
Marc Gual odchodzi z Legii. Czasem radował, czasem irytował
09.08.2025 12:40
(akt. 09.08.2025 12:50)
Historia
Marc Gual swoją karierę zaczynał w młodzieżowych drużynach CF Badalona. Jego talent był na tyle duży, że szybko przykuł uwagę większych klubów, w tym rezerw Espanyolu, Sevilli czy nawet Real Madryt Castilla. Mimo że w Hiszpanii reprezentował barwy tak znanych marek, nigdy nie zdołał na stałe przebić się do elitarnego grona, a najwięcej spotkań rozegrał na drugim poziomie rozgrywkowym w barwach AD Alcorcon.
Po niezbyt udanej przygodzie w ojczyźnie 26-letni napastnik podjął decyzję o wyjeździe, a jego wybór padł na ukraińskie SK Dnipro-1. Los jednak sprawił, że z powodu napiętej sytuacji politycznej Gual nie zdążył nawet zadebiutować, a zamiast tego trafił na wypożyczenie do Jagiellonii Białystok.
To właśnie w "Jadze" Hiszpan rozegrał najlepszy sezon w swojej karierze. Choć Jagiellonia zajęła dopiero 14. miejsce w tabeli, to duet Gual—Jesus Imaz zdominował ligę. Dzięki 15 bramkom Gual został królem strzelców Ekstraklasy w sezonie 2022/23. Jego znakomita forma nie przeszła w Polsce bez echa, co w sezonie 23/24 poskutkowało transferem do Legii Warszawa.
Ówczesny dyrektor sportowy Wojskowych Jacek Zieliński tak mówił o transferze Hiszpana. — Transfer jednego z najlepszych zawodników Ekstraklasy do Legii to duże wydarzenie na rynku, do którego zgodnie z planem przygotowaliśmy się odpowiednio wcześnie. (...) To wszechstronny zawodnik, który ma łatwość dochodzenia do sytuacji i potrafi je zamieniać na bramki. Dodatkowo kreuje szanse dla innych oraz dobrze czuje się w grze kombinacyjnej. Te zalety predysponują go do naszego stylu gry. Mam nadzieję, że Marc będzie dużym wzmocnieniem drużyny i wzbogaci nasze opcje gry ofensywnej — oceniał "Zielu".
Nadzieja na lepsze jutro?
Początki w Legii nie były dla Guala łatwe i przyjemne. W swoich pierwszych 18 ligowych występach Hiszpan zdołał zdobyć tylko jedną bramkę i tylko dwukrotnie rozegrał pełne 90 minut. Przełom nastąpił dopiero w lutym 2024 roku. Dzięki zmianom taktycznym trenera Kosty Runjaicia oraz lepszemu zgraniu z zespołem, Gual w końcu odnalazł formę strzelecką. W kolejnych 15 ligowych meczach strzelił siedem goli, a w pięciu spotkaniach grał od pierwszej do ostatniej minuty. Choć liczby te nie były w pełni zadowalające, dawały nadzieję na lepszą przyszłość.
Udział w Lidze Konferencji również zasługuje na uwagę. Szczególnie warty wspomnienia jest rewanżowy mecz trzeciej rundy eliminacji przeciwko Austrii Wiedeń. Spotkanie to, rozgrywane na wyjeździe, można spokojnie nazwać najlepszym występem Guala w sezonie. Hiszpan, oprócz zdobytej bramki, zanotował również asystę, co przyczyniło się do zwycięstwa Legii 5:3 i awansu do finałowej rundy eliminacji.
Podsumowując, Gual zakończył swój pierwszy sezon z 11 bramkami w 49 spotkaniach, co pokazuje, że pomimo trudnego początku, ostatecznie jego wkład w grę i wyniki zespołu był znaczący.
Wahania formy
Trudno jednoznacznie ocenić kolejny sezon Guala w Legii. Jedni kibice wprost z niego szydzili, twierdząc, że wyglądał jak parodia napastnika. Inni przekonywali, że wcale nie było tak źle, gdyż miewał spotkania, gdy był najlepszy na boisku, a jego zwody i zagrania robiły ogromną różnicę na boisku. Niestety po tych lepszych spotkaniach zawsze przychodziły te gorsze, gdy podejmował złe decyzje i głównie irytował.
Trener Goncalo Feio był praktycznie zmuszony do stawiania na Hiszpana w niemal każdym meczu. Poza Gualem do dyspozycji byli jeszcze 35-letni Tomas Pekhart i sprowadzony zimą Ilja Szkurin, który potrzebował nieco czasu, aby wejść na wyższy poziom.
Gual miał swoje świetne momenty. Zapisał się w historii klubu, strzelając gola na 2:0 w rewanżowym spotkaniu 1/8 finału Ligi Konferencji przeciwko norweskiemu Molde. Ta bramka zapewniła upragniony awans do ćwierćfinału tych rozgrywek. Hiszpan kończył sezon z niezłymi statystykami - 20 bramek w 48 meczach, dorzucił do tego 8 asyst i miał drugie tyle asyst II stopnia. Liczby pokazują, jak duży był jego wkład w grę ofensywną zespołu. Mimo to po meczach często pozostawał niedosyt spowodowany marnowaniem dogodnych sytuacji oraz wieloma stratami. Ten niezły bilans Guala po prostu mógł być, a może nawet powinien być, o wiele lepszy.
Gual najlepiej czuł się, grając jako lekko cofnięty napastnik, mając obok siebie drugiego wyżej ustawionego atakującego (tak jak np. z Imazem w Jagiellonii). W Legii 29-latek był zmuszony do pełnienia roli jedynego napastnika, co ewidentnie mu nie pasowało. Dodatkowo musiał przyzwyczaić się do innego stylu gry — Gual w "Jadze" często miał sporo miejsca, a grając w Legii zaraz po otrzymaniu piłki miał przed sobą rywala a czasem dwóch.
To wszystko powodowało, że popełniał błędy, które irytowały zarówno jego, jak i kibiców. Doszło do tego, że w trakcie meczu z Puszczą Niepołomice powstała przyśpiewka "Napastnik cienki, bo ma za krótkie spodenki" — była nawiązaniem do stylu, w jaki Hiszpan podwijał nogawki w spodenkach.
Brak przyszłości w Legii
Gual, po odejściu trenera Goncalo Feio, ostatecznie stracił miejsce w składzie Legii. Powrót do formy Jean-Pierre'a Nsame, lepiej pasujący do stylu gry profil Szkurina i sprowadzenie Milety Rajovicia sprawiło, że Hiszpan szybko spadł w hierarchii nowego trenera, Edwarda Iordanescu, stając się czwartym napastnikiem w zespole.
Sam szkoleniowiec otwarcie skomentował sytuację podczas jednej z konferencji prasowych, podkreślając, że nie widzi byłego króla strzelców Ekstraklasy w swojej drużynie. — Marc Gual to piłkarz o dużej jakości i bardzo go szanuję, ale w systemie, w którym gramy, potrzebuję klasycznej dziewiątki – powiedział Iordanescu, co ostatecznie przypieczętowało los Hiszpana w warszawskim klubie. Dwa tygodnie temu usłyszał, że nie będzie mógł liczyć na regularną grę i najlepszą opcją dla obu stron będzie, jeśli poszuka sobie nowego klubu.
Tak kończy się słodko-gorzka przygoda Guala przy Łazienkowskiej. Hiszpan przychodził do Legii jako zawodnik, który miał przez lata dawać sporo radości kibicom, ale częściej ich irytował, niż radował. Nie można odmówić kilku pięknych chwil i ważnych bramek. Miał czasem naprawdę znakomite momenty, ale ostatecznie to okazało się zbyt mało, aby spełnić pokładane w nim nadzieje. Być może, gdyby Hiszpan grał na swojej naturalnej pozycji, byłby dzisiaj nieodłącznym elementem wyjściowej jedenastki. Niestety, to tylko scenariusz, który nigdy się nie ziści. Licznik występów Guala w barwach Legii Warszawa zatrzymał się na 99 spotkaniach, w których strzelił 31 goli i miał 15 asyst.
Gracias, Marc!

Ronaldo wkrótce wróci do kadry Portugalii. Zawieszenie nie zostanie...

Górnik Zabrze rozbił Jagiellonię w Białymstoku

Lech rozbił Śląsk we Wrocławiu!

Cracovia odwróciła losy meczu z Zagłębiem. Dwa rzuty karne Hasicia

Mateusz Żukowski nie zwalnia tempa! Kolejny gol

Regulamin:
Punktacja rankingu:
Za każdy nowy komentarz użytkownik dostaje 1 punkt. Jednak, gdy narusza on nasze zasady i zostanie dezaktywowany, użytkownik straci 2 punkty. W przypadku częstych naruszeń zastrzegamy sobie możliwość nakładania wyższych kar punktowych, a nawet tymczasowych i permanentnych banów.