
Łukasz Zjawiński: Musiałem przejść swoją drogę, żeby być gotowym na ekstraklasę
20.07.2026 11:30
(akt. 22.07.2026 18:14)
Przeszedłeś przez wszystkie szczeble Akademii Legii, ale nie doczekałeś się debiutu w pierwszym zespole. Wróciłeś tutaj, żeby to naprawić. Miałeś żal, że wtedy nie udało się zadebiutować?
– Może „żal” to za duże słowo, ale na pewno gdzieś z tyłu głowy to było. Kiedy odchodziłem do Stali Mielec, myślałem o tym. Nie miałem jednak do nikogo pretensji. Zawsze wymagam od siebie najwięcej, więc bardziej miałem pretensje do samego siebie, że nie udało mi się tego osiągnąć. Jednocześnie wiedziałem, w jakim momencie była wtedy Legia, jacy zawodnicy grali na mojej pozycji i że byli przede mną piłkarze, którzy po prostu zasługiwali na grę. Musiałem znaleźć inną drogę do celu. Ostatecznie wszystko potoczyło się po mojej myśli. Bardzo się cieszę, że jestem z powrotem i mam nadzieję, że jak najszybciej zadebiutuję w pierwszej drużynie.
Przeszedłeś długą drogę: Stal Mielec, Lechia Gdańsk, Sandecja Nowy Sącz, Widzew Łódź, Polonia Warszawa. Czy właśnie Polonia była dla ciebie przełomowym momentem?
– To zależy, pod jakim względem. Jeśli chodzi o mentalność i nauczenie się większego skupienia na sobie, to przełomem był dla mnie Widzew. Tam było naprawdę ciężko. Nie tyle na boisku, ile poza nim. Presja była ogromna i spadała na mnie z wielu stron. Musiałem nauczyć się koncentrować wyłącznie na sobie i jeszcze mocniej pracować nad tym, żeby osiągnąć sukces w piłce. Polonia była z kolei miejscem, w którym powiedziałem sobie, że przez dwa lata obowiązywania kontraktu poświęcę się jeszcze bardziej niż dotychczas. Zawsze byłem pracowity, nigdy nie narzekałem i walczyłem do końca, ale przed przyjściem do Polonii postanowiłem pracować dwa razy ciężej niż wcześniej. Wydaje mi się, że życie mi to wynagrodziło.
Jak wyglądało podpisanie kontraktu z Polonią Warszawa? Jako wychowankowi Legii było ci trudno związać się z odwiecznym rywalem?
– Najważniejsze było dla mnie to, żeby jak najwięcej grać. Patrząc na całą moją drogę, najlepsze okresy zawsze przychodziły wtedy, gdy regularnie występowałem. Ostatnie dwa lata pokazały to najlepiej, bo zacząłem zdobywać dużo bramek. Wcześniej, gdy gole pojawiały się sporadycznie, najważniejsze było po prostu to, żeby być na boisku. Nie patrzyłem na Polonię przez pryzmat rywalizacji z Legią. Nie zastanawiałem się nad tym, że jestem wychowankiem Legii, czy ktoś będzie miał do mnie pretensje. Patrzyłem wyłącznie na swoją drogę – czy to kariery, czy przygody z piłką, bo do wielkiej kariery jeszcze trochę mi brakuje. Miałem dwie konkretne oferty z pierwszej ligi – ze Stali Rzeszów i Polonii Warszawa. Wybrałem Polonię przede wszystkim ze względu na dyrektora sportowego Grzegorza Kosiorowskiego, który bardzo mocno o mnie zabiegał. Do dziś mamy świetny kontakt. On, podobnie jak cały klub, bardzo dobrze zrozumiał moją późniejszą decyzję o odejściu. Cieszę się, że wszystko tak się ułożyło.

Miałeś jakieś nieprzyjemne sytuacje z kibicami ze względu na związki z Legią i późniejszą grę w Polonii?
– Szczerze mówiąc, od bardzo dawna praktycznie nie korzystam z internetu. Wiem mniej więcej, co dzieje się w piłce, ale nie czytam opinii. Każdy ma prawo do własnego zdania, więc nie zaprzątam sobie tym głowy. Jeśli chodzi o jakieś nieprzyjemne sytuacje, to właściwie ich nie było. Początek w Polonii był trudny, ale z czasem udało mi się wszystko wyjaśnić swoją grą. Kiedy pojawiły się informacje, że mogę trafić do Legii, było oczywiście pewne poruszenie. I trzeba zrozumieć kibiców Polonii – to była dla nich nietypowa sytuacja. Ale gdy transfer stał się faktem, dostałem wiele prywatnych wiadomości od kibiców, którzy dziękowali mi za to, co zrobiłem dla klubu. To było bardzo miłe. Nigdy niczego nie ukrywałem. Koledzy z szatni pytali mnie, czy rzeczywiście przechodzę do Legii. Nigdy nie odpowiedziałem wprost, ale myślę, że wszyscy wiedzieli, jak wygląda sytuacja. Uważam, że powrót do Legii to nie tylko moje marzenie, ale marzenie wielu piłkarzy.
W internecie pojawiały się głosy, że nie powinieneś zagrać w ostatnim meczu Polonii z Odrą. Dotarły do ciebie takie opinie?
– Tak, wiem, że takie komentarze się pojawiały. Rozmawiałem o tym z trenerem i z kolegami z drużyny, którzy śledzili internet. Mówili mi, że część osób domaga się, żebym nie wystąpił w tym meczu. Ja jednak miałem bardzo dobre relacje zarówno z trenerem, jak i z dyrektorem sportowym. Wiedziałem, że trener spojrzy na to jak były piłkarz i będzie kierował się wyłącznie dobrem drużyny. Postawił na mnie i myślę, że się nie pomylił. Strzeliłem bramkę, która zapewniła nam miejsce w barażach. Dzięki temu odbiór całej sytuacji nie był aż tak negatywny. A nawet gdyby był, to takie jest życie.
Skąd bierze się tak duża różnica między twoimi statystykami w pierwszej lidze i Ekstraklasie?
– Przede wszystkim dlatego, że w Ekstraklasie zagrałem znacznie mniej. Jeśli spojrzymy tylko na liczbę meczów, to wygląda to inaczej, ale gdy przeliczymy to na minuty, okaże się, że tak naprawdę rozegrałem ich równowartość około szesnastu pełnych spotkań. Nie chcę się usprawiedliwiać, bo w piłce liczą się liczby i statystyki pokazują, że zdobyłem jedną bramkę. Szczerze mówiąc, uważam jednak, że nie oddają one w pełni tego, jak wyglądały moje występy.
Jakie są największe różnice między pierwszą ligą a Ekstraklasą z perspektywy napastnika?
– Oczywiście Ekstraklasa jest lepszą ligą i nie ma co z tym dyskutować. Nie byłbym poważny, gdybym twierdził inaczej. Dawno jednak w niej nie grałem, dlatego trudno mi dziś jednoznacznie porównywać oba poziomy. Z mojego wcześniejszego doświadczenia wynika, że w Ekstraklasie kultura gry i intensywność są wyższe. Z kolei pierwsza liga jest bardziej fizyczna. Obrońcy są momentami bardziej nieprzewidywalni i bardzo mocni w bezpośrednich pojedynkach. To specyficzna liga. Jednocześnie pierwsza liga bardzo się rozwinęła w ostatnich latach, podobnie jak Ekstraklasa. Dlatego mam poczucie, że w pewnym sensie wchodzę do nowej ligi. Bardzo się na to cieszę i nie mogę się doczekać.
Zgadzam się z Rafałem Adamskim, który powiedział, że jeśli ktoś potrafi strzelać gole, będzie robił to również w Ekstraklasie. Ja też tak do tego podchodzę. Wierzę, że wszystko dzieje się po coś. Musiałem przejść swoją drogę, żeby być gotowym na ten moment i pokazać się tutaj z jak najlepszej strony.
Kiedy zagrałeś przeciwko Legii w barwach Stali i miałeś trzy asysty czułeś satysfakcję?
– Szczerze mówiąc, nawet nie wiem, czy teraz byłaby to jeszcze liczona jako asysty. Nie wiem też, czy czułem wtedy satysfakcję. Każdy, kto mnie zna – czy to zawodnicy, czy trenerzy – wie, że Legia zawsze zajmowała wyjątkowe miejsce w moim życiu. Jestem jej bardzo wdzięczny za to, jak wiele mi dała. Nie tylko jako piłkarzowi, ale przede wszystkim jako człowiekowi. Mieszkałem w bursie salezjańskiej, która wtedy była jeszcze bursą Legii, zanim powstało LTC. Klub nauczył mnie naprawdę bardzo wiele już od najmłodszych lat. Nie ukrywam jednak, że tamten mecz był dla mnie bardzo ważny. To było moje pierwsze spotkanie przeciwko Legii w Ekstraklasie. Trener Leszek Ojrzyński odpowiednio nastawił mnie do tego meczu. Myślę, że słynie z tego, że potrafi zmobilizować zawodników na spotkania przeciwko swoim byłym klubom. Tak samo było również ze mną.

Po sezonie, w którym zdobyłeś 20 bramek, zainteresowanie twoją osobą było chyba spore. Nie tylko ze strony Legii?
– Tak. Nie chciałbym zdradzać nazw klubów, ale każdy wie, że jestem Polakiem w wieku, w którym nie jestem już bardzo młody, ale też nie jestem stary. Kończył mi się kontrakt, byłem do wzięcia za darmo, więc siłą rzeczy zainteresowanie było naprawdę duże. Powtarzałem jednak od początku, że nie chodziło o kwestie finansowe ani o inne tego typu sprawy. W momencie, gdy dowiedziałem się o zainteresowaniu Legii, decyzja właściwie podjęła się sama. Bardzo się cieszę, że tutaj jestem. Nie chodziło o pieniądze, bo miałem oferty korzystniejsze pod tym względem. Ale żadna z tych drużyn nie była Legią.
Duży wpływ miała również rozmowa z trenerem oraz ludźmi z klubu. Przekonali mnie, że będzie to bardzo dobry krok w mojej karierze. Trener Marek Papszun słynie z tego, że potrafi rozwijać zawodników, czasami nawet do granic ich możliwości, i to również miało dla mnie ogromne znaczenie. Drugą sprawą była sama Legia. Ten klub zawsze zajmował bardzo ważne miejsce w moim życiu. Nie urodziłem się w Warszawie, ale Legia jest ważną częścią mojej piłkarskiej historii. Bardzo ucieszyłem się, kiedy pojawił się temat mojego powrotu. Miałem listę klubów, które były mną zainteresowane, ale Legia od razu znalazła się na samym szczycie. Nie musiałem już dalej analizować pozostałych ofert.
Górnik chciał abyś wrócił do nich?
- Górnik? Pomidor (śmiech). Było zainteresowanie innych klubów, ale nie chciałbym wchodzić w szczegóły. Najważniejsze jest to, że wybrałem Legię. Gdybym miał podejmować tę decyzję jeszcze raz, zrobiłbym dokładnie to samo.
A z zagranicy?
– Mam wrażenie, że zainteresowanie z zagranicy było nawet większe niż z Polski. Pojawiały się między innymi kierunki związane z 2. Bundesligą. Myślę, że dzięki Żukowskiemu tamte kluby zaczęły jeszcze uważniej przyglądać się polskim zawodnikom. Były też oferty ze Skandynawii i z bardziej egzotycznych kierunków – Kazachstan. Ostatecznie jednak żaden z tych klubów, przynajmniej w moim odczuciu, nie mógł równać się z Legią. Dlatego decyzja była dla mnie bardzo prosta.
Akademia Legii bardzo się zmieniła od czasu, kiedy z niej odchodziłeś.
– Zdecydowanie. Przed odejściem zdążyłem jeszcze przez około miesiąc trenować w LTC i już wtedy wiedziałem, że klub będzie miał fantastyczne warunki. Natomiast teraz, kiedy wróciłem do pierwszego zespołu, wszystko przerosło moje oczekiwania. Nie lubię narzekać ani porównywać klubów, ale warunki, które miałem po drugiej stronie Warszawy, w Polonii, były zdecydowanie gorsze. Tutaj mogę rozwijać się praktycznie przez cały dzień. Nie muszę nigdzie wyjeżdżać, wszystko mam na miejscu. To naprawdę fantastyczne miejsce do pracy.

Marek Papszun wymaga od napastników bardzo intensywnego pressingu i dużej pracy bez piłki. To oznacza dla ciebie spore przestawienie się?
– Na pewno. Każdy trener ma swoją filozofię i trochę inaczej patrzy na piłkę. Przez ostatnie dwa lata grałem w innym systemie, więc wiele rzeczy wygląda teraz inaczej. Dotyczy to zarówno pressingu, jak i moich indywidualnych zadań na boisku. Jestem jednak zawodnikiem, który potrafi się dostosować. Chcę się uczyć i czerpać z tego jak najwięcej. W ostatnim czasie miałem bardzo dużo analiz i staram się wdrażać wszystko, czego oczekuje ode mnie trener.
Oczywiście nie nauczę się wszystkiego od razu. Trener i cały sztab mają bardzo wiele zachowań oraz schematów, które zawodnik musi poznać. Będę nad tym pracował, a efekty zobaczymy z czasem.
Na początku mówiło się, że przychodzisz jako zawodnik poszerzający kadrę, ale po sparingach wielu kibiców widzi cię już w podstawowym składzie. Jak ty patrzysz na swoją rolę?
– Trudno mi powiedzieć, jak wygląda to z zewnątrz. Ja sam nie zastanawiam się nad tym, jaką rolę będę pełnił. Wiedziałem, że Legia gra dwoma napastnikami, więc od początku zdawałem sobie sprawę, że będzie tutaj miejsce do rywalizacji. Nigdy w życiu nie przyszedłbym do żadnego klubu z myślą, że będę tylko opcją. Przyszedłem tutaj po to, żeby grać i się rozwijać. Gdybym od początku zaakceptował rolę rezerwowego, to pewnie już dziś byłoby po mnie.
Rozmawiałem z trenerem i wszystko zostało jasno przedstawione. Powiedział mi wprost, że wszystko zależy ode mnie. Bardzo mi się to podoba, bo rzeczywiście wszystko jest w moich nogach. Jeżeli będę dobrze się prezentował, będę grał. Nikt niczego nie da mi za darmo. Zresztą w każdym innym klubie wyglądałoby to dokładnie tak samo.
Jak bardzo zmieniłeś się od momentu odejścia z Legii? Zarówno jako piłkarz, jak i jako człowiek?
– Myślę, że rozwinąłem się praktycznie pod każdym względem. Nie chodzi tylko o mentalność. Piłkarsko jestem zupełnie innym zawodnikiem niż kilka lat temu. Nie jestem już tak jednowymiarowy, jak kiedyś. Potrafię odnaleźć się w różnych systemach i na różnych pozycjach na boisku. Przede wszystkim jednak dojrzałem. Musiałem nauczyć się radzić sobie z wieloma sytuacjami i doświadczeniami. Bardzo poprawiłem się również fizycznie – zarówno jeśli chodzi o przygotowanie motoryczne, jak i poruszanie się po boisku. Wszystkie doświadczenia, zarówno te dobre, jak i trudne, bardzo dużo mi dały. Trudno wskazać jedną rzecz, w której zrobiłem największy postęp, ale na pewno jestem dziś znacznie lepszym piłkarzem niż wtedy. Najlepiej pokazują to liczby, które są zdecydowanie lepsze niż kilka lat temu. To również jest dla mnie bardzo ważny sygnał.

Stawiasz sobie jakiś konkretny cel strzelecki na ten sezon?
– Nie. Uważam, że nie ma sensu wyznaczać sobie takich liczb. Ostatnie dwa lata pokazały mi, że najlepszym celem jest po prostu grać jak najwięcej minut i zdobyć tyle bramek, ile tylko będzie możliwe. Nie można zbyt mocno skupiać się na liczbach. Wiem z doświadczenia, że kiedy człowiek cały czas myśli o golach i statystykach, to bardziej przeszkadza niż pomaga. Dlatego chcę koncentrować się na najbliższym treningu i najbliższym meczu. Chcę grać jak najwięcej, zdobywać jak najwięcej bramek i pomagać drużynie najlepiej, jak potrafię. Jeśli będę podchodził do tego w taki sposób, wszystko powinno dobrze się ułożyć.
Trener Marek Papszun kilka razy zwracał uwagę na skuteczność napastników. Czujesz, że możesz pomóc poprawić statystyki Legii w ofensywie?
– Trener ma pełne prawo wymagać tego od napastników. Nie można przechodzić obojętnie obok sytuacji, których nie wykorzystujemy. To jest normalne. My również doskonale wiemy, że w niektórych momentach musimy zachować się lepiej. Mam nadzieję, że pomogę drużynie poprawić te statystyki i zdobywać więcej bramek. Tak do tego podchodzę i wierzę, że właśnie tak będzie.
Na treningach jesteś skuteczny. To znaczy, że szybko zaaklimatyzowałeś się w Legii? Dobrze czujesz się już w drużynie?
– Fantastycznie. Mamy bardzo dobrą szatnię i świetnych liderów, którzy potrafią wprowadzić nowych zawodników do zespołu. Znałem też wcześniej kilku chłopaków, więc było mi trochę łatwiej. Nigdy nie miałem problemu z wejściem do nowej szatni. Nie jestem osobą, która siedzi cicho w kącie i odzywa się dopiero wtedy, kiedy ktoś ją o to poprosi. Nie boję się wyjść przed szereg, dlatego myślę, że bardzo szybko odnalazłem się w zespole. Cieszę się również, że w sparingach udało mi się zdobyć trzy bramki i pokazać z dobrej strony. Wiem jednak, że to dopiero proces. Przede mną będą jeszcze lepsze i gorsze momenty.
Trener Piotr Kobierecki powiedział o tobie, że jesteś klasyczną „dziewiątką”, która bardzo dobrze się rozwija i że najlepsze lata są jeszcze przed tobą. To będzie jeszcze lepszy sezon niż poprzedni?
– Bardzo mocno w to wierzę. Nie chcę mówić wyłącznie o tym sezonie, ale mam nadzieję, że najlepszy okres w moim życiu dopiero przede mną. Najważniejsze jest jednak to, żeby pomóc Legii osiągać jak najlepsze wyniki jako drużyna. Chcę się rozwijać i zobaczymy, co przyniesie przyszłość. Mam nadzieję, że trener Kobierecki ma rację i to, co najlepsze, dopiero przede mną.
Drużyna wyznaczyła sobie już cele na ten sezon?
– Myślę, że trener bardzo dobrze to określa. Najważniejszy jest zawsze najbliższy mecz. Wszyscy wiemy, w jakiej sytuacji Legia była po pierwszej rundzie poprzedniego sezonu i że nie wszystkie założenia udało się wtedy zrealizować. Dlatego teraz skupiamy się przede wszystkim na kolejnym spotkaniu. Jeżeli jako drużyna będziemy dobrze funkcjonować, będziemy jednością i każdy będzie pracował dla zespołu, to wyniki same przyjdą.
Powiedziałeś, że skupiasz się na każdym kolejnym meczu, ale jakie jest twoje największe piłkarskie marzenie? Reprezentacja Polski? Gra za granicą?
– Jedno z moich największych marzeń właśnie się spełniło, czyli powrót do Legii. Od dawna miałem z tyłu głowy, że kiedyś będę chciał tutaj wrócić. Nie przypuszczałem, że wydarzy się to tak szybko, chociaż zawsze bardzo mocno w siebie wierzyłem. Cieszę się z tego ogromnie i uważam, że na to zasłużyłem, bo nikt nie dał mi tego za darmo. Oczywiście marzeniem, jak chyba każdego piłkarza, jest reprezentacja Polski i gra z orzełkiem na piersi. To również jest dla mnie bardzo ważny cel. Nie chcę jednak mówić o wszystkich swoich marzeniach. Czasami lepiej zachować je dla siebie, żeby nie zapeszać. Mam nadzieję, że uda mi się je wszystkie zrealizować.
Podczas zgrupowania dużo pracowaliście indywidualnie z trenerem Arturem Węską. Na co zwracał największą uwagę?
– Na wszystko, co można poprawić. Przede wszystkim pracowaliśmy indywidualnie. Jako napastnicy skupialiśmy się na uderzeniu, skuteczności i wykańczaniu sytuacji. Bardzo mi się podoba, że w Legii jest miejsce na tak dużą indywidualizację treningu. Nie w każdym klubie można się z czymś takim spotkać. To ogromny plus dla każdego zawodnika, bo właśnie na treningach można dopracować wszystkie szczegóły, które później przenosi się na mecze.
Zaskoczyło cię coś w sposobie funkcjonowania drużyny Marka Papszuna?
– Wiedziałem, że trafiam do zespołu, w którym obowiązują jasno określone zasady i wszystko jest bardzo uporządkowane. Najbardziej zwróciłem uwagę na intensywność treningów. Momentami są one nawet trudniejsze niż same mecze. To jednak bardzo pozytywne zaskoczenie. Wszystkie zajęcia odbywają się w warunkach zbliżonych do meczowych, co bardzo pomaga w rozwoju.
Jest już jakaś wskazówka od trenera, która szczególnie otworzyła ci oczy?
– Myślę, że właściwie każdy dzień tutaj otwiera mi oczy. Pod względem taktycznym trener jest znakomity. Cały sztab ma ogromną wiedzę i doświadczenie. Widać, że pracowali na wysokim poziomie i osiągali sukcesy również w europejskich pucharach. Każdego dnia uczę się czegoś nowego. Nie chodzi tylko o grę ofensywną, ale również o zachowanie w defensywie. Bardzo mi to pomaga i cieszę się, że tych nowych informacji jest tak dużo, bo wielu rzeczy wcześniej po prostu nie wiedziałem. Wierzę, że wszystko zaprocentuje.
Mówiłeś o zasadach panujących w szatni. Chodziło o wysokość kar?
– Nie, absolutnie nie. Nie chodziło o kwestie finansowe, tylko o same zasady funkcjonowania. Wszystko jest tutaj bardzo jasno określone. Każdy zna regulamin, wie, czego się od niego oczekuje i musi się do tego dostosować. Uważam, że to bardzo potrzebne. Dzięki temu każdy zna swoje miejsce i wie, jakie obowiązują reguły.
Wyobrażałeś już sobie debiut przy pełnych trybunach stadionu przy Łazienkowskiej?
– Oczywiście. To będzie dla mnie bardzo pozytywny dreszczyk emocji. Zawsze o tym marzyłem jako chłopak, który przyjechał do Akademii Legii z Górnika Zabrze. Mam nadzieję, że kiedy dostanę szansę debiutu, będzie to wyjątkowy moment. Muszę jednak przyznać, że największe emocje przeżywałem już przy podpisywaniu kontraktu. Wtedy naprawdę poczułem, że wracam do miejsca, które wiele dla mnie znaczy. Teraz czekam już tylko na debiut przy Łazienkowskiej i nie mogę się go doczekać.

Multimedia

Raków odsunął gracza za brak zaangażowania

Sabah Baku z Puchaczem pokonuje Aarhus i walczy o Ligę Mistrzów

PZPN potwierdza błąd sędziów, który zaważył na wyniku meczu Pogoń...

Atalanta finalizuje transfer Kristensena za 25 mln euro

Juventus szykuje hitowy ruch transferowy. Gabriel Martinelli na radarze


Regulamin:
Punktacja rankingu:
Za każdy nowy komentarz użytkownik dostaje 1 punkt. Jednak, gdy narusza on nasze zasady i zostanie dezaktywowany, użytkownik straci 2 punkty. W przypadku częstych naruszeń zastrzegamy sobie możliwość nakładania wyższych kar punktowych, a nawet tymczasowych i permanentnych banów.