Marek Papszun
fot. Jan Szurek

Marek Papszun: Za nami okno transferowe Kopciuszka

Redaktor Marcin Szymczyk

Marcin Szymczyk

Źródło: Legia.Net

10.09.2026 13:40

(akt. 11.09.2026 15:00)

- Jeśli chodzi o nowych piłkarzy, czterech trafiło do nas jako wolni zawodnicy – Brkić, Arsenić, Deziel Junior i Zjawiński, a kolejnych czterech zostało wypożyczonych: Sevcik, Kuchta, Fukuda i Wjunnyk. Widać więc wyraźnie, że nie wydaliśmy dużych pieniędzy na transfery. Mieliśmy okienko Kopciuszka. Pytanie tylko, czy ten Kopciuszek zamieni się w księżniczkę - podsumował okienko transferowe w wykonaniu Legii Warszawa, trener Marek Papszun.

Legia znowu wyszarpała zwycięstwo w końcówce i walczyła do ostatniego gwizdka. Chciałbym zapytać o to, co zostało ostatnio nazwane „mentalnością Papszuna”. Wiadomo, że budowanie mentalności nie trwa tydzień czy dwa. Czy jest pan w stanie opisać drogę, jaką ten zespół przeszedł, by z miesiąca na miesiąc stawać się coraz silniejszy pod tym względem?

– Oczywiście. To jest nasza codzienność i właśnie na tym polega cały proces. Cieszę się, że padło to pytanie, bo jest ono bardzo ważne. Niektórzy uważają, że takie rzeczy dzieją się same albo są dziełem przypadku, ale trudno mówić o przypadku, kiedy podobne sytuacje powtarzają się tak często. Oczywiście zdarzały się też mecze, w których to my traciliśmy gole w końcówkach, jak choćby z Górnikiem. Gdy jednak spojrzymy na bilans takich spotkań, zdecydowanie więcej zyskaliśmy niż straciliśmy. To pokazuje, że jest to efekt procesu, który drużyna przechodzi każdego dnia. Ważne jest to, w jaki sposób budujemy ten zespół, na jakich wartościach go opieramy i według jakich zasad chcemy funkcjonować.

Bohaterem końcówki meczu z Motorem był Kuba Żewłakow. Zdobył dwie bramki. Czy taki występ sprawia, że jest teraz poważnym kandydatem do gry od pierwszej minuty w meczu z Widzewem?

– Dla niego to na pewno wyjątkowy moment. Zdobył swoje pierwsze bramki w naszych barwach i od razu był to dublet. Bardzo mocno zaznaczył swoją obecność w tym spotkaniu. Kuba cały czas się rozwija i cieszę się, że został za to nagrodzony. Te gole są potwierdzeniem drogi, którą przechodzi. To również wzmacnia rywalizację w zespole. Dzisiaj naprawdę mocno do niej wszedł i jest zawodnikiem, którego poważnie bierzemy pod uwagę przy ustalaniu składu.

Okienko transferowe jest już zamknięte, więc to chyba ostatnia konferencja, na której rozmawiamy o transferach. Jak trener oceni to okno? Czy udało się zrealizować wszystkie potrzeby zespołu?

– Fakty są takie, że z klubu odeszło piętnastu zawodników. Klub zarobił na tych transferach kilka milionów euro, a jednocześnie do zespołu dołączyło ośmiu piłkarzy. Siłą rzeczy nastąpiła więc również redukcja kosztów wynagrodzeń. Trzeba też pamiętać, że kolejnych czterech zawodników ma zgodę na odejście, więc ta grupa jest naprawdę duża. Na dziś nadal są z nami, ale taka możliwość istnieje.

Jeśli chodzi o nowych piłkarzy, czterech trafiło do nas jako wolni zawodnicy – Brkić, Arsenić, Deziel Junior i Zjawiński, a kolejnych czterech zostało wypożyczonych: Sevcik, Kuchta, Fukuda i Wjunnyk. Widać więc wyraźnie, że nie wydaliśmy dużych pieniędzy na transfery. Patrząc na to, jak rozwija się dziś Ekstraklasa pod względem ekonomicznym i jakich zawodników sprowadzają inne kluby, można powiedzieć, że mieliśmy okienko „Kopciuszka”. Pytanie tylko, czy ten Kopciuszek zamieni się w księżniczkę. Zrobimy wszystko, żeby tak właśnie było.

Na szczęście o sukcesie nie decydują wyłącznie pieniądze. Oczywiście pomagają, ale trzeba jeszcze umieć je mądrze wykorzystać i odpowiednio dobrać zawodników, którzy realnie zwiększą siłę drużyny i nasze szanse na osiągnięcie wyznaczonych celów. Konkurencja w Ekstraklasie jest dziś naprawdę duża i zapowiada się bardzo ciekawy sezon. Cieszy mnie, że polskie kluby rozwijają się organizacyjnie i finansowo. To może przełożyć się również na lepsze wyniki naszych zespołów w europejskich pucharach.

Mówił trener o sytuacji ekonomicznej i organizacyjnej klubu. Jak dziś wygląda praca w takich warunkach?

– Z dyrektorem Fredim Bobiciem pracuje mi się dobrze, choć nie jest to łatwe ze względu na naszą sytuację ekonomiczną, sposób zarządzania klubem jako całością, komunikację i wizję budowania drużyny. To nie jest proste. Jestem jednak doświadczonym trenerem i człowiekiem, dlatego staram się odnaleźć w tej sytuacji. Skupiam się przede wszystkim na tym, na co mam wpływ, czyli na pracy z drużyną, jak najlepszym przygotowaniu zespołu oraz rozwoju sztabu szkoleniowego.

Wierzę, że rozwój sztabu przełoży się na jeszcze lepszy wpływ na zawodników. Jeśli piłkarze będą się rozwijać, podniesie się jakość drużyny, a to wpłynie na nasze wyniki. Wierzę też, że z czasem będziemy coraz lepiej się rozumieć i wypracujemy wspólną wizję budowania Legii. Jesteśmy w trakcie bardzo głębokiej przebudowy. Sam fakt, że z klubu odeszło piętnastu zawodników, a kolejnych czterech może jeszcze odejść, pokazuje skalę zmian. To oznacza, że potencjalnie może dojść do wymiany praktycznie całej kadry. Tak wygląda dziś nasza sytuacja.

Jednocześnie trzeba docenić pracę wszystkich ludzi w klubie. Nie można nikogo oceniać w sposób ogólny. Trzeba byłoby analizować nazwisko po nazwisku, a nie czuję się do tego kompetentny. Faktem jest jednak, że w ubiegłym sezonie podnieśliśmy się z bardzo trudnej sytuacji. Z mojej perspektywy robimy postęp. Czy moglibyśmy rozwijać się szybciej? Uważam, że tak. Dzisiaj robimy małe kroki, choć być może powinniśmy stawiać większe. Wierzę jednak, że z czasem będą one coraz śmielsze.

 Skoro mowa o budowaniu drużyny, chciałbym zapytać o środek obrony. Czy obecna liczba stoperów wystarczy do końca sezonu, czy zimowe okienko transferowe może być momentem na wzmocnienie tej pozycji?

– Grając systemem z trzema stoperami i mając do dyspozycji czterech środkowych obrońców, na pewno podejmujemy pewne ryzyko. Mamy dwóch zawodników grających w centrum i dwóch po bokach, do tego młodego, niedoświadczonego chłopaka, który – jak choćby w meczu z Motorem w Pucharze Polski – będzie zdobywał doświadczenie. Musimy odpowiednio zarządzać tymi zawodnikami, zadbać o ich zdrowie i dyspozycję, aby byli gotowi do kolejnych spotkań. Co będzie dalej? To pytanie bardziej do dyrektora sportowego. To klub powinien określić kierunek dalszej budowy kadry. Moje zdanie w tej sprawie jest znane i wielokrotnie je przedstawiałem. Dzisiaj jednak zostaliśmy z czterema stoperami.

Jak wygląda sytuacja zdrowotna Pawła Wszołka? Czy będzie gotowy na mecz z Widzewem?

– Paweł trenuje już z zespołem i jest gotowy do gry. Będziemy mogli z niego skorzystać w spotkaniu z Widzewem.

Rywalizację na jego pozycji ma zwiększyć Fukuda. To pierwszy Japończyk, z którym trener pracuje. Jak przebiega jego aklimatyzacja?

– To prawda, wcześniej nie miałem okazji pracować z japońskimi zawodnikami. Uważam jednak, że zarówno jako piłkarze, jak i ludzie powinni dobrze odnaleźć się w moim środowisku pracy. To kultura oparta na organizacji, dyscyplinie i szacunku do zasad, a są to wartości bardzo mi bliskie. Początek wygląda bardzo dobrze. Fukuda jest pozytywnie nastawiony, pełen energii i otwarty. Potrzebuje jednak czasu. Dopiero przyleciał do Polski i – podobnie jak pozostali wypożyczeni zawodnicy – dołącza do zespołu już w trakcie rundy. Taka adaptacja zawsze wymaga cierpliwości. Najłatwiej odnaleźli się Czesi, dlatego tak szybko weszli do pierwszego składu. Wjunnyk również nie powinien potrzebować dużo czasu, choć w poprzednim sezonie grał niewiele, więc zobaczymy, jak będzie wyglądała jego sytuacja. Sam jestem ciekawy, jak Fukuda odnajdzie się w Legii.

Po siedmiu kolejkach Legia ma 15 punktów. Czy jest pan zadowolony z tego dorobku? Ile punktów chciałby pan zdobyć jeszcze przed przerwą reprezentacyjną?

– Gdyby przed startem sezonu ktoś zaproponował nam 15 punktów po siedmiu meczach, przyjęlibyśmy to z dużym zadowoleniem. Z mojej perspektywy pozostaje jednak mały niedosyt. Uważam, że gdybyśmy jeden z remisów zamienili na zwycięstwo, byłby to wynik, który w pełni by mnie satysfakcjonował. Jest bardzo dobrze. Gdybyśmy mieli dziś 17 punktów, byłoby już naprawdę świetnie. Tyle jednak wywalczyliśmy i trzeba to zaakceptować. Najważniejsze jest to, co przed nami. Zakładamy, że przed przerwą reprezentacyjną zdobędziemy minimum cztery punkty. Oczywiście celem są dwa zwycięstwa, ale minimum, które sobie wyznaczyliśmy, to właśnie cztery punkty. Najważniejszy jest jednak mecz z Widzewem. Na nim koncentrujemy całą uwagę. Gramy u siebie po dwóch trudnych wyjazdach i jest to spotkanie o dużym znaczeniu dla naszych kibiców, dla klubu i dla całego środowiska Legii. Musimy być bardzo dobrze przygotowani.

Atmosfera wokół drużyny jest znakomita. Nawet na wyjazdach kibice wspierają nas fantastycznie. Mam wrażenie, że odzyskaliśmy ich zaufanie. Chcemy je dalej wzmacniać i możemy to zrobić tylko w jeden sposób – walcząc do końca, nawet wtedy, gdy popełniamy błędy czy tracimy bramki, tak jak miało to miejsce w ostatnim meczu.

Jak trener ocenia Widzew Łódź?

– To zespół z bardzo dobrymi piłkarzami i uważam, że obecne wyniki nie odzwierciedlają jego potencjału. Widzew ma również bardzo dobrego trenera. Oczywiście wraz z dużymi inwestycjami i transferami pojawia się ogromna presja wyniku, a sprostanie takim oczekiwaniom nigdy nie jest łatwe. Początek sezonu nie był dla nich udany, mają tylko jedno zwycięstwo, ale odnieśli je na boisku Jagiellonii. To pokazuje, że są w stanie wygrać z każdym. Dlatego musimy być przygotowani na sto procent, a nawet więcej. Nawet jeśli będziemy mieli przewagę piłkarską, tylko organizacją, dyscypliną i poświęceniem możemy przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę.

Z którego elementu gry Legii jest trener najbardziej zadowolony, a który wymaga największej poprawy?

– Jestem zadowolony ze wszystkich elementów, ale okresowo. W każdej fazie gry mamy bardzo dobre momenty, ale zdarzają się też słabsze. Wciąż brakuje nam regularności. To naturalne, bo przeciwnik zawsze będzie miał swoje fragmenty przewagi, zwłaszcza w tak wyrównanej lidze. Były jednak mecze, w których zbyt długo oddawaliśmy inicjatywę rywalom. Dotyczyło to szczególnie spotkań z Piastem i Koroną, kiedy prowadziliśmy, a mimo to pozwalaliśmy przeciwnikom przejmować kontrolę. Nad tym codziennie pracujemy.

Jeśli miałbym wskazać element, w którym w ostatnim czasie wykonaliśmy największy postęp, byłyby to stałe fragmenty gry. Wcześniej traciliśmy po nich wiele bramek i były to fakty. Dzisiaj jesteśmy w tym aspekcie zdecydowanie lepsi. Nie tracimy goli po stałych fragmentach, a w meczu z Motorem sami zdobyliśmy w ten sposób dwie bramki. Teraz możemy spokojnie pracować nad rozwojem zespołu, bo okienko transferowe jest już zamknięte. Wiemy, z jaką kadrą będziemy pracować i możemy w pełni skupić się na zawodnikach, którzy są dziś w Legii.

UEFA potwierdziła, że mistrz Polski będzie rozpoczynał walkę o Ligę Mistrzów od czwartej rundy eliminacji. Jak trener ocenia tę zmianę?

– Bardzo się cieszę. To świetna wiadomość dla całej polskiej piłki. Wierzę, że w końcu polski klub awansuje do fazy ligowej Ligi Mistrzów. Czy chciałbym, żeby była to Legia? Oczywiście. Dzisiaj może wydawać się to życzeniowym myśleniem, ale piłka nożna jest sportem, w którym wszystko jest możliwe. Jesteśmy dopiero na początku sezonu. Za nami siedem kolejek, niektóre drużyny rozegrały nawet tylko sześć spotkań, więc do końca rozgrywek jest jeszcze bardzo daleko. Nie ma sensu dziś wyrokować. Myślimy z meczu na mecz. Teraz najważniejszy jest Widzew. Dopiero po 34. kolejce zobaczymy, dokąd zaprowadziło nas takie podejście.

Jak trener odnosi się do sprawy Adriana Siemieńca i medialnych doniesień dotyczących jego kontaktów z arbitrem?

– Zastanawiam się, czy powiedzieć to, co pomyślałem, ale chyba jeszcze nie. Przypomniał mi się jeden mecz z sezonu 2024/25, kiedy walczyliśmy o mistrzostwo Polski. Na trzy kolejki przed końcem byliśmy liderem i w tamtym spotkaniu działy się dziwne rzeczy. Ten mecz bardzo długo siedział mi w głowie. Nie chcę jednak niczego insynuować ani nikogo oczerniać. Moja głowa nie dopuszcza nawet myśli, że mogłoby dochodzić do takich sytuacji. Trudno mi komentować medialne doniesienia. Są odpowiednie organy, które powinny wyjaśnić, co się wydarzyło, czy było to zgodne z przepisami i czy było etyczne.

Czy w swojej karierze utrzymywał pan prywatne kontakty z sędziami?

– Sam kontakt z sędziami nie jest przecież zabroniony. Relacje międzyludzkie są czymś naturalnym. Ja albo nie mam takich relacji, albo są one bardzo ograniczone. Jeżeli sędziowie prosili mnie kiedyś o pomoc w sprawach niezwiązanych z meczami i mogłem pomóc, to pomagałem.

Nigdy jednak nie miało to związku z zawodami, ich przebiegiem czy decyzjami boiskowymi. Do takich kontaktów nigdy nie dochodziło i nie powinno dochodzić. Byłoby to po prostu nieetyczne i niemoralne. Natomiast zwykłe relacje między ludźmi funkcjonującymi od lat w tym samym środowisku są czymś całkowicie normalnym.

Komentarze (217)

Odśwież

Dodając komentarz zobowiązujesz się do przestrzegania

Komentarze osób niezalogowanych, a także zalogowanych, którzy zarejestrowali konto w ostatnich 3 dniach wymagają akceptacji administratora.

Uwaga!

Teraz komentarze są ukryte, aby poprawić komfort korzystania z serwisu Legia.Net. Kliknij przycisk „Zobacz komentarze”, aby je wyświetlić i dołączyć do dyskusji.