonalista i bardzo dobry człowiek. Chciałbym aby tak go zapamiętano. Wierzę, że pomoże nam w ostatnich meczach - mówił przed meczem trener Marek Papszun. Nie pomylił się w ocenie.

Ważne gole Adamskiego - Trafił do Legii bo wszystkie inne opcje nie wypaliły. Dobrze, że Marek Papszun wpadł na pomysł, aby sięgnąć właśnie po niego z Pogoni Grodzisk Mazowiecki. Kosztował niewiele, a strzela niezwykle ważne gole. Pierwszą bramkę zdobył w debiucie - dała prowadzenie w meczu z Wisłą Płock - bez niej nie było by wygranej 2:1. Strzelił jedynego gola w starciu z Zagłębiem Lubin, trafił też za trzy punkty w spotkaniu z Widzewem Łódź. Można powiedzieć więc, że gole Adamskiego zapewniły Legii 9 punktów! Do dorobku należy mu też dopisać piękną asystę do Milety Rajovicia w spotkaniu z Pogonią w Szczecinie. W piątek wchodził w trudnym momencie na boisko - raz, że w Poznaniu opuścił boisko już w 20 minucie i trener skrytykował go po meczu, a dwa że zespołowi nie szło. A jednak dał sobie radę. Oddał dwa strzały na bramkę, oba były celne. Jego współczynnik goli oczekiwanych wyniósł w tym spotkaniu 0,92. Raz dryblował - była to udana próba, wygrał 3 z 4 pojedynków z rywalami, miał 4 kontakty z piłką w polu karnym przez 22 minuty. Dla porównania grający cały mecz Rajović miał 2 kontakty z piłką w polu karnym, a Nsame 6 takich kontaktów. Ale najważniejsze, że potrafił znaleźć się w odpowednim czasie i miejscu, strzelił gola, po którym cały klub odetchnął. 

Urodziny Nieznanych Sprawców - Jeśli w piątek warto było przyjść na stadion, to nie po to obejrzeć bardzo przeciętne widowisko sportowe, ale by zobaczyć jak swoje 20. urodzony świętuje grupa Nieznani Sprawcy odpowiadająca za oprawy meczowe. A było na co patrzeć - nie ma co tego opisywać, najlepiej obejrzeć poniższy materiał wideo. 

 

Komentarze (129)

Odśwież

Dodając komentarz zobowiązujesz się do przestrzegania

Komentarze osób niezalogowanych, a także zalogowanych, którzy zarejestrowali konto w ostatnich 3 dniach wymagają akceptacji administratora.

Uwaga!

Teraz komentarze są ukryte, aby poprawić komfort korzystania z serwisu Legia.Net. Kliknij przycisk „Zobacz komentarze”, aby je wyświetlić i dołączyć do dyskusji.