
Marek Papszun: Mam prośbę do kibiców - wideo
11.02.2026 14:01
(akt. 11.02.2026 21:16)
Czytaj też
– Wypadli nam np. Vinagre czy Wszołek – było wiadomo od początku, że to dla nas kluczowi gracze na skrzydłach.
– Przyczyna wielu urazów? Nie ma jednej, bo to wielowątkowość. Zaczynając od procesu treningowego, który jest intensywny – podatność na kontuzje jest normalna. Pogoda, boiska, różnego rodzaju wcześniejsze dysfunkcje zawodników, jak w przypadku Vinagre… Każdy przypadek jest inny. Kumulacja jest spora, ale musimy sobie z tym radzić. To część piłki nożnej. Jeśli wypadają piłkarze, to wchodzą inni i muszą to dźwignąć.
– Rafał Adamski? Temat się przewija. To, na jakim to jest etapie, to nie pytanie do mnie. Nie będę zaprzeczał, że zainteresowanie nim było i jest.
O meczu z Arką
– Remis z Arką nic nie dał? Zależy, jak na to spojrzeć. Jest punkt z przeciwnikiem, z którym walczymy dziś o utrzymanie – trzeba tak na to patrzeć. Nie można spoglądać przez pryzmat marki Legii, tylko miejsca, w którym dziś jesteśmy. Gdyby gdynianie wygrali, to by mieli 5 – 6 oczek więcej niż my. Spotkań jest coraz mniej. Biorąc pod uwagę rywalizację na wyjeździe, na trudnym terenie, to nie był zły rezultat. Problemem jest to, że przegraliśmy u siebie. Należało pokonać Koronę i zupełnie inaczej byśmy przyjęli występ z Arką. Często jeden mecz inaczej się ocenia w kontekście kilku czy kilkunastu gier. Gdybyśmy mieli wcześniej 5 zwycięstw z rzędu i wydarzyłaby się taka historia, jak w Gdyni, to bylibyśmy postrzegani jako bohaterowie, którzy odwrócili wynik właściwie po czasie, po heroicznym boju. Dziś kręcimy nosem, bo wiemy, jaka jest nasza sytuacja. Punkty są nam potrzebne. Z drugiej strony, musimy to też docenić, bo sytuacja jest trudna.
– Czy mecz z Arką może być tzw. meczem założycielskim? U mnie wiara jest naturalna. To, co wpajam drużynie odkąd tu jestem, to wiara i zaufanie do tego, co robimy, nie może nigdy upaść. Zespół kapitalnie wdrożył to w Gdyni – to jeszcze nie przyniosło kompleksowego efektu w postaci trzech punktów, ale to cieszy. To mocno budujące, że się nie poddaliśmy. Przeciwko Koronie też tak było – szliśmy po bramkę, ale straciliśmy infantylnego gola. Jeśli mielibyśmy wskazać kogoś, kto przeważał w ostatnich 10 minutach i miał większą energię, to byliśmy to my. Wykonywanie rzutu wolnego, po którym był aut, trochę trwało. Było widać po kielczanach, że jeden punkt jest w porządku.
– Zawsze będziemy dążyć do tego, by wygrać. To kluczowe. Dziś mecze nam się nie układają, wszystko idzie trochę pod górkę, ale pracujemy ciężko, mądrze. Wszystko analizujemy, staramy się jak najlepiej przygotować zespół do kolejnego spotkania, ale też się rozwijać. Chodzi o to, by myśleć nie tylko o następnym rywalu, ale też o progresie indywidualnym zawodników. To przyniesie efekty. Oczywiście, dla nas najważniejsze są punkty, to cel nadrzędny. Dla mnie droga jest jedna – codzienność, w jakiej funkcjonujemy.
Czytaj też
O GKS-ie
– GKS Katowice? Kluczowe przy ocenie rywala jest to, jak wznowił rozgrywki. To nowa runda, można powiedzieć – nowy sezon, który jest trudniejszy dla drużyn, które – tak, jak my – nie zaczęły go dobrze. Meczów jest coraz mniej. Nasz najbliższy przeciwnik wygrał dwa spotkania i jest po prostu na fali. Widać to po piłkarzach, po zespole, który jest bardzo doświadczony, zgrany. To kolejny argument, że czeka nas trudna rywalizacja, w dodatku wyjazdowa, prawdopodobnie przy komplecie publiczności, która będzie niosła gospodarzy. To normalne. Wiemy, jak gra rywal, dobrze go znamy – tak, jak poprzednich.
– Pracowałem z Bartkiem Nowakiem – i to w najbardziej udanym dla nas sezonie, dla niego i dla mnie. To przede wszystkim fenomenalny człowiek i bardzo dobry piłkarz. Grał bardzo dobrze w Rakowie w sezonie mistrzowskim, ale teraz jest dużym liderem GKS-u i postacią, na którą musimy zwrócić mocną uwagę, również przy stałych fragmentach.
– Kluczem jest to, by w piątek uniknąć prostych błędów – takich, które ostatnio nam się przydarzają. Miniony mecz był w dużej mierze pod kontrolą, ale fatalne momenty dla nas i banalne pomyłki doprowadziły do tego, że musieliśmy gonić wynik. Duży pozytyw, że dogoniliśmy i odrobiliśmy. Z optymizmem patrzymy w przyszłość.
– Czy któryś z młodych zawodników, który wszedł z Arką z ławki, ma szansę zagrać w piątek od początku? Oczywiście. Piłkarze trenują, pokazują się, ale co innego wejść i wnieść nową energię w końcówce – gdzie kompleksowość działań nie jest już tak istotna, tylko atakujemy, chcemy odrobić straty – a co innego zagrać od 1. minuty i umieć się zachować we wszystkich fazach i subfazach. Dla Kovacika, który debiutował właściwie w piłce seniorskiej, może być to trudne. Przykładowo, Wojtek Urbański wygląda bardzo dobrze i jest blisko podstawowego składu.
– Mecz w piątek 13? Są jakieś drobne przesądy, ale nie skrajnie radykalne, żeby brać to do siebie – czy to dobra, czy zła moneta. Bardziej wierzę w efekt pracy niż w to, by mieć farta. Oczywiście, potrzebujemy też nieco szczęścia, bo w dwóch meczach trochę nam go brakowało. Wierzę, że przy dobrej robocie, będzie trochę farta i wygramy.
O kontuzji Wszołka, zdrowiu Elitima i Jędrzejczyka
– Niestety, jest problem z Pawłem Wszołkiem. Odnowił się uraz. Może być to znowu troszkę dłuższa przerwa. Mamy na to plan – w środę to wszystko spajamy, ustalamy. Pewnie będzie to około kilku tygodni przerwy.
– Juergen Elitim właściwie jest gotowy, mógłby już wejść. Zobaczymy. To tak, jak z Wszołkiem – w czwartek, pewnie nawet w piątek będziemy decydować, czy Kolumbijczyk wejdzie na boisko. Podobnie z Arturem Jędrzejczykiem, który – tak, jak Elitim – jest w treningu indywidualnym. Nie mieli długich przerw, nie potrzebują wprowadzających zajęć.
O potencjalnych odejściach
– Z mojej strony, nie ma dużej blokady. Urazy trochę komplikują sprawę, ale jest zielone światło na odejście. To już kwestia menadżerów, zawodników – czy oni chcą grać, czy tylko być w Legii i pobierać pensję. To bardziej ta sprawa niż blokada graczy, których przewidziano do odejścia.
– Kto jest przewidziany do odejścia? Choćby Goncalves. Czy ktoś jeszcze? Dziś nie chciałbym mówić o tym przed meczem. Na pewno Claude ma zielone światło, tak jak jeszcze przynajmniej jeden czy dwóch zawodników.
O kibicach
– Oczywiście, rozumiem rozgoryczenie i emocje, które towarzyszą naszym występom. Nie oczekuję, że będzie dogłębna analiza, że byliśmy lepsi, gorsi, itd. Kibice oczekują od nas zwycięstwa – o to musimy się jeszcze bardziej postarać, bo jak widać, tego nie zrobiliśmy. To wszystko musi mieć jednak wymiar graniczny – nie może iść w kierunku bandytyzmu.
– Kibice muszą wiedzieć, że pracujemy naprawdę ciężko, by wyjść z tej sytuacji. Przede wszystkim, wszyscy piłkarze… No, prawie wszyscy, bo nigdy nie jest idealnie. Nie będę tu tworzył takiego świata, że wszyscy są zdeterminowani, chętni, dobrze nastawieni, bo nigdy tak nie jest – nie widziałem jeszcze takiej szatni i nie wierzę, że taka istnieje. Większość graczy ma jednak bardzo dobre podejście i chce, ciężko pracuje, żebyśmy się dźwignęli. To możemy dziś zrobić.
– Chodzi o to, by kibice wiedzieli, że naprawdę ciężko pracujemy, by wyjść z tej sytuacji. To jedyna droga. Druga sprawa – prośba do fanów o wsparcie w trakcie meczu, żebyśmy byli razem. Jeśli przegramy, to razem – jako Legia. Rozumiem emocje, nawet negatywne – jesteśmy na to gotowi w dopuszczalnej formule, ale najlepiej, by to było po spotkaniu.
– Jeśli Internet płonie, to OK. Dla nas najważniejszy jest mecz, byśmy byli razem w jego trakcie, by kibice nam pomagali, wspierali nas. Razem jesteśmy w trudnej sytuacji. Jeśli z niej wyjdziemy, to też wspólnie. Tak to widzę.
– Bandytyzm? Nie mam na myśli konkretnej sytuacji, tylko kwestii, które są nieraz wyrażane. Internet płonie w sensie niezadowolenia, emocji, ale musi mieć to też wymiar, który nie jest przekroczeniem granicy prawa.
O stracie goli po stałych fragmentach
– Jeśli traci się bramki, to trzeba wnikliwiej podejść do tematu i bardziej się zabezpieczyć. Mocno pracowaliśmy nad kontynuacjami po stałych fragmentach, bo w taki sposób dostaliśmy dwie bramki z Koroną. Ostatnio straciliśmy z kolei w pierwsze tempo.
– Pracujemy nad wszystkimi elementami, ale dociskamy te, które nie funkcjonują. Z drugiej strony, w Gdyni strzeliliśmy dwa gole po stałych – też musimy o to zadbać, co przynosi dobre efekty. Nie można myśleć tylko o zabezpieczeniu, ale też o atakowaniu.
– To proces. Nie można skupić się tylko na stałych fragmentach, bo za chwilę dostaniemy z kontry, a w kolejnym meczu z ataku pozycyjnego, albo nie będziemy potrafili atakować czy wyjść spod pressingu. Musimy być kompleksową drużyną. Pracujemy nad wszystkimi fazami, ale dociskamy tematy, które nam nie wychodzą. Na razie zagraliśmy dwa mecze stałych fragmentów – w taki sposób, w pierwszym tempie albo po kontynuacjach, padło siedem bramek.
Quiz
Co wiesz o Marku Papszunie?


Aleksandar Pavlović na celowniku Chelsea i Manchesteru United. Bayern...

Media: Lewandowski w pierwszym składzie Barcelony na rewanż z Atletico...

Real Madryt wzmacnia akademię. 18-letni Fran Santamaria nowym nabytkiem

Lewandowski w nowej rzeczywistości. FC Barcelona traci na znaczeniu...

Szok na Old Trafford. Manchester United przegrywa z Leeds po golach...




Regulamin:
Punktacja rankingu:
Za każdy nowy komentarz użytkownik dostaje 1 punkt. Jednak, gdy narusza on nasze zasady i zostanie dezaktywowany, użytkownik straci 2 punkty. W przypadku częstych naruszeń zastrzegamy sobie możliwość nakładania wyższych kar punktowych, a nawet tymczasowych i permanentnych banów.