
Marek Papszun: Chcemy grać lepiej niż w ostatnim spotkaniu - wideo
12.08.2026 13:30
(akt. 12.08.2026 15:30)
Czy Pan lubi mecze przyjaźni? Jest takie utarte zdanie, że święto będzie na trybunach, ale na boisku nie ma zmiłuj.
– Oczywiście, kibicowsko to jest mecz przyjaźni, ale na boisku każdy walczy o swoje, każda drużyna i tutaj nie ma sentymentów. Będziemy dążyli do tego, żeby wygrać, szczególnie że gramy przed własną publicznością. Chcemy, szczególnie u siebie zadowalać, swoich kibiców i powodować, żeby te trybuny były wypełnione w każdym spotkaniu.
Zastanawiam się, czy wpływ na przygotowanie do meczu ma fakt, że graliście sparing z Radomiakiem, i stołeczne rezerwy też się z nim mierzyły? Czy dzięki temu dysponujecie jakąś dodatkową wiedzą względem poprzednich przeciwników?
– Nie przeceniałbym tych informacji. Oczywiście analizujemy przeciwnika w każdym meczu i szczególnie istotne jest to, że to dopiero początek rozgrywek, więc trzeba wnikliwie podejść do tematu. Są też zmiany w kadrach, zmiany w strategii, zmiany trenerów, jak chociażby w Radomiaku, więc te koncepcje są często inne.
Obserwujemy tych rywali, natomiast dla nas najważniejsza jest nasza gra, nasza strategia i to, co my jesteśmy w stanie na boisku zaprezentować. Nad tym na pewno mocno pracujemy, bo chcemy grać lepiej niż w ostatnim spotkaniu.
Mam do Pana też prośbę o interpretację pewnej statystyki. Chodzi mi przede wszystkim o to, że Legia w tym sezonie wykonała najwięcej dośrodkowań w całej lidze – 71, według Wyscouta. Niżej są Lech i Górnik, bo tam jest odpowiednio 58 i 57. O czym to świadczy i jak, w Pana ocenie, przekłada się to na boisko?
– Na pewno świadczy to o tym, że jesteśmy w stanie sporo razy wejść do trzeciej tercji i w pole karne, czyli tam, gdzie kreuje się sytuacje. To jest na pewno istotne, bo głównie kreowaliśmy dośrodkowania i sytuacje w tych dwóch meczach, bo ten z Koroną, tak jak mówiłem, był globalnie słabszy.
To jest istotne, bo chodzi o to, żeby zdobywać bramki, a żeby te bramki zdobywać, trzeba się znaleźć blisko bramki. I to jest pocieszające. Dwa gole strzeliliśmy też po dośrodkowaniach i to jest efekt tego, że do tych sytuacji dochodzimy.
Ale też chcemy grać wielowymiarowo, wielowariantowo i pracujemy nad tym, żeby też wchodzić środkiem. W tych trzech spotkaniach było kilka takich akcji, które też siały zagrożenie i tworzyły szanse.
Zapytam o Jana Kuchtę, który wczoraj pierwszy raz trenował. Pojawia się często takie zdanie, że to idealny piłkarz do systemu Legii, do tego, co Pan preferuje. Czy Pan się w ogóle zgadza z taką opinią? I gdyby Pan swoimi słowami określił, co Jan Kuchta może dać Legii, to czy zadebiutuje z Radomiakiem?
– To jest trochę tak jak z tym przeciwnikiem, że oczywiście system, jakaś strategia jest istotna, ale dobry piłkarz jest do każdej strategii. Takie jest moje zdanie. Nie do strategii mojej, Legii czy innej, bo zbytnio chyba się wyolbrzymia tę strategię i jakieś tam koncepcje takiego czy innego napastnika.
W mojej koncepcji każdy dobry piłkarz będzie grał i za takiego uważam Kuchtę. To jest po prostu kompleksowy, dobry czy bardzo dobry napastnik. Czy on zafunkcjonuje w Legii? Zobaczymy, bo jest dużo elementów i on posiada zdolności i doświadczenie, żeby tak było. Ale to zweryfikuje życie, bo chociażby jego CV pokazuje, że jednak za granicą te statystyki nie były tak mocne jak w Czechach.
Wierzę, że to będzie to miejsce, w którym powiedzenie „do trzech razy sztuka” w tym przypadku się sprawdzi i on tutaj, w Legii Warszawa, się odnajdzie.
Chciałem zapytać o straconego gola z Koroną i tak na chłodno przeanalizować ten element gry. Miałem takie wrażenie, obserwacje, że trochę podobnego gola straciliście wiosną z Górnikiem. Czy też ma Pan takie wrażenie, że z perspektywy Legii pojawiła się tutaj niekorzystna powtarzalność? Czy pracujecie konkretnie nad tym, żeby te wybloki lepiej neutralizować? Ewidentnie kolejny gol został w ten sposób stracony.
– Nie uciekniemy od tego, że straciliśmy dwie bramki po rzutach rożnych. Oczywiście przepracowujemy to z drużyną i oczekujemy tego, że ta skuteczność będzie lepsza. Ale kontekst jest szerszy. Spotkanie z Górnikiem? Tam była ostatnia minuta i trochę dużo chaosu w tej sytuacji. Bochniewicz, który ma dwa metry – ciężko takiego zawodnika powstrzymać. Zawsze można zachować się lepiej, oczywiście.
Natomiast biorąc pod uwagę już ten ostatni okres, mieliśmy bardzo duże zastrzeżenia do bramki straconej z Zagłębiem Lubin i bardzo dobrą korektę, reakcję zespołu. Korona miała sześć rzutów rożnych i przy pięciu zawodnicy zachowali się bardzo dobrze. Wszystkie były bardzo dobrze bite, a w jednym przypadku przeciwnik doszedł do sytuacji i bezwzględnie ją wykorzystał.
To dwa elementy: ciężko się wybronić przed dobrą akcją i tak samo przed stałym fragmentem, ale znowu trzeba próbować zachować się lepiej. I tutaj już wchodzimy w duży poziom szczegółowości – kto w tej sytuacji mógł zareagować i dać więcej, żeby Stępiński nie skierował piłki do bramki.
Pracujemy procesowo, systemowo i zachowujemy spokój. Wierzymy, że zespół będzie się wybraniał w tych sytuacjach i zawodnicy wezmą odpowiedzialność na siebie. Można iść w kierunku zmian krycia, gry jeden na jeden, niektórzy proponują krycie mieszane czy takie czy inne, ale to też może nie zadziałać. Nie ma takiej gwarancji.
Trzeba po prostu te detale doszlifowywać. Determinacja w wybronieniu tych sytuacji musi być jeszcze większa, bo dzisiaj stałe fragmenty gry są ogólnie bardzo silną bronią na świecie. Zawodnicy mają bardzo dobre dośrodkowanie, dużo się na tym pracuje, na dużym poziomie szczegółowości. Każdy widzi w tym szansę.
Widzieliśmy chociażby mistrzostwa świata, że sporo tych bramek też padało. To jest na pewno element, który we wszystkich zespołach jest mocno przygotowywany i ćwiczony. Podobnie jest u nas.
Podczas Pana pracy w Rakowie Częstochowa Braut Brunes był takim napastnikiem, który strzelał sporo goli i też nawiązywał walkę o koronę króla strzelców. Teraz poszedł do Sparty Praga, a do Legii przychodzi Jan Kuchta. Moje pytanie: czy widzi Pan w nim napastnika podobnego kalibru? Czy może nawiąże do wyników innego Czecha, tutaj znanego, Tomasa Pekharta, który pozostaje ostatnim królem strzelców Legii Warszawa w Ekstraklasie? Czy to jest właśnie taki napastnik, który może strzelić dwucyfrówkę i realnie walczyć o koronę króla strzelców? Czego Pan się po nim spodziewa?
– Dzisiaj oczekuję od niego, że szybko wejdzie do rywalizacji i podniesie też poziom innych napastników. To, o czym tutaj rozmawialiśmy i rozmawiamy cały czas – żeby ta rywalizacja była, żeby oni na siebie naciskali, ale też żebyśmy mieli możliwości zarządzania meczem. Są też urazy, odpukać, ale kartki wchodzą w grę w toku sezonu i tak dalej.
Ważne, żebyśmy mieli czterech napastników – takich, którzy będą ze sobą rywalizowali. Zobaczymy, jak to się wszystko wyklaruje. Dla mnie najważniejsze jest, żeby drużyna wygrywała i oczywiście żeby ci napastnicy strzelali gole.
Ale jak każdy z nich zdobędzie, powiedzmy, po osiem, dziesięć bramek, to da nam 40, 32 czy 36 bramek – będzie też dobrze. Nie musimy wykreować tutaj króla strzelców. Najważniejsze, żeby Legia Warszawa wygrywała.
Czy wierzy Pan, że to może być bardziej długofalowy projekt, że Jan Kuchta nieco dłużej zagrzeje miejsce w Legii. Pytam zarówno pod kątem warunków formalnych – wiem, że jest wypożyczenie, potem może być transfer – jak i kwestii charakterologicznych. Wiemy, że przydomek „Belmondo” nie wziął się z niczego. Mówi się też o nim, że nie najlepiej znosi rywalizację. Czy dla Pana stanowi to jakieś dodatkowe wyzwanie szkoleniowe? Żeby nie było tak, że on tutaj na chwilę wystrzeli, później pojawi się jakiś kłopot, tylko żeby pod Pana wodzą rzeczywiście zagrał w Legii kilka lat i stał się piłkarzem, którego kibice będą dobrze wspominać?
– Z tymi łatkami byłbym ostrożny. Mówią też o mnie, że nie stawiam na młodych, co jest absurdem kompletnym. To, że ktoś gdzieś był w jakimś tam miejscu raz czy drugi, być może – ja nawet nie wiem, bo nie wnikałem w te tematy – czy coś nawet przeskrobał, to nie znaczy, że taki jest na co dzień i że tak funkcjonuje. To pierwsze sprawa.
Po drugie – jak funkcjonuje w różnych środowiskach, jakie są tam zasady, jakie wartości to środowisko ma. Bo inteligentni i rozsądn ludzie mają tę przewagę, że po prostu dostosowują się do środowiska, w którym funkcjonują. Oczywiście istotny jest system wartości, jaki każdy człowiek ma, każdy piłkarz, i tak to wygląda.
Nie znam jeszcze Jana na tyle, żebym mógł o nim coś powiedzieć, deklarować, czy to będzie tak, czy tak. Ale w Legii Warszawa już kilku zawodników przychodziło z takimi łatkami. Przychodząc, byłem ostrzegany: „Ten to leń, ten symuluje”, a to się w ogóle nie sprawdziło. Wierzę, że tutaj będzie podobnie.
Nie mamy i nie mieliśmy problemów w Legii Warszawa, odkąd ja jestem, z zawodnikami, z ich podejściem i takim dostosowaniem się i funkcjonowaniem. A byliśmy naprawdę w trudnym momencie i ta drużyna naprawdę jest mocno profesjonalna i potrafi trzymać się w ryzach.
Chciałem zapytać o Oliwiera Olewińskiego, bo to zawodnik, który wzbudza sporo emocji u kibiców. Po ostatnim sezonie w Pogoni Grodzisk mówiło się, że może mocniej zaistnieć w pierwszej drużynie Legii. Obecnie funkcjonuje w rezerwach. Niedawno pojawiła się też wypowiedź prezesa Pogoni Grodzisk, jakoby Oliwier nie chciał przedłużyć kontraktu i dlatego znalazł się w drugiej drużynie. Czy taka wersja wydarzeń do Pana dotarła? I przede wszystkim, jak Pan ocenia go pod względem piłkarskim? Czy wobec braku Stojanovicia nie mógłby dostać większej szansy i podjąć walki o miejsce w składzie?
– Nie znam wypowiedzi prezesa Pogoni Grodzisk, ale wydaje mi się, że nie jest on najlepszą osobą do komentowania decyzji zawodnika czy klubu, bo nie ma pełnej wiedzy na ten temat. Sam też nie wiem do końca, jak to dzisiaj wygląda.
Z tego, co mi wiadomo, Oli ma po prostu wolną rękę w poszukiwaniu klubu. Nie było więc tak, że nie chciał podpisać kontraktu. Raczej dostał zgodę na to, żeby tego klubu sobie szukać. To odpowiada też na pytanie, dlaczego znalazł się w takiej sytuacji. Nie widzieliśmy go jako konkurencji. Ja osobiście nie widziałem go jako zawodnika, który w tym momencie miałby rywalizować o miejsce w Legii. Dlatego trudno mi sobie wyobrazić, w jakim celu miałby przedłużać kontrakt, skoro na dziś nie widzimy go w Legii.
Takie decyzje musiały zostać podjęte, bo wokół określonych zawodników musimy budować kadrę. Mamy Mikanowicza, mamy Kovacika. Nie możemy w tym momencie proponować kontraktów kolejnym zawodnikom, jeśli później nie mieliby gdzie grać. Takie decyzje trzeba podejmować. Czy okażą się dobre, czy nie – tego dzisiaj nie wiem. Na ten moment decyzja jest taka, że Oliwier dostał wolną rękę i tak to wygląda.
Jak sytuacja kadrowa. Ostatnio mniejsze lub większe urazy mieli między innymi Brkić, Arsenić, Chodyna, Kovacik, Colak, Biczachczjan. Czy coś się zmieniło? Czy któryś z tych zawodników wróci i będzie do dyspozycji Pana oraz sztabu szkoleniowego w piątek?
– Na pewno niektórzy z tych zawodników wrócą. Dzisiaj kilku już trenowało, więc lista rzeczywiście się skróciła. Nie chcę jednak na ten moment szczegółowo informować o sytuacji kadrowej, żeby nie ułatwiać przeciwnikowi. Na pewno kilku piłkarzy będzie gotowych na mecz z Radomiakiem.
Kilka słów o Radomiaku. Biorąc pod uwagę to, jak rozpoczął sezon, wydaje się, że Legia jest stawiana w roli faworyta. Jak podchodzicie do tego spotkania i czego spodziewacie się po Radomiaku?
– Teoretycznie oczywiście jesteśmy faworytem – gramy u siebie i musimy też trochę wejść w tę rolę. Natomiast to są tylko dywagacje i zakłady bukmacherskie: czy kurs wynosi 1,30, czy 1,45. Później nie ma to żadnego znaczenia.
Trzeba być dobrze przygotowanym i nie patrzeć wyłącznie przez pryzmat tego, jak przeciwnik ostatnio grał czy jak rozpoczął sezon. Radomiak jest zespołem dość nieregularnym. Ma dobre momenty, dobre połowy, ale zdarzają mu się też słabsze. Nie wiadomo więc do końca, czego się spodziewać.
Myślę, że najwięcej będzie zależało od naszej dyspozycji. Jeżeli zagramy na poziomie dwóch pierwszych meczów, powinno być dobrze. Jeżeli natomiast nie skorygujemy tego, co było problemem w ostatnim spotkaniu, możemy mieć większe trudności. Dlatego pracujemy nad tym, żeby zagrać lepiej niż w ostatnim meczu. Drużyna jest tego świadoma. Poziom oczekiwań wobec nas jest wyższy niż to, co pokazaliśmy w Kielcach.
Jeszcze pytanie o Michala Sevcika. Nie zdążył jeszcze zadebiutować. W rezerwach zagrał dwa razy po 45 minut. Z czego to wynika? To kwestia rywalizacji, jego formy, taktyki?
– Wszystkiego po trochu. Właściwie wymienił Pan wszystkie przyczyny. Jest rywalizacja, bo środek pola jest u nas dość mocno obsadzony, jeśli chodzi o liczbę zawodników.
Ważny był też czas na adaptację – zarówno pod względem taktycznym, jak i fizycznym, jeśli chodzi o intensywność gry. Z tego, co rozmawiałem z Michalem, był trochę zaskoczony tą intensywnością i potrzebował czasu, żeby się do niej przyzwyczaić. W ostatnim okresie zrobił duży postęp. Tak jak Pan powiedział, zagrał ostatnio 45 minut w rezerwach i wygląda naprawdę dobrze. Jest już w pełnej rywalizacji.

Real Madryt nie odpuszcza. Zubimendi może opuścić Arsenal już w styczniu

Vinicius Jr. zarabia w Realu Madryt tyle co Mbappé. 48 milionów euro...

Real Madryt chce przedłużyć kontrakt z Courtoisem. Rozmowy ruszą...

Harry Kane w wieku 33 lat nie zamierza zwalniać. Anglik mówi o celach...

De Paul prowokował Lewandowskiego po meczu MLS. „Kim ty jesteś?”

Regulamin:
Punktacja rankingu:
Za każdy nowy komentarz użytkownik dostaje 1 punkt. Jednak, gdy narusza on nasze zasady i zostanie dezaktywowany, użytkownik straci 2 punkty. W przypadku częstych naruszeń zastrzegamy sobie możliwość nakładania wyższych kar punktowych, a nawet tymczasowych i permanentnych banów.