
Marek Papszun: Bolesny wieczór
01.09.2026 23:11
(akt. 03.09.2026 23:57)
– W meczu pucharowym musisz wygrać i iść dalej. My przegraliśmy i odpadliśmy. To dla nas bolesny wieczór, bo liczyliśmy na więcej. Zanim nasza przygoda w PP się rozpoczęła, to właściwie się skończyła. Teraz musimy się skupić na lidze. Wracamy tutaj za chwilę i to jest chyba jedyny plus tego wieczoru, że możemy się szybko zrewanżować.
– Niestety, mamy już tylko jedne rozgrywki. Na pewno jest duże rozczarowanie, natomiast widać, że zespół nie jest jeszcze na takim poziomie, żeby takie spotkania wygrywać. Specyfika tego meczu była podobna jak każdego innego, bo popełniliśmy banalne błędy, po których przeciwnik strzelał gole. Takie, które na poziomie Ekstraklasy nie zdarzają się albo zdarzają się bardzo rzadko. Nam przydarzyły się dzisiaj i na pewno spowodowało to, że przeciwnik ustawił sobie mecz.
– Małym plusem jest druga połowa, bo wyszliśmy powalczyć, odrobić straty. Stworzyliśmy trzy sytuacje, ale nie potrafiliśmy ich sfinalizować i wrócić do gry. Gratulacje dla Motoru. My wracamy i szykujemy się, żeby tutaj przyjechać, podjąć walkę i zrewanżować się za ten mecz.
Chciałbym zapytać o wejście w mecz. Zwróciłem uwagę na Pana słowa po ostatnim spotkaniu ze Śląskiem, gdzie pierwsza połowa również nie wyglądała z perspektywy Legii wybitnie. Mówił Pan wtedy o przemotywowaniu, a może też o tym, że niektórzy zawodnicy nie udźwignęli tak dużego meczu. Czy obawiał się Pan tego również tutaj? Stawka była przecież bardzo wysoka — wygrywasz i przechodzisz dalej. Czy to właśnie w pierwszej połowie się uwidoczniło? Wyglądało to nawet słabiej niż przeciwko Śląskowi.
– Tak, to prawda. Dzisiaj za dużo mieliśmy słabych punktów w pierwszej części. Ta gra wyglądała słabo z piłką, ale w dynamice gry też nie byliśmy dużo lepsi. Byliśmy mało intensywni. Przegrywaliśmy pojedynki i stykówki. Trudno to wytłumaczyć, bo wydaje mi się, że zawodnicy byli świadomi tego, o co gramy. Natomiast trudno od niektórych z nich wymagać, żeby dźwigali dzisiaj ten ciężar, bo te błędy też z czegoś wynikają. Jak chłopaki przychodzą z 4. czy z 1. Ligi, to muszą te błędy popełniać. Ciężko to przyjąć, ale trzeba, bo w chwili obecnej nasza sytuacja jest taka, że musimy rozwijać tych chłopaków, musimy z nimi pracować i tak też będziemy czynić.
Nasz entuzjazm i energia nie spadną mimo dzisiejszego przegranego meczu. Będziemy dociekać, będziemy wchodzić do głów, dlaczego nie wyciągnęliśmy wniosków po poprzednim spotkaniu. Bo zgadzam się — mówiłem o tym już przed chwilą w szatni — że to dziwna sytuacja, bo mecz ze Śląskiem był podobny: bardzo słaba pierwsza połowa, a w drugiej się obudziliśmy i troszeczkę inaczej ten mecz wyglądał – Otto utrzymał nas w grze, dziś nie. Rywal był bezwzględny – zrobił to, czego nie zrobił Śląsk. W obu meczach dopuszczaliśmy do małej liczby sytuacji, ale były to sytuacje bardzo klarowne, w których przeciwnik niewiele musiał zrobić. Dlatego te mecze były podobne. Musimy wyeliminować takie błędy, bo tak jak powiedziałem na początku — na poziomie Ekstraklasy takie rzeczy zdarzają się rzadko.
Z drugiej strony, cudów nie ma. Chłopcy muszą te błędy popełniać, przynajmniej niektórzy, bo nie są jeszcze na tyle doświadczeni, żeby funkcjonować na takim poziomie.
Mówił Pan o doświadczeniu, natomiast jeśli spojrzymy na środek pola, to poza Wojciechem Urbańskim mamy Bartosza Kapustkę czy Damiana Szymańskiego. To są jednak zawodnicy bardziej obyci, z większym doświadczeniem. Z czego wynikał ten brak kreatywności, krótkiej gry, szybkiego wiązania akcji? Czy jako od liderów zespołu spodziewał się Pan po nich trochę więcej? W pierwszej połowie momentami miałem wrażenie, że niektórzy byli bardziej duchem na boisku niż ciałem.
– Oczywiście, że tak. Wojtek był chyba taką wyróżniającą się postacią, natomiast w drugiej połowie już Kapi grał bardzo dobrze i na pewno tę dwójkę można wyróżnić. Damian też nie popełniał jakichś błędów, nie tracił piłek. Na pewno kreatywniej mógłby się zachowywać w kilku sytuacjach i lepiej je rozwiązać. Tego oczywiście oczekuję od tak doświadczonego zawodnika.
Ale dzisiaj tych słabych punktów mieliśmy w pierwszej połowie dużo więcej. Skrzydła praktycznie w ogóle nie funkcjonowały, napastnicy tracili praktycznie każdą piłkę, więc trudno też mieć pretensje do pojedynczych zawodników.
Po prostu słabo funkcjonowaliśmy jako zespół i tak jak mówię, można było gdzieś tam pojedynczych graczy wyróżnić. Ta połowa tak wyglądała.
Mimo wszystko decydowały błędy indywidualne, bo poza tym niewiele się też działo w tej połowie. Jeżeli chodzi o sytuacje bramkowe, to mieliśmy jeszcze jedną po strzale głową i to wszystko. Druga połowa była dużo lepsza, ale nie wystarczyło, bo nie zdobyliśmy bramki, nie złapaliśmy kontaktu. Trzecia bramka również padła po banalnym błędzie — właściwie bez bronienia zawodnik wjeżdża w pole karne. Takie sytuacje rzadko zdarzają się w jednym meczu.
Kacper Chodyna dał dzisiaj Panu występem do myślenia w pozytywny sposób, czy raczej było widać po nim brak ogrania?
– Chodi zagrał pierwszy mecz w tym sezonie i to było widoczne. Starał się, na pewno robił, co mógł, ale dzisiaj na tyle go po prostu stać. Przy absencji Pawła Wszołka jest zmiennikiem, a właściwie rywalizuje o miejsce.
Wcześniej tę rywalizację przegrywał, był zmiennikiem. Dzisiaj dostał szansę i ten występ był taki, jak widzieliśmy. Niczego może nie zawalił, ale też niczego spektakularnego nie pokazał. Starał się, tak jak mówię, i to tyle.
Na pewno potrzebujemy tutaj od skrzydłowych więcej. Ruben też nie dał nam w trzeciej tercji odpowiedniej jakości czy kultury gry. Może w drugiej połowie było trochę lepiej, jeśli chodzi o ciągłość gry, ale też nie było tutaj żadnych konkretów.
Odpadnięcie z Pucharu Polski – jak Pana to boli jako trenera, jak to dotyka drużyny i jaki ma to wymiar dla klubu? Legia niezwykle rzadko odpada tak wcześnie z Pucharu Polski. Rok temu też odpadła w pierwszym meczu, ale mimo wszystko była wtedy jeszcze runda dalej, bo grała w europejskich pucharach i mogła tę wcześniejszą rundę opuścić. Teraz jedna ze ścieżek do europejskich pucharów zamknęła się bardzo szybko i trzeba się mocno sprężyć z perspektywy ligi.
– Bardzo boli mnie to jako trenera. Dla mnie to jest trudny, ciężki wieczór. Natomiast trzeba też przyznać, że losowanie nie było zbyt szczęśliwe. Trafiliśmy na zespół ekstraklasowy, gdzie nie grało pięciu pucharowiczów. Teoretycznie powinniśmy być numerem jeden w rozstawieniu, bo spośród drużyn, które grają w Pucharze Polski, zajęliśmy pierwsze miejsce w zeszłym roku. Spotkała się więc pierwsza z siódmą drużyną, bo pięć pierwszych nie grało. Ten los nas nie oszczędził. Do tego mecz na wyjeździe.
Zdawaliśmy sobie od początku sprawę, że będzie to trudne spotkanie. Tak jak mówiłem, nie możesz popełniać tak banalnych błędów, bo wtedy może być ciężko. Dzisiaj nie jesteśmy jeszcze taką drużyną, która będzie popełniała takie błędy, traciła bramki i odrabiała straty na wyjeździe, na dość trudnym terenie. To na pewno jeszcze nie ten moment.
Z drugiej strony cieszy druga połowa pod tym kątem, że się nie poddaliśmy. Pokazaliśmy trochę piłki nożnej, można było to normalnie oglądać. To też pokazuje, że brakuje nam jeszcze powtarzalności.
W tych wszystkich meczach nie mamy ciągłości gry. Oczywiście po drugiej stronie jest przeciwnik, to jest naturalne — dobrze wszedł w mecz i tak dalej — ale myślę, że stać nas już na więcej. Nie wiem, czy na dużo więcej, ale na więcej, co pokazaliśmy też w drugiej części. Przeciwnik miał wynik, więc miał inne podejście. To też nie jest takie zero-jedynkowe. Trzeba wejść na takie obroty od początku.
Nie mamy jeszcze takiej stabilizacji. Jak strzelimy szybko gola i dobrze gramy, jak w meczach z Koroną czy Piastem, to gdzieś tam później mamy problemy, szczególnie w drugiej połowie. Teraz z kolei mamy problem w pierwszej połowie. Nie mamy stabilizacji meczowej i musimy złapać większą stabilność.
Oczywiście przeciwnik będzie miał swoje momenty, to jest naturalne, ale te nasze słabsze fragmenty są za długie. Teraz mówimy praktycznie o całej połowie. Bardzo ciężko będzie wygrywać mecze, grając jedną dobrą połowę, a drugą bardzo słabą.
Chciałem zapytać o kreowanie sytuacji. O ile Legia z łatwością dochodzi do sytuacji, szczególnie po stałych fragmentach gry — dzisiaj zwłaszcza po wrzutach z autu — o tyle sama faza kreowania, jeśli chodzi o grę, zarówno dzisiaj, jak i w meczu ze Śląskiem, szła dosyć ciężko. Z czego to wynika? Czy na przykład w przypadku braku doświadczenia na tym poziomie, tak jak jeżeli chodzi o Adamskiego czy Zjawińskiego, czy może brak zgrania, zrozumienia jeszcze w przypadku Kuchty czy Sevcika, czy może gorsza dyspozycja dnia albo forma? Czy może wszystkiego po trochu? Bo dzisiaj w pierwszej połowie chyba Vinagre, wydaje mi się, przegrał wszystkie możliwe pojedynki z Bereszyńskim.
– Tak jak już trochę pan odpowiedział na to pytanie — pewnie wszystkiego po trochu. Brakuje niektórym trochę umiejętności, ogrania, jeżeli chodzi o tych zawodników, którzy dopiero dołączyli, jak Sevcik czy Kuchta. Jest też kwestia adaptacji do ligi, bo myślę, że są trochę zaskoczeni taką intensywnością w każdym meczu. Tutaj tak to po prostu wygląda.
Ale oczywiście kwestie adaptacyjne do poczucia zespołu czy taktyki, tego, co my chcemy robić, no i taka forma dnia, dyspozycja w danym dniu — to wszystko gdzieś tam ma znaczenie. Więc jak tutaj nie ma tego jeszcze wszystkiego zgranego w czasie, to może to tak wyglądać. Ale dzisiaj na pewno nie jest to żadnym tłumaczeniem, bo musimy po prostu zagrać lepiej. Pokazaliśmy to w drugiej połowie. Nie może być takiej różnicy między połowami. Bo jeżeli grasz cały taki mecz, taki paździerz, to okej — trzeba tutaj doszukiwać się i tego, i tego, i tamtego.
Ale okazało się, że w tej drugiej połowie możemy mieć kulturę gry i nie tracić piłki w pierwszym, drugim kontakcie, co w tej pierwszej połowie nie było zbyt często. A jak było, to też nie umieliśmy wejść w głębię i niewiele z tego wynikało.
Więc musimy pracować dalej, poprawiać jakość tej gry i też skuteczność, bo w tych dwóch meczach tych szans mieliśmy mimo wszystko. Czy po stałych fragmentach, czy nie, to nie ma wielkiego znaczenia, po czym się tworzy szanse. Do tych stałych fragmentów też trzeba dojść.
Dzisiaj mieliśmy sześć rzutów rożnych, przeciwnik dwa i wygrał 3:0. Jeżeli chodzi o posiadanie, pewnie wejścia w pole karne były po naszej stronie. Tylko to nie o to w piłce chodzi. Chodzi o to, żeby wygrać. A przede wszystkim w pucharach. Można mieć 20 procent posiadania i dwa razy wejść w pole karne i wygrać. Oczywiście, droga jest ważna i dzisiaj ta droga, można powiedzieć, jak to wszystko policzymy, to się na papierze będzie zgadzało, ale wynik się nie zgadza. I o to chodzi.
A później, żeby to wszystko połączyć — żeby i droga się zgadzała, i liczby się zgadzały, i wynik — to już to robią najlepsze drużyny. I tak to wygląda.
Ale dzisiaj, jeszcze raz powtarzam, dzisiaj chodziło o to, żeby wygrać. I Motor to zrobił, a nie my. Nie mając jakichś wielkich liczb, tylko duże konkrety, wykorzystując nasze infantylne błędy. I tyle.
Mam pytanie odnośnie Ivana Brkicia. Jaką rolę w zespole odgrywa? W Lublinie był podstawowym bramkarzem, po transferze do Legii w ogóle nie gra. Wiem, że Hindrich świetnie sobie radzi, ale na przykład dzisiaj w Pucharze Polski dlaczego trener nie zdecydował się dać szansy Ivanowi?
– Trochę już pan odpowiedział na to pytanie, bo Hindrich jest dzisiaj topowym bramkarzem ligi. Dzisiaj może nam nie pomógł, ale też nie miał specjalnie szans chyba w tych sytuacjach, więc niewielki miał wpływ na wynik.
Ale na przykład w ostatnim spotkaniu widzieliśmy, że miał dwie superinterwencje. Jest bramkarzem, który jest dużą wartością dla tego zespołu. A dzisiaj nie zagrał Brkić z tego właśnie powodu, że traktowaliśmy Puchar Polski bardzo poważnie i grał po prostu pierwszy bramkarz.
Pozycja bramkarza jest specyficzna. Jeżeli zawodnik tam jest liderem drużyny, pewnym punktem, tak jak Ivan był w Motorze, to nie robi się zmian. Nigdzie chyba na świecie tak to nie działa.
Ale z Ivanem wiążemy plany długofalowe i on też w to wierzy, że jego przyszłość będzie w Legii. Jeżeli będzie cierpliwy, będzie prezentował odpowiedni poziom, to kiedyś jego czas nadejdzie. Więc tak wygląda na dzisiaj jego sytuacja.
Multimedia

Lamine Yamal najmłodszym kapitanem w historii FC Barcelony

Manchester United zainteresowany Aleksandarem Stankoviciem. 32 mln...

Rodrygo może wrócić do gry w Realu Madryt wcześniej niż zakładano

Zeidane Inoussa oficjalnie zawodnikiem Górnika Zabrze

Adrian Siemieniec przeprasza za swoją wiadomość. Trener Jagiellonii...




Regulamin:
Punktacja rankingu:
Za każdy nowy komentarz użytkownik dostaje 1 punkt. Jednak, gdy narusza on nasze zasady i zostanie dezaktywowany, użytkownik straci 2 punkty. W przypadku częstych naruszeń zastrzegamy sobie możliwość nakładania wyższych kar punktowych, a nawet tymczasowych i permanentnych banów.