Mileta Rajović
fot. Kasia Dżuchil

Komentarz: Czekając na przełamanie Milety Rajovicia

Redaktor Marcin Kubilisz

Marcin Kubilisz

Źródło: Legia.Net

02.03.2026 14:25

(akt. 02.03.2026 16:01)

Są w futbolu takie okresy, czasem dość długie, kiedy napastnik przestaje strzelać gole. Kiedy piłka po uderzeniu grzęźnie w rękawicach bramkarza lub ląduje na trybunach. Gdy dobitka z kilku metrów zamiast rozerwać siatkę, odbija się od poprzeczki lub słupka jak złośliwy żart losu. I właśnie w takim momencie kariery znalazł się Mileta Rajović.

To już nie jest pojedyncze pudło. To cały ciąg takich zdarzeń. A taka seria w głowie napastnika waży więcej niż obrońca na plecach. Rajović dochodzi do sytuacji, wygrywa walkę o pozycję, uderza na bramkę, ale nic z tego nie wychodzi. Dlatego ta niemoc jest tak frustrująca. Problemem nie jest brak okazji – problemem jest, jak to powiedział trener Marek Papszun, ostatni dotyk piłki.

Czasem wygląda to tak, jakby w chwili strzału przez głowę Rajovicia przelatywały wszystkie poprzednie zmarnowane okazje. A napastnik nie może wtedy myśleć, musi działać instynktownie i automatycznie. Jeśli zaczyna kalkulować – przegrywa z własną sekundą zawahania. Gdy presja rośnie, a trybuny reagują błyskawicznie, każde kolejne pudło dokłada cegłę do muru wątpliwości. W takiej sytuacji kluczowa jest reakcja sztabu. I tu wybrzmiały słowa trenera.

Szkoleniowiec podszedł do sprawy spokojnie, bez publicznego rozliczania: „Wierzę w każdego naszego zawodnika. Legia nie wygrała 12 spotkań ligowych z rzędu, aż w końcu przyszło przełamanie. Tak samo może być z napastnikiem – oczywiście, musi dać z siebie jeszcze więcej i na to też liczę. Mam taki plan, że będzie dawał z siebie więcej w różnych obszarach i to przyniesie efekty.”

To ważna deklaracja trenera. Zamiast szukać kozła ofiarnego, szkoleniowiec wskazuje kierunek: większa intensywność, praca bez piłki, pressing, walka w powietrzu, agresja w polu karnym. Czasem gol przychodzi nie wtedy, gdy go rozpaczliwie szukasz, ale wtedy, gdy skupiasz się tylko na danej akcji, na piłce. Rajović dziś walczy nie tylko z obrońcami. Walczy z narracją, z oczekiwaniami, z własnym odbiciem w lustrze po kolejnym meczu bez trafienia. Ale futbol zna takie historie. Serie bez zwycięstw, serie bez goli. I momenty, w których jedna bramka zmieniała wszystko. Pytanie brzmi jak długo Legia w obecnej sytuacji może na przełamanie czekać i czy w momencie przełamania Rajović będzie mentalnie gotowy, by tę bramkę przyjąć jak początek nowej serii – a nie chwilowy wypadek przy pracy. Jeśli faktycznie „ma dawać z siebie więcej w różnych obszarach”, jak zapowiada trener, to może paradoksalnie ten kryzys okaże się fundamentem.

Na razie jednak to wciąż historia napastnika, któremu nie wychodzi, który jest pod dużą presją i walczy ze swoimi słabościami. A przełamanie? W futbolu często przychodzi wtedy, gdy najmniej się go spodziewamy. 

Komentarze (242)

Odśwież

Dodając komentarz zobowiązujesz się do przestrzegania

Komentarze osób niezalogowanych, a także zalogowanych, którzy zarejestrowali konto w ostatnich 3 dniach wymagają akceptacji administratora.

Uwaga!

Teraz komentarze są ukryte, aby poprawić komfort korzystania z serwisu Legia.Net. Kliknij przycisk „Zobacz komentarze”, aby je wyświetlić i dołączyć do dyskusji.