
Łukasz Broź: Legia Papszuna jest zachowawcza, ale gra bardziej zespołowo
04.09.2026 17:20
(akt. 04.09.2026 17:21)
Co obecnie u ciebie słychać? Czym się teraz zajmujesz na co dzień?
- Na co dzień, jeśli chodzi o sprawy sportowe, otworzyłem własną akademię. Działam w tym temacie na Mazurach, w Giżycku. Mam pod swoją pieczą 140 zawodników i 7 trenerów. Dodatkowo od obecnego sezonu otworzyliśmy drużynę seniorską – mamy swój klub w B-klasie, który nazywa się Olimpia Miłki. Czasami w meczach u siebie zdarza mi się pogrywać, więc jestem cały czas w ruchu i gotowy na niedzielę.
Jak zareagowałeś na możliwość powrotu na Łazienkowską 3 przy okazji meczu jubileuszowego?
- Bardzo miłe i fajne jest to, że są w klubie ludzie, którzy pamiętają o osobach mających za sobą trochę lat gry i sukcesów z Legią. Dlatego fajnie będzie wrócić. Podchodzę do tego również bardzo osobiście: moje córki, gdy grałem w Warszawie były małe i nie pamiętają, jak tata grał przy Ł3. Teraz będą mogły przyjść i zobaczyć ostatni taniec taty w stołecznej drużynie.
Wróćmy do przeszłości. Kiedy pojawił się pomysł na transfer do Legii z Widzewa?
- Pierwszy temat pojawił się jeszcze zimą, że jest taka opcja, ale wówczas nic z tego nie wyszło. Sprawa transferu wróciła latem i wraz z nią pojawiły się konkrety. W Widzewie w tamtym czasie źle się działo pod względem organizacyjnym i było już czuć, że nie do końca jest tak, jak powinno być. Postanowiłem wówczas skorzystać z oferty Legii, aby dalej się rozwijać i grać o najwyższe cele.
Jak wspominasz swoje początki w Warszawie?
- Na początku byłem obserwatorem. Jako osoba, która weszła w nowe środowisko zawodników, trenerów i w nowe otoczenie, starałem się obserwować, jak funkcjonuje całe to środowisko, aby się z nim przyswoić. Potrzebowałem kilku miesięcy, aby zaadaptować się do drużyny, a później poszło już z górki.
Z kim zbudowałeś najlepszą relację w szatni?
- Jestem osobą otwartą, jeśli chodzi o relacje w szatni czy na treningach. Przychodząc do Warszawy, znałem już kilku piłkarzy z reprezentacji oraz Jakuba Wawrzyniaka czy Kubę Rzeźniczaka, z którymi znaliśmy się jeszcze z czasów gry w Widzewie. Daniel Łukasik również pochodzi z moich stron, z Mazur, więc też się znaliśmy.
Który sezon z legijnej kariery wspominasz najlepiej?
- Zdecydowanie ten pierwszy, kiedy udało nam się zdobyć dublet. W piłkę gra się po to, by wygrywać i walczyć o najwyższe trofea, i właśnie dlatego poszedłem do Legii. Dla mnie zdobycie mistrzostwa oraz Pucharu Polski było szczytem kariery. Po tamtym sezonie apetyt rósł i chciało się zdobywać kolejne puchary oraz osiągać jeszcze więcej – co powoli się spełniało.
Jak wspominasz sezon 2016/2017, kiedy na początku zostałeś posadzony na ławce i przez większość czasu nie grałeś?
- Jak nie grasz, to zawsze włącza ci się ambicja i chęć, by jak najciężej pracować na boisku. Dodatkowo zawsze starałem się robić swoje. Mimo pojawiającej się frustracji nie patrzyłem na to w ten sposób, że skoro nie gram, to będę inaczej trenował albo mniej przykładał się do pracy. Zawsze jest ciężej, gdy mija jeden czy drugi tydzień, a ty nie grasz. Musisz jednak cały czas być czujny, bo gdy w końcu wskakujesz do pierwszego składu, trzeba zagrać dobry mecz. Ta szansa czasami przychodzi nienacka – ja raz tak miałem i musiałem być gotowy. Taki jest sport i piłka: trzeba to zbalansować i mieć chłodną głowę, bo kiedy przychodzi szansa, musisz być gotowy na sto procent.
Po pucharowych dwumeczach z Ajaksem czuliście niedosyt?
- Wracając historią do spotkań z Ajaksem, które graliśmy za Berga, podobnie jak w przypadku tych za trenera Magiery, były one bardzo wyrównane. Nie odstawaliśmy i mieliśmy swoje sytuacje, zabrakło nam po prostu skuteczności. W 2016 roku w pierwszym meczu było 0:0, a w drugim 0:1. Dwa lata wcześniej dwa razy przegraliśmy po 0:1. Mimo wszystko to były fajne czasy i świetne wspomnienia.
Jakie były kulisy twojego odejścia z Legii?
- Z początku miałem rozmawiać na temat nowego kontraktu z Deanem Klafuriciem, jednak do tych rozmów finalnie nie doszło. Klub miał przedstawić mi warunki nowej umowy, jednak w trakcie wakacji nie było z ich strony żadnego odzewu. Wtedy sam zapytałem, czy będzie opcja kontynuowania współpracy i dostałem odpowiedź, że nie. Tak zakończyła się moja przygoda z Legią.
Wtedy też twoją karierę w Śląsku Wrocław przerwała poważna kontuzja...
- Tak. Nie jest tajemnicą, że takie rzeczy są bardzo trudne dla zawodnika. Półroczna przerwa od piłki, rehabilitacja, codzienne powtarzanie tych samych ćwiczeń... Praktycznie od nowa musiałem uczyć się chodzić. To nie był dla mnie łatwy okres, tym bardziej w wieku, w którym wtedy byłem, ale doszedłem do siebie. Potem, gdy wróciłem do pełni zdrowia, uaktywniły się kolejne kontuzje. Na pierwszym treningu wyszła łąkotka, którą trzeba było operacyjnie poprawić, potem po pół roku doszło czyszczenie kolana. Po ponad roku bez gry trudno było się odbudować i powoli schodziłem coraz niżej. Jakkolwiek zawsze chciało się grać, bo ten głód piłki wciąż we mnie był. Do tej pory się ruszam, lubię grać i być aktywny.
A miałeś propozycję zostania trenerem w Legii?
- No właśnie nie miałem, ale czekam na takową propozycję! (śmiech) Trzeba czekać, może ktoś zadzwoni.
Śledzisz obecną sytuację w klubie?
- Staram się śledzić, choć często w weekendy nie mam czasu na oglądanie meczów. Sprawy akademii i kwestie organizacyjne zajmują mi mnóstwo czasu.
Jak w takim razie oceniasz obecną sytuację Legii?
- Szkoda tego Pucharu Polski, ale wynik mówi sam za siebie. Legia nie zagrała takiego spotkania, jakiego wszyscy by od niej oczekiwali. Sytuacji stworzonych było jak na lekarstwo. Mimo, że piłkarze Papszuna utrzymywali się przy piłce, to jednak niewiele z tego wynikało. Motor grał swoje – pewnie mieli założenie, żeby wychodzić z kontrami i to im się opłaciło. Dwie bramki zdobyli po kontrach a jedną po naszym błędzie. Szkoda, że na tak wczesnym etapie Legia kończy swoją przygodę z Pucharem Polski. A co do ligi jak początki nowych seznów ostatnim okresie, to Legia dobrze weszła w nowy cykl. 3 zwycięstwa, 3 remisy, 12 punktów to dobry start. Teraz przyjdą cięższe mecze i zobaczymy, jak na dalszym etapie drużyna będzie wyglądać i czy ten głód piłki będzie większy, zwłaszcza że meczów w Pucharze już im ubędzie.
Jest jeden piłkarz w obecnej kadrze, którego byś wyróżnił?
- Nie można wyróżnić jednego zawodnika, bo ta Legia jest zespołem bardzo kompaktowym. Dzięki temu jako całość wygląda znacznie lepiej, ale trudniej zawiesić oko na konkretnym graczu. W czasach, gdy ja grałem, łatwiej było wskazać konkretne postacie – na przykład Miroslava Radovicia, bo świetnie wyglądał z piłką i wygrywał pojedynki. Skrzydłowi, tacy jak Kucharczyk czy Kosecki, grali mega ofensywnie. Papszun gra w zupełnie innym systemie. Naszym założeniem było robienie przewagi, odważna gra skrzydłami i ofensywa. Legia Papszuna jest zachowawcza, ale za to gra bardziej kompaktowo i zespołowo.
Czego życzysz klubowi z okazji 110-lecia?
- Życzę Legii rozwoju – żeby klub się rozwijał, co roku grał w europejskich pucharach i walczył o najwyższe cele. Wtedy wszyscy na tym korzystają: nie tylko sam klub, ale również kibice i miasto. Wtedy wszystko się nakręca, jest dużo lepsza atmosfera, klub rozwija się marketingowo i przyjemniej chodzi się na mecze. Jak masz w zespole grającym w Europie swoich ulubieńców, to dla dzieciaków i nie tylko jest ogromną frajdą ich zobaczyć. Gdy drużyna występuje na europejskiej arenie, kibicom łatwiej jest utożsamić się z danym zawodnikiem stołecznej ekipy.
Multimedia

Wisła Kraków blisko przedłużenia kontraktu z Marko Božiciem. Negocjacje...

Torino chce Daniela Mikołajewskiego. Klub celuje w zimowy transfer

Świątek wyprzedziła Serenę Williams w klasyfikacji zwycięstw w turniejach...

Michael Gorzynski zapłacił 50 milionów euro za 40 procent akcji Legii...

UOKiK stawia zarzuty Canal+ Polska. Chodzi o dostęp do Ligi Mistrzów


Regulamin:
Punktacja rankingu:
Za każdy nowy komentarz użytkownik dostaje 1 punkt. Jednak, gdy narusza on nasze zasady i zostanie dezaktywowany, użytkownik straci 2 punkty. W przypadku częstych naruszeń zastrzegamy sobie możliwość nakładania wyższych kar punktowych, a nawet tymczasowych i permanentnych banów.