
Koszykówka: Finał jest nasz! Legia zamknęła serię z Dzikami
01.06.2026 22:17
(akt. 02.06.2026 11:34)
Legia Warszawa stanęła przed pierwszą szansą na przypieczętowanie awansu do finału Orlen Basket Ligi. Po dwóch zwycięstwach na Bemowie mistrzowie Polski udali się do hali Koło, by zakończyć półfinałową serię z Dzikami Warszawa już w trzecim spotkaniu. Choć legioniści prowadzili w rywalizacji 2:0, drugi mecz pokazał, że lokalny rywal nie zamierza składać broni i potrafi postawić bardzo trudne warunki. Podobnie jak w poprzednim spotkaniu, poza składem Legii z powodu kontuzji znalazł się Race Thompson, który w pierwszym meczu serii doznał urazu stawu skokowego. Do wyjściowej piątki wrócił natomiast kapitan Legii, Michał Kolenda, który opuścił dwa pierwsze mecze półfinału z powodu problemów zdrowotnych.
Lepiej w spotkanie weszli gospodarze. Skuteczne akcje szybko zanotowali Rivaldo Soares i Shane Hunter, a po chwili Dziki zdobyły pięć punktów z rzędu. Legioniści odpowiedzieli jednak poprawą gry w obronie, do której sporo energii wniósł Maks Wilczek. Po pięciu kolejnych punktach Andrzeja Pluty Legia objęła prowadzenie 11:9. W ciągu pięciu minut goście całkowicie przejęli inicjatywę, notując imponującą serię 16:4 i odskakując na 20:11, co zmusiło trenera Dzików, Marco Legovicha, do wzięcia przerwy na żądanie. Po czasie punkty po zbiórce w ataku zdobył Łukasz Frąckiewicz, a chwilę później po kontrze trafił Thalik Chavez. Krótki zryw gospodarzy przerwał jednak celnym rzutem za trzy Dominic Brewton. Legia miała pewne problemy ze zbiórkami pod własnym koszem, gdzie bardzo aktywny był Frąckiewicz, mimo to końcówka pierwszej kwarty należała do gości. Po dziesięciu minutach legioniści prowadzili 25:15. Warto podkreślić, że Dziki nie trafiły w tej części gry żadnej z ośmiu prób zza linii 6,75 m.
Drugą kwartę od skutecznych akcji rozpoczęli Carl Ponsar i Hunter. Pierwszą trójkę dla Dzików trafił Rivaldo Soares, a chwilę później kolejne trafienie z dystansu dołożył Krzysztof Kempa. Po tej serii trener Legii poprosił o czas, po którym skuteczną akcję przeprowadził Pluta. Gra się wyrównała, ale legioniści znacznie lepiej radzili sobie ze switchującą obroną Dzików niż w meczu numer dwa i przez cały czas utrzymywali bezpieczną, dwucyfrową przewagę. Warszawianie imponowali przede wszystkim defensywą, a po drugiej stronie parkietu bardzo dobrze prezentował się Brewton, który do przerwy był najskuteczniejszym zawodnikiem meczu z dorobkiem 15 punktów. Obrona Legii ograniczyła gospodarzy do zaledwie 36 procent skuteczności z gry, podczas gdy sami legioniści trafiali na poziomie 59 procent. Efektem była pewna zaliczka po pierwszej połowie i prowadzenie 50:36.
Po zmianie stron Dziki ruszyły do odrabiania strat. Dwie trójki z rzędu trafił praktycznie niewidoczny w pierwszej połowie Darnell Edge, a legioniści stracili rytm w ataku i przez ponad dwie minuty nie potrafili zdobyć punktów. Niemoc gości przełamał dopiero Carl Ponsar, trafiając zza łuku. W tym fragmencie obrona Legii nie była już tak szczelna jak przed przerwą, a po kolejnej trójce Landariusa Hortona przewaga mistrzów Polski stopniała do zaledwie ośmiu punktów. W odpowiednim momencie ciężar gry na swoje barki wziął jednak MVP sezonu zasadniczego, Andrzej Pluta. Rozgrywający Legii zdobył sześć punktów z rzędu, a jego zespół odpowiedział imponującą serią 14:0. Passę legionistów przerwał dopiero skuteczną akcją Soares, ale goście nadal dominowali po obu stronach parkietu, osiągając nawet 26 punktów przewagi. Ostatnie słowo w trzeciej kwarcie należało jednak do Edge'a, który wraz z końcową syreną trafił za trzy, ustalając wynik tej części gry na 75:54 dla Legii.
Początek czwartej kwarty należał do gospodarzy. Grzegorz Kamiński zdobył cztery punkty z rzędu, a chwilę później szczęśliwym rzutem za trzy popisał się Chavez. W niewiele ponad minutę Dziki odrobiły dziesięć punktów, co skłoniło Heiko Rannulę do szybkiego wykorzystania przerwy na żądanie. Po czasie impas Legii przełamał Ponsar, jednak odpowiedź Kamińskiego zza łuku sprawiła, że gospodarze wciąż pozostawali w grze.Mimo ambitnej pogoni Dzików legioniści zachowali kontrolę nad wydarzeniami na parkiecie. Choć gospodarze naciskali na całym boisku i wykorzystali chwilowy przestój rywali na przełomie trzeciej i czwartej kwarty, nie byli w stanie realnie zagrozić prowadzeniu mistrzów Polski. Na niespełna dwie minuty przed końcem trójkę na wagę 17-punktowej przewagi trafił Ojars Silins, a chwilę później efektownym wsadem popisał się Brewton. W końcówce trener Rannula mógł pozwolić sobie na wprowadzenie młodszych zawodników, a Legia pewnie wygrała z Dzikami 91:78, zamykając półfinałową serię wynikiem 3:0. Warszawianie awansowali tym samym do finału Orlen Basket Ligi, w którym zmierzą się z Zastalem Zielona Góra. Duet Andrzej Pluta – Dominic Brewton zdobył łącznie 43 punkty, ale fundamentem zwycięstwa Legii była przede wszystkim znakomita defensywa, która po raz kolejny okazała się kluczem do sukcesu „Zielonych Kanonierów”.
3. MECZ PÓŁFINAŁOWY KOSZYKARSKICH MISTRZOSTW POLSKI: DZIKI WARSZAWA – LEGIA WARSZAWA 78:91 (15:25, 21:25, 18:25, 24:16)
Dziki: Darnell Edge 19 pkt. 3 zb. 6 as., Grzegorz Kamiński 12 pkt. 4 zb. 3 str., Tahlik Chavez 10 pkt. 2 zb. 4 as., Rivaldo Soares 9 pkt. 4 zb. 3 as., Landrius Horton 9 pkt. 3 zb. 1 as., Odinakachim Oguama 6 pkt. 3 zb., Krzysztof Kempa 5 pkt. 2 zb., Łukasz Frąckiewicz 4 pkt. 6 zb., Bennett Vander Plas 4 pkt. 3 zb. 2 as., Julian Sosna 0 pkt., Michał Aleksandrowicz-, Grzegorz Grochowski-
Legia: Dominic Brewton III 22 pkt. 3 zb. 2 as., Andrzej Pluta 21 pkt. 1 zb. 3 as. 3 str., Carl Ponsar 13 pkt. 8 zb. 2 as. 4 str., Jayvon Graves 9 pkt. 6 zb. 8 as., Shane Hunter 9 pkt. 3 zb. 1 as., Matthias Tass 7 pkt. 3 zb. 2 as., Maksymilian Wilczek 5 pkt. 3 zb., Ojars Silins 5 pkt. 1 zb., Wojciech Tomaszewski 0 pkt. 3 zb. 2 as., Wojciech Jasiewicz 0 pkt., Michał Kolenda 0 pkt., Błażej Czapla 0 pkt.
Multimedia

Marcin Włodarski zostaje w Podbeskidziu Bielsko-Biała do 2028 roku

Fernand Goure ma zostać nowym piłkarzem Radomiaka

Fabio Grosso nowym trenerem Fiorentiny. Oficjalne potwierdzenie klubu

Sędzia mundialu nie został wpuszczony do Stanów Zjednoczonych

Konrad Paśniewski blisko Widzewa Łódź. Decydujący ruch należy do...


Regulamin:
Punktacja rankingu:
Za każdy nowy komentarz użytkownik dostaje 1 punkt. Jednak, gdy narusza on nasze zasady i zostanie dezaktywowany, użytkownik straci 2 punkty. W przypadku częstych naruszeń zastrzegamy sobie możliwość nakładania wyższych kar punktowych, a nawet tymczasowych i permanentnych banów.