
Marek Śledź: W Akademii jest dziś ponad 40 reprezentantów kraju
21.12.2025 08:00
(akt. 23.12.2025 11:12)
Zacznijmy od zespołu U-19 i Centralnej Ligi Juniorów. Tabela jest bardzo płaska – strata do lidera to zaledwie trzy punkty, Legia zajmuje piąte miejsce. Walka o mistrzostwo będzie się toczyć do ostatniej kolejki? W tym zespole jest kilku utalentowanych chłopaków?
- Z całą pewnością powalczymy o zwycięstwo. Mamy jeden mecz zaległy, z przedostatnią drużyną w tabeli. Oczywiście wcale nie musi zakończyć się dla nas trzema punktami – to jest tylko sport – ale bardzo chcielibyśmy, żeby ten mecz został rozegrany jeszcze przed rozpoczęciem rundy wiosennej. Jeżeli rozstrzygnęlibyśmy go na swoją korzyść, to w układzie tabeli bylibyśmy liderem CLJ.
Natomiast chcę bardzo wyraźnie zaznaczyć: wynik sportowy nigdy nie jest dla mnie celem samym w sobie. To ma być efekt pracy, a nie jej jedyny sens. Zawsze podkreślam – i powtarzam to w każdym wywiadzie – że wartość wyniku sportowego, zarówno zespołowego, jak i indywidualnego, powinna być analizowana tylko w jednym kontekście: powtarzalności. Jeżeli coś jest powtarzalne, to znaczy, że jest systemowe. To oznacza, że nie trafił nam się jeden dobry rocznik, który „coś zrobił”, a potem znowu nic. Tylko że codziennie pracujemy w określonych wymaganiach, w określonych parametrach, po to, żeby efekt sportowy wracał.
Wygranie Centralnej Ligi Juniorów i zdobycie mistrzostwa Polski U-19 to dla nas oczywiście ogromna radość. Ale znów – nie po to, żeby się tym chwalić, tylko po to, żeby zagrać w młodzieżowej Lidze Mistrzów. Bo tam zbiera się bardzo konkretne doświadczenia: międzynarodowe, europejskie, w rywalizacji o punkty, na określonym poziomie presji. Dokładnie takie, z jakimi większość tych chłopaków – jeśli zostaną piłkarzami – będzie się mierzyć w kolejnych latach.
Legia zdobyła już dwa mistrzostwa Polski U-19. Czy nie pojawia się presja, że każdy wynik poniżej kolejnego tytułu będzie odbierany jako porażka?
- Ta presja nie zaczęła się po drugim mistrzostwie. Ona towarzyszy Akademii od 2022 roku. Ja z tą presją tutaj przyszedłem i powiem szczerze – traktuję ją jako wartość. W sensie zawodowym i organizacyjnym. Chcę zdobywać mistrzostwa Polski, bo one są potrzebne dokładnie do tego, o czym mówiłem wcześniej. Natomiast powtarzalność takich efektów wymaga dwóch rzeczy:
– parametru czasu, czyli cierpliwości,
– parametru działania, czyli konsekwencji.
Uważam, że dzisiaj jako Akademia jesteśmy nacechowani jednym i drugim. Czy może się zdarzyć, że nie zdobędziemy mistrzostwa Polski U-19? Oczywiście, że może. Sport jest pełen niewiadomych. Ale jeśli tak się stanie, to nie dlatego, że pracujemy gorzej, tylko dlatego, że wciąż funkcjonujemy w pewnych konsekwencjach przeszłości. Podam bardzo konkretny przykład. Rocznik 2008 – moim zdaniem – nie był prawidłowo wyselekcjonowany i poprowadzony na wcześniejszych etapach. Jako U-15 nie wygrał swojej ligi w makroregionie Mazowsza. Później jako U-17 dwukrotnie był bardzo blisko mistrzostwa Polski, ale nie potrafił go zdobyć. Dzisiaj to właśnie ten rocznik w dużej mierze stanowi trzon zespołu U-19. Mamy świadomość, że jakość i liczba zawodników o najwyższym potencjale w tym roczniku stawia nam pewne trudności. To nie jest argument, który ma nas tłumaczyć, jeśli mistrzostwa nie będzie. Ale to jest fakt, który trzeba uczciwie uwzględnić. Prawidłowość selekcyjno-szkoleniowa, za którą ja chcę odpowiadać, zaczyna się od rocznika 2009. Tam widzę fundament, na którym możemy budować coś naprawdę trwałego.
W U-19 pojawiły się też kontrowersje – zmiana trenera Arkadiusza Adacha po bardzo dobrej serii wyników – cztery wygrane z rzędu, pięć meczów bez straty gola. Pojawiły się informacje, że chodziło o „nieposłuszeństwo” i kwestie personalne, że nie wystawił zawodnika z rezerw.
- Ponad wszelkimi sprawami osobistymi, emocjami czy interesami jednostkowymi istnieje coś, co ja stawiam absolutnie najwyżej – dobro projektu Akademii. Ja wielokrotnie zadawałem trenerom pytanie: „Ile mamy drużyn w Akademii?”. A kiedy próbowali je liczyć, odpowiadałem jasno: dopóki ja tu jestem, Akademia ma jedną drużynę. Nazywa się Akademia Legii Warszawa. Każdy trener i każdy zawodnik musi brać pod uwagę dobro całości, a nie tylko interes swojego zespołu tu i teraz. Są momenty, w których postawa jednej osoby – niezależnie czy to trener, czy zawodnik – zaczyna budzić mój niepokój w kontekście realizacji strategii Akademii.
Trzeba pamiętać, że trener nie zawsze ma pełną wiedzę, jakie działania strategiczne są przygotowywane wobec danego zawodnika. Jak wygląda jego indywidualna ścieżka rozwoju, jak daleko posunięta jest indywidualizacja, jakie są dalsze plany. Jeżeli w którymś momencie interes bardziej partykularny – np. upór przy danym zawodniku na konkretnej pozycji, tworzenie wokół niego pewnej narracji czy „mitu” – zaczyna być stawiany ponad interes Akademii jako całości, to jest moment, który musi wzbudzić mój niepokój. I taki moment nastąpił. Wtedy podjąłem decyzję. Chcę jasno powiedzieć: w kategoriach merytorycznych, gdyby nie ta sytuacja, ten trener nigdy nie opuściłby projektu. Jesteśmy w dobrych relacjach i nie ma tu żadnego osobistego konfliktu.
Dużo mówi pan o systemowości. W tym kontekście często wraca temat II ligi dla rezerw. Dlaczego ona jest aż tak istotna?
- Bo mnie bardzo zależy na tym, żeby weryfikacja potencjału zawodnika odbywała się stopniowo, poprzez coraz trudniejsze współzawodnictwo, a nie dopiero w momencie gwałtownego skoku. Podam przykład z Anglii, bo tamte systemy są bardzo dobrze opisane statystycznie. Zawodnik w dobrej akademii przechodzi z U-15 do U-16 – i ten krok robi prawie cała grupa. Potem jest przejście do U-17 – znów prawie wszyscy. Do U-19 – nadal spora część. Do U-23 – już tylko wybrana grupa. I teraz kluczowe pytanie: ilu z nich finalnie trafia do piłki seniorskiej na poziomie, na który wszyscy liczyli? Statystyki pokazują, że odpada ogromny procent – rzędu około 80% (nie chcę podawać dokładnej liczby, bo w rozmowie padał przedział 78–87%). Czyli większość zawodników w ogóle nie trafia do piłki. Dlaczego tak się dzieje? Bo realna weryfikacja przychodzi zbyt późno – dopiero wtedy, gdy przeskok jest bardzo duży. Ja chcę, żeby ta weryfikacja była częstsza, etapowa. I właśnie temu ma służyć II liga. Nie po to, żeby ktoś się chwalił awansem, tylko po to, żeby zwiększyć poziom sprawdzania i odpowiedzieć wcześniej na pytania o potencjał tych młodych ludzi.
Przejdźmy do zespołu U-17. Patrząc wyłącznie na tabelę: 15 zwycięstw, jeden remis, jedna porażka i aż 13 punktów przewagi nad drugim Widzewem. To wygląda imponująco. To po prostu wyjątkowo utalentowany rocznik?
- Nie. I właśnie od tego chciałbym zacząć, bo to jest bardzo ważne. Ja bym w ogóle odszedł od narracji, że „to jest wybitny rocznik”. To jest zbyt duże uproszczenie. Ta skuteczność sportowa, którą dziś widzimy w U-17 – i szerzej, w całej Akademii – nie wzięła się z jednej rundy ani z jednego sezonu. Jej początek jest w 2022 roku, kiedy zaczęliśmy wprowadzać bardzo jasno sprecyzowaną metodologię szkolenia, zunifikowaną na wszystkich etapach. Zwiększyliśmy efektywność selekcyjną, wprowadziliśmy bardzo konkretne mechanizmy oceny zawodników. Pojawił się komitet transferowy, który obiektywizuje decyzje o tym, kto do Akademii trafia. Zwiększyliśmy efektywność szkolenia przy Łazienkowskiej, zarówno pod względem jakości treningu, jak i jego objętości. To są działania, które nie są okazjonalne, tylko codzienne. Codzienność, powtarzalność, zwiększanie wymagań – codziennie, a nie raz w tygodniu czy raz w miesiącu. Tego wymagam i na tym opiera się cała strategia mojej pracy.
Podam przykład, który moim zdaniem dobrze to ilustruje. Po raz pierwszy od około 20 lat nasi najmłodsi zawodnicy wygrali turniej Legia Cup. To się wcześniej nie zdarzało. I znowu – to nie był przypadek. To się nałożyło na powołanie Szkoły Mistrzostwa Sportowego na poziomie szkoły podstawowej, na zwiększenie objętości treningowej, na poprawę procesu selekcji. Wszystkie te elementy zaczęły ze sobą współgrać. Dlatego jestem spokojny o rozwój projektów w perspektywie czasu. Jeśli spełnione są te dwa warunki, o których mówiłem wcześniej – cierpliwość i konsekwencja – to efekty przyjdą.

Przejdźmy do rezerw. Od lat mówiło się, że awans jest celem, ale nigdy się nie udawało. Teraz po raz pierwszy wygląda to naprawdę realnie. Zespół gra dojrzale, mimo że początek sezonu był trudniejszy.
- Nie siliłbym się na narrację, że awans jest już „na wyciągnięcie ręki”. Przed nami bardzo trudna runda wiosenna. Trzeba pamiętać, że gramy jednym z najmłodszych zespołów w III lidze. Jagiellonia ma podobny profil wiekowy, my co tydzień analizujemy średnią wieku drużyny i mamy pełną świadomość, jak duże to jest wyzwanie. Do tego dochodzą bardzo konkretne czynniki pozasportowe. Część chłopców w maju będzie zdawała egzamin maturalny. To jest realne, dodatkowe obciążenie – również intelektualne – szczególnie w technologii pracy, którą stosujemy. To może mieć wpływ na dyspozycję zespołu. Mamy też w planach – zgodnie z indywidualnymi ścieżkami rozwoju – przekazanie kilku zawodników do Pogoni Grodzisk Mazowiecki, żeby zwiększyć im wymagania sportowe.
Już wiosną?
- Tak. Już zimą część z nich zacznie treningi z Pogonią Grodzisk. Taki jest plan. Znowu – to nie jest działanie doraźne. To jest efekt trzech lat systemowej pracy, dobrze zaplanowanej i konsekwentnie realizowanej. Czy ten system jest idealny? Nie. Zawsze są przestrzenie do poprawy i chcemy je poprawiać. Ale dziś to nie jest chaos. To jest proces. Młodzi zawodnicy wchodzą, dostają minuty, zdobywają doświadczenie.
Oczywiście pojawia się niecierpliwość – u zawodników, u rodziców. Dlaczego ten gra tyle, a nie więcej? Dlaczego ten nie dostaje szansy szybciej? Ja to rozumiem, ale jestem zwolennikiem spokoju i indywidualnych ścieżek. Nikt za tych chłopców nie przeżyje ich kariery. Każdy ma inną drogę, inne tempo rozwoju. Jednemu możemy coś przyspieszyć, bo szybciej „konsumuje” proces. Innemu musimy coś opóźnić. Co do niektórych mamy wątpliwości. Ale drugi zespół jest dziś zbudowany z bardzo młodych zawodników, którzy realnie zdobywają doświadczenie seniorskie. I proszę zwrócić uwagę: część z tych chłopców wraca do reprezentacji Polski, mimo że wcześniej – przez pewien czas – była poza nią. To pokazuje, że zaufanie do procesu nie było błędem. Ta droga ich niesie.
Mówił pan, że II liga byłaby kolejnym, kluczowym etapem.
- Tak. Bardzo bym chciał, żebyśmy – w perspektywie – awansowali do II ligi. I podkreślam: nie po to, żebym mógł powiedzieć, że „za mojej kadencji był awans”. Tylko po to, żeby stworzyć jeszcze trudniejsze warunki współzawodnictwa. II liga dałaby nam większą weryfikację. Odpowiedziałaby na wiele pytań dotyczących potencjału tych młodych ludzi. Dokładnie tak, jak młodzieżowa Liga Mistrzów odpowiada na pytania w futbolu młodzieżowym. To jest logika, którą obserwujemy w najlepszych systemach szkoleniowych w Europie. Ja chcę ją wdrażać tutaj, krok po kroku.
W ostatnich meczach przy pierwszym zespole na ławce pojawiał się Filip Raczkowski. Rozumiem, że wiosną nadal będzie prowadził rezerwy?
- Tak. Trener Inaki Astiz poprosił mnie o możliwość czasowego wsparcia sztabu pierwszego zespołu i uznaliśmy, że to bardzo dobry moment, żeby takie doświadczenie Filip zdobył. Oczywiście po zakończeniu tej fazy pracy jego podstawowym zadaniem pozostaje prowadzenie zespołu rezerw. Dla nas to jest naturalny element rozwoju trenera, a nie jednorazowy epizod. Praca przy pierwszym zespole – udział w meczach Ekstraklasy, w europejskich pucharach, codzienna obserwacja funkcjonowania drużyny seniorskiej – to są bezcenne doświadczenia, których nie da się zdobyć w żaden inny sposób.
Uważam Filipa Raczkowskiego za trenera, który w perspektywie czasu może być jedną z wiodących postaci młodego pokolenia szkoleniowców w Polsce. To jest trener bardzo świadomy, otwarty na rozwój, potrafiący łączyć metodologię z praktyką boiskową. I dla mnie to, że może pracować blisko pierwszego zespołu, jest wartością zarówno dla niego, jak i dla całego projektu Akademii.
Ilu zawodników Akademii Legii Warszawa jest dziś powoływanych do kadr narodowych?
- To jest liczba, która rotuje, bo mówimy o młodzieżowych reprezentacjach, gdzie powołania zmieniają się zgrupowanie po zgrupowaniu. Natomiast jeśli mówimy o skali, to dziś w Akademii mamy ponad 40 reprezentantów pięciu federacji.
Jeżeli zawęzimy to tylko do zawodników, którzy mają za sobą występy w reprezentacjach Polski w kategoriach od U-15 do U-19, to mówimy o liczbie bliskiej 40 zawodników – w ostatnim czasie było to 42, wcześniej nawet 44. To jest bardzo duża liczba i ona pokazuje, że potencjał tego środowiska jest naprawdę wysoki.
Dla mnie istotne jest również to, że ten projekt Akademii międzynarodowej realnie się broni. Wielokulturowość, wielojęzykowość, codzienne funkcjonowanie zawodników z różnych krajów w jednym środowisku – to wszystko bardzo pozytywnie na nich oddziałuje. Zawodnicy zagraniczni i polscy wzajemnie się od siebie uczą, nie tylko piłkarsko, ale też mentalnie i kulturowo.
Patrząc na ten potencjał, nie pojawia się u pana – tak po ludzku – frustracja, że tak niewielu wychowanków dostaje szanse treningów z pierwszym zespołem? O ile Goncalo Feio chętnie zapraszał takich zawodników, to ta współpraca z Edwardem Iordanescu było o wiele gorsza.
- Nie określałbym tego w kategoriach frustracji. I nie dzieliłbym współpracy z trenerami pierwszego zespołu na „lepszą” czy „gorszą”. Ona po prostu była inna w różnych okresach. Patrzę na ten problem trochę inaczej. Dla mnie kluczowa nie jest liczba zawodników, którzy jednorazowo pojawią się na treningu z jedynką. Bardziej interesuje mnie ciągłość przepływu. Nie to, żeby co roku wprowadzać dziesięciu wychowanków, tylko żeby zawsze było miejsce dla dwóch, trzech, którzy są realną wartością dodaną. I to nie mogą być zawsze ci sami zawodnicy, bo wszystko zależy od kontekstu:
– jaka jest obsada danej pozycji w pierwszym zespole,
– czy szukamy zmiennika, czy zawodnika numer trzy,
– jaki mamy pomysł szkoleniowy na konkretnego chłopca,
– ile minut powinien dostać, żeby można było go realnie zweryfikować.
To nie jest mój autorski wymysł. To są modele oparte na danych, stosowane przez organizacje uznane w Europie. Tak pracuje się w federacjach, które wdrożyły systemowe rozwiązania. Takie wnioski pokazują audyty – chociażby te prowadzone dziś przez Double Pass, który jest partnerem PZPN.

W kontekście młodych zawodników pojawiła się też informacja o możliwym wyjeździe Samuela Kovacika na zgrupowanie z pierwszym zespołem.
- Deklaracja padła publicznie z ust pana dyrektora Frediego Bobicia. Klub jest w momencie zmiany na stanowisku pierwszego trenera i takie decyzje myślę, iż również będą zapadać w konsultacji z pierwszym trenerem.
Samuel to bardzo uzdolniony chłopiec. Mogę powiedzieć otwarcie: to ja zainicjowałem wszystkie działania związane z jego przyjściem do Akademii Legii Warszawa. Jego odejście z Żyliny nie było łatwą sprawą, budziło emocje, ale wszystkie działania prowadziliśmy w sposób transparentny i etyczny, informując zainteresowane strony. Ale chcę powiedzieć coś bardzo ważnego: Samuel jest wyjątkowy nie tylko sportowo. To jest chłopiec niezwykle skromny, bardzo pracowity, świetnie wychowany. Mało kto wie, że on – razem ze swoim imiennikiem Sarudim – potrafią w weekend zostać w internacie i z własnej inicjatywy pomóc w kuchni, posprzątać, pomóc paniom przy stołach. Nie dlatego, że ktoś im kazał. Tylko dlatego, że wynieśli to z domu. To nie są chłopcy, którzy upominają się o pieniądze, kontrakty czy przywileje. Oni po prostu kochają grać w piłkę. I to widać każdego dnia.
To dziś rzadkie.
- Właśnie dlatego tak mocno wierzę w sens Akademii międzynarodowej. Chcę, żeby do tego projektu trafiali zawodnicy „inni”. Bo ta inność będzie im towarzyszyć przez całą karierę – w pierwszym zespole Legii, w innych klubach europejskich, w dorosłym życiu.
Ale jednocześnie zawsze to podkreślam i będę tego bronił: Legia Warszawa jest polskim klubem, klubem stolicy, z piękną historią i bardzo silnym rodowodem. Ta polskość musi być w Akademii eksponowana. Dlatego wszyscy zawodnicy zagraniczni mają obowiązek uczyć się języka polskiego. I wszyscy się uczą. Dziś Kovacik a nawet Christopoulos i inni mówią dobrze po polsku, chodzą do polskiej szkoły. Mam cichą nadzieję, że będą absolwentami tej szkoły i zdadzą maturę – to byłoby dla nas ogromne wydarzenie również edukacyjne.
Skoro mówimy o przepływie zawodników i weryfikacji, naturalnie pojawia się temat współpracy z Pogonią Grodzisk Mazowiecki. Ten projekt jest powszechnie oceniany jako bardzo udany.
- Tak, to prawda – i nie będę ukrywał, że to mój autorski projekt, z czego jestem bardzo dumny. Ale jednocześnie chcę jasno powiedzieć: on nie zaistniałby bez pełnego zaufania zarządu Legii i pana prezesa Dariusza Mioduskiego, którzy z ogromną otwartością podeszli do tego pomysłu.
Pogoń Grodzisk w momencie, gdy zaczynaliśmy rozmowy, była po bardzo niespodziewanym, ale zasłużonym awansie. To stworzyło przestrzeń do współpracy, którą szybko postanowiliśmy sformalizować i ustrukturyzować. Wzorcem był dla mnie model znany z flamandzkiego z FC Brugge – projekt klubu NXT grającego na drugim poziomie rozgrywkowym, który zachowuje autonomię, ale jest bardzo mocno zunifikowany personalnie i szkoleniowo z klubem macierzystym.
Chcę podkreślić jedną rzecz: Pogoń Grodzisk nie jest miejscem dla zawodników „z Akademii”. To powinno być – i w praktyce jest – miejsce dla zawodników pierwszego zespołu Legii, którzy potrzebują minut, rytmu meczowego i konfrontacji z seniorską piłką na wysokim poziomie. I tak się dzieje. Olewiński ma już debiut i minuty w pierwszym zespole. Szczepaniak – również z doświadczeniem w jedynce, dziś regularnie grający. Adkonis jest po pełnej rundzie w Ruchu Chorzów. Jędrasik – po sezonie w Termalice, czyli na poziomie pierwszej ligi. Jedynym zawodnikiem, który trafił tam bez wcześniejszego doświadczenia seniorskiego poza rezerwami, był Gieroba. Ale w jego przypadku mówimy o pozycji „dziewiątki”, która – szczególnie u młodego zawodnika – wymaga największej cierpliwości. Dlatego w jego przypadku od początku zakładaliśmy dłuższe wypożyczenie – nie na jeden sezon, ale nawet na dwa lata, żeby mógł regularnie grać, zdobywać minuty i być rzetelnie oceniany w czasie. To są świadomie zaplanowane etapy rozwoju. Poziom pierwszej ligi czy bardzo mocnej II ligi to jest dokładnie to miejsce, w którym zawodnik zderza się z realiami piłki seniorskiej: presją wyniku, fizycznością, tempem, odpowiedzialnością.
Bardzo ważnym elementem tego projektu jest sztab szkoleniowy Pogoni Grodzisk. Mieliście realny wpływ na jego wybór?
- Wybór trenerów nie był przypadkowy. Wszystko odbywało się w ścisłej konsultacji z prezesem Markiem Finkowskim, z Jackiem Zielińskim, wspólnie analizowaliśmy, jaki profil trenera będzie najlepiej pasował do młodego, ambitnego zespołu. Trener Stokowiec to szkoleniowiec, który wielokrotnie udowadniał, że potrafi łączyć wynik sportowy z wprowadzaniem młodych zawodników. Robił to w Zagłębiu Lubin, robił to w Lechii Gdańsk. Ma ogromne doświadczenie i kompetencje. Do tego Dariusz Rolak – wychowanek Akademii Legii, który przeszedł bardzo trudną, ale niezwykle cenną ścieżkę samodzielnej pracy seniorskiej. Dziś jest kapitalnym uzupełnieniem metodologicznym projektu. Jest też Michał Kubiak – świetny trener bramkarzy, bardzo mocno związany ze środowiskiem Legii. To wszystko tworzy spójną całość.
Wiosną w Pogoni zostaną wszyscy wypożyczeni?
- Tak. I co więcej – planujemy zwiększyć liczbę naszych zawodników w tym projekcie. To nie jest tajemnica, że chcielibyśmy, aby dołączył Janek Leszczyński, który po niefortunnym urazie potrzebuje regularnego grania. Gdyby nie kontuzja, prawdopodobnie już dziś miałby za sobą pół roku występów na poziomie pierwszej ligi i był naturalnym następcą Janka Ziółkowskiego. Podobnie Viktor Karolak – to zawodnik, którego ścieżkę rozwoju planowaliśmy od dawna, wspólnie z nim, z rodziną i z agencją. Wiemy, że początkowo nie dostanie pełnej liczby minut, dlatego zakładamy dłuższe wypożyczenie, nawet półtoraroczne, żeby mógł spokojnie dojrzewać do wyższych wymagań.
Mamy też zawodników wypożyczonych do Pogoni Siedlce – Bartka Dembka i Kubę Zbróga. Bartek gra bardzo dużo, Kuba nieco mniej, ale dla obu to jest ważna lekcja: pokory, systematyczności i pracy nad sobą. Gdybym zamykał im drogę i traktował kontrakt jak kajdany, mógłbym wyrządzić tym chłopcom prawdziwą krzywdę. A ja absolutnie nie chcę być o to posądzony. Nie wszyscy wychowankowie Legii zostaną piłkarzami pierwszego zespołu Legii – i trzeba to powiedzieć uczciwie. Naszym zadaniem jest tworzenie ścieżek rozwoju, a nie zatrzymywanie na siłę. Jedni wrócą do Legii po wypożyczeniach, inni zbudują kariery w innych klubach. I to też jest sukces Akademii, jeśli zawodnik znajduje swoje miejsce w piłce. Ta wartość, która wychodzi z Akademii Legii Warszawa, nie jest okazjonalna. Ona jest systemowa. I ja za to ręczę.
W ostatnich dniach pojawił się temat cofnięcia trzech zawodników ze zgrupowania reprezentacji młodzieżowej. Chodzi o Brzezińskiego, Laszczyka i Leśniaka. Jakie były powody tej decyzji?
- Te powołania wpłynęły w terminie, który nie był dla nas terminem optymalnym, nazwijmy to wprost – nie był UEF-owskim W momencie, kiedy przyszły, plany szkoleniowe wobec tych zawodników były już bardzo jasno określone w klubie. My oczywiście zwracaliśmy się do federacji z prośbą o ingerencję w kalendarz współzawodnictwa. Gdyby istniała możliwość przełożenia konkretnych meczów, przy odpowiednim dostosowaniu terminarza, prawdopodobnie pozwolilibyśmy tym zawodnikom wyjechać na zgrupowanie. Natomiast nałożyło się na to bardzo wiele czynników: absencje innych zawodników, urazy, bieżące potrzeby zespołów. Nie mogłem podjąć decyzji, która poświęciłaby wartość całego projektu Akademii i innych drużyn, tylko po to, by trójka zawodników pojechała na kadrę. To byli i są kluczowi zawodnicy swoich zespołów. Trenerzy reprezentacji doskonale o tym wiedzą.
Chcę to jasno powiedzieć: cofnięcie tych zawodników nie jest żadną karą. To nie jest sygnał, że ktoś jest pomijany czy gorzej traktowany. W moim przekonaniu – również w kategoriach etycznych – żaden z nich nie powinien być w przyszłości poszkodowany. Oni powinni i – jestem o tym przekonany – otrzymają kolejne powołania, kiedy tylko kalendarz pozwoli na pogodzenie interesów wszystkich stron. Coraz częściej uczestniczę w pracach komisji technicznych, w wydarzeniach organizowanych przez federację i te wnioski płyną z naszej strony jednoznacznie: roczny kalendarz szkoleniowy musi być spójny, musi uwzględniać potrzeby klubów, reprezentacji i samych zawodników. Kontrola liczby meczów, obciążeń – to jest konieczne. Jeżeli pojawiają się sytuacje niespójne z tym systemem, to moim obowiązkiem jest stać na straży projektu i dbać o zawodników. I tylko tyle.
W ostatni weekend głośno zrobiło się też o Kacprze Potulskim. Strzelił gola Bayernowi w Monachium, regularnie gra i natychmiast pojawiły się głosy, że Legia „znów przegapiła talent”. To będzie wyrzut sumienia akademii?
- Kacper Potulski odszedł z Legii już w czasie, gdy pełniłem funkcję dyrektora Akademii. I powiem to bardzo jasno: nie sądzę, żeby Kacper źle wypowiadał się o okresie spędzonym w Legii. Myślę wręcz, że powinien być z tego czasu zadowolony. Moja komunikacja z nim i z jego tatą – choć trwała krótko – była transparentna i etyczna. Zawodnik i rodzina podjęli decyzję o odejściu. Trzeba pamiętać, że Kacper nie był wówczas zawodnikiem kontraktowym, miał 16 lat, był bardzo uzdolniony, reprezentant młodzieżowy. My oczywiście zabiegaliśmy o to, żeby został.
I powiem coś, co może zabrzmi brutalnie szczerze: gdyby ta sytuacja wydarzyła się dziś, ja jako dyrektor Akademii miałbym zdecydowanie więcej argumentów, żeby Kacper z nami został. Dziś struktura, ścieżki rozwoju, liczba projektów pomostowych są inne niż wtedy. Ale to nie jest historia o „przegapieniu talentu”. To jest historia o świadomej decyzji zawodnika i rodziny, podjętej w określonym momencie, w określonych warunkach.
Zostaje pan w Akademii Legii Warszawa na kolejny sezon?
- Mój kontrakt został przedłużony w czerwcu 2025 roku – na kolejne trzy lata i on na dziś mnie obowiązuje, ale przyszłość trenera i dyrektora jest zawsze niewiadomą. Akademia to nie są wyniki jednej rundy, jednego sezonu czy jednego rocznika. To jest proces. Proces oparty na codziennej pracy, konsekwencji, cierpliwości i coraz wyższych wymaganiach. Nie obiecuję cudów. Obiecuję systemowość. A system – jeśli jest konsekwentnie realizowany – w perspektywie czasu zawsze daje efekty.

Aleksandar Pavlović na celowniku Chelsea i Manchesteru United. Bayern...

Media: Lewandowski w pierwszym składzie Barcelony na rewanż z Atletico...

Real Madryt wzmacnia akademię. 18-letni Fran Santamaria nowym nabytkiem

Lewandowski w nowej rzeczywistości. FC Barcelona traci na znaczeniu...

Szok na Old Trafford. Manchester United przegrywa z Leeds po golach...

Regulamin:
Punktacja rankingu:
Za każdy nowy komentarz użytkownik dostaje 1 punkt. Jednak, gdy narusza on nasze zasady i zostanie dezaktywowany, użytkownik straci 2 punkty. W przypadku częstych naruszeń zastrzegamy sobie możliwość nakładania wyższych kar punktowych, a nawet tymczasowych i permanentnych banów.