
Marek Papszun: Szereg infantylnych błędów
01.02.2026 20:05
(akt. 01.02.2026 21:21)
– Przede wszystkim, chciałbym podziękować naszym kibicom. Przy takiej pogodzie, szacunek za taką frekwencję. Niestety, my się nie spisaliśmy, bo ich nie zadowoliliśmy ich, przegraliśmy u siebie i to najbardziej martwi.
– W drugiej kolejności, gratulacje dla Korony. Zdawaliśmy sobie sprawę, że będzie to trudny mecz i taki też był. Niestety, jak wspomniałem, ten wynik jest dla nas niekorzystny.
– Krótko przysłuchiwałem się komentarzowi Mariusza Stępińskiego – luz w głowie i szczęście w danym momencie jest istotne. Było widać, że Mileta Rajović bardzo się starał, dobrze grał, ale nie wykorzystał rzutu karnego – to boli mnie najbardziej. Nie chodzi tylko o wynik, który jest najważniejszy, ale z perspektywy jego pracy, jaką wykonał w okresie przygotowawczym, po ludzku mi go żal. Ciśnienie na nim jest duże, otoczenie swoje robi, że on jest pod presją. Taki jest jednak ten zawód – trzeba to dźwigać. Na pewno będę mu pomagał, by się odblokować i w kolejnym spotkaniu zdobył jedną, a może więcej bramek.
– Mileta był wyznaczony jako główny wykonawca rzutu karnego. Drugą myślą okazało się to, by zdobył bramkę. To zależało od niego, czy podejdzie do jedenastki. Zdecydował się do niej podejść, ale – niestety – karny był nieudany, tak jak dobitka. To też wkalkulowane, takie rzeczy się zdarzają. Dziś nie jest to łatwa sytuacja dla niego, ale ma wsparcie moje i zespołu. Tym bardziej mi go szkoda, że w tym momencie zawiódł.
– Czy od poniedziałku, po zamknięciu okienka w ligach TOP 5, pojawią się nowe możliwości w perspektywie nowego napastnika? Trudno mi powiedzieć. Dział skautingu, Fredi Bobić czy Michał Żewłakow pracują w tym temacie. To musi być też decyzja zarządzających odnośnie kwestii finansowej. Na dziś nie ma takiego tematu, ale zobaczymy, co przyniosą najbliższe dni.
– Czy napastnik przyjdzie do Legii, tyle że później? Trudno powiedzieć. Na tę chwilę nie dzieje się nic konkretnego. Najbliższe dni mogą coś przynieść, ale tego nie wiem. Nie podzielę się teraz żadną informacją.
– Jeśli okienko jest otwarte, to wszystko jest możliwe w kwestii odejść zawodników. Tematy transferowe są cały czas pootwierane.
– Nie mogę odmówić zespołowi podejścia. Zawodnicy się starali, dali z siebie tyle, ile mogli – gonili w trudnych warunkach. Nie mogę odmówić zaangażowania i determinacji. Wszyscy chcą, to widać. Chęci to podstawa, ale potem dochodzą jeszcze inne aspekty, związane np. z kontrolą emocji czy pewnością siebie i większą jakością w niektórych sytuacjach. Rozumiem to, bo jesienny okres nie był łatwy. Pracujemy nad tym, by poprawić mentalność. Dobrze to wyglądało w okresie przygotowawczym, ale presja ligi i meczu, który nam się nie układał… Dobrze zaczęliśmy, dostaliśmy bramkę z kontynuacji stałego fragmentu. Potem nie strzeliliśmy rzutu karnego. Szło nam pod górkę i tak też się zakończyło. Jak się trochę dźwignęliśmy, wydawało się, że możemy zadać ostatni cios, to straciliśmy drugiego gola. To dla nas mocny sprawdzian charakteru i tego, jak sobie poradzimy z tym tematem.
Czytaj też
– Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek walczył z drużyną o utrzymanie w jakiejś lidze, ale presja jest też wtedy, gdy się gra o czołowe lokaty. Podchodzę do tego w ten sam sposób, z odpowiedzialnością. Czy widzę, że niektórych zawodników to przytłacza? Nie, lecz w meczu bardziej rządzą emocje. Nie mamy jeszcze takich automatyzmów, nawyków. W tej chwili troszkę ciężko zarządzać nam składem, bo wiodący zawodnicy, szczególnie skrzydłowi, nam odpadli. Mieliśmy też trochę problemów dot. zarządzania spotkaniem. Kamil Piątkowski, który jest nominalnym stoperem, przez pewien okres funkcjonował na skrzydle. To także nie pomaga w stabilizacji. Rafał Augustyniak wszedł na boisko jako środkowy obrońca. W trakcie rywalizacji trudno pomóc zespołowi w ten sposób, by piłkarze mieli jakieś porozumienie, mogli czuć się komfortowo i mieć kontrolę nad grą. Musimy poświęcić na to jeszcze trochę czasu, ale zdajemy sobie sprawę, że każdy mecz będzie pod dużym ciśnieniem i musimy być gotowi.
– W LTC są warunki, by nocować. To z kolei dobre pod kątem optymalizacji czasu, bo jest się ciągle na miejscu. Na tę chwilę oszczędności czasu przenoszą się na pracę. Jak jest się w nowym środowisku, to trzeba wszystko poznać, ułożyć pewne procesy. Musimy się dograć z ludźmi w klubie, trzeba poświęcić dużo czasu zespołowi. Wprowadzamy strategię, należy włożyć sporo pracy, by to wyglądało lepiej niż dziś.
– Przegląd kadry został zrobiony. Dołączyłem w trakcie sezonu, gdy kadra została zbudowana pod trzy fronty i jest w niej sporo zawodników. Trudno też myśleć o jakichś ruchach, to jest także związane z finansami. Mogę korzystać z tych piłkarzy, którzy tu są, pracować z nimi. Wierzę, że razem się dźwigniemy z tej sytuacji.
– Generalnie, trzeba pracować nad wszystkimi fazami. Dla nas największym wyzwaniem jest kontrola emocji i trzymanie się konsekwentnie założeń, nad którymi pracujemy. Tego w dużej mierze zabrakło. Po Koronie było widać, że to zespół doświadczony i obyty, a my sporo graliśmy na emocjach. Mieliśmy dobre momenty, ale stojąc z boku, nie było czuć, że kontrolujemy mecz, mimo że przeważaliśmy pod kątem posiadania, strzałów i wejść w pole karne. Każde wyjście gości było groźne.
– Trzeba oddać przeciwnikowi, że był precyzyjny i jakościowy w ostatniej tercji. Musimy też pokazać więcej jakości, przebiegłości sprytu, jak Stępiński. Mieliśmy sporo sytuacji, w których mogliśmy zachować się lepiej, ale emocje i chłodna głowa są ważne w piłce. Musimy to poprawić, ale w naszej sytuacji nie będzie to proste. Trzeba pokazać charakter i odporność.
– Co czułem, gdy Żyleta krzyczała moje imię i nazwisko? To było naprawdę wzruszające. Raz jeszcze chciałbym podziękować kibicom za ten piękny gest. Mogę obiecać, że zrobię wszystko, by dźwignąć tę drużynę. Pracujemy z całych sił, by tak było. Może w niedzielę nie było tego do końca widać, ale nie można odmówić zespołowi zaangażowania, charakteru. Przebiegliśmy prawie 120 km w trudnych warunkach. Musimy dodać więcej elementów piłkarskich i taktycznych, by spełnić oczekiwania kibiców. Dla mnie to duże wyzwanie. To, czego teraz doświadczyłem, jest kolejnym ładunkiem energii. Mimo porażki, w poniedziałek wstajemy rano i działamy, by się dźwignąć z trudnej sytuacji. Tego zapału mi nie zabraknie.
– Mental jest kluczowy w sporcie. W niedzielę nie było kluczowych zawodników. Piątkowski grał na skrzydle, Kun wszedł na prawe skrzydło, bo wypadli nam Vinagre i Wszołek, którzy w założeniu byli podstawowymi zawodnikami. Ważnym piłkarzem jest też Kapuadi, którego również brakowało. To nam troszkę przeszkodziło, ale nie może być to wytłumaczeniem. Nasza sytuacja nie jest łatwa, ale to nie było tematem.
– W niedzielę wszystko toczyło się pod górkę. Zaczęliśmy dobrze, potem dostaliśmy bramkę, przed zmianą stron mieliśmy karnego na 1:1 – był to dobry moment, by się odbić, a tak się nie stało. Po przerwie znów dobrze zaczęliśmy, potem trochę straciliśmy kontrolę, znów przypadkowa strata i sytuacja, piłka się odbija… Straciliśmy kontrolę, potem strzeliliśmy gola. Wydawało się, że to przełamiemy, dociśniemy, ale w 90. minucie dostaliśmy banalnego gola. Tak miało być. Musimy to dźwignąć, wyciągnąć jak najwięcej z porażki, by takie porażki nam się nie przydarzały. Straciliśmy dwie bramki po kontynuacji stałych fragmentów, na co byliśmy de facto przygotowani. Wiedzieliśmy, że Korona jest bardzo mocna w tym elemencie. Odpowiedzialność, obrona pola karnego – to do poprawy, tam wszystko się decyduje. Nie jesteśmy jeszcze na takim poziomie, że umiemy to robić, zarządzać tymi momentami w sposób, który będzie skuteczny.
– Jesteśmy na czerwonym polu i musimy mocno pracować, by się wydostać ze strefy spadkowej. Nie było żadnej gwarancji, że wygramy z Koroną. Były duże oczekiwania, pewność w drużynie, ale takie scenariusze są powszechne. Pierwszy mecz, ekstremalne warunki, do których trzeba się zaadaptować – nie wiem, jak wszyscy to znieśli. Nie wyglądało to źle z boiska, obie drużyny dobrze się prezentowały w tych warunkach pod kątem fizycznym. Kluczowe jest potem zarządzanie w trakcie meczu. Trzeba wiedzieć, jak się zachować. Jak wspomniałem, tego – według mnie – zabrakowało, choć spotkanie mogło się potoczyć w dwie strony, gdyby sytuacje zostały lepiej wykorzystane. Kielczanie zagrali naprawdę dobrze, nie wygrali na farcie, tylko mocno zapracowali na zwycięstwo.
– Wiem, że jest duża presja na Milecie i Colaku, by strzelać gole – tego wymaga się od napastników. Jak wspomniałem, w niedzielę Rajović zagrał naprawdę dobrze i po ludzku mi szkoda, że nie wykorzystał paru okazji. Jest blokada, ale zrobimy wszystko, by im pomóc, by się odblokowali. Wierzę, że to nastąpi. Nowy napastnik jest nam potrzebny do większej wszechstronności, choćby przy grze na dwóch snajperów, bo dziś ciężko o tym myśleć, by zmienić strukturę, trochę zaskoczyć, mieć inne możliwości pod konkretne mecze. To główny cel, a nie brak wiary w chłopaków. Sprowadzenie napastnika nie gwarantuje od razu bramek – zespół musi kreować sytuacje, jeszcze więcej wejść w pole karne. Mileta ma sytuacje, ale potrzebuje przełamania i jednego gola. Karny był dobrym momentem, nie wyszło i trzeba pracować dalej, by w kolejnym spotkaniu do tego doszło.
– Moje podejście się nie zmienia. Musimy iść z meczu do meczu i myśleć, by wygrać najbliższe spotkanie. Nie pokonaliśmy Korony, więc trzeba się skupić na zwycięstwie nad Arką – to wyzwanie, bo wygrała tam tylko jedna drużyna, czyli Raków Częstochowa. To niezwykle trudny teren. Musimy się na tym skoncentrować i zacząć punktować, bo jesteśmy w strefie spadkowej, z której musimy się wydostać. Sytuacja jest poważna.
– Nie możemy dziś myśleć o europejskich pucharach, jak jesteśmy na miejscu spadkowym, bo to mocno naiwne, infantylne. Dziś trzeba sobie realnie powiedzieć, że cały czas jesteśmy na pozycji czerwonej i trzeba zrobić wszystko, by się z niej wydostać. Ekstraklasa jest bardzo wyrównana, widzimy jakie są tu wyniki – tu nie ma faworytów, każdy mecz to walka. Im bliżej końca, tym spotkania będą walką o życie.
– Musimy zagrać lepiej w kolejnym meczu. Mówiłem o zaangażowaniu i wysiłku przeciwko Koronie, ale to nie wystarczyło. To oznacza, że musimy wejść na jeszcze wyższy poziom, dać z siebie jeszcze więcej. Jeżeli tak się nie stanie, to nasza sytuacja się nie zmieni.
Czytaj też

Oficjalnie. Yildiz z nowym kontraktem w Juventusie

Juan Hernandez z nowym kontraktem w FC Barcelona do 2028 roku!

Cud w Gdyni. Legia ratuje remis. Dwa gole Colaka w końcówce!

Barcelona nie zapłaci odszkodowania po odejściu z Superligi

Besiktas Stambuł ściąga Emmanuela Agbadou




Regulamin:
Punktacja rankingu:
Za każdy nowy komentarz użytkownik dostaje 1 punkt. Jednak, gdy narusza on nasze zasady i zostanie dezaktywowany, użytkownik straci 2 punkty. W przypadku częstych naruszeń zastrzegamy sobie możliwość nakładania wyższych kar punktowych, a nawet tymczasowych i permanentnych banów.